„Jestem u siebie”. Monika, zgaszone lato i dwa lata życia w cudzych kolorach
Czasami analiza kolorystyczna zmienia garderobę, ale znacznie bardziej interesują mnie te momenty, w których zmienia sposób patrzenia na siebie, bo wtedy człowiek przestaje siłować się z własnym wyglądem i zaczyna rozumieć, czego właściwie szuka.
Monika przyszła na spotkanie w śnieżnobiałej koszuli i z intensywnie różowym paskiem torebki przewieszonym przez ramię. Dwa lata wcześniej podczas innej analizy została określona jako czysta wiosna, więc przez kolejne dwa lata robiła właściwie wszystko, czego można oczekiwać od osoby, która zaufała cudzej diagnozie: próbowała nosić wskazane kolory, przyzwyczaić się do nich, uczynić je swoimi i znaleźć w nich siebie.
Później napisała mi, że widziała, iż „szału nie było”, ale nie przyszło jej do głowy zakwestionować tamtego werdyktu. Uznała raczej, że być może lepiej już nie będzie i że tyle właśnie można wyciągnąć z jej kolorystyki. To zdanie zostało mi w głowie, bo pokazuje rzecz ważniejszą niż różnica między dwiema nazwami typów: człowiek, który nie dostał narzędzia pozwalającego zrozumieć własny fenotyp, bardzo często nie ma czym zweryfikować usłyszanej odpowiedzi, a wtedy łatwiej zakwestionować własną urodę niż cudzy wniosek.
Monika opowiadała mi również o samym przebiegu poprzedniej analizy. Zapamiętała osobę, która ją wykonywała, jako niepewną własnych wniosków i nie do końca przekonującą w sposobie ich uzasadniania. Ostatecznie padło określenie „czysta wiosna”, a Monika zabrała tę odpowiedź do domu i przez dwa lata traktowała ją jak coś, co po prostu trzeba przyjąć. Powiedziała mi też, że osoba, która wykonywała tamtą analizę, nie pracuje już dziś w tym zawodzie. Nie wiem, z jakiego powodu z niego odeszła i nie zamierzam tego dopowiadać; dla tej historii istotniejsze jest to, że Monika została z werdyktem, którego sama nie umiała zweryfikować, i przez kolejne dwa lata próbowała dopasować do niego siebie.
Jeśli wynik analizy istnieje tylko jako cudzy werdykt, klientce zostaje wiara. Jeśli można go rozłożyć na obserwacje dotyczące jasności, nasycenia, barwy i kontrastu, zostaje jej znacznie więcej: możliwość rozumienia.
Biała koszula, która nie pomagała nikomu
Ta biała koszula bardzo dobrze opowiada tę historię również wizualnie, chociaż fotograficznie później solidnie mi nabruździła. Śnieżna, czysta biel jest przy Monice bardzo mocnym punktem odniesienia: znacznie czystszym, jaśniejszym i bardziej jednoznacznym niż barwy obecne w jej twarzy, włosach i tęczówkach.
Duża powierzchnia bardzo jasnego materiału wpływa też na odbiór całego kadru i późniejszą ocenę balansu bieli, zwłaszcza wtedy, gdy zależy mi na zachowaniu subtelnych relacji pomiędzy skórą, włosami i oczami.
Zdjęcia wykonywane podczas analizy nie mają być portretami „upiększającymi”. Potrzebuję zachować człowieka takim, jaki rzeczywiście jest: z naturalną teksturą skóry, drobnymi naczynkami, przebarwieniami, asymetrią, pojedynczymi włosami, które nie chcą współpracować, z siwizną i wszystkimi niewielkimi różnicami, które budują realny fenotyp.
Monika ma zresztą fantastyczne włosy. Siwieją naturalnie i nierównomiernie, tworząc złożoną mieszaninę jasnych i ciemniejszych włókien, a ich chłodniejsza, srebrzysta obecność nie jest niczym, co trzeba „naprawiać”. Jest kolejnym elementem materiału, z którym pracuję.
Oczy, które nagle zaczęły być widoczne
Po spotkaniu Monika napisała mi o zielonej dżinsowej kurtce, którą pokazałam jej w Zarze. Założyła ją następnego dnia i zauważyła coś bardzo prostego:
„Zauważyłam w niej moje oczy — zaczęły się wyodrębniać z tła.”
Kolor oczywiście nie zmienił jej tęczówek. Nie zrobił ich bardziej zielonych ani bardziej niebieskich. Zmienił otoczenie, w którym je oglądamy, a dzięki temu ich własna jasność, nasycenie i barwa stały się łatwiejsze do zauważenia.
Przy bardzo czystych, intensywnych barwach ubranie potrafi mieć większą siłę wizualną niż twarz, której miało przecież służyć. U Moniki znacznie ciekawiej zaczynają pracować chłodniejsze i umiarkowanie nasycone zielenie, petrole, przygaszone róże, fiolety, przydymione błękity, stalowe i szałwiowe odcienie. Nie ma tu mowy o braku koloru. Zmienia się jego jakość.
Zgaszone lato nie jest szare, bure i ponure
Monika sama przyznała później, że przed spotkaniem miała o zgaszonym lecie dość mgliste pojęcie. Kojarzyło jej się przede wszystkim z czymś „szarym, burym i ponurym”, do czego raczej niewiele osób dobrowolnie chciałoby należeć.
Trudno się temu dziwić, jeżeli o kolorystyce człowieka opowiada się za pomocą nazw pór roku oraz kilku stereotypowych próbek. Umiarkowane nasycenie zaczyna wtedy brzmieć jak brak koloru, podczas gdy oznacza po prostu inną relację między czystością, jasnością i barwą.
Można mieć zieleń, petrol, róż, fiolet, błękit, wzory i połączenia kilku barw naraz, pozostając jednocześnie w zakresie dobrze współpracującym z jej fenotypem. Właśnie dlatego w materiałach po analizie pokazuję nie tylko pojedyncze próbki, ale również realne zestawienia i ubrania, bo dopiero wtedy parametry przestają być abstrakcją, a zaczynają działać jak normalna garderoba.
Wirtualna przymierzalnia i prawdziwy człowiek
W przypadku Moniki miałam bardzo dobry materiał wyjściowy, ponieważ zdjęcia wykonałam sama podczas spotkania. Na ich podstawie przygotowałam później wirtualną przymierzalnię, która nie służy mi do stworzenia młodszej, gładszej ani bardziej „idealnej” wersji klientki. Zmieniam ubranie, ponieważ właśnie ono jest zmienną, którą chcę obserwować. Człowiek ma zostać ten sam.
Nie wygładzam skóry, nie odmładzam, nie prostuję asymetrii i nie układam Monice włosów. Wirtualna przymierzalnia ma pokazać działanie koloru na człowieku, który rzeczywiście będzie później te kolory nosił.
Mogę więc zmieniać barwę, jasność, nasycenie, wzór i relacje pomiędzy kolorami na ubraniu, pozostawiając możliwie niezmienioną twarz. Dzięki temu materiał nie staje się fantazją o „lepszej wersji siebie”, tylko praktyczną próbą odpowiedzi na pytanie, co konkretny kolor robi z konkretnym człowiekiem.
Dwa tygodnie później
Po spotkaniu zaczęły przychodzić maile. Monika zamówiła rzeczy w nowych dla siebie zakresach, zaczęła na nowo oglądać własną garderobę i myśleć o farbowaniu części ubrań zamiast natychmiastowej wymiany wszystkiego.
Próbnik miał jej się przydać również do włóczek, ponieważ robi na drutach i chciała wreszcie sprawdzić, które z nagromadzonych motków rzeczywiście mieszczą się w jej zakresie, a którym lepiej znaleźć nowego właściciela.
Lubię ten moment, kiedy kolor zaczyna wychodzić poza ubrania, a próbnik przestaje być wachlarzem „do zakupów” i zaczyna działać jako narzędzie porównawcze. Można przyłożyć go do tkaniny, włóczki, kurtki, apaszki albo rzeczy przeznaczonej do farbowania i samodzielnie oceniać relację barwy, jasności i nasycenia.
„W sumie jest mi tak lekko, bo nie muszę już błądzić i szukać, i tułać się tu i tam, trafiłam do «kolorystycznego» domu. Jestem u siebie.”
To zdanie jest dla mnie ważniejsze niż informacja, że komuś podobają się jego kolory. Dobra analiza nie powinna budować kolejnego systemu zakazów i nakazów, który klientka musi nosić w głowie razem z pytaniem, czy wolno jej kupić konkretną bluzkę. Powinna zmniejszać liczbę pytań, które trzeba zadawać komuś innemu.
Jeśli po spotkaniu człowiek zaczyna samodzielnie zauważać własne oczy w zielonej kurtce, rozpoznawać różnice nasycenia, oceniać włóczki, rozumieć reakcję swojej twarzy na czystą biel i budować kolejne połączenia bez ciągłego pytania mnie o zgodę, wiedza zaczyna działać również poza gabinetem.
I wtedy rzeczywiście można trochę przestać się tułać.
Wirtualna przymierzalnia
Wirtualna przymierzalnia pokazuje różne kolory, wzory i zestawienia na tej samej twarzy, bez zmieniania człowieka. Przy analizie stacjonarnej pracuję na wykonanych przeze mnie zdjęciach, dzięki czemu materiał wyjściowy pozwala bardzo precyzyjnie obserwować samą zmianę ubrania.
sprawdź opcje analizyKolorystycznie u siebie?
Zapraszam na stacjonarną analizę kolorystyczną.
KRAKÓW · WARSZAWA · WROCŁAW
zarezerwuj analizęZdjęcia Moniki, przygotowane dla niej wersje z wirtualnej przymierzalni oraz fragmenty korespondencji zostały opublikowane za jej zgodą.


