Cukier w odżywce do włosów - a na cóż on tam jest?



Dostałam jakiś czas temu pytanie od czytelniczki, czy aby na pewno ten cukier w składzie jest tam niezbędny (pytanie dotyczyło odżywki do włosów z Sylveco)? Postaram się dziś na nie odpowiedzieć i przy okazji wyjaśnić, cóż ten znienawidzony związek robi dobrego dla naszej skóry i włosów. 

I teraz ważna rzecz - zamykamy oczy i zapominamy o stawianiu włosów na cukier, oraz o tym, że cukier jest be bo tuczy i psuje zęby. Nałożony na skórę nie tuczy. Tak jak gluten nałożony na skórę nie robi celiakii, każdy czuje w którym miejscu mniej-więcej znajdują się jego kosmki jelitowe. Mamy to? No więc jazda:

Sacharoza, wspomniana w składzie ww odżywki, jest zaledwie jednym z przedstawicieli dużej "cukrowej" rodziny. Pozyskiwana z buraków cukrowych i trzciny, jest dwucukrem mającym w składzie cząsteczkę fruktozy i glukozy.

Pomijając oczywiście właściwości peelingujące, które ma i sól, i drobinki polietylenowe, i kawa, cukier w kosmetyce stosowany jest od dawna głównie z uwagi na swoje właściwości nawilżające. Skupię się na nich, pomijając wywody na temat depilacji pastą cukrową, czy kwasu hialuronowego, który wcale kwasem nie jest a cukrem właśnie, bo zdaje się, że zagadka występowania sacharozy w składzie czegoś, co nie jest ani peelingiem, ani pastą cukrową interesuje Was najbardziej.

Otóż glukoza zawarta w cząsteczce sacharozy łatwo wiąże się z keratyną włosa, wygładzając go. Zapobiega też odparowaniu wody, wiążąc ją, dzięki czemu działa nawilżająco, choć glukoza sama w sobie nie jest wybitnie działającym humektantem. Niemniej, jest to miły dodatek do składu odżywki do włosów - przecież ręka pod budkę, która z Was sobie potajemnie choć raz dosypała cukru do maski/odżywki do włosów ;) 



Z tych samych powodów stosuje się wszak również miód do pielęgnacji włosów - ten sam efekt, plus potencjalne rozjaśnienie (miód ma skład bogatszy od sacharozy o kwasy, witaminy i enzymy). 

Jak rozłożyć sacharozę na glukozę i fruktozę? Zjawisko to, zwane hydrolizą, zachodzi w środowisku kwaśnym, więc łapiemy za cytrynę czy ocet (Sylveco łapie za kwas mlekowy - też fajnie, dodatkowa pielęgnacja) i z dwucukru robią nam się cukry proste. 


Razem z Elą Kuną Domową zrobiłyśmy "eksperyment sacharozowy". Do ok. 100 ml wody dodałyśmy 2 łyżeczki cukru i tak na moje oko pół łyżeczki soku z cytryny oraz jedną pestkę z cytryny. Zamieszałyśmy aby kryształki cukru się rozpuściły, po czym wyciągnęłyśmy pestkę i wcisnęłyśmy do szklanki całe opakowanie miniatury odżywki do włosów Naturligt Vis a potem po namyśle jeszcze dwie łyżki maski Loton z ceramidami. 




Po zamieszaniu dostałyśmy całkiem lejącą odżywkę, którą wysmarowałyśmy sobie włosy, zawinęłyśmy je następnie w folię spożywczą i wzięłyśmy się za nicnierobienie przez ok. godzinę, a obstawiam, że nawet dłużej. Na pewno zdążyłyśmy zrobić i zjeść śniadanie, zagrać w kilka głupich gier i porozczulać się nad kotami.

Ciekawiło nas jak cukier sprawdzi się na różnych włosach - Ela ma włosy cienkie, choć gładkie i w dobrym stanie. 
Moich jest przede wszystkim cholernie dużo, są ciężkie, ostatnio przeżywają przesusz, ale na ogół są w dobrej kondycji. W obu naszych przypadkach nie trzeba wiele, aby naszym włosom dogodzić, ale stosunkowo łatwo jest przesadzić - u Eli emolientami, u mnie proteinami.


Tymczasem, po zmyciu mazi z włosów już po ściągnięciu ręcznika czułam, że moje włosy są jakby bardziej miękkie i gładsze. Mają one tendencję do puszenia się, jeśli pozwalam im wysychać samoistnie i nie zwinę ich w koczek. Tym razem puszyły się zdecydowanie mniej, choć puściłam je luźno i - co ważne - po umyciu nie zastosowałam ani dodatkowej porcji odżywki ani oleju, co zwykle robię. Ela podobnie - chciałyśmy się przekonać, ile zdziała sam cukier.
Jak stwierdziła: "są mięciutkie, ale - jakby to powiedziały wszystkie włosomaniaczki - są jednocześnie dociążone". Zastanawiałyśmy się przez chwilę, czy Ela potrzebuje ekstra wygładzenia, czy wręcz przeciwnie ;) Początkowo Ela nie była pewna, czy nie byłoby lepszego efektu, gdyby zmieniła kolejność, tj. nałożyła tę maskę po umyciu włosów, bo zmywając włosy pod prysznicem miała obawy, że zmyło się wszystko i po całej pielęgnacji.
Ale jakieś pół godziny później, gdy włosy trochę przeschły, zauważyła ich - większą niż zazwyczaj - miękkość i gładkość, ewidentnie jest więc coś na rzeczy.
Kolejne pół godziny później Ela rozczesała włosy i stwierdziła, że po pierwsze: efekt jest inny niż po użyciu samej maski bez dodatku cukru, a po drugie: zdecydowanie łatwiej się rozczesują pomimo tego, że nie zastosowała po umyciu żadnej odżywki.
Od siebie dodam, że jej włosy tego dnia wyglądały naprawdę dobrze - tworzyły taflę i były wyraźnie nawilżone. 

U mnie efekt był podobny, choć mam wrażenie, że moje włosy śmiało przyjęłyby znacznie większą dawkę nawilżenia. Być może następnym razem wykombinuję podobną maskę z dodatkiem gliceryny i/lub kwasu hialuronowego.

Za jakiś czas mam zamiar spróbować tej metody również nakładając tę maskę po umyciu włosów na chwilę - czy będzie różnica? Sama jestem ciekawa. 

Buźka
Arsenic

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger