CZYTAM SKŁAD, odc. 9: oliwka hydrofilna, PEGi i rak, czyli: nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu


W grupie facebookowej dotyczącej kosmetyków naturalnych jestem od jakiegoś czasu, choć udzielam się w niej znacznie mniej, niż początkowo zakładałam. Dołączyłam tam z myślą, że dowiem się czegoś nowego i będzie z kim podyskutować o naturalnych składach. A też trochę po to, żeby "być na czasie". No to jestem na czasie tak bardzo, że codziennie walczę z ochotą by z tej grupy wyjść i nie marnować sobie zdrowia na bzdury. Dlaczego?
Cóż, pierwszą, bardzo ważną przyczyną jest aktywność wszelkiej maści przedstawicieli handlowych i MLMowych, czyli też handlowych, uniemożliwiająca normalną dyskusję na argumenty. Objawia się to zwykle tym, że na czyjeś pytanie: "mam trądzik/rozstępy/przebarwienia/łuszczycę/boreliozę/AIDS/cokolwiek - co polecicie?", niemal zawsze w odpowiedziach przeważają reklamy cudownych specyfików za jedyne 999 PLN albo wręcz wiele mówiące: "priv". I byłabym zachwycona, gdyby dotyczyło to prywatnych biznesów tych pań, ale nie. Zwykle rzecz dotyczy kolagenu sprowadzanego z Marsa, tudzież oleju arganowego innego niż wszystkie inne oleje arganowe, bo Hamerykańskiego. 
Czy kolagen wyleczy łuszczycę? A przebarwienia? Albo olej arganowy - choćby nie wiem skąd sprowadzany i jak drogi - czy sprawdza się w przypadku absolutnie każdej cery? Nie, ale tutaj wcale nie chodzi o sensowne argumenty. Chodzi, kuźwa, o to, żeby zaspamować wszystkie grupy facebookowe namiarami do swojej piramidki, żeby sprzedać kolejny specyfik z przeciętnym składem kolejnej naiwnej, której się wnikać w szczegóły nie chce lub nie ma do tego głowy. Każdy ma prawo być głupiutki i nikt nie powinien tego wykorzystywać.
No i szlag mnie trafia, nawet gdy o tym piszę siedząc sobie spokojnie w pidżamce, z relaksującym kubkiem zielonej herbaty na podorędziu. Grunt, że inteligent załatwiony na dzień cały ;)
Oczywiście, jest to syf, który ogarnąć powinni admini. Ale rozumiem przecież, że admini też ludzie, mają swoje sprawy a i czasem się nie chce, a grupa jest ogromna, syfi się błyskawicznie. 

Drugą sprawą, która powoduje mój wielki ból, powiedzmy, istnienia, jest - z braku lepszego określenia - wojująca głupota grupowiczek, którym ktoś coś kiedyś powiedział, one to sobie zapamiętały i zdepczą każdego, kto myśli inaczej lub ma mocniejsze argumenty. Wojująca głupota charakteryzuje się tym, że jest głupotą z braku chęci uczenia się oraz wojującą, czyli wzbraniającą się bardzo aktywnie przed nauką nowych rzeczy oraz zwalczającą wszelkie przejawy ciekawości świata u innych. A przy tym szkodzą innym, którzy może jeszcze by chcieli się czegoś dowiedzieć, ale mocą swoich capslocków i wykrzykników z jedynkami, tudzież obszernymi wypowiedziami bez składu i przecinków, potrafią, niestety, pociągnąć za sobą tłumy. A głupie tłumy to już wielka moc, w którą nikt rozsądny kija, ni łyżki dziegciu, nie wsadza. Wyobrażacie sobie stanąć przed tym tłumem i tłumaczyć im, rozwścieczonym na screen jakiegoś składu, że PEGi to nie kryptonit? Że w istocie same ich często używają, nie wiedząc o tym nawet? Bo skąd mają wiedzieć, skoro się nie interesują a im nikt nie powiedział, a jeśli powiedział, to go rytualnie ugotowały i zjadły? 
Koloryzuję i upraszczam, ale do tego sprowadza się zazwyczaj interakcja w tej grupie. Do czytania tych komentarzy, wkurzania się, wycofywania i przenoszenia uwagi na coś wartościowszego. Po co o tym piszę? Głównie po to, żeby spuścić z siebie trochę pary, ale też jako szczepionkę dla Was: kwestionujcie wszystko. Dociekajcie DLACZEGO oraz JAK. Uczcie się. 



Dobra, do rzeczy! Sprawa dotyczy pytania o skład zamieszczonego w grupie - zdjęcie powyżej. Takich pytań - oraz dyskusji w komentarzach - jest codziennie bardzo dużo. Nie jest to więc post szczególny ani wyjątkowy. Oceńcie skład, pogmerajcie w wyszukiwarce, weźcie pod uwagę przeznaczenie tego kosmetyku (Skinfood Black Sugar Cleasing Oil - olejek myjący z czarnym, brazylijskim cukrem). 

Zaczynamy od lektury dwóch postów:


  1. Podstawowa wiedza o emulgatorach - czym są emulgatory? Jak są zbudowane? Jaka jest ich rola w kosmetykach? 
  2. CZYTAM SKŁAD odc. 4: Znowu PEGi straszą :) - czym są PEG-i? Czy są rakotwórcze? Jaka jest ich rola w kosmetykach?
Jeśli tego nie przeczytacie, nie pojedziemy dalej. Wydaje mi się, że w dość przystępny sposób wyjaśniłam tam po co w kosmetykach znajdują się emulgatory oraz dlaczego PEGów nie należy się bać. Tymczasem w grupie facebookowej o kosmetykach naturalnych panuje średniowieczna atmosfera i nadejścia oświecenia nic nie zapowiada. To znaczy, uściślając: ja rozumiem, że nazwa grupy mocno ukierunkowuje preferencje dotyczące składów kosmetyków. Rozważamy tam czy coś naturalne jest, czy nie jest. Ale, do diabła, jeśli nie jest naturalne to nie oznacza, że jest dziełem szatana i za konszachty z nim pójdziemy po śmierci na wieki do kotła. Oznacza jedynie, że osoba szukająca naturalnych rozwiązań w pielęgnacji, wiedząc już, czy skład jest, czy nie jest naturalny w pełni, powinna sama zadecydować czy jej dany nienaturalny składnik przeszkadza, czy nie. A nie zostać zagdakaną przez wojowniczki głupoty.
Zresztą, odpowiedzcie mi na pytanie: czy ropa naftowa jest składnikiem naturalnym? A wegańskim? Ha? Pomyślcie dobrze.


Tymczasem w odpowiedziach dominują hasła rodem z najlepszych praktyk prania mózgu. "Mineral oil = nie kupuj", "To najgorszy olej jaki może być", "PEGi są rakotwórcze". Wybaczcie porównanie, ale przypomina mi to moją babcię słuchającą znanego radia 24/7, z którą potem nie dało się porozmawiać, bo odtwarzała dosłownie wszystkie cytaty jak papuga, nie zastanawiając się nad ich sensem.
Nawiasem mówiąc, moje pytanie o źródło informacji na temat rakotwórczości PEGów pozostało do dzisiaj bez odpowiedzi. Czy choćby lajka :C
Drugim nawiasem mówiąc, nawiązując do jednego z komentarzy, wskażcie mi naturalne oleje roślinne, które nie są wegańskie? Albo jednocześnie polskie i testowane na zwierzętach?


Mój komentarz o PEG-7, zawartym w szeroko tam polecanym olejku myjącym z BU pozostał bez echa (patrz screen wyżej; nie jest to też jedyny post, w którym dziewczyny sobie - i słusznie zresztą, bo to fajny produkt jest - olejek z BU polecają). Choć po cichu liczę na to, że kto miał zacząć myśleć, ten zaczął. Świat nie może być tak całkiem beznadziejny przecież.

Na koniec moja szybka,  pobieżna dość, analiza składu ww olejku myjącego ze Skinfood. Jest to prosta mikroemulsja, z jednej strony zbudowana na najtańszym oleju mineralnym, a z drugiej okraszona substancjami aktywnymi z wyższej półki: ceramidy, sodium PCA czyli humektant występujący w naturalnym czynniku nawilżającym, do tego silnie nawilżająca betaina i komplet aminokwasów kondycjonujących skórę. To wszystko jest spłukiwane ze skóry zanim zdąży cokolwiek na niej zdziałać i nie ma znaczenia powtarzalność zabiegu (bo myjemy się wszak codziennie), skoro jego czas trwania jest zbyt krótki. Dodatkowo, tym bardziej nie powinno nam zależeć na przenikaniu substancji z produktów do mycia, bo sam proces mycia z założenia ma myć. Oznacza to, że zbyt długie masowanie skóry drogim olejkiem myjącym zawierającym fajne substancje aktywne prędzej spowoduje zatrzymanie brudu w "porach" skóry i jej zanieczyszczenie/zapchanie, niż cokolwiek dobrego. Mycie twarzy, a już zwłaszcza zmywanie makijażu, powinno trwać dość krótko a zemulgowany brud spłukujemy szybko i ewentualnie czynność powtarzamy, jeśli się gdzieś nie domyło. Nigdy nie masujemy twarzy brudem w nieskończoność!



Rozumiem niechęć do mycia twarzy tygodniową fryturą z PEGiem (choć do umycia piekarnika czy zmycia smogu z mebli balkonowych już bym takiej mieszaniny użyła z radością. Ba, nawet do zmycia brudu kominkowego czy smaru rowerowego z rąk!), ale z drugiej strony dążenie do pakowania w olejek myjący drogocennych składników jest oznaką braku zrozumienia tematu. Pod tym względem naprawdę olejek myjący z Biochemii Urody wygrywa prostotą składu, jego naturalnością i skutecznością, oraz - zapewne - ceną. Ciskam się, bo w Skinfood są te "okropeczne" PEGi, a ten sam PEG w olejku myjącym z BU to - zdaje się - nie rakotwórczy PEG, a glyceryl cocoate, czyli coś słodkiego i kokosowego dla tych najmocniej się udzielających w grupie komentatorek. 
Nie kupiłabym, robię sobie od lat własny olejek myjący. Ale nie dlatego, że ten produkt jest rakotwórczy i zrobi mi wysyp pryszczy na twarzy - bo nie jest i nie zrobi. Od kiedy mam suchą skórę mogę na nią ładować trzy warstwy parafiny z silikonami, przeplatane olejami i jest promienna, gładka i jędrna jak nigdy. Wiem też, że u niejednej mojej koleżanki olej mineralny, i owszem, nawet w olejku myjącym, może spowodować pogorszenie stanu cery. Po prostu trzeba wiedzieć aby umieć ocenić, czy dany skład nadaje się do stosowania przy konkretnym rodzaju cery. Uważam, że ten produkt jest przekombinowany i jedyne, co ma fajne to butelka z pompką. Tymczasem, zorientowałam się, że wiele osób komentujących to zdjęcie ze składem założyło, iż jest to olejek niespłukiwalny, do pielęgnacji skóry np. zamiast kremu. Ot i pointa: po cholerę mi umiejętność czytania składów? Po taką, żeby zastanowić się co robi w składzie olejku do twarzy cukier chociażby.

Póki co, nie wdaję się (zbyt często!) w jałowe dyskusje i zostaję w tej grupie. Głównie z powodu tej garstki ogarniętych, rzeczowych i sympatycznych osób, z którymi da się porozmawiać o czymś więcej, nauczyć się czegoś nowego, nie gnuśnieć z klapkami na oczach. Właśnie przyszło mi też do głowy, że mogę po prostu blokować te najbardziej upierdliwe konsultantki, na każde pytanie odpowiadające: kolagen!

Pozdrawiam
Arsenic

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger