Czy wiedza jest jeszcze potrzebna, skoro potrafimy ją tak dobrze imitować?
Żyjemy w osobliwym momencie historii. Nigdy wcześniej wytworzenie przekonującej, sprawnie napisanej wypowiedzi na niemal dowolny temat nie było tak łatwe. Możemy w ciągu kilkudziesięciu sekund otrzymać artykuł o genetyce, historii antropologii, fizyce światła albo mechanizmach pigmentacji ludzkiej skóry. Tekst będzie miał wprowadzenie, rozwinięcie, argumentację, fachowe słownictwo, a niekiedy również bibliografię. Może być napisany językiem tak precyzyjnym i eleganckim, że trudno byłoby podejrzewać jego autora o nieznajomość zagadnienia.
Tyle że za tym tekstem niekoniecznie stoi ktoś, kto rzeczywiście rozumie to, o czym pisze.
Zastanawiam się od pewnego czasu, co właściwie oznacza kompetencja w świecie, w którym jej język stał się tak łatwy do odtworzenia. Przez dziesięciolecia umiejętność sprawnego wypowiadania się na specjalistyczny temat była przynajmniej pewną przesłanką posiadania wiedzy. Aby napisać obszerny artykuł, należało zdobyć materiały, przeczytać je, porównać informacje, znaleźć zależności i sformułować wnioski. Naturalnie również wtedy można było pisać rzeczy nieprawdziwe, powtarzać cudze błędy i budować argumentacje oparte na fałszywych przesłankach. Sam wysiłek włożony w przygotowanie tekstu nigdy nie gwarantował jego wartości. Stanowił jednak pewną barierę.
Dzisiaj znaczna część tej bariery zniknęła. Pozostało natomiast pytanie, czy wraz z łatwością tworzenia wypowiedzi wzrosła również nasza zdolność do ich rozumienia.




