5 moich sprawdzonych pomysłów na ulepszenie gotowych masek/odżywek do włosów


Któregoś dnia, mieszając w kuchni w miseczce kolejną ciapę składającą się w połowie z maski do włosów, a w połowie z czegoś do jedzenia, przyszło mi do głowy, że może Was to zainteresuje. Jak i po co ulepszam gotowe, sklepowe maski i odżywki do włosów? Co mi to daje? Jakie produkty sprawdziły się u mnie najlepiej? Zapraszam!
Tytułem wstępu zaznaczyć muszę, że nie mam nic absolutnie przeciwko stosowaniu gotowych masek/odżywek (czy ogólnie: kosmetyków), jeśli się sprawdzają. Ja to po prostu lubię! Wpada mi do głowy pomysł na podkręcenie maski lejąc miód na tosta - i dnia następnego idę to wypróbować. Efekty... czasem są, czasem sama nie wiem czy widzę różnicę, ale jest kilka takich mieszanek, do których wracam chętnie.



1. Miód
Wspomniany miód ma całkiem imponujące właściwości kosmetyczne: odżywia, uelastycznia i wzmacnia włosy, działa przeciwzapalnie, i antybakteryjnie. Na pewno wielokrotnie spotkaliście się już z tym składnikiem na wielu blogach poświęconych pielęgnacji, nie tylko włosów. Ostatnio Lili wykombinowała świetny przepis na szampon miodowy, który będę musiała w końcu spróbować gdy wykończę obecne zapasy :)
Najważniejsze jednak dla mnie jest to, że dodatek miodu znacznie potęguje samo działanie nawilżające i wygładzające danej maski. Włosy są rzeczywiście jędrniejsze, gładsze.
Jak to robię? W miseczce mieszam porcję dowolnej maski/odżywki do włosów i łyżkę (taką z "górką") miodu, po czym nakładam na umyte, wilgotne włosy i zostawiam ok. 15-20 minut. Spłukuję chłodną wodą, nie myję już szamponem. 

Rodzaj maski/odżywki nie ma w zasadzie znaczenia. Na pewno warto polegać na swoich ulubionych i sprawdzonych kosmetykach, ale... myślę sobie, że też i te, którym chciałoby się dać "drugą szansę" łatwiej byłoby zdenkować z takim dodatkiem. 



2. Cukier
Acha, wiem o czym myślicie: Arsenic zwariowała. Proszę, przeczytajcie ten post - wytłumaczyłam się w nim ze wszystkiego i wyjaśniłam też, w jaki sposób ten cukier do odżywki dodać, aby zadziałał supernawilżająco.
W ramach bonusu podpowiem Wam, że - tak popularny ostatnio peeling do skóry głowy - można bardzo łatwo wykonać sobie samemu w domu. Tak, cukier. Może nie do maski czy odżywki, ale jeśli się go doda do szamponu i wymasuje porządnie skórę głowy, gwarantuję, że efekt będzie taki sam jak po zastosowaniu kupnego peelingu za miliony monet do tej części ciała.
Nawiasem mówiąc, cukier nabrany garścią wprost z cukierniczki to nadal mój top one peeling do dłoni, od lat. Po wyszorowaniu i zmyciu wmasowuję w dłonie jakiś krem i mam skórę jak jedwab. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że po zmieszaniu z żelem pod prysznic i nałożeniu na rękawicę Kessa, dostaję osobny kosmetyk: peeling antycellulitowy na tyłek i uda. A gdy zastosuję go na stopy, no... łapiecie już schemat. Słowem: paczka cukru najlepszym przyjacielem gładkiej kobiety :D




3. Perfumy w olejku i olejki eteryczne
To czysta przekora jest, przyznaję. Normalnie nigdy bym nie opublikowała takiego, nazwijmy to, "przepisu" u siebie na blogu wychodząc z założenia, że to żadne DIY nie jest, podobnie jak porada aby sobie kanapki posypać koperkiem lub szczypiorkiem też nie jest przepisem kulinarnym. Myślę też, że większość z Was już dawno wpadła na taki pomysł i dodaje do swoich gotowych kosmetyków - wszak nie tylko odżywkom i maskom to służy! - olejki eteryczne zmieniające doznania zapachowe.
Moim ulubionym olejkiem eterycznym od jakiegoś czasu jest bazyliowy, który dodaję namiętnie do wszystkiego, do kominka zapachowego też. Jasne, że kosmetyki mają zwykle własne zapachy, które zawsze będą nieco zniekształcać woń dodanych olejków, ale nie przeszkadza mi to - wolę mieć odrobinę swojego ulubionego zapachu w kosmetyku niż... go nie mieć.

Tak, perfumy w olejku, te arabskie, też dodaję i to bardzo chętnie. Z uwagi na swoją oleistą postać, nie tylko nadają ładny zapach, ale wpływają one też na wygładzenie włosów. Często zresztą dodaję do masek te perfumy, których nie używam, lub nie uwielbiam jakoś szczególnie. Jest to mój sposób na zużycie ich w dość bezpieczny sposób. Te, które naprawdę bardzo lubię, często lądują na końcówkach moich włosów solo - zamiast serum silikonowego i zamiast oleju arganowego. Włosy bardzo długo "przechowują" zapachy, więc ta mgiełka ulubionego zapachu towarzyszy mi przez kilka dni aż do kolejnego mycia. Super sprawa.



4. Fioletowa płukanka do włosów Delia Cameleo

Farbując włosy - czy to henną, czy zwykłymi farbami - trudno jest mi wstrzelić się w mój idealny kolor, odwzorowujący ten naturalny. Oczywiście, nie mówimy o czystym indygo, które na dłuższą metę dawało mi efekt po prostu smoliście czarnych włosów, który też mi się średnio podobał. Moje naturalne włosy są bardzo, bardzo ciemnobrązowe, ale w dość "mroźnym", wręcz fioletowym właśnie odcieniu. To znaczy, uściślając - każdy normalny człowiek widział je po prostu jako czarne, to tylko ja mam szajbę na punkcie kolorów ;)
Farby we wszelkich odcieniach brązowych, w mniejszym lub większym stopniu, zawsze dają u mnie efekt zbyt ciepły. Chcąc pozbyć się tych rudych refleksów, stosuję więc trik znany już wszystkim - a więc właśnie płukankę Cameleo, w odcieniu fioletowym. Kolor fioletowy (i niebieski zresztą też, co znamy choćby tworząc własne podkłady mineralne, czy "ratując" podkłady o zbyt żółtych odcieniach) doskonale "gasi" wszelkie rude tony, nadając włosom właśnie ten chłodny odcień brązu (blondu, bronde czy... siwizny).
Producent sugeruje aby płukankę rozcieńczać wodą w pewnych proporcjach i taką fioletową wodą spłukiwać włosy po umyciu, a ja, jak zwykle, robię to po swojemu, dodając solidną porcję Cameleo do odżywki/maski, a także do szamponu. Mężczyzna został uprzedzony, który szampon jest "radioaktywny", bo akurat w jego przypadku rude refleksy we włosach są fajne :)
Działa to wyśmienicie, brązowe farby nie wypłukują się "na rudo", co ma dla mnie znaczenie szczególnie w przypadku siwych pasm,  które wyjątkowo chętnie zatrzymują czerwony pigment. Rzecz jasna, tę płukankę należy traktować jako swoisty "makijaż" dla włosów, a nie coś trwałego. Zmyje się to przy kolejnym myciu, chyba że się jej dodało i do odżywki, i do szamponu, zamiast się zadręczać polewaniem głowy fioletową wodą ;)


5. "Standard blogerski": oleje, żel aloesowy, półprodukty kosmetyczne

Wrzuciłam wszystkie tego typu ulepszacze do jednego wora, ponieważ wydaje mi się, że takich porad jest cały pierdylion w internecie i każdy już wie, że aloes, i że oleje. Niemniej, sama bardzo często i chętnie korzystam z takich ulepszeń, które dają na moich włosach sensowne efekty, warte powtórzenia.
Pomijając perfumy w olejku, samych olejów do masek/odżywek dodaję jednak stosunkowo mało. Przywykłam do stosowania oleju arganowego solo na końcówki po umyciu włosów, zauważam też, że bardzo łatwo jest mi przesadzić z ilością dodanego oleju do odżywki, dlatego jeśli dodaję, to zwykle dosłownie kilka kropli do porcji maski. Arganowy jest moim ulubionym olejem do włosów, ostatnio kończę wielką butlę tego oleju o zapachu lawendowym z Wooden Spoon.
Sam żel aloesowy wydaje się nie działać aż tak super na moje włosy, jak to ma miejsce w przypadku innych ludzi, dlatego zdecydowanie chętniej mieszam go z serami olejowymi i nakładam na twarz, niż na włosy. Jeśli jednak to robię, zawsze kombinuję "coś grubszego": a więc wyciągam z mojego składu surowców glicerynę, kwas hialuronowy, pantenol, niacynamid i co tam jeszcze znajdę, i to wszystko, wraz z żelem aloesowym, dodaję do porcji maski/odżywki do włosów. Wtedy rzeczywiście widzę różnicę - włosy są porządnie nawilżone, błyszczące. 

Na pewno warto też zainteresować się ofertą przeróżnych sklepów z półproduktami kosmetycznymi - jest tam tego dobra do włosów tak dużo, że czasem ciężko coś wybrać nie wykupując za jednym zamachem połowy sklepu. Jednak w przypadku ekstraktów mających za zadanie zagęszczać/zapobiegać wypadaniu włosów/pobudzać cebulki/itp. raczej dodałabym je do szamponu,  lub stworzyła własną, nieobciążającą włosów, wcierkę, żeby skóra głowy miała z danym składnikiem aktywnym do czynienia dłużej niż same włosy. Do masek lepiej jest dodawać składniki dające - jeśli nie natychmiastowy - dość szybki efekt.

ZOBACZ:
Mgiełka nawilżająca do włosów z aloesem, żelem hialuronowym i niacynamidem
Dwie mgiełki nawilżająco-ochronne z kerarice
Lawendowa mgiełka do włosów z olejem jojoba

Serum i odżywka do włosów z Kolorowka.com


Buziaki
Arsenic

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger