VI Secrets of Beauty w górach: jedyna polska marka z certyfikatem Natrue i Małysz z czekolady



To już trzy lata! Michał z bloga Twoje Źródło Urody organizuje swoje warsztaty blogerskie już od trzech lat, uwierzycie? Mnie jest ciężko to ogarnąć rozumkiem, wciąż mi się wydaje, że ten pomysł jest tak świeży i za każdym razem mam poczucie jakbym po raz pierwszy w życiu jechała sama na kolonie ;)
W tym roku jesienna edycja jego warsztatów odbyła się w górach, a konkretniej w przepięknym Beskidzie Żywieckim i lepszego momentu na zobaczenie tych gór nie mogliśmy sobie wymarzyć.

W weekend 28-30 października ugościł nas Hotel Zacisze mogący poszczycić się nie tylko fantastyczną lokalizacją wprost na początku kilku ciekawych szlaków, zapleczem SPA, ale również serdeczną i ciepłą obsługą, która z wielką przychylnością i cierpliwością tolerowała nie tylko nasze stadko, ale i obecność jamniczki Marysi, tym razem występującej w towarzystwie przesłodkiej Krysi. Obie są gośćmi honorowymi SoB i szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie aby miało ich zabraknąć na tym spotkaniu - to tak, jakby miało nie być muffinek.



Do Węgierskiej Górki przyjechałam późno wieczorem w piątek i miałam wielkie szczęście trafić na ludzkiego kierowcę busa, który podrzucił mnie praktycznie pod sam hotel. Uwielbiam gościa i, co ciekawe, z podobną prostą, ludzką życzliwością spotykałam się w ciągu tych kilku dni w górach dość często. Ci ludzie najwyraźniej tacy po prostu są i tę różnicę, w porównaniu z Krakowem czy Warszawą, niestety, czuć. 
Po przyjeździe miałam jeszcze czas na znalezienie ekipy i kolację, tudzież małe co nieco. Wcześniej tego dnia odbyły się również warszaty świecowe w firmie Polskie Świece, ale o tym przeczytacie dokładniej u Michała: KLIK! Ja tym razem nie mogłam w nich uczestniczyć.




W sobotę punktualnie o 10 Michał rozpoczął oficjalnie szóstą już edycję swoich warsztatów blogerskich Secrets of Beauty. Nie wiem jak reszta uczestników to odczuwa, ale dla mnie ten moment zawsze jest tak samo uroczysty jak jakieś rozdanie dyplomów ;) ;) Znamy się wszyscy już tyle lat, wypiliśmy niejedną butelkę wina, a jednak uroczysta atmosfera zawsze towarzyszy oficjalnemu otwarciu kolejnej edycji.



A propos wspomnianych już wcześniej muffinek - babeczki własnoręcznie wypiekane przez Michała są już tradycją podczas SoB i zawsze zaskakują smakami. Tym razem nasz gospodarz poczęstował nas m.in. muffinami z nadzieniem z dżemu z zielonych pomidorów. Wariat! ;) 

Cykl prezentacji rozpoczął Jacek z Polskich Świec opowiadając nam o produktach marki Admit, które również można dostać w jego sklepie. Są to tak lubiane przez nas wszystkich olejki zapachowe (np. w formie dyfuzorów) czy sole do kąpieli a także pachnące świece i podgrzewacze.




Kolejną prezentację poprowadziła pani Anna Rolf, przedstawicielka marki DermoFuture. Opowiadała nam o roli witaminy C w pielęgnacji, rozrysowała nawet sposób działania odżywek do paznokci zawierających formaldehyd, ale chyba największe zaciekawienie wzbudziła prezentacja działania Intensywnego Wypełniacza Zmarszczek, przeprowadzona właśnie na poprzednim "wykładowcy". Przyznaję, efekt jest równie spektakularny jak w przypadku znanego preparatu innej, znacznie droższej marki, który dosłownie "chowa" worki pod oczami w minutę. 
Na koniec, co zawsze spotyka się z radością i ożywieniem uczestników, pani Anna pomogła nam zrobić peelingi cukrowe z wybranymi olejami. Peelingów nigdy w łazience za wiele! Mój zawierał w składzie olej z pestek winogron i pachniał również winogronami.

Na Gosha zawsze czekamy niecierpliwie. Ta prezentacja, połączona z nauką podstaw makijażu (tym razem konturowanie, brwi i klejenie rzęs marki Eyelure) zawsze spotyka się z entuzjastycznym odbiorem. 



Tym razem pani Ania Mucha pokazała na ślicznej Oli naprawdę fajną nowość, której chętnie używam niemal codziennie. Mowa tutaj o Brow Sculpting Fibre Gel. Jest to produkt o konsystencji klasycznej maskary i zamknięty w takim też opakowaniu, lecz z nieco mniejszą szczoteczką. Ma idealny dla mnie, ciemnobrązowy, bardzo chłodny kolor i po dość krótkim czasie zastyga, pieknie utrwalając makijaż brwi. Lubię! Niewykluczone, że napiszę o nim w osobnym poście. 

Po krótkiej przerwie obiadowej spotkaliśmy się ze starym, kochanym Sylveco, a także jego młodszymi braćmi: Biolaven i Viankiem, o których opowiedziała nam pani Agnieszka Pindel. Podobało mi się jej podejście do kwestii pielęgnacji i doboru kosmetyków. Położyła nacisk na stosowanie toników, a więc tych kosmetyków, które bardzo często odpuszczamy, myśląc że to jest takie nic, kolejna butelka na półce i kosmetyk, który niczego nie zmienia. Otóż zmienia jedną z ważniejszych rzeczy, jeśli chodzi o naszą skórę - jej odczyn - i warto jest o tym pamiętać. 




Jestem niezmiennie wielką fanką produktów Sylveco - są proste, celne i dostępne dla wszystkich, a przy tym firma nie opiera marketingu na trudnych do zdobycia, a przez to drogich, surowcach, czy wyciągach z ziół kwitnących tylko na szczycie góry o poranku w każdy trzeci nów roku. Przeciwnie - pokazują nam fantastyczne właściwości naszych, polskich ziół i chwała im za to. W paczce znalazłam m.in. peeling enzymatyczny oparty na olejach - jestem go szalenie ciekawa i muszę wreszcie go spróbować! 

Tuż po wyjściu pani Agnieszki, Monia zaczęła w skupieniu rozstawiać słoiczki i buteleczki na nazwą Naturativ na etykietach. Pojawiła się również znajoma grafika "dziecięca" na produkcie dla najmłodszych i wszyscy już wiedzieli, że nadszedł czas na "to lepsze Pat&Rub". 



Napisałam tak celowo, bo wspieram panią Martę Ziubińską, właścicielkę firmy Aromeda, z całego serca i życzę aby jej marka Naturativ dźwignęła się ponad zgiełk stworzony przez Kingę Rusin i strzepnęła z siebie ostatnie skojarzenia z Pat&Rub. O co konkretnie chodzi, zostało wyjaśnione na tej stronie: OCoChodziZPatAndRub.pl - serdecznie polecam lekturę, aby spojrzeć na sprawę z właściwej perspektywy. W skrócie? Proszę bardzo: Kinga Rusin nie ma żadnych praw do receptur kosmetyków znanych dawniej jako Pat&Rub, więc to co sprzedaje obecnie to nie są te same kosmetyki, które znacie i lubicie. To Aromeda właśnie, w osobie pani Marty, ma wszystkie do nich prawa i jak najbardziej te kosmetyki produkują nadal, w niezmienionych składach, wraz ze wszystkimi znanymi i tak kochanymi liniami zapachowymi. 
Życzę marce Naturativ aby przestała być kojarzona z Pat&Rub. Mają świetne produkty i wierzę, że one się obronią. 




Podczas całego spotkania Jacek z Polskich Świec cały czas czuwał nad tym, aby w sali konferencyjnej panowała odpowiednia atmosfera. Nie można było przeoczyć tych dziesiątek świec, lampionów i podgrzewaczy pozapalanych w każdym kącie. To niezmiernie miłe, im ciemniej się robiło, tym mocniej odczuwaliśmy tę magię. 
Na koniec dnia to właśnie Jacek wystąpił ponownie, tym razem opowiadając o swoich produktach - czyli o doskonale znanych wszystkim już pachnących woskach, podgrzewaczach o dwukrotnie większej gramaturze niż te z wielkich marketów, o genialnych świecach zapachowych w słojach czy o niepowtarzalnych lampionach. 




Mam wiele jego produktów w domu i jednym z hitów jest kremowa świeca z linii Everlasting, do której wystarczy włożyć zapalony podgrzewacz i daje ona taki efekt jak płonąca, klasyczna świeca - tyle, że bez tego paprania się z cieknącym woskiem i szybko znikającą świecą. Jak dla mnie - mega pomysł. Kosztuje to niecałe 10 zł i można sobie do niej wkładać również podgrzewacze zapachowe dla lepszego efektu.



Po warsztatach, wieczorem zagrali dla nas przyjaciele Jacka z kapeli U Pana Boga Za Piecem - było swojsko, wszyscy się rozluźnili, otwarło się kilka butelek węgierskiego wina :) Po koncercie cała impreza przeniosła się do jednego z pokoi, gdzie jeszcze długo dyskutowaliśmy i obśmiewaliśmy, i oblewaliśmy... Eluu, brakowało nam ciebie bardzo!




W niedzielę wszyscy się rozjeżdżali już do domów a ja zostałam jeszcze na kilka dni. Przybył do mnie mój Mężczyzna i łaziliśmy po pięknych górkach. Mieliśmy ambitny plan wdrapania się na Baranią Górę, ale szybko się okazało, że do tego trzeba lepszego zdrowia :) Tak czy owak, jeden szczyt zdobyty: Glinne, 1030 m! Jestem z nas taka dumna!




Pierwszy raz byłam w tej okolicy i szczerze polecam, nie tylko jesienią. Widoki są ekstra, lasy przepiękne i pełne grzybów, mnóstwo ciekawych szlaków no i Małysz z czekolady... Jestem pewna, że wrócimy tutaj jeszcze nie raz.






Uczestnikami VI Secrets of Beauty w Hotelu Zacisze byli (niektóre zdjęcia pożyczyłam właśnie od nich):

Michał - Twoje Źródło Urody (+ Grześ, Krysia i Marysia)
Grzegorz – Wszystko o pielęgnacji
Patrycja – Interendo
Paulina – Czarszka
Magda – MAZGOO
Dobrusia – Dobrul bloguje
Angel – Kosmetyki bez tajemnic
Bożena – Mama Trójki
Sylwia – StellaLily Beauty Blog
Margareta – Life in Colour
Gosia – Esy, floresy, fantasmagorie
Marta – Tosinkowo
Aleksandra – Arsenic
Ania – Kolorowy kraj
Monika – Moment Urody
Monika – Blog Moniszona
Ela – Kuna Domowa (nie dotarła z powodu choroby)
Agata – Smaruję, wcieram, maluję
Kinga – Delightful - Kinga Kerth
Paulina – Zakochana w kolorkach
Klaudyna – Ekstrawagancka
Alina – TrendDash
Natalia – Centrum stylu

Sponsorzy spotkania:


Michale, serdecznie Ci dziękuję za możliwość uczestniczenia w kolejnej edycji tego genialnego  projektu, jakim jest Secrets of Beauty. Jest to unikatowa, bardzo wartościowa impreza, której wagę podbijają cenne relacje z innymi uczestnikami. Za każdym razem gdy wyłania się kolejna lista uczestników, pada hasło: świetna ekipa! I tak jest, zżyliśmy się ze sobą przez te lata.
Czas szybko leci, niedługo będzie wiosna i znów się spotkamy :)

Ściskam
Arsenic

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger