Cosnature - podstawowa pielęgnacja, czyli żel pod prysznic i odżywka do włosów. Jak się sprawdziły?


Kosmetyki Cosnature są dostępne m.in. w Hebe, aptekach DOZ i Cefarm oraz w drogeriach Eko. Dzięki akcji "Testuj z Twoim Źródłem Urody" miałam okazję spróbować już wcześniej tych kosmetyków, zerknąć im w składy i wyrobić sobie o nich opinię. Dzisiaj kolejna porcja wrażeń z testów - a na tapetę wzięłam kompletne podstawy w pielęgnacji, czyli żel do mycia i odżywkę do włosów.
Przeczytaj o moich poprzednich wrażeniach z testów marki Cosnature:

Krem pod oczy z olejem z pestek granatu


Ja jestem prostym człowiekiem i od takiego żelu pod prysznic nie oczekuję wiele. Nie wierzę we wzbogacanie tego typu kosmetyków drogimi ekstraktami czy substancjami. To, co ma naszą skórę myć (żel, mydło, oliwka hydrofilna...) nie musi, a nawet nie powinno mieć działania pielęgnującego skórę w jakikolwiek sposób. Zrozumcie mnie dobrze: jeśli taki żel myje, nie podrażnia i do tego ładnie pachnie, to już jest sto procent pielęgnacji skóry, jakie żel może dać. Dlaczego żel nie powinien posiadać składników aktywnych? Bo ich, ***, nie dostarcza skórze. Albo skórę myjemy, albo odżywiamy. Jedno z drugim nie idzie w parze. Stąd te wszystkie maseczko-peelingi są jakimś horrorem dla mnie. Albo skórę peelingujesz, czyli oczyszczasz, albo ją odżywiasz, pielęgnujesz. Czym ją odżywiasz, złuszczonym naskórkiem i nadmiarem sebum zebranymi ścierniwem z maseczki? Czy naprawdę potrzebny był hype na "japońskie" i "koreańskie" rytuały pielęgnacyjne aby pojąć tę prostą prawdę, że najpierw oczyszczamy a potem dostarczamy skórze składniki odżywcze, a nie wszystko naraz, bo skończymy z gnojem na twarzy? Ach, znowu, znowu Arsenic striggerowana af.



Zresztą, wiecie o tym, że ja preferuję proste rozwiązania, jeśli chodzi o żele do mycia. Nadal często wracam - gdy nie mam innego pomysłu - do Facelle lub innego Coslys.

Facelle - żel do mycia wszystkiego

Uniwersalny żel Coslys... do mycia wszystkiego :)

Jak mówiłam wcześniej - mydło czy żel mają myć i nie szkodzić, co świetnie rozumieją zwłaszcza posiadaczki skóry suchej i podatnej na podrażnienia. Jeśli do tego żele ładnie pachną, jest super. Często zresztą sama wzbogacam je ulubionymi olejkami eterycznymi, nie zdając się w tej kwestii na gust producenta.




Skład tego żelu nie jest zły. Bazuje na dość delikatnych substancjach myjących i zawiera silnie nawilżającą betainę, dzięki której zwykłe poranne mycie nie zamienia mojej skóry w jedną wielką pustynię. SCS wydaje się nie szkodzić mojej skórze tak bardzo jak pokrewne SLS i SLES. Tyle mi wystarczy. Dodatek oleju z dzikiej róży jest w tym składzie zaledwie mikroskopijny, homeopatyczny, dzięki niemu producent mógł się na czymś oprzeć w reklamowaniu swojego produktu. Mnie w zupełności wystarczy, że żel ten ma przyjemną, żelową konsystencję, nie przelewa się między palcami, nie podrażnia mojej skóry uczulonej na działanie silnych detergentów, a do tego całkiem niebrzydko pachnie i ma przyzwoitą wydajność.  Zużyłam to opakowanie z przyjemnością i bez ekscesów. Myślę, że warto na ten produkt zwrócić uwagę planując zakupy kolejnego żelu pod prysznic.


Kolejnym produktem tej samej marki, który - tym razem - przetestowaliśmy wspólnie z Mężczyzną, jest odżywka do włosów z olejami z awokado i migdałów. 



I jest to produkt zaskakująco dobry. Oboje mamy obecnie włosy bardzo suche, kręcone, a bez odżywki w jednej chwili zamieniające się w sztywne siano. Niełatwo takim dogodzić i czepiam się już różnych sposobów aby przywrócić im dawny blask. Nie, nie chcę powiedzieć, że ta odżywka odmieniła moje życie i nagle ten martwy wytwór naskórka zapłonął nowym blaskiem. Włosy da się rozczesać, są jędrniejsze i błyszczące a czas od ładnego skrętu do wstrętnego, sztywnego puchu wydłużył się o taką ilość czasu, dzięki której nie muszę myć włosów codziennie aby wyglądały po prostu dobrze. No, znośnie. Tzn ja wiem, jak jest, a reszta świata daje się nabierać. I o to w odżywkach chodzi, czyż nie?


Skład jest prosty - mamy trochę olejów roślinnych i innych emolientów, trochę protein, jest też sodium cetearyl sulfate, ale na szczęście nikt przy zdrowych zmysłach nie nakłada odżywki na skórę głowy, a już na pewno nie posiadaczki skóry wrażliwej, które w dodatku wiedzą, że siarczany sodu im szkodzą. Składnik ten pomaga spłukać te wszystkie tłuste dobroci z włosów.
Odżywka pachnie ładnie, ma niezłą wydajność, jest gęsta, kremowa, treściwa (pamiętacie Kallosy? W porównaniu z tą odżywką są trochę wodniste.) i robi robotę. Właściwie to nie wiem, czy oczekuję od odżywki do włosów czegoś więcej. Może oczekiwałabym od serum do skóry głowy - tutaj w zupełności wystarczy mi to wygładzenie i bezproblemowe spłukanie, brak podrażnień.

Marka Cosnature nie robi oszałamiającego wrażenia na pierwszy rzut oka. Składy też są, no, proste. Fakt, że producent kładzie nacisk na właściwości składnika użytego w homeopatycznej ilości też mnie niespecjalnie pozytywnie nastraja, ale... używałam tych kosmetyków i nie stwierdzam wad. Więcej - jest nawet nieźle! Znacie tę markę?

Buziaki,

Arsenic

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger