Arsenic - naturalnie z przekorą
 Mózg wie, jakiego koloru powinien być świat

Mózg wie, jakiego koloru powinien być świat

ARSENIC
kolor · percepcja · pamięć
psychofizjologia widzenia · efekt koloru pamięciowego · percepcja barwy
O tym, dlaczego mózg nie tylko widzi kolor, ale także pamięta, jakiego koloru powinny być rzeczy.
Aleksandra Galiszkiewicz · ARSENIC

Na plakacie Javiera Jaéna wszystko jest na swoim miejscu, a jednak od pierwszej sekundy wiadomo, że coś się nie zgadza. Jest jajko sadzone, jest żółtko, jest białko, proporcje są prawidłowe, kontur nie pozostawia żadnych wątpliwości, co właściwie oglądamy. Problem polega na tym, że żółtko jest białe, a białko żółte. Samo przestawienie dwóch barw wystarcza, żeby znajomy obraz zrobił się obcy, trochę absurdalny i zaskakująco trudny do zignorowania.

Plakat Javiera Jaéna do spektaklu Why? Petera Brooka i Marie-Hélène Estienne
Javier Jaén, plakat do spektaklu Why? Petera Brooka i Marie-Hélène Estienne, Centro Dramático Nacional / Teatro María Guerrero, Madryt, 2019. Źródło: Javier Jaén .

Co ciekawe, grafika nie powstała jako ilustracja do popularnonaukowego wpisu o psychologii koloru. Jaén zaprojektował ją do spektaklu Why? Petera Brooka i Marie-Hélène Estienne, granego w 2019 roku w Teatro María Guerrero w Madrycie. Jaén bardzo często buduje swoje obrazy właśnie na podobnych przesunięciach: bierze przedmiot doskonale znajomy i narusza jedną z jego najbardziej oczywistych właściwości, pozostawiając całą resztę na miejscu. Dzięki temu obraz daje się rozpoznać natychmiast, ale równie szybko informuje nas, że reguły świata zostały naruszone.

Mózg ma oczekiwania dotyczące tego, jakiego koloru powinny być rzeczy.

I właśnie dlatego to jajko jest bardzo dobrym punktem wyjścia do rozmowy o percepcji koloru, tylko trochę ciekawszej niż klasyczne opowieści o tym, że czerwień pobudza, niebieski uspokaja, a zieleń kojarzy się z naturą. Tutaj chodzi o coś wcześniejszego i znacznie bardziej fundamentalnego: kolor może być częścią informacji potrzebnej do rozpoznania tego, na co patrzymy, a wiedza o typowym kolorze rzeczy może później wpływać również na sposób, w jaki interpretujemy aktualny bodziec.

Kolor bywa częścią odpowiedzi na pytanie „co to jest?”

W psychologii widzenia istnieje pojęcie color diagnosticity, diagnostyczności koloru. Określa ono, jak mocno dany obiekt jest związany w naszej wiedzy z określoną barwą i jak bardzo ta barwa pomaga go rozpoznać. Banan jest klasycznym przykładem obiektu o wysokiej diagnostyczności koloru. Lampa już niekoniecznie, ponieważ może być czerwona, czarna, niebieska albo zielona i nadal nie dzieje się nic szczególnego z jej tożsamością. W przypadku banana żółć należy do zestawu cech, których mózg nauczył się oczekiwać.

James Tanaka i Lynn Presnell pokazali to bardzo elegancko już w 1999 roku. Badani szybciej rozpoznawali obiekty o wysokiej diagnostyczności koloru, kiedy widzieli je w ich typowej barwie, niż wtedy, kiedy były achromatyczne albo miały kolor niezgodny z oczekiwaniem. Przy obiektach, których tożsamość nie jest tak mocno związana z konkretnym kolorem, podobna przewaga znikała. Co więcej, kiedy badacze pogarszali informację o kształcie, pozostawiając informację barwną, kolor stawał się jeszcze bardziej pomocny przy rozpoznawaniu obiektów silnie z nim związanych.

To jest drobna rzecz, ale bardzo skutecznie rozwala intuicję, według której najpierw rozpoznajemy przedmiot, a potem rejestrujemy, jakiego jest koloru. Układ wzrokowy nie musi wykonywać tych czynności w tak schludnej kolejności. Informacja o kształcie, barwie, fakturze, położeniu i otoczeniu jest przetwarzana równolegle i składana w coś, co ostatecznie rozpoznajemy jako konkretny przedmiot. W przypadku niektórych obiektów kolor jest dodatkiem mało istotnym, a w przypadku innych naprawdę pomaga odpowiedzieć na pytanie: „co to właściwie jest?”.

Christoph Witzel i Karl Gegenfurtner ujmują sprawę jeszcze szerzej: podstawową funkcją widzenia barwnego nie jest przecież wykonywanie wewnętrznej kolorymetrii, tylko pomaganie nam w rozpoznawaniu przedmiotów i materiałów w środowisku. Kolor jest więc informacją użytkową. Pomaga odróżniać powierzchnie, materiały, stan obiektu, jego dojrzałość, świeżość, a czasem właśnie jego tożsamość.

A co, jeśli banan jest naprawdę szary?

Tutaj zaczyna się dużo dziwniejsza część. W 2006 roku Thorsten Hansen, Maria Olkkonen, Sebastian Walter i Karl Gegenfurtner przeprowadzili eksperyment, który stał się jednym z najbardziej znanych przykładów memory color effect, efektu koloru pamięciowego. Badani oglądali fotografie dobrze znanych owoców i warzyw i mieli regulować ich barwę aż do momentu, w którym obiekt wyda im się całkowicie szary. Wśród bodźców znalazły się między innymi banan, cytryna, marchew, pomarańcza, sałata, winogrona i cukinia.

Badani nie zatrzymywali regulacji dokładnie w punkcie kolorymetrycznej szarości. W przypadku banana trzeba było przesunąć obraz lekko w stronę barwy przeciwstawnej jego typowej żółci, żeby uznali go za naprawdę neutralny. Mówiąc prościej: fizycznie szary banan potrafił nadal wyglądać odrobinę żółto, więc należało dołożyć trochę niebieskawego przesunięcia, żeby wyzerować to wrażenie.

Javier Jaén, Goya – banan na różowym tle
Javier Jaén, Goya. Banan, który tym razem bardzo dobrze wie, że jest bananem. Źródło: Javier Jaén .

Informacja o typowym kolorze przedmiotu nie musi leżeć sobie spokojnie w szufladzie podpisanej „wiedza o bananach”. Może brać udział w interpretowaniu aktualnego bodźca wzrokowego.

To jest jeden z tych wyników, które brzmią niemal komicznie, dopóki nie uświadomimy sobie, co właściwie znaczą. Jeśli wyobrażamy sobie widzenie jako proces podobny do pracy aparatu fotograficznego, powinno być przecież bardzo prosto: do oka wpada określony sygnał, układ nerwowy go rejestruje i dostajemy gotowy obraz. Problem w tym, że układ wzrokowy nigdy nie dostaje gotowego „koloru przedmiotu”. Dostaje światło.

Widzimy świat i jednocześnie pamiętamy świat

To, co dociera do siatkówki, zależy jednocześnie od właściwości powierzchni i od światła, które ją oświetla. Zielony samochód w południe, o zachodzie słońca i pod lampą uliczną wysyła do oka różne rozkłady energii spektralnej, a jednak zazwyczaj nadal widzimy go jako ten sam zielony samochód. Ten mechanizm stabilizowania wyglądu barwy mimo zmian oświetlenia nazywamy stałością barwy, czyli color constancy.

Układ wzrokowy musi więc przez cały czas rozwiązywać pewien problem odwrotny: na podstawie sygnału, który otrzymał, próbuje ustalić, jaka kombinacja powierzchni, oświetlenia i otoczenia mogła ten sygnał wytworzyć. Słowo „zgadywać” może brzmieć mało naukowo, ale jest tutaj całkiem uczciwe. Mózg nie dostaje etykietki „to jest światło zachodzącego słońca, odejmij jego wpływ”. Dostaje rozkład pobudzeń fotoreceptorów oraz ogrom informacji z całej sceny i na tej podstawie rekonstruuje najbardziej prawdopodobną sytuację w świecie.

W tym miejscu często pojawiają się modele bayesowskie. Nie trzeba przy tym robić z twierdzenia Bayesa magicznego wyjaśnienia całej neurobiologii. Sama intuicja jest prosta: jeśli sygnał sensoryczny jest niepełny albo niejednoznaczny, warto połączyć go z wcześniejszą wiedzą o tym, jakie przyczyny zwykle taki sygnał wytwarzają. Mamy więc aktualne dane oraz prior, czyli wcześniejsze prawdopodobieństwo. Jeżeli widzimy obiekt, który wygląda jak banan, a z tysięcy wcześniejszych spotkań z bananami wiemy, że zazwyczaj jest żółty, ta informacja może zostać użyta przy interpretacji bodźca.

Witzel, Olkkonen i Gegenfurtner spróbowali w 2018 roku opisać efekt koloru pamięciowego właśnie w taki sposób. W ich modelu wiedza o typowym kolorze obiektu działała jako prior wpływający na punkt, który badani wybierali jako szarość. Model nie tłumaczył każdego szczegółu danych i autorzy nie przedstawiali go jako zamkniętej teorii całego zjawiska, ale potrafił odtworzyć istotną część obserwowanego efektu.

To podejście dobrze pokazuje jedną rzecz: stabilne widzenie świata prawdopodobnie wymaga ciągłego korzystania z wiedzy o świecie. Gdyby układ wzrokowy za każdym razem traktował każdy napływający sygnał jak kompletnie nową informację, codzienne środowisko byłoby znacznie bardziej chaotyczne. Oświetlenie zmienia się bez przerwy, część przedmiotów jest zasłonięta, kontrast zależy od otoczenia, a sygnał dochodzący do oka jest pełen niedookreśleń. Wcześniejsze doświadczenie jest więc niezwykle użytecznym filtrem.

Tylko czy człowiek naprawdę widzi tę żółć?

W tym miejscu zaczyna się spór dużo ciekawszy niż sam niebieskawy banan. Skąd właściwie wiemy, że badany widzi banana jako lekko żółtego, skoro prosimy go tylko o przesunięcie suwaka? Być może jego percepcja się nie zmieniła. Być może fizycznie szary banan wygląda mu całkowicie szaro, ale człowiek wie, że banany są żółte, i ta wiedza wpływa dopiero na decyzję, którą podejmuje przy wykonywaniu zadania.

W psychologii percepcji jest to część większej dyskusji o cognitive penetrability, czyli o tym, czy wiedza, przekonania, pamięć i oczekiwania mogą rzeczywiście zmieniać treść doświadczenia perceptualnego, czy raczej wpływają na uwagę, interpretację, późniejszy osąd albo sposób udzielania odpowiedzi. To rozróżnienie może brzmieć jak akademickie dzielenie włosa na czworo, ale metodologicznie jest fundamentalne. Jeśli chcemy powiedzieć, że wiedza zmieniła widzenie, musimy pokazać coś więcej niż zmianę w odpowiedzi badanego.

J.J. Valenti i Chaz Firestone zwracali na ten problem uwagę w 2019 roku, analizując właśnie badania nad kolorem pamięciowym. Efekt jest dobrze udokumentowany, ale z samego faktu, że człowiek przesuwa neutralny punkt w określoną stronę, nie wynika jeszcze automatycznie, na którym etapie całego procesu zaszła zmiana. Możemy mieć zmianę w percepcji, ale możemy też mieć zmianę w osądzie dotyczącym tego, co zostało zobaczone.

Ta debata jest ważna również dlatego, że mózg nie jest jednym pudełkiem, w którym „percepcja”, „wiedza” i „decyzja” siedzą obok siebie. Informacja przepływa przez rozległe sieci neuronalne, a reprezentacje koloru, kształtu i wiedzy o obiektach w wielu miejscach się ze sobą spotykają. Badania nad wiedzą o typowych kolorach przedmiotów pokazują między innymi udział brzusznej kory potyliczno-skroniowej, czyli ventral occipitotemporal cortex, w przetwarzaniu zarówno informacji wizualnej, jak i semantycznej wiedzy dotyczącej obiektów. Nie oznacza to oczywiście, że znaleźliśmy w mózgu półkę podpisaną „żółte banany”. Pokazuje natomiast, że wiedza o przedmiocie i jego cechach nie jest odseparowana od całego systemu, który pomaga nam ten przedmiot rozpoznać.

Rok 2026 i banan wraca

W 2026 roku Vincent Plikat, Pablo R. Grassi, Michael M. Bannert i Andreas Bartels podeszli do tego problemu z innej strony. Zastosowali rywalizację obuoczną, czyli binocular rivalry. To bardzo ciekawe zjawisko: kiedy każde oko otrzymuje inny obraz, mózg nie zawsze składa oba spokojnie w jeden kompromis. Świadome doświadczenie potrafi przełączać się między konkurującymi interpretacjami, przez chwilę dopuszczając do świadomości jedną, a potem drugą.

Badacze wykorzystali tę konkurencję, żeby sprawdzić, czy typowy kolor obiektu może wpłynąć na to, która wersja obrazu częściej dostanie się do świadomej percepcji. Dwudziestu czterem osobom pokazywano dobrze znane obiekty w dwóch przeciwnych barwach, na przykład czerwonej i zielonej albo niebieskiej i żółtej, przy czym jedna z nich odpowiadała typowemu kolorowi danego przedmiotu. Fizyczne pary bodźców były takie same, zmieniało się natomiast znaczenie obiektu, na który nałożono kolor.

Wersja zgodna z typowym kolorem przedmiotu częściej uzyskiwała przewagę w świadomej percepcji. Autorzy interpretują ten wynik jako argument za tym, że wcześniejsza wiedza pomaga rozstrzygać niejednoznaczny sygnał i może przesuwać świadome doświadczenie w stronę bardziej prawdopodobnej interpretacji. To szczególnie ciekawe dlatego, że rywalizacja obuoczna pozwala ograniczyć część problemów związanych z późniejszym osądem czy prostym „zgadywaniem odpowiedzi”, które ciążyły nad wcześniejszymi eksperymentami.

Badanie nie zamyka oczywiście całej debaty o poznawczym wpływie na percepcję i byłoby przesadą przedstawiać je jako ostateczny dowód, że myśli dowolnie zmieniają to, co widzimy. Pokazuje coś znacznie ciekawszego: wiedza o typowych kolorach może działać jeszcze zanim świadomy obserwator usiądzie nad gotowym obrazem i zacznie go komentować. Może uczestniczyć w konkurencji pomiędzy możliwymi interpretacjami bodźca.

Percepcja nie zaczyna się od czystej kartki. Mózg patrzy na nowy bodziec wyposażony w całą historię wcześniejszego patrzenia.

Dlaczego więc jajko Jaéna tak skutecznie uwiera?

Żółte białko i białe żółtko łamią bardzo konkretną regularność, którą mózg zna tak dobrze, że nie musimy jej świadomie przywoływać. Nikt przecież nie patrzy na ten obraz i nie przeprowadza rozumowania, że żółtko kurze zawiera pigmenty pochodzące między innymi z karotenoidów, więc jego barwa powinna mieścić się w określonym zakresie żółci i pomarańczy, podczas gdy ścięte białko powinno być jasne. Obraz po prostu wydaje się nieprawidłowy, a dopiero później możemy rozebrać to wrażenie na części i zastanowić się, skąd właściwie się wzięło.

To właśnie jest dla mnie w tych badaniach najciekawsze. Pokazują, jak ogromna ilość wiedzy o świecie została wbudowana w nasze najbardziej banalne doświadczenia. Patrzenie trudno opisać jako prosty proces, w którym świat najpierw trafia do oka, następnie zostaje wiernie przepisany w mózgu, a dopiero na końcu otrzymuje znaczenie. Układ wzrokowy od początku pracuje na relacjach, kontrastach i prawdopodobieństwach, korzysta z informacji o otoczeniu, a na dalszych etapach również z doświadczenia i pamięci, dzięki którym może stabilizować interpretację tego, co widzimy.

Zdanie „mózg wie, jakiego koloru powinien być świat” jest oczywiście skrótem. Mózg nie ma jednej poprawnej palety rzeczywistości zapisanej gdzieś w korze. Ma za to ogromną historię statystycznych regularności: wie, że pewne rzeczy zwykle występują w określonych zakresach barw, że zmiana oświetlenia obejmuje zazwyczaj większą część sceny, że powierzchnie zachowują część swoich właściwości mimo zmiany światła i że niektóre interpretacje bodźca są w danych warunkach bardziej prawdopodobne od innych.

Czasami te przewidywania pomagają znakomicie i dzięki nim świat pozostaje dla nas stabilny. Czasami prowadzą do iluzji albo sprawiają, że fizycznie neutralny banan nadal wygląda trochę zbyt żółto. W obu sytuacjach możemy podejrzeć mechanizm, który zazwyczaj działa tak dobrze, że w ogóle go nie zauważamy.

Dlatego coraz mniej sensowne wydaje mi się mówienie o kolorze jak o czymś, co przedmiot po prostu „ma”, a oko po prostu „widzi”. Fizycznie możemy opisywać widmo światła, charakterystykę odbicia powierzchni, pobudzenie czopków, współrzędne w przestrzeni barw czy luminancję. To są realne i mierzalne wielkości, bez których nie da się poważnie rozmawiać o kolorze. Żaden z tych pomiarów sam w sobie nie jest jednak doświadczeniem barwy. To doświadczenie powstaje w układzie, w którym spotykają się światło, powierzchnia, receptor, otoczenie, adaptacja, pamięć i wiedza o świecie.

Można więc potraktować pamięciowy kolor banana jako mały fragment znacznie większego problemu. Percepcja jest próbą zrekonstruowania przyczyn sygnału, który właśnie otrzymaliśmy. Czasami trzeba oddzielić kolor powierzchni od koloru oświetlenia, czasami rozpoznać niedoświetlony przedmiot, czasami zignorować szum, a czasami zauważyć, że ktoś zrobił żółte białko jajka.

I być może właśnie dlatego plakat Jaéna działa tak dobrze. Nie pokazuje nam obiektu nierozpoznawalnego. Gdyby przedstawiał zupełnie abstrakcyjny kształt, nie byłoby żadnego konfliktu. Pokazuje jajko, które mózg rozpoznaje natychmiast, a potem odbiera mu jedną z regularności, które zwykle pomagają to jajko rozumieć. Kształt i struktura mówią jedno, wiedza o typowym kolorze wnosi drugie. Ten niewielki zgrzyt wystarcza, żeby obraz zatrzymał uwagę.

Kolor okazuje się więc czymś znacznie bardziej interesującym niż dekoracyjna warstwa świata. Jest informacją o obiektach i materiałach, elementem ich rozpoznawania, wskazówką dotyczącą prawdopodobnej interpretacji sceny, a czasami także oczekiwaniem, które mózg wnosi do obrazu jeszcze zanim zdążymy świadomie zastanowić się nad tym, co właściwie widzimy.

A jak Arsenic

I właśnie to fascynuje mnie w kolorze

Im dłużej zajmuję się analizą kolorystyczną, tym mniej interesują mnie gotowe regułki, które trzeba przyjąć na wiarę. Znacznie bardziej interesuje mnie to, co znajduje się pod nimi: fizyka światła, biologia człowieka, psychofizjologia widzenia, sposób działania percepcji, pamięci i kontrastu. Kopię głęboko właśnie po to, żeby odpowiedzi, które daję później konkretnej osobie, były sensowne, użyteczne i możliwe do uargumentowania, a nie oparte wyłącznie na tym, że „tak się robi”.

W taki sposób pracuję podczas stacjonarnych analiz kolorystycznych i w taki sposób uczę na szkoleniu Biologiczne i fizyczne podstawy analizy kolorystycznej człowieka. Jeżeli interesuje Cię kolor właśnie od tej strony — jako zjawisko, które można obserwować, rozumieć, sprawdzać i przekładać na praktykę — zapraszam.

Źródła i dalsze czytanie

  1. Tanaka, J.W., Presnell, L.M. (1999). Color diagnosticity in object recognition. Perception & Psychophysics, 61, 1140–1153. PubMed
  2. Hansen, T., Olkkonen, M., Walter, S., Gegenfurtner, K.R. (2006). Memory modulates color appearance. Nature Neuroscience, 9, 1367–1368. DOI
  3. Witzel, C., Olkkonen, M., Gegenfurtner, K.R. (2018). A Bayesian model of the memory colour effect. i-Perception, 9(3). DOI
  4. Witzel, C., Gegenfurtner, K.R. (2018). Color Perception: Objects, Constancy, and Categories. Annual Review of Vision Science, 4, 475–499. DOI
  5. Valenti, J.J., Firestone, C. (2019). Finding the “odd one out”: Memory color effects and the logic of appearance. Cognition, 191, 103934. DOI
  6. Plikat, V., Grassi, P.R., Bannert, M.M., Bartels, A. (2026). Memory color influences conscious object perception. Neuroscience of Consciousness, 2026(1), niag055. DOI

  Blondyni z Wysp Salomona

Blondyni z Wysp Salomona

ARSENIC
człowiek · percepcja · kolor

biologia pigmentacji · HVC · analiza kolorystyczna

O tym, dlaczego człowieka łatwiej zrozumieć, kiedy przestaje się go klasyfikować.

Aleksandra Galiszkiewicz · ARSENIC

Blond włosy i bardzo ciemna skóra wyglądają na zestaw niezwykły głównie dlatego, że przywykliśmy do oglądania ludzkiej pigmentacji przez pryzmat kilku dobrze znanych europejskich konfiguracji. Jasna skóra występuje w naszym otoczeniu często razem z jasnymi włosami i tęczówkami, ciemniejsze włosy często towarzyszą ciemniejszej oprawie oczu. Kiedy poszczególne elementy tego zestawu zaczynają zachowywać się niezależnie, łatwo odnieść wrażenie, że coś do siebie „nie pasuje”.

Biologia człowieka żadnej takiej umowy jednak nie podpisała.

W Melanezji, między innymi na Wyspach Salomona, naturalne blond włosy występują u ludzi o bardzo silnie pigmentowanej skórze. Nie są rezultatem rozjaśniania włosów słońcem ani wodą morską i nie dają się wyjaśnić niedawną domieszką europejską. W 2012 roku zespół Eimear Kenny opublikował w Science badanie, które wskazało jeden z głównych mechanizmów odpowiedzialnych za ten fenotyp: wariant genu TYRP1, prowadzący do zamiany aminokwasu w białku TYRP1 — Arg93Cys, zapisywanej również R93C. W populacji badanej na Wyspach Salomona allel osiągał częstość około 26%, a blond włosy były silnie związane z posiadaniem dwóch jego kopii. [Kenny i wsp., 2012]

Naturalnie blond włosy u mieszkańca Melanezji
Naturalnie blond włosy u mieszkańca Melanezji, Vanuatu. Fot. Graham Crumb, Wikimedia Commons, CC BY-SA 2.0 . Źródło .
To drobna zmiana zapisu, która prowadzi nas bardzo głęboko w biologię koloru człowieka.

Arginina staje się cysteiną

Zapis R93C oznacza, że w pozycji 93 białka TYRP1 arginina została zastąpiona cysteiną. R jest jednoliterowym symbolem argininy, C — cysteiny. Tyrozyna, z którą łatwo tutaj o skojarzenie ze względu na nazwę tyrosinase-related protein 1, miałaby symbol Y.

Ta zamiana jest interesująca z powodów strukturalnych. TYRP1 zawiera obszar bogaty w cysteiny i stabilizujące białko mostki dwusiarczkowe. Arginina 93 znajduje się blisko skupiska takich wiązań. Dodanie kolejnej cysteiny może zaburzać ich prawidłowe tworzenie, a wraz z nim fałdowanie i stabilność całego białka. Badanie struktury ludzkiego TYRP1 opublikowane kilka lat po pracy Kenny wskazało właśnie taki mechanizm jako prawdopodobną konsekwencję R93C. Ta sama praca pokazała zresztą, że ludzki TYRP1 ma w centrum aktywnym dwa jony cynku, a jego rzeczywista funkcja enzymatyczna jest bardziej złożona, niż zakładały wcześniejsze modele. [Lai i wsp., 2017]

Pierwotna praca z Science zwracała uwagę na dodatkowy trop. U myszy istnieje mutacja Tyrp1 R38C, również zamieniająca argininę na cysteinę. Towarzyszą jej zmniejszona stabilność i funkcja TYRP1 oraz mniejsza zawartość melaniny we włosach. Podobieństwo obu mutacji dostarcza dobrego modelu roboczego dla R93C u człowieka, chociaż analogia z myszą pozostaje analogią i nie zastępuje bezpośredniego badania melanezyjskich włosów.

Ważne: cysteina pojawiająca się w zapisie R93C nie staje się „cysteiną we włosie”, która kierowałaby melanogenezę w stronę feomelaniny. Jest jednym z aminokwasów budujących białko TYRP1. Cysteina rzeczywiście odgrywa fundamentalną rolę w powstawaniu feomelaniny, ale w zupełnie innym miejscu całego procesu.

Blond nie musi oznaczać dużej ilości feomelaniny

Ludzką pigmentację zwykle opisujemy przede wszystkim poprzez dwie duże rodziny melanin: brunatnoczarną eumelaninę i żółtawo-czerwonawą feomelaninę. Rzeczywisty pigment jest chemicznie bardziej złożony niż takie dwa słowa sugerują, ale podział jest użytecznym punktem wyjścia.

Intuicja może podpowiadać, że żółtawy blond zawdzięcza barwę dużej ilości żółtawej feomelaniny. Analizy chemiczne ludzkich włosów pokazują inny obraz. Shosuke Ito i Kazumasa Wakamatsu badali zawartość obu rodzajów pigmentu we włosach czarnych, ciemnobrązowych, brązowych, jasnobrązowych, blond i rudych. Wraz z przechodzeniem od włosów czarnych do blond systematycznie malała przede wszystkim zawartość eumelaniny. Feomelanina pozostawała na stosunkowo niskim poziomie w większości nierudych włosów; wyraźnie duży jej udział pojawiał się we włosach rudych. [Ito, Wakamatsu, 2011]

Blond może więc powstać poprzez bardzo małą ilość ciemnego pigmentu. Gdy eumelaniny jest niewiele, coraz większego znaczenia nabiera struktura samego włosa, sposób rozpraszania światła, rozmieszczenie pigmentu oraz własności melanosomów. Żółtawy czy złotawy wygląd włosa nie stanowi sam w sobie dowodu na dominację feomelaniny.

W przypadku mieszkańców Wysp Salomona najbardziej prawdopodobny model prowadzi obecnie przez zaburzoną eumelanizację włosa związaną z TYRP1. Nadal jest to model, którego ważnego elementu brakuje.

Badanie, którego nikt jeszcze najwyraźniej nie zrobił

Melaninę we włosach umiemy analizować chemicznie od dawna. Już w latach osiemdziesiątych opracowano metody wykorzystujące chemiczną degradację pigmentu i chromatografię cieczową. Później zestaw markerów oraz metody oznaczeń były rozwijane i udoskonalane. PTCA może służyć jako marker eumelaniny, TTCA jako jeden z markerów feomelaniny, a 4-AHP pozwala analizować komponent feomelaninowy po hydrolizie kwasem jodowodorowym. [Ito, Fujita, 1985]

Można także badać strukturę eumelaniny bardziej szczegółowo, między innymi udział jednostek pochodzących od DHI i DHICA, oraz zestawić analizę chemiczną z mikroskopowym obrazem melanosomów. Badania tego rodzaju wykonywano na ludzkich włosach różnych kolorów. [Ozeki, Ito, Wakamatsu, 1996]

A jednak w literaturze, którą udało mi się znaleźć, nadal nie ma eksperymentu, który najbardziej chciałabym tutaj zobaczyć: porównania włosów osób z Wysp Salomona o genotypach związanych z TYRP1 R93C i bez tego wariantu oraz bezpośredniego oznaczenia eumelaniny, feomelaniny, składu eumelaniny i morfologii melanosomów.

Mamy: genotyp · fenotyp · strukturę TYRP1 · techniki pozwalające zbadać pigment.

Brakuje doświadczenia, które połączyłoby te elementy w jednym badaniu.

Dlatego na obecnym etapie można rozsądnie podejrzewać, że jasność melanezyjskich włosów wiąże się z niewielką ilością prawidłowo wytwarzanej eumelaniny i być może również zmianami dotyczącymi organizacji pigmentu czy melanosomów. Nie wiemy jeszcze, czy głównym efektem R93C jest sama ilość eumelaniny, jej właściwości chemiczne, dojrzewanie melanosomów, sposób upakowania pigmentu czy kilka tych zjawisk jednocześnie.

Ta luka jest dla mnie szczególnie ciekawa, ponieważ wizualny rezultat przypomina coś doskonale znajomego z niskopigmentowanych populacji europejskich: bardzo jasny włos. Podobny efekt obserwacyjny może więc powstać różnymi drogami biologicznymi.

Kolor jest rezultatem. Nie zdradza automatycznie całej drogi, która do niego doprowadziła.

Skóra najwyraźniej nie dostała tej samej wiadomości

Najbardziej interesującą cechą R93C pozostaje tkankowa selektywność jego efektu.

W 2014 roku Heather Norton i współpracownicy zbadali 550 mieszkańców północnej Melanezji. Wariant 93C występował tam ze średnią częstością około 12%, niższą niż około 26% obserwowane wcześniej na Wyspach Salomona, a jego częstość bardzo wyraźnie różniła się pomiędzy poszczególnymi wyspami. Wciąż był istotnie związany z jaśniejszym włosem. Nie wykazano analogicznego związku z jaśniejszą pigmentacją skóry. [Norton i wsp., 2014]

To jest jedna z tych informacji, które potrafią uporządkować myślenie o kolorystyce człowieka lepiej niż kolejna tabela typów.

Skóra, włosy i tęczówki korzystają z melanogenezy i melanosomów, ale nie są trzema końcówkami jednego suwaka. Ilość pigmentu, jego rodzaj, rozmieszczenie, aktywność melanocytów, funkcjonowanie melanosomów i ekspresja poszczególnych genów mogą różnić się pomiędzy tkankami.

Możemy więc oglądać człowieka o bardzo wysokiej pigmentacji eumelaninowej skóry i ciemnych tęczówkach, którego włosy poprzez zmianę dotyczącą konkretnego elementu aparatu pigmentacyjnego stały się blond.

Z punktu widzenia biologii jest to ciekawa kombinacja cech. Z punktu widzenia systemu oczekującego, że ciemna skóra powinna przychodzić w komplecie z ciemnymi włosami, staje się „problemem do rozwiązania”.

Problem stworzył jednak system, nie człowiek.

Kieran Dodds i rude włosy, które odmawiają pozostania w jednej szufladzie

Podobną lekcję, tyle że fotograficzną, daje od lat Kieran Dodds w projekcie Gingers.

Projekt zaczął się w Szkocji, gdzie rude włosy mają bardzo silne znaczenie kulturowe i łatwo uznać je niemal za lokalny znak rozpoznawczy. Dodds wyszedł jednak daleko poza Szkocję. Gingers obejmuje portrety wykonane przez jedenaście stref czasowych, od obu Ameryk przez Europę po Bliski Wschód i Azję. Fotograf opisuje projekt jako historię przepływu DNA przez kultury i pokolenia. [Gingers — strona projektu]

W nowszej kontynuacji, Gingers of America, wśród osób zgłaszających się do projektu pojawiali się ludzie o szkockich i irlandzkich korzeniach, ale także rdzenni Amerykanie, Latynosi czy osoby z pochodzeniem środkowoazjatyckim. Sam projekt przesuwa więc uwagę z prostego skojarzenia „rudy = Celt” ku historii migracji, rekombinacji i różnorodności ludzi, którzy mogą nosić podobną cechę. [Gingers of America]

Fotografie Doddsa są dla mnie interesujące również kolorystycznie. Rudość włosa za każdym razem pozostaje bardzo wyrazistym elementem pejzażu człowieka, ale pejzaż wokół niej się zmienia. Zmienia się jasność skóry, jej barwa, pigmentacja oczu, oprawa oka, kontrast, ilość eumelaniny w pozostałych strukturach. Samo stwierdzenie „rude włosy” mówi więc zaskakująco mało o całym człowieku.

W swoich analizach widzę dokładnie to samo. Rudy włos może znaleźć się przy bardzo jasnej biało-różowej skórze i niebieskich tęczówkach, może też pojawić się w znacznie silniej pigmentowanym fenotypie. Kolor włosa pozostaje istotną informacją, ale nie staje się instrukcją pozwalającą odtworzyć resztę człowieka.

Angélica Dass i kilka tysięcy odpowiedzi na pytanie o „kolor skóry”

Jeszcze bardziej bezpośrednie przełożenie na kolor daje Humanæ Angéliki Dass.

Dass fotografuje ludzi na jednolitych tłach, których barwę dobiera na podstawie próbki 11 × 11 pikseli pobranej z okolicy nosa fotografowanej osoby, a następnie odnosi ją do systemu Pantone. Projekt powstaje od lat i obejmuje już tysiące ludzi fotografowanych w wielu krajach. Jego punktem wyjścia jest zakwestionowanie języka, w którym ludzką skórę opisuje się za pomocą kilku etykiet: „białej”, „czarnej”, „czerwonej” czy „żółtej”. [Humanæ — strona projektu]

Wystarczy spojrzeć na zestawione ze sobą portrety, żeby zobaczyć absurd tych określeń jako opisu koloru.

Ludzka skóra tworzy ogromne kontinuum. Przesuwa się w barwie, jasności i nasyceniu, a widoczny kolor powstaje wskutek współdziałania melaniny, hemoglobiny, właściwości optycznych tkanek oraz oświetlenia. Słowo „brązowy” obejmuje obszar tak wielki, że z punktu widzenia analizy koloru samo w sobie przekazuje niewiele.

Humanæ doskonale pokazuje także coś, co w pracy z człowiekiem jest dla mnie podstawowe: kategoria może być społecznie bardzo silna i kolorystycznie bardzo słaba.

Człowiek sklasyfikowany jako „czarny” może mieć skórę wyraźnie jaśniejszą, ciemniejszą, bardziej czerwonawą, bardziej żółtawą, bardziej neutralną, bardziej lub mniej chromatyczną niż inna osoba umieszczana pod tą samą nazwą.

W analizie kolorystycznej interesuje mnie ten rzeczywisty kolor.

Człowiek opisany przez HVC

W tym miejscu genetyka, fotografia Doddsa, Humanæ Dass i analiza kolorystyczna zaczynają mówić o tym samym zjawisku różnymi językami.

Fenotyp człowieka można obserwować przez trzy podstawowe własności koloru: Hue, Value i Chroma.

Hue barwa
Value jasność
Chroma nasycenie

Nie zakładam przy tym, że cały człowiek posiada jedno H, jedno V i jedno C. Wręcz przeciwnie. Skóra, włosy, tęczówki, oprawa oka, usta, rumień i pozostałe widoczne elementy tworzą rozkład tych parametrów.

To właśnie ten rozkład nazywam czasem pejzażem człowieka.

I tutaj blondyni z Wysp Salomona okazują się fantastycznym materiałem do myślenia.

Włosy mają wysokie Value. Są jasne.

Skóra ma Value znacznie niższe.

Silnie pigmentowane tęczówki i oprawa oczu mogą znajdować się również w ciemniejszych zakresach.

Próba ustalenia, czy taki człowiek jest „jasny”, czy „ciemny”, traci więc sens. Znacznie więcej informacji daje stwierdzenie, że jego fenotyp charakteryzuje bardzo szeroki rozrzut na osi jasności.

I to zmienia sposób budowania kolorystyki ubrania.

Każda cecha potrzebuje oparcia

Przez lata pracy wypracowałam sobie prostą zasadę: istotne cechy kolorystyczne człowieka powinny znaleźć oparcie w kolorach, które wokół niego budujemy.

Oparcie oznacza dla mnie odpowiedź na hue, value i chroma. Nie wymaga dosłownego kopiowania koloru tęczówki albo włosów.

Jeżeli ktoś ma jasną skórę i jasne tęczówki, a przy tym bardzo ciemne włosy i ciemną oprawę oczu, jego pejzaż zawiera oba końce osi jasności. Jasne oczy nie powinny zostać porzucone w kompozycji złożonej wyłącznie z głębokich kolorów tylko dlatego, że włosy są ciemne. Ciemne włosy nie znikają natomiast tylko dlatego, że skóra jest jasna.

Podobnie patrzę na osobę z biało-różową skórą, błękitnymi tęczówkami i rudymi włosami. Rude włosy są dużym, fizycznie obecnym elementem jej kolorystyki. Ich barwa i nasycenie powinny dostać odpowiedź w stylizacji. Nie musi to być kolejne rude pole. Oparcie może zostać stworzone za pomocą innej barwy o pokrewnej jakości, odpowiedniego nasycenia, jasności albo relacji pomiędzy kilkoma kolorami.

U melanezyjskiego blondyna jasne włosy również potrzebują oparcia.

Gdybyśmy zbudowali całą stylizację wyłącznie z bardzo ciemnych wartości, pozostawilibyśmy ogromną jasną powierzchnię włosów poza kompozycją. Gdyby wszystko zostało rozjaśnione, stracilibyśmy kontakt z głęboką pigmentacją skóry i oczu.

Naturalnym rozwiązaniem staje się duży zakres Value w samej stylizacji.

Może pojawić się kolor głęboki, średni i wyraźnie jasny. Ich konkretne proporcje będą już zależały od konkretnego człowieka, bo nawet w obrębie jednej populacji nie istnieje przecież jeden fenotyp.

Nasycenie i ilość pigmentu

Nasycenie wymaga nieco bardziej ostrożnego języka.

Wysoka zawartość eumelaniny oznacza silną pigmentację. Nie można jej matematycznie utożsamić z wysokim Chroma, ponieważ bardzo duża absorpcja światła obniża również jasność, a wraz z zejściem do bardzo niskiego Value zmienia się dostępny zakres chromatyczności.

Człowiek nie jest jednak abstrakcyjną próbką farby.

Bardzo ciemna skóra i silnie pigmentowane tęczówki są w całej kompozycji wyraźnymi elementami wizualnymi. Nie skłaniałabym się więc w takim fenotypie ku palecie bardzo wyszarzonej i niskonasyconej. Jednocześnie blond włosy nie dają mi powodu, żeby przesunąć całość aż ku skrajnym, niemal neonowym nasyceniom.

Jako punkt wyjścia najbardziej przekonuje mnie nasycenie średnie do średnio wysokiego.

To oczywiście hipoteza dotycząca kolorystyki konkretnego rodzaju fenotypu, a nie wynik badania populacyjnego. W praktyce każdą osobę należałoby obserwować oddzielnie.

Hue: brąz, złoto i ciepło, które trzeba jeszcze sprawdzić

Na fotografiach wielu blond mieszkańców Melanezji pejzaż rzeczywiście grawituje wizualnie ku cieplejszym zakresom: pojawiają się głębokie brązy skóry i żółtawe lub złotawe włosy.

Tutaj również dobrze zachować ostrożność. „Brąz” jest nazwą wizualną obejmującą wiele różnych hue, a złotawy wygląd bardzo jasnego włosa nie daje nam automatycznie informacji o dużej zawartości feomelaniny. Przy niewielkiej ilości pigmentu coraz większy udział w obserwowanym efekcie mają własności keratyny i optyka włosa.

Jeżeli jednak konkretny człowiek rzeczywiście prezentuje przewagę cieplejszych wizualnie barw skóry i włosów, uwzględniłabym tę informację w jego kolorystyce.

Roboczy pejzaż: cieplejszy kierunek hue · średnie lub średnio wysokie chroma · bardzo szeroki zakres value.

Taki opis jest dla mnie znacznie bardziej użyteczny niż nazwa typu kolorystycznego.

Nie potrzebuję nowego typu

Przez wiele lat obserwowania ludzi coraz mniej interesowało mnie wymyślanie kolejnych nazw dla kombinacji, które nie mieściły się w istniejących systemach.

Gdy odkrywca docierał kiedyś do lądu, którego nie znał, mógł zatknąć flagę, nadać mu nazwę i uznać problem za rozwiązany. Nie mam potrzeby uprawiania analizy kolorystycznej w podobny sposób.

Jeżeli spotkam człowieka, którego skóra przypomina zakres kojarzony w jednym systemie z jednym „typem”, włosy przypominają drugi, a oczy trzeci, nie powstaje z tego nowa pora roku, hybryda ani trzynasty czy dwudziesty siódmy typ wymagający chrztu.

Powstaje człowiek.

Jego cechy mają biologiczne przyczyny i fizyczne właściwości. Mogę próbować zrozumieć mechanizm ich powstawania, opisać obserwowany rezultat poprzez hue, value i chroma, zobaczyć relacje pomiędzy poszczególnymi elementami, a następnie zbudować kolorystykę ubrania, która stworzy dla tych cech odpowiednie oparcie.

Właśnie ten proces interesuje mnie w analizie kolorystycznej najbardziej.

Dwa pejzaże

Od dawna myślę o kolorystyce człowieka jak o pejzażu.

Pejzaż ma swoje miejsca jasne i ciemne. Ma kolory bardziej intensywne i bardziej wyciszone. Ma dominanty barwne, akcenty, powtórzenia, kontrasty i obszary przejściowe. Jego elementy mogą być skrajnie różne, a mimo to należeć do jednej całości.

Ubranie tworzy drugi pejzaż.

Moja praca polega na takim zbudowaniu tego drugiego, żeby pierwszy pozostał widoczny i żeby oba zaczęły ze sobą współpracować.

Blondyni z Wysp Salomona są pięknym przykładem tego, dlaczego przy takim myśleniu klasyfikacja szybko staje się drugorzędna. Ich bardzo jasne włosy i bardzo ciemna skóra nie wymagają pogodzenia dwóch sprzecznych typów kolorystycznych. Wymagają zauważenia szerokiego zakresu jasności. Silnie pigmentowana skóra i tęczówki dostarczają informacji o nasyceniu i sile całego pejzażu. Rzeczywista barwa skóry, oczu i włosów pozwala ustalić kierunki hue.

Biologia dostarcza wyjaśnienia, skąd ten pejzaż się wziął.

Fizyka koloru pozwala go opisać.

Percepcja pomaga zrozumieć relacje.

Dopiero na końcu pojawiają się ubrania.

I chyba właśnie wtedy analiza kolorystyczna zaczyna robić się naprawdę ciekawa.
jeśli chcesz pracować w ten sposób
Biologia, fizyka koloru i człowiek zamiast gotowej tabeli

Jeśli zajmujesz się analizą kolorystyczną i chcesz rozumieć mechanizmy stojące za obserwowanym fenotypem, właśnie temu poświęcam szkolenie „Biologiczne i fizyczne podstawy analizy kolorystycznej człowieka”. Pracujemy na biologii pigmentacji, fizyce koloru, HVC, percepcji oraz metodzie przechodzenia od obserwacji do argumentowanych wniosków i praktycznych rekomendacji.

Chodzi o to, żeby umieć zobaczyć człowieka jako złożony układ cech, opisać go i samodzielnie zbudować dla niego kolorystyczne rozwiązania.

A jeśli chcesz zobaczyć tę metodę na własnej kolorystyce

Podczas stacjonarnej analizy pracuję właśnie w ten sposób: obserwujemy rzeczywiste cechy Twojego fenotypu, ich barwę, jasność, nasycenie i relacje między nimi, a potem przekładamy je na konkretne kolory do noszenia.

Sprawdź analizę stacjonarną

Źródła i dalsza lektura

  • Kenny E.E. i wsp., Melanesian blond hair is caused by an amino acid change in TYRP1, Science, 2012 — pełny tekst w PMC .
  • Norton H.L. i wsp., Distribution of an allele associated with blond hair color across Northern Island Melanesia, American Journal of Physical Anthropology, 2014 — PubMed .
  • Lai X. i wsp., Structure of Human Tyrosinase Related Protein 1 Reveals a Binuclear Zinc Active Site Important for Melanogenesis, 2017 — pełny tekst w PMC .
  • Ito S., Wakamatsu K., Diversity of human hair pigmentation as studied by chemical analysis of eumelanin and pheomelanin, 2011 — PubMed .
  • Ito S., Fujita K., Microanalysis of eumelanin and pheomelanin in hair and melanomas by chemical degradation and liquid chromatography, 1985 — PubMed .
  • Ozeki H., Ito S., Wakamatsu K., Chemical characterization of melanins in sheep wool and human hair, 1996 — PubMed .
  • Kieran Dodds, Gingers — strona projektu .
  • Angélica Dass, Humanæ — strona projektu .
ARSENIC · człowiek · percepcja · kolor

„Jestem u siebie”. Monika, zgaszone lato i dwa lata życia w cudzych kolorach

„Jestem u siebie”. Monika, zgaszone lato i dwa lata życia w cudzych kolorach

ARSENIC
człowiek · percepcja · kolor
analiza kolorystyczna · fenotyp · zgaszone lato

Czasami analiza kolorystyczna zmienia garderobę, ale znacznie bardziej interesują mnie te momenty, w których zmienia sposób patrzenia na siebie, bo wtedy człowiek przestaje siłować się z własnym wyglądem i zaczyna rozumieć, czego właściwie szuka.

Monika podczas spotkania w białej koszuli
Monika podczas naszego spotkania.

Monika przyszła na spotkanie w śnieżnobiałej koszuli i z intensywnie różowym paskiem torebki przewieszonym przez ramię. Dwa lata wcześniej podczas innej analizy została określona jako czysta wiosna, więc przez kolejne dwa lata robiła właściwie wszystko, czego można oczekiwać od osoby, która zaufała cudzej diagnozie: próbowała nosić wskazane kolory, przyzwyczaić się do nich, uczynić je swoimi i znaleźć w nich siebie.

Później napisała mi, że widziała, iż „szału nie było”, ale nie przyszło jej do głowy zakwestionować tamtego werdyktu. Uznała raczej, że być może lepiej już nie będzie i że tyle właśnie można wyciągnąć z jej kolorystyki. To zdanie zostało mi w głowie, bo pokazuje rzecz ważniejszą niż różnica między dwiema nazwami typów: człowiek, który nie dostał narzędzia pozwalającego zrozumieć własny fenotyp, bardzo często nie ma czym zweryfikować usłyszanej odpowiedzi, a wtedy łatwiej zakwestionować własną urodę niż cudzy wniosek.

Monika opowiadała mi również o samym przebiegu poprzedniej analizy. Zapamiętała osobę, która ją wykonywała, jako niepewną własnych wniosków i nie do końca przekonującą w sposobie ich uzasadniania. Ostatecznie padło określenie „czysta wiosna”, a Monika zabrała tę odpowiedź do domu i przez dwa lata traktowała ją jak coś, co po prostu trzeba przyjąć. Powiedziała mi też, że osoba, która wykonywała tamtą analizę, nie pracuje już dziś w tym zawodzie. Nie wiem, z jakiego powodu z niego odeszła i nie zamierzam tego dopowiadać; dla tej historii istotniejsze jest to, że Monika została z werdyktem, którego sama nie umiała zweryfikować, i przez kolejne dwa lata próbowała dopasować do niego siebie.

Jeśli wynik analizy istnieje tylko jako cudzy werdykt, klientce zostaje wiara. Jeśli można go rozłożyć na obserwacje dotyczące jasności, nasycenia, barwy i kontrastu, zostaje jej znacznie więcej: możliwość rozumienia.

Biała koszula, która nie pomagała nikomu

Ta biała koszula bardzo dobrze opowiada tę historię również wizualnie, chociaż fotograficznie później solidnie mi nabruździła. Śnieżna, czysta biel jest przy Monice bardzo mocnym punktem odniesienia: znacznie czystszym, jaśniejszym i bardziej jednoznacznym niż barwy obecne w jej twarzy, włosach i tęczówkach.

Duża powierzchnia bardzo jasnego materiału wpływa też na odbiór całego kadru i późniejszą ocenę balansu bieli, zwłaszcza wtedy, gdy zależy mi na zachowaniu subtelnych relacji pomiędzy skórą, włosami i oczami.

Zdjęcia wykonywane podczas analizy nie mają być portretami „upiększającymi”. Potrzebuję zachować człowieka takim, jaki rzeczywiście jest: z naturalną teksturą skóry, drobnymi naczynkami, przebarwieniami, asymetrią, pojedynczymi włosami, które nie chcą współpracować, z siwizną i wszystkimi niewielkimi różnicami, które budują realny fenotyp.

Monika ma zresztą fantastyczne włosy. Siwieją naturalnie i nierównomiernie, tworząc złożoną mieszaninę jasnych i ciemniejszych włókien, a ich chłodniejsza, srebrzysta obecność nie jest niczym, co trzeba „naprawiać”. Jest kolejnym elementem materiału, z którym pracuję.

Oczy, które nagle zaczęły być widoczne

Tęczówka Moniki i kolory zgaszonego lata

Po spotkaniu Monika napisała mi o zielonej dżinsowej kurtce, którą pokazałam jej w Zarze. Założyła ją następnego dnia i zauważyła coś bardzo prostego:

„Zauważyłam w niej moje oczy — zaczęły się wyodrębniać z tła.”

Kolor oczywiście nie zmienił jej tęczówek. Nie zrobił ich bardziej zielonych ani bardziej niebieskich. Zmienił otoczenie, w którym je oglądamy, a dzięki temu ich własna jasność, nasycenie i barwa stały się łatwiejsze do zauważenia.

Przy bardzo czystych, intensywnych barwach ubranie potrafi mieć większą siłę wizualną niż twarz, której miało przecież służyć. U Moniki znacznie ciekawiej zaczynają pracować chłodniejsze i umiarkowanie nasycone zielenie, petrole, przygaszone róże, fiolety, przydymione błękity, stalowe i szałwiowe odcienie. Nie ma tu mowy o braku koloru. Zmienia się jego jakość.

Zgaszone lato nie jest szare, bure i ponure

Monika sama przyznała później, że przed spotkaniem miała o zgaszonym lecie dość mgliste pojęcie. Kojarzyło jej się przede wszystkim z czymś „szarym, burym i ponurym”, do czego raczej niewiele osób dobrowolnie chciałoby należeć.

Trudno się temu dziwić, jeżeli o kolorystyce człowieka opowiada się za pomocą nazw pór roku oraz kilku stereotypowych próbek. Umiarkowane nasycenie zaczyna wtedy brzmieć jak brak koloru, podczas gdy oznacza po prostu inną relację między czystością, jasnością i barwą.

Monika w kolorach zgaszonego lata

Można mieć zieleń, petrol, róż, fiolet, błękit, wzory i połączenia kilku barw naraz, pozostając jednocześnie w zakresie dobrze współpracującym z jej fenotypem. Właśnie dlatego w materiałach po analizie pokazuję nie tylko pojedyncze próbki, ale również realne zestawienia i ubrania, bo dopiero wtedy parametry przestają być abstrakcją, a zaczynają działać jak normalna garderoba.

Wirtualna przymierzalnia i prawdziwy człowiek

W przypadku Moniki miałam bardzo dobry materiał wyjściowy, ponieważ zdjęcia wykonałam sama podczas spotkania. Na ich podstawie przygotowałam później wirtualną przymierzalnię, która nie służy mi do stworzenia młodszej, gładszej ani bardziej „idealnej” wersji klientki. Zmieniam ubranie, ponieważ właśnie ono jest zmienną, którą chcę obserwować. Człowiek ma zostać ten sam.

wirtualna przymierzalnia
Ten sam człowiek. Inne otoczenie kolorystyczne.
Trzy warianty ubrań Moniki
01 Trzy różne rozwiązania kolorystyczne przy tej samej twarzy, włosach, skórze i tęczówkach.
Kolejne trzy warianty ubrań Moniki
02 Kolor może być spokojny albo bardziej złożony, gładki albo wzorzysty — nadal pozostaje częścią tego samego zakresu.
kliknij zdjęcie, aby obejrzeć je w pełnym rozmiarze
człowiek pozostaje punktem odniesienia

Nie wygładzam skóry, nie odmładzam, nie prostuję asymetrii i nie układam Monice włosów. Wirtualna przymierzalnia ma pokazać działanie koloru na człowieku, który rzeczywiście będzie później te kolory nosił.

Mogę więc zmieniać barwę, jasność, nasycenie, wzór i relacje pomiędzy kolorami na ubraniu, pozostawiając możliwie niezmienioną twarz. Dzięki temu materiał nie staje się fantazją o „lepszej wersji siebie”, tylko praktyczną próbą odpowiedzi na pytanie, co konkretny kolor robi z konkretnym człowiekiem.

Dwa tygodnie później

Pierwszy mail Moniki po analizie kolorystycznej

Po spotkaniu zaczęły przychodzić maile. Monika zamówiła rzeczy w nowych dla siebie zakresach, zaczęła na nowo oglądać własną garderobę i myśleć o farbowaniu części ubrań zamiast natychmiastowej wymiany wszystkiego.

Próbnik miał jej się przydać również do włóczek, ponieważ robi na drutach i chciała wreszcie sprawdzić, które z nagromadzonych motków rzeczywiście mieszczą się w jej zakresie, a którym lepiej znaleźć nowego właściciela.

Lubię ten moment, kiedy kolor zaczyna wychodzić poza ubrania, a próbnik przestaje być wachlarzem „do zakupów” i zaczyna działać jako narzędzie porównawcze. Można przyłożyć go do tkaniny, włóczki, kurtki, apaszki albo rzeczy przeznaczonej do farbowania i samodzielnie oceniać relację barwy, jasności i nasycenia.

Próbnik barw ARSENIC dla zgaszonego lata
narzędzie po analizie

Próbnik zgaszonego lata

Monika chce używać go nie tylko przy ubraniach, ale również przy swoich włóczkach: porównywać, sprawdzać, które motki mieszczą się w jej zakresie i decydować, z których rzeczywiście warto dziergać.

Kolor do oglądania, porównywania i używania — nie do zapamiętywania.

zobacz próbnik
Drugi mail Moniki po analizie kolorystycznej
„W sumie jest mi tak lekko, bo nie muszę już błądzić i szukać, i tułać się tu i tam, trafiłam do «kolorystycznego» domu. Jestem u siebie.”

To zdanie jest dla mnie ważniejsze niż informacja, że komuś podobają się jego kolory. Dobra analiza nie powinna budować kolejnego systemu zakazów i nakazów, który klientka musi nosić w głowie razem z pytaniem, czy wolno jej kupić konkretną bluzkę. Powinna zmniejszać liczbę pytań, które trzeba zadawać komuś innemu.

Jeśli po spotkaniu człowiek zaczyna samodzielnie zauważać własne oczy w zielonej kurtce, rozpoznawać różnice nasycenia, oceniać włóczki, rozumieć reakcję swojej twarzy na czystą biel i budować kolejne połączenia bez ciągłego pytania mnie o zgodę, wiedza zaczyna działać również poza gabinetem.

I wtedy rzeczywiście można trochę przestać się tułać.

materiały dodatkowe do analizy

Wirtualna przymierzalnia

Wirtualna przymierzalnia pokazuje różne kolory, wzory i zestawienia na tej samej twarzy, bez zmieniania człowieka. Przy analizie stacjonarnej pracuję na wykonanych przeze mnie zdjęciach, dzięki czemu materiał wyjściowy pozwala bardzo precyzyjnie obserwować samą zmianę ubrania.

sprawdź opcje analizy
stacjonarna analiza kolorystyczna

Kolorystycznie u siebie?

Zapraszam na stacjonarną analizę kolorystyczną.

KRAKÓW · WARSZAWA · WROCŁAW

zarezerwuj analizę

Zdjęcia Moniki, przygotowane dla niej wersje z wirtualnej przymierzalni oraz fragmenty korespondencji zostały opublikowane za jej zgodą.

ARSENIC
człowiek · percepcja · kolor

Nie uganiaj się za ubraniami

Nie uganiaj się za ubraniami

CZŁOWIEK · PERCEPCJA · KOLOR

Rynek odzieżowy nauczył nas zachowywać się tak, jakby ubrania były dobrem rzadkim, chociaż żyjemy otoczone ich niewyobrażalnym nadmiarem.

Nie uganiaj się za ubraniami – zakupy, moda i FOMO

Ile ton ubrań znajduje się w tej galerii?

Od lat podczas stacjonarnych analiz kolorystycznych robię z klientkami pewne ćwiczenie myślowe. Mamy na nie dobre warunki, bo pracuję między innymi w galeriach handlowych w Warszawie i Krakowie, więc wystarczy na chwilę oderwać wzrok od kolorów i rozejrzeć się dookoła.

Jak myślisz, ile ton ubrań znajduje się w tej jednej galerii?

Nie mam pojęcia i właśnie dlatego pytam o to w ten sposób, zamiast próbować podać liczbę. Chodzi o zmianę perspektywy. Jesteśmy w jednym budynku, w jednym mieście, otoczonym kilkoma innymi galeriami, ulicami handlowymi, sklepami, outletami i magazynami, a do tego dochodzi niewyobrażalnie większa oferta internetowa. Wokół nas znajduje się taka ilość odzieży, że prawdopodobnie przez całe życie nie zdążyłybyśmy nawet dokładnie obejrzeć wszystkiego, co możemy dzisiaj kupić.

Później zadaję drugie pytanie: jak często, Twoim zdaniem, zmieniają się kolekcje? Raz na sezon? Co kwartał?

W przypadku największych graczy fast fashion rzeczywistość jest znacznie szybsza. Inditex, właściciel Zary, opisywał swój system logistyczny jako dostarczający nowe produkty do sklepów dwa razy w tygodniu. Jeśli wrócisz do tego samego sklepu za kilka dni, możesz więc znaleźć w nim rzeczy, których dzisiaj jeszcze nie ma, podczas gdy część dzisiejszych nowości niedługo przesunie się w stronę wyprzedaży.

Kiedy zestawimy niewyobrażalną ilość dostępnej odzieży z tempem jej wymiany, zaczyna być widać absurd sytuacji, w której to my uganiamy się za ubraniami.

Za chwilę tego nie będzie. No i co z tego?

Jednym z najbardziej skutecznych mechanizmów współczesnego handlu odzieżą jest wytworzenie poczucia niedoboru wewnątrz systemu, którego prawdziwym problemem jest nadmiar.

Ten sweter może rzeczywiście zniknąć. Ten konkretny model spodni może się wyprzedać. Sukienki, którą zapisałaś sobie w telefonie, za miesiąc może już nie być.

No i co z tego?
Za chwilę będą następne.

Ogromna rotacja asortymentu sprawia, że konsumentka pozostaje w ciągłym napięciu pomiędzy nadmiarem wyboru a strachem przed utratą pojedynczej rzeczy. Z jednej strony mamy tysiące produktów, z drugiej każdy z nich może zostać przedstawiony jako okazja, którą właśnie tracimy. Krótkie serie, kolejne dropy, informacje o ostatnich sztukach, promocje ograniczone czasowo i nieustanny dopływ nowości sprawiają, że zaczynamy podejmować decyzję według pytania „czy zdążę to kupić?”, zanim zdążymy porządnie odpowiedzieć sobie na znacznie ważniejsze: „czy ja tego w ogóle potrzebuję?”.

Według Europejskiej Agencji Środowiska przeciętny mieszkaniec Unii Europejskiej konsumował w 2022 roku około 19 kg odzieży, obuwia i tekstyliów domowych. W tym samym roku w UE powstało około 6,94 miliona ton odpadów tekstylnych.

Naprawdę nie funkcjonujemy w świecie, w którym problemem jest brak ubrań.

Ubrania z datą ważności

Współczesny rynek odzieżowy zrobił jednak coś jeszcze ciekawszego: nadał ubraniom datę ważności, i to właściwie dwukrotnie.

Pierwsza zaczyna odliczać jeszcze przed zakupem. Produkt pojawia się w sklepie na krótko, za chwilę zastąpi go kolejny drop, rozmiary znikają, aplikacja informuje o ostatnich sztukach, a internet zdążył już pokazać nam, że właśnie ten fason jest teraz wszędzie. Czas na zastanowienie zostaje skrócony, ponieważ spokojna decyzja jest dla sprzedawcy znacznie mniej korzystna niż decyzja podejmowana pod presją utraty okazji.

Po zakupie zaczyna odliczać druga data ważności.

Ubranie, które fizycznie może służyć przez wiele lat, zostaje wpisane w cykl trendów, w którym za jakiś czas ma zacząć wyglądać na „zeszłoroczne”. Zmienia się modna szerokość nogawki, wysokość stanu, długość marynarki, proporcja płaszcza, kształt noska buta czy rodzaj dekoltu. Rzecz nadal jest cała, nadal spełnia swoją funkcję i być może nadal świetnie na Tobie wygląda, ale pojawia się kolejny powód, żeby zacząć rozglądać się za następną.

Najpierw dostajesz mało czasu, żeby kupić, później coraz mniej czasu, żeby czuć, że to, co kupiłaś, pozostaje aktualne.

Kto właściwie powiedział Ci, że potrzebujesz spodni flare?

Cały ten biznes jest znacznie większy niż ubrania wiszące w sieciówce. Wokół ciągłej zmiany funkcjonuje cały ekosystem: prognozowanie trendów, tygodnie mody, media modowe, stylistki, influencer marketing, aplikacje zakupowe, programy afiliacyjne i twórcy przygotowujący kolejne zestawienia rzeczy, które „musisz mieć”.

Stylistki, magazyny i influencerki śledzą kolejne kolekcje, a następnie tłumaczą je na język naszych potrzeb: tego potrzebujesz tej jesieni, teraz nosimy to, ten fason właśnie wrócił, te pięć rzeczy powinno znaleźć się w Twojej szafie.

Samo śledzenie trendów nie jest niczym złym. Moda jest fascynującym zjawiskiem kulturowym, trendy mogą być świetną inspiracją, a ja sama regularnie o nich piszę. Problem pojawia się wtedy, kiedy informacja o tym, co dzieje się obecnie w modzie, zaczyna być przedstawiana jako instrukcja dotycząca tego, co Ty powinnaś kupić.

Wyobraźmy sobie, że nie lubisz spodni flare. Źle się w nich czujesz, nie podobają Ci się proporcje, które tworzą, nie pasują do Twoich butów, stylu ani codziennego życia. Pojawiają się jednak w kolekcjach, później oglądasz je w zestawieniach trendów, stylistka pokazuje pięć sposobów ich noszenia, ktoś ogłasza wielki powrót fasonu, a ktoś inny przygotowuje listę modeli, które warto kupić.

Po odpowiednio długiej ekspozycji rzecz, której nie chciałaś, może zacząć wyglądać jak brak. Kupujesz spodnie, a pół roku później wiszą w szafie niekochane i niechciane.

Prawdziwe pragnienie zakupu nie musi oznaczać prawdziwej potrzeby posiadania.

Trend może inspirować. Nie musi wydawać poleceń

Trendy są zjawiskiem znacznie starszym i bardziej skomplikowanym niż fast fashion. Zmiana estetyczna jest częścią kultury, reaguje na sztukę, technologię, sytuację ekonomiczną, muzykę, kino, subkultury i poprzednie cykle mody.

Współczesny przemysł nauczył się jednak znakomicie tę zmianę komercjalizować, przyspieszać i przekładać na kolejne okazje do zakupu.

Można przeczytać raport trendowy i ucieszyć się, że znowu pojawia się fiolet, który uwielbiam i którego przez kilka sezonów prawie nie było w sklepach. Można również dojść do wniosku, że skoro modne są spodnie, których nie znoszę, najwyraźniej powinnam zacząć je nosić.

W pierwszym przypadku trend poszerza dostępny wybór. W drugim zaczyna zarządzać naszym poczuciem tego, czego potrzebujemy.

Tymczasem sweter może spokojnie istnieć przez dwa lata

Bardzo ciekawie wygląda na tym tle drugi koniec rynku. Małe polskie marki potrafią sprzedawać te same modele przez kolejne sezony, rozwijać je, dokładać kolory, uzupełniać rozmiary i budować ofertę bez konieczności unieważniania tego, co zaprojektowały kilka miesięcy wcześniej.

I bardzo lubię tę perspektywę, ponieważ ubranie sprzed dwóch lat nie uległo przecież biologicznemu przeterminowaniu.

Dobry wełniany sweter nie budzi się któregoś ranka jako produkt nieaktualny. Nadal jest wełnianym swetrem, nadal grzeje, nadal może mieć świetny fason, kolor i skład. Jeśli dwa lata temu był dobrze zaprojektowany, dzisiaj nie stracił tych właściwości w wyniku żadnego fizycznego procesu.

Ubrania w rzeczywistości nie mają daty ważności.

Datę ważności ma opowieść, którą rynek do nich dopisuje.

Szafa bardzo dobrze pamięta cudze potrzeby

Czasem patrzymy na ubranie założone jeden raz i zastanawiamy się, jak mogłyśmy wydać na nie kilkaset złotych. Przecież wtedy wydawało się piękne. Przecież tak bardzo chciałyśmy je mieć.

Być może rzeczywiście było piękne. Warto jednak zapytać, czy było piękne dla Ciebie, czy pasowało do Twojego życia i czy odpowiadało potrzebie, która istniała przed zobaczeniem tej rzeczy.

Można kupić fantastyczną jedwabną sukienkę i dokonać fatalnego zakupu, jeśli właściwie nie ma się gdzie nosić jedwabnych sukienek. Można kupić świetnie uszytą marynarkę w doskonałej cenie, która przez następne trzy lata będzie zajmowała miejsce w szafie osoby pracującej z domu i nienoszącej marynarek. Można kupić modny fason, którego nigdy się szczególnie nie lubiło, ponieważ przez kilka tygodni cały internet przekonywał, że właśnie tak wyglądają teraz dobrze ubrane kobiety.

Jakość produktu i jakość decyzji zakupowej to dwie różne rzeczy.

To Ty przychodzisz z pieniędzmi

Dlatego podczas analiz bardzo dużo mówię o wybiórczości. Analiza kolorystyczna ma dać kolejne kryterium selekcji, a nie kolejny powód do wymiany zawartości szafy.

Jeżeli potrzebujesz swetra z wełny merinosów, możesz być naprawdę upierdliwa. Możesz chcieć dokładnie określonego koloru, dekoltu, długości, fasonu, grubości dzianiny i składu. Możesz nie chcieć merino oznaczonego jako machine washable. Możesz nie chcieć domieszki poliamidu. Możesz mieć konkretny budżet.

Jeżeli sklep ma dzisiaj wyłącznie golf, nie wynika z tego obowiązek kupienia golfu. Możesz odrzucić sto swetrów i kupić sto pierwszy.

To Ty przychodzisz z pieniędzmi.
Produkt może najpierw spełnić Twoje wymagania.

Właśnie dlatego robię e-booki zakupowe

Moje przeglądy zakupowe wyrosły dokładnie z tej filozofii. Nie chcę tworzyć kolejnego miejsca, do którego trzeba regularnie zaglądać, żeby sprawdzić, co nowego należy kupić. Chcę wykonać wcześniej dużą część pracy, która zaczyna być potrzebna dopiero wtedy, kiedy rzeczywiście czegoś szukasz.

Przekopuję więc ogromną część oferty internetowej i odsiewam. Jednym z podstawowych filtrów jest kolor, ponieważ przeglądy przygotowuję dla konkretnych typów kolorystycznych. Kolejnym jest skład i materiał.

W jesiennych WARSTWACH główną rolę grają wełna owcza i jagnięca, merino, kaszmir czy alpaka. Tworzywa syntetyczne pojawiają się tam, gdzie ich właściwości mają konkretne uzasadnienie funkcjonalne, między innymi w części poświęconej odzieży przeciwdeszczowej.

Z ogromnej oferty zostaje kilkaset linków. To nadal dużo, ale istnieje zasadnicza różnica pomiędzy kilkuset produktami pogrupowanymi według zastosowania i wstępnie przefiltrowanymi według konkretnych kryteriów a wejściem do internetu bez żadnego filtra.

Filtr chroni również przed przypadkowymi pragnieniami

Jeżeli potrzebujesz swetra i zaczynasz szukanie od strony dużego sklepu albo wyszukiwarki, zanim znajdziesz sweter, zobaczysz mnóstwo innych rzeczy. Reklamy pokażą Ci kolejne, algorytm zapamięta zainteresowanie ubraniami i będzie podsuwał następne, a po drodze trafisz na promocję sukienek, nowe buty, kurtkę sezonu i spodnie, których pięć minut wcześniej w ogóle nie planowałaś kupować.

Każdy kolejny produkt dostaje szansę na stworzenie kolejnej zachcianki.

Selekcja ogranicza tę ekspozycję. Jeśli potrzebujesz swetra, otwierasz swetry. Jeśli szukasz kurtki przeciwdeszczowej, idziesz do kurtek przeciwdeszczowych. Pierwsza, najbardziej chaotyczna warstwa rynku została już przeze mnie przejrzana.

Paradoksalnie więc e-book zakupowy może służyć temu, żeby mniej zajmować się zakupami. Może spokojnie leżeć przez kilka tygodni albo miesięcy i czekać na moment, kiedy pojawi się rzeczywista potrzeba.

Najpierw potrzeba, później produkt

Być może to jest najprostsza zasada zakupowa, jaką mogę zaproponować po latach pracy z kolorem i cudzymi szafami: pozwól potrzebie powstać przed produktem.

Najpierw zauważ, że brakuje Ci ciepłego swetra. Później określ, jaki powinien być: materiał, fason, kolor, dekolt, budżet. Dopiero z takim opisem idź szukać.

Wtedy ogrom współczesnego rynku odzieżowego zaczyna działać na naszą korzyść. Nie znalazłaś dzisiaj odpowiedniego modelu, możesz poszukać za tydzień. Ten zniknął, pojawi się inny. Nie zgadza się skład, zostaw go. Kolor jest prawie dobry, możesz poczekać na lepszy.

Nie musimy synchronizować własnych szaf z tempem produkcji przemysłu odzieżowego. Rynek może wypuszczać nowe rzeczy kilka razy w tygodniu, stylistki mogą ogłaszać kolejny wielki powrót fasonu, a trend może zdążyć narodzić się, rozlać po internecie i umrzeć.

Ty możesz kupić następny sweter za trzy lata.

W jednej galerii handlowej znajdują się tony ubrań, za kilka dni przyjadą następne, a część małych marek będzie nadal spokojnie sprzedawała świetny sweter, który sprzedawała dwa lata wcześniej.

Możemy więc przestać uganiać się za ubraniami z pieniędzmi w garści i pozwolić sobie na luksus bycia naprawdę wybrednymi.

WARSTWY

Jesienne przeglądy zakupowe zrobiłam właśnie po to, żeby zdjąć z Ciebie pierwszą, najbardziej chaotyczną część szukania. Setki przejrzanych produktów zostały przefiltrowane pod kątem koloru, materiału i sensowności zakupu, a następnie uporządkowane tak, żeby można było wrócić do nich wtedy, kiedy naprawdę czegoś potrzebujesz.

Wełna, merino, kaszmir, alpaka, warstwy noszone przy ciele, swetry i dodatki, a dalej rzeczy na jesienny deszcz — osobno dla fenotypów letnich i jesiennych.

WARSTWY · TYPY LETNIE WARSTWY · TYPY JESIENNE

Kupuj wtedy, kiedy czegoś potrzebujesz.
Wybieraj długo, marudź przy składzie, odrzucaj prawie dobre kolory i zostawiaj w sklepie rzeczy, które spełniają dziewięć z dziesięciu warunków. Ubrań naprawdę nam nie zabraknie.

To Ty przychodzisz z pieniędzmi. Możesz być wybredna.

Arsenic
ARSENIC · CZŁOWIEK · PERCEPCJA · KOLOR

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger