Biolaven przeciwzmarszczkowe serum do twarzy z olejem winogronowym i lawendą. Porównanie z serum wygładzającym Resibo i stówa w kieszeni.



Tak się złożyło, że gdy serum Biolaven wpadło wreszcie w moje chciwe rączki, napisała do mnie Kasia i to w zasadzie ona jest pomysłodawczynią dzisiejszego posta, bowiem podsunęła mi pod nos serum wygładzające Resibo, wspomniała o tańszym o sto złotych serum Biolaven i wreszcie po porównaniu składów obu kosmetyków w móżdżku Arsenic zaskoczyło: piszemy o tym! 

O co chodzi? Porównajcie sami składy obu kosmetyków:

Resibo serum wygładzające:

Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Sclerocarya Birrea Seed Oil, Squalane, Mauritia Flexuosa Fruit Oil, Borago Officinalis Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Ascorbyl Tetraisopalmitate, Tocopherol, Lavandula Stoechas Extract, Pistacia Lentiscus Gum, Parfum, Linalool, Geraniol.


Biolaven serum przeciwzmarszczkowe:
Glycine Soja Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Squalane, Tocopheryl Acetate, Lavandula Angustifolia Oil, Linalool, Limonene, Geraniol, Citronellol.



Nie trzeba się znać specjalnie na INCI, żeby wywnioskować kilka prostych rzeczy. Przede wszystkim, oba kosmetyki bazują na olejach (brak wody, mnogość "oil" w nazwach). Trochę się tutaj różnią, Biolaven bazuje na oleju sojowym z dodatkiem oleju z pestek winogron i arganowego. Resibo z kolei ma w składzie tych olejów więcej, w tym niektóre iście egzotyczne. Bazuje na oleju ze słodkich migdałów, dalej również olej z pestek winogron, następnie jazda: olej marula, buriti, olej z nasion ogórecznika, oraz coś, czego bardzo, ale to naprawdę bardzo, kurna, nie lubię w kosmetykach za 130 PLN: trójglicerydy kaprylowo-kaprynowe. Żeby to chociaż poprawiało sensorykę, odciążało samą formułę kosmetyku. Nie. To jest po prostu tanie. 


Oba kosmetyki zawierają nawilżający, działający antyoksydacyjnie i gojąco skwalan oraz witaminę E, a także cudowny olejek lawendowy. Przy czym w obu kosmetykach z nieco innego gatunku lawendy, trudno mi orzekać, który jest gorszy i czy w ogóle jest. Są inne.
Dodatkowo, serum Resibo zawiera mastyks (działający bakteriobójczo i dodatkowo podgęszcza nieco formułę kosmetyku) i ten nieszczęsny "Parfum". Wiecie co, to nie jest tak, że ja się czepiam, ale się czepię. Dla większości śmiertelników to serum będzie super i wierzę, że ja również byłabym z niego zadowolona. Skład jest świetny, bo nie wspomniałam jeszcze o moim ulubionym rodzyneczku tutaj: o tetraizopalmitynianie askorbylu, supertrwałej formie witaminy C, ale tutaj budujemy suspens na razie, więc pomijam. Używałabym, no. Przecież nie takie koszmarki się wklepywało w skórę i było ok. 
Ale, tu wstaw dowolny przerywnik, jak już robimy ekskluzywne serum z fajnymi olejami, z witaminą C, a przede wszystkim: kosztujące 130 PeeLeNów to dopnijmy całość na cacy. Trójglicerydy, parfum, serio? Biolaven kosztujące stówę mniej dało radę: same wartościowe oleje i olejek eteryczny, który czuć po zaaplikowaniu serum w promieniu piętnastu metrów.
No, ulżyło mi. Na szczęście plusów "dodatnich" w składzie serum Resibo jest więcej niż tych "ujemnych", a epizod z parfum i trójglicerydami to tylko i wyłącznie moje czepialstwo o brak perfekcjonizmu. Bo da się, tylko nie chce się. 


Ale, ale! Serum Biolaven mam i lubię od pierwszego użycia. Złapali mnie na zapach lawendy - nie słodkiej improwizacji na temat saszetki na mole, ale lawendy dzikiej, zielonej, gorzkawej, hipnotyzująco uroczej. Zapach jest intensywny i utrzymuje się na skórze dość długo.
Sama formuła kosmetyku jest - choć olejowa - dość lekka i suchelce takie jak ja bardzo sobie ten kosmetyk będą chwaliły. Skóra moich dłoni wypija to serum w zasadzie do matu. Na twarz nakładam wieczorem lub gdy muszę wyjść na mrozy, deszcze, smogi... Mój makijaż składający się z kremu BB z Kolorówki oraz jakiegoś randomowego pudru transparentnego trzyma się normalnie - tj. od rana do wieczora, a na nosie do pierwszej chusteczki.


Odnoszę wrażenie, że ten prosty, olejowy kosmetyk bardzo silnie koi i nawilża moją skórę. Nakładając serum zawsze wykonuję - krótszy lub dłuższy - masaż i to z pewnością wzmacnia samo działanie kosmetyku. 
Skład serum Biolaven jest w zupełności naturalny, prosty i piękny. Mamy wartościowe oleje, skwalan, witaminę E i olejek lawendowy. Prosto i skutecznie, bez tej ekstra ochrony byłoby mi tej zimy bardzo ciężko.

Wspomniana witamina C to mój ulubieniec, który jest dość drogim surowcem spotykanym choćby w kosmetykach marki Norel. Pisałam o niej tu: KLIK!
Na szczęście składnik ten można już kupić, choćby w Mazidłach, i robić sobie kosmetyki ze stabilną witaminą C samemu. Można też dodawać ją do gotowych kosmetyków. Do takich, dajmy na to, serów olejowych, c'nie? :) Próbka (2 g) tego surowca kosztuje 18 zł (taniej o 5%, jeśli udostępnimy info na FB - szczegóły w sklepie Mazidła), przy czym efekty stosowania widać już po zastosowaniu go w ilości 1-3%, choć max. stężenie to 10%. Biorąc pod uwagę, że chcemy samoróbki mieć na wypasie, taka próbka wystarcza na "ulepszenie" ok. 20 g serum. 
Jak więc zrobić sobie serum Resibo o stówę tańsze? Bierzemy serum Biolaven, wlewamy całe do zlewki, ważymy (uprzednio ważąc samą pustą zlewkę i tarując wagę), przeliczamy ile to będzie 10% (albo 1%, albo 3% - w zależności od tego ile wit C chcemy dodać) i, tak, zgadliście, dodajemy tę ilość tetraizopalmitynianu aksorbylu do serum. Mieszamy, przelewamy do buteleczki z pipetką i kraśniejemy z dumy. 
Zakładając, że dodamy sobie całe 2 g wit C do naszego serum Biolaven, całość kosztować nas będzie ok. 50 zł. Za pozostałe 80 zł można kupić choćby Dhanal Oudh Nashwah i tą pointą wypada mi zakończyć :D

Buziaki
Arsenic

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger