Co z tą chłodną zimą? Wyjaśniam kolorystykę na przykładzie Marceli



Podział na 12 typów kolorystycznych jest wyidealizowany. W realnym świecie nie spotyka się często tak modelowych przykładów kolorystyk. Wszyscy jesteśmy "mieszańcami", mamy wpływy innych typów kolorystycznych, często wbrew topornym zasadom tego podziału - a to wynika z biochemii, znów, do znudzenia. Dzisiaj przyjrzymy się chłodnej zimie - kolorystyce rzadko spotykanej i odwrotnie proporcjonalnie często przypisywanej różnym osobom, którym do jakiejkolwiek zimy jest jednak nie tak blisko.
Najpierw trzeba zrozumieć podstawy - czyli nie jakimi poetyckimi opisami określa się w sieci osoby o typie chłodna zima; nie interesuje nas, do jakich pejzaży uroda takich osób jest porównywana; a nawet niespecjalnie wiele wniosą nam na tym etapie atrybuty kolorystyki wykute na pamięć. To jest dokładnie tak samo jak wkuwanie na pamięć dat wydarzeń historycznych bez próby zrozumienia ówczesnych wydarzeń i ich logicznego następstwa. Bez swoistego "osadzenia się" w danej historii, datę można ewentualnie zapamiętać jako ciąg liczb podobny do czegoś i dalej niewiele móc powiedzieć o wydarzeniach i postaciach wokół niej. A atrybuty kolorystyki można wkuć kojarząc je z pejzażami. Tylko po co? Potrafimy wyrecytować atrybuty i teorię, ale bez zrozumienia tematu to jest wszystko. Chłodna zima może stać przed nami i patrzeć nam głęboko w oczy, a my jej nie rozpoznamy, nie rozumiejąc na co patrzymy. Aplikując jej uparcie brązowy makijaż...
Na tym zresztą bazował Itten tworząc podział na cztery kolorystyczne pory roku - na skojarzeniach. Dzisiaj jednak wiemy więcej o podstawach tych podziałów. 

Na czym polega chłód chłodnej zimy? Jak interpretować pozostałe dwa atrybuty kolorystyczne, którymi jest opisany ten typ? 

Na te pytania najprościej (haha, suchar wykładowców na całym świecie) jest odpowiedzieć posługując się wiedzą na temat rodzajów melanin występujących u ludzi (i nie tylko u ludzi, ale upraszczamy sobie). Bierzemy więc akwarele w czterech kolorach: 
  1. żółtą (nie beżową, nie piaskową i nie kremową, tylko żółtą jak płatki słonecznika) - synonim feomelaniny, 
  2. czerwoną (intensywnie czerwoną jak pomidor) - synonim melaniny trójchromowej, 
  3. brązową i 
  4. czarną - oba odzwierciedlają kolory eumelanin. 
Po które farby sięgniemy aby namalować Marcelę?



To łatwe, prawda? Weźmiemy czerń i będziemy tak manipulowali jej rozcieńczeniem z wodą, żeby uzyskać ciemnoszare tęczówki i czarne włosy, które jednak wydają się nie być ani smoliście, ani kruczoczarne. Mamy więc odcienie szarości aż po czerń - i to jest precyzyjna odpowiedź na to, dlaczego Marceli kolorystyka jest charakterystycznie chłodna, "oszroniona", achromatyczna, a jednocześnie dość ciemna i na to wszystko naraz również wciąż dość wyrazista. 
I to rozcieńczenie równocześnie też tłumaczy jej swoistą delikatność W PORÓWNANIU z innymi typami zimowymi - bo obiektywnie rzecz biorąc Marcela ma kolorystykę bardziej wyrazistą niż większość naszego społeczeństwa. Dlatego chłodne zimy nazywa się pieszczotliwie "najbardziej letnimi zimami" wśród zim. To NIE oznacza, że ten typ kolorystyczny, siostrzany dla chłodnego lata, jest obiektywnie rzecz biorąc delikatny, sprany czy jasny. On jest delikatniejszy od pozostałych typów zimowych. Ale wciąż jest to kolorystyka opisywana atrybutami: chłodna, ciemna i czysta. Naraz. Nie wybiórczo.

Walor - stopień jasności




Marcela jest modelową chłodną zimą, ponieważ w wyraźny sposób manifestuje się u niej ta drugorzędna cecha: wysoki walor, czyli ciemne kolory. Tutaj nie trzeba naciągać faktów do teorii - ta dziewczyna ma ciemne włosy i konkretną opaleniznę. To nie jest tak często spotykany typ kolorystyczny! Duża ilość ciemnych pigmentów widoczna doskonale w kolorze włosów i opalenizny (a nawet na nieopalonej skórze, którą ma naturalnie w nieco "zdrowszym" odcieniu niż te wszystkie transparentne, szarowłose kolorystyki letnie) zazwyczaj idzie w parze z ciemnymi oczami, brązowymi lub czarnymi. Jej oczy są od czerni i brązu jaśniejsze, ale na pewno nie można powiedzieć obiektywnie, że są jasne - to ciemny grafit. Każdy z nas potrafi sobie wyobrazić czy wywołać w pamięci tęczówki jaśniejsze.

Z tego powodu choć odcień (chłód) bluzy z powyższego zdjęcia się zgadza z kolorystyką Marceli, to jednak jest wrażenie, że coś nie do końca gra. Czegoś brakuje i mogłoby być lepiej, prawda? Czego brakuje?

Odpowiednio dobranego waloru! Chłodna zima jest opisana trzema atrybutami kolorystyki, a nie jednym. Odcień (temperatura) barw jest najważniejsza, ale tylko jeśli idzie w parze z kolorami odpowiednio ciemnymi i nasyconymi (napigmentowanymi).


Snorkel Blue nie różni się od Hawaii Ocean ani temperaturą (oba kolory są chłodne), ani nasyceniem (oba są dość czyste). Różni je walor - stopień jasności. To tego brakowało aby kolor się zgrał z "pejzażem" Marceli, zaczął rezonować z jej kolorem oczu i przestał się gryźć z mocną opalenizną. Hawaii Ocean jest jasny, kolorystyka Marceli - nie. To może być świetny dodatek ożywiający trochę zbyt nudne i ciemne szarości, np. na pasku czy torebce. Ale jako główny kolor stroju lepiej jest dla Marceli dobrać odcienie ciemniejsze, współgrające z jej ciemną kolorystyką. 

Tymczasem w Polsce wciąż pokutuje mit o tym, że każda osoba o niebieskich lub szarych oczach i włosach ciemniejszych niż jawnie jasny blond to chłodna zima. To nie takie proste. I to nie jest tak często spotykany typ kolorystyczny - właśnie dlatego, że tak trudno jest zachować chłodną, "zmrożoną" kolorystykę i granatowe lub ciemnoszare oczy (a nie już brązowe czy czarne!) przy tak dużej ilości brązowych i czarnych pigmentów. 
Widać więc, że ta ilość ciemnych pigmentów musi być niezwykle precyzyjnie wycyrklowana tak, aby dać kolorystykę wyraźnie ciemną (wszystkie zimy są jawnie ciemne!), ale jednak z tym swoistym rozcieńczeniem, nienasyceniem pigmentami na maksa.

Dlaczego szkodliwą bzdurą jest forsowanie przekonania, iż zima (jakakolwiek) może być blondynką w dzieciństwie? 
Ponieważ każda zima jest ciemna. Ta głębia wynika z ilości ciemnych pigmentów i z aktywności komórek, które je produkują - a ta (aktywność) jest wyraźnie zaznaczona już od wczesnego dzieciństwa.  I ponieważ dlatego, że wysoki walor odróżnia zimę od lata - w tym przypadku oba chłodne typy siostrzane.
Owszem, w dzieciństwie często ludzie miewają włosy (czy też ogólnie - kolorystykę) delikatniejszą, jaśniejszą, co - znów! - ma wytłumaczenie w biologii. Po osiągnięciu dojrzałości kolorystyka mniej-więcej się już ustala. Tymczasem zwykłym, częstym zjawiskiem wśród osób o kolorystyce zimowej, a także głębokiej (wciągam w to również głębokie jesienie) jest fakt, że od wczesnego dzieciństwa ich organizmy produkują dużo ciemnych pigmentów dających wyraźny efekt w kolorze włosów i oczu. Natomiast zjawiskiem zupełnie rzadkim i zmuszającym do przemyślenia doboru barw w palecie (i, często, szczerości klientki w kwestii farbowania tego i owamtego) jest sytuacja, gdy osoba o kolorystyce ciemnej w dorosłym życiu przynosi mi zdjęcia z blond aniołkiem z (nie tak już wczesnego) dzieciństwa. 
Dwa przykłady, poniżej ja (czysta zima) w wieku około jednego roku:



Oraz Marcela (chłodna zima) w wieku lat czterech:


Uzupełnię post, gdy zdobędę zdjęcia z dzieciństwa jakiejkolwiek głębokiej zimy z pozwoleniem na publikację. Myślę jednak, że nikt sobie nie wyobraża innego scenariusza u typu kolorystycznego, u którego wysoki walor (ciemne kolory) są pierwszoplanowym i najważniejszym atrybutem.
Tak, zdjęcia z tamtych czasów są słabe, ale tylko ślepy uprze się aby nie dostrzec ciemnych włosów. Jeśli więc uznam za chłodną zimę osobę o szarawej kolorystyce i jasnych oczach bez wyrazistego rysunku, która w dzieciństwie była blondynką i dobiorę jej paletę barw ciemnych i nasyconych, to jakie kolory powinnam dobrać Marceli dla zachowania proporcji i równowagi? Takie same? 
Dotykamy tutaj delikatnej kwestii uczciwości zawodowej i poziomu oferowanych usług. 

Chroma - nasycenie barw 


Marcela przysłała mi kilka zdjęć z tkaninami w mocnych, jaskrawych odcieniach i połączeniach barw. Domyślam się, że była ona (samodzielnie czy przez kogoś) diagnozowana jako czysta zima. To całkiem bliski traf i znacznie lepszy dla Marceli, niż w przypadku diagnozy zupełnie nietrafionej, np. gdyby musiała zmierzyć się z noszeniem barw ciepłych i stonowanych któregoś podtypu jesiennego. Mierzymy się tutaj z mitem urody Królewny Śnieżki, która uważana jest za modelową czystą zimę. Tymczasem w prawdziwym życiu jest to niemożliwe. Mając takie a nie inne pigmenty do wyboru, automatycznie są stawiane granice tego, co możliwe, a co nie. Nakładając na to teorię barw, okazuje się że Królewna Śnieżka mogła w najlepszym wypadku być chłodną zimą z galopującą anemią, albo dowolnym jasnym typem kolorystycznym... farbującym włosy na czarno. ;)
Zresztą, jak pogodzić fakt, że Królewna śnieżka ma błękitne oczy, delikatną, śnieżną cerę z rumieńcami i krucze włosy - czyli wszystko niezwykle chłodne - a poleca jej się jaskrawe kolory o nie tak całkiem określonej temperaturze typu grynszpan i strażacka czerwień? To się całości nie trzyma.

W ramach dodatkowej ciekawostki angażującej neurony wrzucę jeszcze info o tym, że naturalnie intensywnie czerwony kolor ust (oraz sutków) wynika z obecności feomelaniny, tego żółto-pomarańczowo-czerwonego pigmentu. Kolor warg osób o ciemnej kolorystyce może być, owszem, dość ciemny, ale nigdy nie bywa intensywny, jaskrawoczerwony. Szczególnie u chłodnych zim, u których feomelanin mamy zero. Intensywnie czerwone usta spotyka się więc często u rudzielców. Pokoloruj Królewnę Śnieżkę.



Gdy więc do stylistki przychodzi czarnowłosa kobieta o ciemnoniebieskich lub grafitowych oczach, mądra stylistka rozumie, na jakie melaniny, w jakim odcieniu i w jakich ilościach, patrzy. Umie to zgrać z teorią barw, więc nie postawi chromy (nasycenia) na pierwszym planie! Kolory Marceli, owszem, są obiektywnie rzecz biorąc nasycone (wystarczy porównać z jawnie zgaszonymi, np. z palety zgaszonego lata!), ale nie są jaskrawe, neonowe, pstrokate. 

