Wolę hybrydy, ale... Nowa kolekcja metalicznych lakierów do paznokci Bell Hypoallergenic by Marcelina


Jest coś takiego w lakierach do paznokci (i w pomadkach też!), że trzeba mieć je wszystkie. Nieważne, że z przepastnej szuflady wysypują się już dziesiątki lakierów czerwonych i czarnych z turkusowymi drobinami, gdy widzę kolejny taki sam w sklepie - biorę. I wcale nie chodzi o to, że ten nowy może będzie miał lepszą formułę czy wygodniejszy pędzelek, nie. Wiem, że mnie rozumiecie i wiem, że też nie wiecie o co chodzi.

Wraz z serią pięknych pomadek metalicznych, które wcale nie są tandetnie brokatowe ani nadmiernie błyszczące, Bell wypuścił również metaliczne lakiery do paznokci, dopasowane kolorami do tychże właśnie pomadek. Mam wrażenie, że coś cicho o nich w internetach. Kolekcja jest dostępna chyba tylko do końca kwietnia w Biedronkach i Hebe, i aż się prosi o zrobienie zapasu pewnych kolorów "na wszelki wypadek".

ZOBACZ: Bell by Marcelina - sześć nowych matowych pomadek. Wróć! Metalicznych!


Ale zanim o kolorach, chciałabym powiedzieć o kwestii - w sumie - dla mnie najważniejszej, jeśli mowa o lakierach do paznokci. Otóż ja wolę hybrydy, ponieważ moje paznokcie są w ruinie i rzadko zdarza się, aby zwykły lakier (tak, tak, z bazą i z topem) wytrzymywał na nich dłużej niż, powiedzmy, dwa dni. Trudno, aby było inaczej - jeśli paznokieć się rozpada, kruszy, rozdwaja, wygina, to nie można oczekiwać, aby cienka warstwa lakieru na nim również się trzymała. Z tego powodu od jakiegoś czasu robię sobie hybrydy, dzięki którym udało mi się nieco opanować kryzys i nawet ostatnio wyhodowałam sobie coś na kształt dłuższych paznokci. No, w każdym razie takich, co to wystają poza opuszki palców ;) Hybrydy trzymają się u mnie ok. tydzień i to mi w zupełności wystarcza, żeby uspokoić nerwy. Ale, wiadomo, czasem sobie te hybrydy lubię też pomalować jakimś nowym kolorkiem, a ostatnio odważyłam się nawet zrezygnować na jakiś czas z hybryd na rzecz właśnie zwykłych lakierów, ponieważ moje paznokcie trochę odżyły.
I tutaj przechodzimy do meritum - czyli do jakości lakierów i do tego, czy przy wymyślaniu kształtu i wielkości pędzelka ktoś włączył myślenie, czy na to już budżetu nie starczyło. W Bellu starczyło, zobaczcie:



Pędzelek jest duży, szeroki i gęsty. Nabierając odpowiednią ilość lakieru można bez najmniejszego wysiłku pomalować całą płytkę paznokcia (no, poza kciukiem, powiedzmy) jednym ruchem. Serio, serio, ja tak robię. Naprawdę miałam głupio-zdziwioną minę gdy to odkryłam i pomalowałam paznokcie w ten sposób po raz pierwszy, bo cały proces malowania dzięki temu skrócił się do zaledwie kilku minut. Jasne, trzeba mieć trochę wprawy, żeby było równo, bez prześwitów, pomalowanych skórek, itd, ale da się. Jestem tego najlepszym przykładem.
Na powyższym zdjęciu mam na paznokciach kolor 34 Amsterdam z tej kolekcji.
Dopełnieniem radości było odkrycie, że są to tzw. lakiery szybkoschnące. Ludzie! Da się żyć! Nie jestem bezbronna i kaleka przez 3 godziny po pomalowaniu paznokci, bo nawet bez różnorakich wysuszaczy specjalistycznych czy topów utwardzających, paznokcie są suche już po ok. 20-30 minutach, w zależności od grubości warstwy. Czasami jest tak, że niektóre lakiery wydają się być już zupełnie suche i "gotowe", ale po włożeniu dłoni do kieszeni spodni okazuje się, że faktura materiału odbiła się na paznokciach, coś się zrolowało, coś przesunęło - nie tutaj. Schnie jak cholera i śmiało mogę malować pazury na godzinę przed wyjściem z domu bez obawy, że szlag mnie trafi w drodze gdzieś tam. Uff!




Jak wspomniałam, kolory są dopasowane do pomadek i chwała Bellowi za to! Nosiłam je wszystkie, pomijając 31 Majorkę, bo tego konkretnego koloru jakoś jednak nie czuję. To ładny, złotawy beż, ale u mnie nawet 32 Mexico City wydaje się być dość ciepłym brązem. Zdecydowanie lepiej się czuję mając na paznokciach czerwień, fiolet, czerń czy głębokie turkusy... czyli całą resztę kolekcji :)
Trudno mi zresztą powiedzieć, który z tych kolorów podoba mi się najbardziej. Teraz mam na paznokciach 33 Moscow i najchętniej użyłabym go ponownie. To cudny odcień żywej, intensywnej, ale chłodnej czerwieni, jaki lubię nosić najbardziej. Wydaje mi się, że ten kolor jest najmniej metalicznym z całej kolekcji. Tak jak w przypadku pomadki w tym kolorze - mamy tutaj do czynienia raczej z satyną, choć wciąż mówimy tutaj o bardzo wyraźnie widocznym efekcie. Nie jest to lakier ani matowy, ani kremowy, ale drobin takich, jakie mamy w 34 czy 35 - brak.


Kolor 32 Mexico City zaskoczył mnie najbardziej. Rzadko noszę tego typu kolory na paznokciach, a tymczasem okazało się, że jest to bardzo ładny, spokojny odcień "różanego beżu" o satynowym wykończeniu. Super sprawa, gdy trzeba trochę spuścić z tonu, ale zależy nam na ładnie pomalowanych pazurkach. 
35 Shanghai to jeden z tych kolorów, po które zawsze wyciągam łapy w sklepach, choćbym miała takich lakierów już od cholery w szufladzie. Czyli czerń/bardzo głęboki granat z rozświetlającymi, błękitnymi i turkusowymi drobinami. No, uwielbiam. A jeśli do tego baza jest naprawdę ciemna lub czarna - uwielbiam jeszcze bardziej. Tutaj chyba mamy do czynienia właśnie z czarną bazą, która jest nieco rozjaśniona tymi rozświetlającymi drobinkami. Wszystko lśni, błyszczy; jest mocno, wyraziście, jest fajnie. Lubię bardzo! 



34 Amsterdam to dokładnie ta sama historia co 35 Shanghai - ciemne, wyraziste fiolety z drobinkami zawsze lubię, pasują mi do wszystkiego, a im więcej błyskotek, tym lepiej. Oba kolory wyglądają tak samo na paznokciach, jak się prezentują w buteleczce - i to już przy pierwszej, solidniejszej warstwie.

A tak przy okazji - same buteleczki też nie są brzydkie, prawda? ;) Koncepcja szklanych sześcianów wyglądających trochę jak kolorowe kostki lodu bardzo do mnie przemawia. Fakt, rozpychają się trochę w szufladzie z lakierami, zsuwając te inne głębiej w mrok, ale wcale im nie mam tego za złe. Czekam jeszcze tylko na te czasy, gdy producentom uda się odwzorować kolor lakieru na zakrętce, tak aby patrząc na buteleczkę z góry można było od razu zobaczyć interesujący nas kolor. Póki co, rozwiązuję ten - nazwijmy to - problem grupując lakiery wg kolorów w szufladzie. No, ale jak się ma tylko czerwień, czerń, fiolety i głębokie turkusy, to się robi trudniej ;)
Z lakierów jestem bardzo zadowolona i pewnie zrobię sobie zapas kolorów 33, 34 i 35. 


Uściski
Arsenic

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger