Czysta Jesień, czyli właściwie kto?
Dostałam ostatnio pytanie o Czystą Jesień. Czy jest to bardziej kontrastowa Jesień, czy może Ciepła Jesień, tylko w głębszych kolorach? Autorka wiadomości dodała, że różne kolorystki trochę inaczej to nazywają.
Dostałam ostatnio pytanie o Czystą Jesień. Czy jest to bardziej kontrastowa Jesień, czy może Ciepła Jesień, tylko w głębszych kolorach? Autorka wiadomości dodała, że różne kolorystki trochę inaczej to nazywają.
Dobra wiadomość dla wszystkich, którzy planują zakupy zgodne ze swoją paletą barw. Zaktualizowałam wszystkie cztery e-booki zakupowe z serii „Wiosenny przegląd” i jednocześnie obniżyłam ich cenę.
Dziś o laserowej zmianie koloru oczu. Zabieg reklamowany jest jako sposób na odsłonięcie ukrytego pod warstwą melaniny błękitu. Brzmi prosto: usuwamy pigment i otrzymujemy jaśniejszą tęczówkę.
Patrząc jednak na fotografie wykonane po takich zabiegach, nie zachwyca mnie nowy kolor. Widzę przede wszystkim tkankę po ingerencji. Nieregularne wyspy pozostawionego pigmentu, miejscami odbarwione zręby, czasem ciemniejszy obwód tęczówki. Nie jest to wzór, który kojarzę z naturalnie jasnymi oczami.
Nie jest to zresztą tylko kwestia gustu. Melanina nie jest zbędną farbą, którą można po prostu usunąć, lecz elementem funkcjonalnym narządu wzroku.
Podczas jednej z ostatnich sesji Q&A na Instagramie jedna z obserwatorek zadała mi bardzo ciekawe pytanie: czy widzę zależność między rysami twarzy a kolorystyką człowieka. Pytanie wydaje się proste, ale im dłużej się nad nim zastanawiałam, tym bardziej dochodziłam do wniosku, że dotyka ono jednego z najważniejszych problemów w analizie kolorystycznej, a jednocześnie jednego z najrzadziej omawianych.
Analiza kolorystyczna i stylizacja są często traktowane jak jedna usługa, ale ja od lat stawiam między nimi bardzo wyraźną granicę.
Nie jestem stylistką. Nie tworzę klientkom nowej tożsamości wizualnej, nie przypisuję im określonego charakteru na podstawie koloru oczu ani nie buduję gotowej recepty na to, jak powinny się ubierać. Nie powiem nikomu, że skoro ma określoną kolorystykę, to od dziś powinien nosić romantyczne sukienki, klasyczne żakiety albo styl boho.
To jedna z tych myśli, która regularnie wraca podczas moich stacjonarnych analiz kolorystycznych: analiza kolorystyczna nie jest tak skomplikowana, jak często przedstawia to branża. Wokół tego tematu przez lata narosła rozbudowana terminologia — liczne podziały, nazwy i kategorie — które mogą sprawiać wrażenie wiedzy specjalistycznej, dostępnej wyłącznie dla wtajemniczonych. Z perspektywy psychologii poznawczej jest to jednak raczej przykład nadbudowy językowej na procesach, które i tak zachodzą automatycznie w ludzkim układzie percepcyjnym.
Mam dla Was dwa nowe terminy stacjonarnej analizy kolorystycznej we Wrocławiu:
Jeżeli od jakiegoś czasu myślicie o analizie kolorystycznej, ale Warszawa... nie zachęca, a do Krakowa jeszcze dalej, to być może właśnie nadarza się okazja.
W sklepie znajdziecie cztery przeglądy zakupowe przygotowane dla głównych grup fenotypów: wiosennych, letnich, jesiennych i zimowych. To gotowe listy rzeczy, które faktycznie można kupić. W każdym e-booku zebrałam ubrania i dodatki dostępne w sprzedaży, a następnie ułożyłam z nich gotowe stylizacje, aby maksymalnie wam ułatwić życie z nowymi kolorami w garderobie.
W potocznym języku słowo „wiskoza” działa trochę jak słowo „owoce”: niby wiadomo, o co chodzi, ale przecież jabłko, oliwka i arbuz to nie jest to samo. Podobnie jest w szafie. Pod wspólną etykietą kryje się cała grupa włókien celulozowych regenerowanych chemicznie. Oznacza to, że ich punktem wyjścia jest roślinna celuloza, która po drodze przechodzi przez etap rozpuszczenia, przetworzenia i ponownego „zbudowania” włókna.
Współczesna analiza kolorystyczna coraz częściej odwołuje się do języka fizyki światła i kolorymetrii, próbując wyjść poza intuicyjne, często anegdotyczne klasyfikacje. To słuszny kierunek – pod warunkiem, że stosowane narzędzia rzeczywiście zachowują informację o badanym zjawisku. Jednym z najbardziej rozpowszechnionych błędów metodologicznych jest próba wnioskowania o „kontraście” i „czystości” urody na podstawie konwersji zdjęć do skali szarości. Zabieg ten, choć pozornie upraszcza analizę, w rzeczywistości usuwa kluczowe wymiary informacji i prowadzi do systematycznych zniekształceń.
W dyskusji o publikowaniu wizerunku w sieci często mieszają się dwa pojęcia: biologiczna wyjątkowość naszego ciała oraz jego faktyczną przydatność dla systemów bezpieczeństwa. Aby zrozumieć, dlaczego zdjęcie oka na Instagramie nie otworzy Twojego konta w banku, warto przyjrzeć się trzem filarom współczesnej biometrii.
Wiele osób, planując powrót do naturalnego koloru włosów lub analizując swoją paletę kolorystyczną, wpada w tę samą pułapkę: obawę, że ich naturalny odcień jest „za ciepły”, zbyt rudy lub po prostu gryzie się z resztą urody. Często słyszymy o włosach „mysich” w cieniu, które w pełnym słońcu nagle zaczynają błyszczeć złotem. Czy to oznacza błąd natury? Absolutnie nie. To czysta fizyka i biologia, która jest znacznie bardziej fascynująca, niż mogłoby się wydawać. W dzisiejszym wpisie Julita i Monika zaprezentują nam te efekty barwne na swoich włosach.
Kluczem do zrozumienia koloru włosów (innych niż rude) jest eumelanina – barwnik odpowiedzialny za odcienie brązu i czerni. Wbrew powszechnemu przekonaniu, nie jest to jednolity pigment, ale mieszanina polimerów o różnej wielkości. To, jak postrzegamy kolor, zależy od stopnia ich skupienia (agregacji). Duże skupiska niemal całkowicie pochłaniają światło, dając efekt czerni, podczas gdy mniejsze frakcje tworzą odcienie brązu.
Prawdziwa magia dzieje się jednak dzięki optyce cienkiej warstwy. Włos w swojej strukturze jest półprzezroczysty. Gdy światło przechodzi przez taką strukturę i odbija się w niej, brązowe frakcje eumelaniny zaczynają wizualnie wyglądać na bardziej bursztynowe lub wręcz złociste.
Doskonałym przykładem tego zjawiska jest eksperyment z kawą: napar w kubku wydaje się niemal czarny, ale gdy go rozcieńczymy, przybiera on kolor jasnego bursztynu. Dokładnie to samo dzieje się z Twoimi włosami – to, co w cieniu wydaje się ciemne i chłodne, w słońcu nabiera blasku dzięki fizycznym właściwościom światła, a nie obecności rudego pigmentu.
Warto spojrzeć na te słynne „złote refleksy” z dystansem. Często wydają nam się one bardzo ciepłe tylko wtedy, gdy patrzymy na nie w izolacji. Jeśli jednak zestawimy takie włosy z pasmami rzeczywiście zawierającymi dużo feomelaniny (pigmentu żółtego i rudego), szybko okaże się, że nasze „złoto” jest w rzeczywistości beżowe, piaskowe i znacznie bardziej neutralne, niż nam się wydawało w porównaniu z "mysimi" włosami.
To właśnie ta zmienność sprawia, że naturalne włosy są tak wyjątkowe. Ich kolor jest dynamiczny – potrafią wyglądać neutralnie lub „mysio” w pomieszczeniu, by za chwilę mienić się cieplejszymi tonami w świetle dziennym, a w specyficznym, sztucznym, rozproszonym świetle nieraz prezentują cudne... oliwkowe odcienie.
Tego efektu praktycznie nie da się odtworzyć farbowaniem. Farba do włosów to zazwyczaj jeden, ustalony i płaski kolor. Możemy przefarbować włosy na odcień popielaty lub ciepły, ale stracimy tę naturalną wielowymiarowość, w której kolor „pracuje” wraz ze zmieniającym się oświetleniem.
Jeśli zastanawiasz się nad powrotem do natury, pamiętaj o jednym: Twoje naturalne włosy nie są błędem w analizie kolorystycznej. Są one integralną częścią tej samej biologicznej układanki co Twoja skóra i oczy. Ta naturalna zmienność i gra światła w strukturze włosa to nie wada – to dowód na to, jak harmonijnie zaprojektowała nas natura.
Można oczywiście ten efekt lubić, albo nie; można siebie lubić w jakiejś konkretnej wersji kolorystycznej, nawet spoza naturalnego zakresu - nie stoi to w sprzeczności z analizą kolorystyczną człowieka, która opowiada o jego biologicznych cechach. Ale dorabianie filozofii do faktu, że coś się nam podoba, więc na pewno "natura się pomyliła" jest tezą mocno na wyrost.
Pięknego dnia!
---
Arsenic.pl Aleksandra Galiszkiewicz
Piegi to jeden z tych elementów wyglądu, które wszyscy rozpoznają natychmiast, ale rzadko kto rozumie. Najczęściej sprowadza się je do prostego zdania: „to od słońca” albo „to przez feomelaninę”. Problem w tym, że oba te stwierdzenia są tylko fragmentem większej całości. Jeśli chcemy mówić o piegach rzetelnie, trzeba przestać traktować je jak plamki koloru - przypisanego tylko do konkretnych typów kolorystycznych - i zobaczyć je jako efekt działania całego układu biologicznego.
Czy zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego złoto ma ten charakterystyczny, ciepły blask, podczas gdy srebro jest chłodne i neutralne? Większość z nas instynktownie szuka „odpowiedniego odcienia” dla swojego typu urody, ale rzadko zaglądamy pod maskę samej fizyki. Otóż w złocie nie ma żółtego barwnika ani prostych efektów optycznych, jak np. w melaninach – to, co widzimy, to wynik bardzo konkretnych własności elektronowych i ich interakcji ze światłem.
Jeśli rozszczepisz światło w pryzmacie, zobaczysz ciąg barw uporządkowanych według długości fali: od około 380 nm (fiolety) do około 700 nm (czerwienie). To fizyczne widmo promieniowania elektromagnetycznego. Jest ciągłe i liniowe. Każdy punkt tej linii odpowiada jednej długości fali. Nie ma tam różu. Nie istnieje „różowa” długość fali. Nie ma zakresu nanometrów, który można by wskazać jako różowy.