Na powyższym porównaniu oczywiście Rose Violet różni się od Sparkling Cosmo głównie odcieniem (temperaturą), bo o to w tej kolorystyce przede wszystkim chodzi. Ale widać też wyraźnie, iż jest to kolor nieco mniej jaskrawy od oryginału po lewej stronie. Zdecydowanie też Rose Violet nie można nazwać obiektywnie zgaszonym. On ma swój pigment, jest widoczny z daleka, jest konkret - ale to nie jest pstrokacizna lśniąca w ciemności. 
Chłodna zima będzie też nieco inaczej zestawiała swoje kolory niż np. czysta czy głęboka zima. Inne będą wzory twarzowe dla tej konkretnie kolorystyki. Nie będę was już z tego doktoryzować. 

Odcień - temperatura


Tak, brązowe makijaże... Wiecie, w makijażu panują nieco luźniejsze zasady (z różnych przyczyn, o których nie będę się teraz rozpisywała), więc to nie ma aż tak wielkiego znaczenia, czy np. dany odcień fioletu jest nieco zbyt jasny dla danej osoby, czy nieco zbyt czysty. Bardzo wiele rzeczy można w makijażu "podciągnąć" też samą techniką, którą się zastosuje. Przykładowo, ten wspomniany zbyt jasny kolor, na przykład taki jogurt jagodowy u Marceli nie da rady jako jedyny cień na powiece, albo jako jedyna kreska, ponieważ jako kolorystyka nie tylko chłodna, ale także ciemna, potrzebuje ona czerni do wzmocnienia oprawy oka i dodania "bazy", swoistego "gruntu" jaśniejszym i/lub bardziej jaskrawym kolorom. Ta sama jagodowa kreska namalowana nad czarną kreską już będzie ok. Jasnofioletowe smokey jako akcent do czarnego smokey przy linii rzęs - też super. 



Powyżej po lewej stronie znajduje się oryginał, po prawej moja przeróbka. Cytuję Marcelę:
Kolory, które dotychczas stosowałam na powiekach i które mam w paletkach, jakoś mi nie pasowały, ale nie wiedziałam w którym dokładnie kierunku podążać. Teraz już wiem.. Szkoda tylko, że jak się okazuje, nawet wizażystki nie zawsze potrafiły mi je dobrze dobrać ;)) Dołączam jeden taki makijaż, w którym czułam się okropnie. Może nie do końca to widać na tych zdjęciach, ale pomalowano mnie brązami, pomarańczami, a pod powieką było złoto wpadające w pomarańcz. Zgroza, czułam się jak chora.
Brązowy makijaż wciąż - co jest niepojęte! - funkcjonuje w środowisku makijażystów jako tzw. makijaż bazowy, podstawowa kolorystyka, która zawsze i wszędzie pasuje każdemu. Cóż, jest coś więcej poza kolorem, Marcela się broni w tym makijażu, bo ma wyrazistą kolorystykę i jest po prostu piękną, a do tego świadomą swojej urody kobietą. 
Ale te same brązy od lat są aplikowane również na kolorystykach równie chłodnych, ale delikatniejszych - na latach. I tutaj już jest bardzo źle. Ach, no i oczywiście - przecież brąz wydobywa i podkreśla niebieskie tęczówki. Podkreślamy więc niebieskie tęczówki ignorując całą resztę kolorystyki - i mamy to, co mamy. Tak jakby makijaż wpływał na wygląd wyłącznie oczu i nie miał żadnego impaktu na kolor skóry czy włosów.

Na powyższym zdjęciu nie tylko zresztą brązowy makijaż oczu dał efekt... jaki dał. Jeszcze jeden element sprawił, że uroda Marceli się rozmyła. Ale to już zostawiam Wam i przy okazji mam niespodziankę: pierwsza osoba, która poprawnie i precyzyjnie odpowie na pytanie: "Który element makijażu, poza brązowym smokey, nie pasuje Marceli i dlaczego?" otrzyma ode mnie ebooka o typach siostrzanych. Odpowiedzi uprzejmie proszę udzielać w komentarzach pod tym wpisem na blogu.

Uściski
Aleksandra


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger