Mineralne filtry przeciwsłoneczne - czym są, jak działają, na co uważać? +FAQ


Czas już ogarnąć temat filtrów przeciwsłonecznych, a konkretniej tych mineralnych. W dzisiejszym wpisie opowiem czym są mineralne filtry przeciwsłoneczne, czym nie są, jak działają i co robimy źle, gdy nie działają ;)
Słowem - powtórka z podstaw. Przyda się każdemu na przedwiośniu.



Rodzaje promieniowania ultrafioletowego. Co z tego wynika?


  1. UV-C, które nie dociera do powierzchni ziemi, ponieważ jest w zasadzie całkowicie pochłaniane przez warstwę ozonową.
  2. UV-B, stanowiące ok. 5% promieniowania docierającego do ziemi. Nie przenika przez szyby ani chmury i jest najbardziej intensywne w lecie. Promienie UVB są wysokoenergetyczne, nie wnikają do skóry właściwej, ale wywołują rumień i poparzenia słoneczne. Przesuszają naskórek, powodują stany zapalne, uszkadzają lipidy i białka, są przyczyną poważnych zmian w strukturze DNA, co z czasem może prowadzić do rozwoju nowotworu. To promieniowanie odpowiada za syntezę wit. D3.
  3. UV-A pobudza wytwarzanie barwnika przez melanocyty. Promienie UVA są niskoenergetyczne (nie parzą), ale docierają aż do tkanki podskórnej, uszkadzając włókna kolagenu, elastyny i wpływając na strukturę DNA komórek. Ich działania nie odczuwamy natychmiastowo, ale wyrządzone przez nie szkody są nieodwracalne. To promienie UVA odpowiedzialne są m.in. za przedwczesne starzenie się skóry, zmarszczki, suchość i utratę jędrności. Co ważne: promienie UVA przenikają zarówno przez chmury, szyby, jak i bawełnę - a więc szkodzą skórze również w pochmurny dzień spędzony w domu.
Mamy więc informacje, ale co z nich wynika? Odpowiem w swoim stylu: nie dajcie się zastraszyć rakiem, bo i tak wszyscy umrzemy; ale też miejcie świadomość, że - owszem - można i warto się chronić. Trzeba tylko wiedzieć jak, ponieważ - wbrew wielu internetowym znawcom - to nie jest tak baśniowo łatwe, jak się wydaje.
Przede wszystkim - warto uświadomić sobie, że potrzebujemy filtrów chroniących zarówno przed promieniowaniem UV-B jak i UV-A, w przeciwnym razie nie warto tracić czasu ani pieniędzy na ochronę, która okaże się zwyczajnie nieskuteczna.
Kolejno: dobrze jest przyjrzeć się swojemu trybowi życia i uczciwie oszacować codzienny czas ekspozycji na oba rodzaje promieniowania. Wiemy, że im wyżej nad poziomem morza, tym promieniowanie jest silniejsze, stąd tak częste przypadki oparzeń w górach. Zwłaszcza zimą - śnieg odbija promieniowanie słoneczne, podobnie jak piasek na plaży. Nawet więc chowając się pod parasolem czy kapeluszem, wciąż jesteśmy narażeni na ekspozycję promieni odbitych - nie straszę, trzeba sobie tylko zdawać z tego sprawę. Odzież, parasole, a nawet filtry - nic nie chroni nas przed promieniowaniem ultrafioletowym w 100%. Dlatego warto wiedzieć, w jaki sposób i w jakich sytuacjach tę ochronę umiejętnie zwiększać.



Źródło: Braun-Falco Dermatologia, wyd. Czelej sp. z o. o.

Z drugiej strony - jeśli masz ciemną karnację lub jesteś osobą czarnoskórą, mam dobrą wiadomość: Twoje melanocyty już zadbały o ochronę komórek przed promieniowaniem ultrafioletowym! Melaniny (a więc pigmenty, o których tak często wspominam przy temacie analizy kolorystycznej) mają nieco bardziej użyteczną funkcję biologiczną niż jedynie ułatwienie podziału na typy kolorystyczne. Ziarenka pigmentów, produkowane przez ciałka zwane melanocytami pod wpływem promieniowania UV-A, ustawiają się nad jądrami komórek. Są to swoiste "daszki", czy też "czapeczki" chroniące jądra komórek przed uszkodzeniami spowodowanymi promieniowaniem UV. Sprytne, prawda? I daje do myślenia.
Wynikają z tego dwa dalsze wnioski:

  • jak wspomniałam, osoby o ciemnej karnacji nie muszą aż tak dbać o ochronę przeciwsłoneczną, ponieważ dostały to w pakiecie. "Nie muszą aż tak" nie oznacza: "W ogóle." Nawet osoby czarnoskóre mogą ulec poparzeniom słonecznym.
  • Natomiast osoby o jasnej cerze, słabo się opalające, często ulegające poparzeniom słonecznym, a także - w pierwszej kolejności - albinosi, powinny zastanowić się, czy ich dotychczasowa ochrona przeciwsłoneczna była przemyślana.

Czym są mineralne filtry przeciwsłoneczne?


W dzisiejszym wpisie skupiam się wyłącznie na filtrach mineralnych, tzw. fizycznych. No, nie ukrywam - lubię fakt, że mogę sama wymyślać receptury z tymi surowcami w składzie. Daje mi to wolną rękę w wyborze metody aplikacji i mogę stworzyć sobie taki produkt, lub taki zestaw produktów, który będzie dla mnie najwygodniejszy w użyciu a jednocześnie możliwie jak najbardziej skuteczny.


Filtry fizyczne działają jak minilusterka – odbijają i rozpraszają promienie UV. Znamy dwa rodzaje mineralnych filtrów:
  1.  Dwutlenek tytanu (Titanium dioxide) - chroni przed UVA, z tym że najbardziej skutecznie przed UVA II i w części przed UVA I.
  2.  Tlenek cynku (Zinc oxide) - wykazuje lepsze zdolności ochronne przed UVA I czyli falami długimi. 

Oba uważane są za filtry szerokospektralne, tzn. chroniące zarówno przed UVA, jak i przed UVB. W kosmetykach zawartość ich sięga od ok. 2 do 25 % w zależności od tego czy filtr fizyczny występuje sam, czy w połączeniu z innymi filtrami chemicznymi. 
Związki te są bardzo dobrze tolerowane przez skórę i rzadko wywołują reakcje alergiczne, polecane są więc dla osób o skórze wrażliwej, skłonnej do podrażnień. Filtry mineralne są ponadto fotostabilne - nie tracą swoich właściwości pod wpływem promieniowania, procesów utleniania lub upływu czasu. 
Dodatkowo, dożyliśmy czasów, w których produkujemy już tlenki cynku i tytanu o modyfikowanych powierzchniach - a bardziej po ludzku: tak ulepszone, że np. mają przyjemniejszą konsystencję, mniej bielą lub mają dodatkowe właściwości, których nie mają "stare" odmiany tych samych związków. 
Na przykład mój ulubiony dwutlenek tytanu RS dzięki modyfikacji powierzchni dwutlenkiem manganu uzyskał zdolność wychwytywania wolnych rodników. No i ma cielisty kolor, dzięki czemu jest znacznie łatwiejszy do recepturowania niż śnieżnobiały, "zwyczajny" dwutlenek tytanu. 
Dożyliśmy też czasów, w których wiemy już, jak radzić sobie z problematyczną konsystencją kosmetyków opartych na filtrach fizycznych. Zwróćcie uwagę na UV Protection Base, a potem wróćcie do mojego artykułu o najłatwiejszej do wykonania, wygładzającej bazie pod makijaż i... połączcie kropki ;)

DIY: Baza pod makijaż, której nigdy nie zapomnisz  użyć.


Warto jednak wiedzieć, że stosowane samodzielnie, filtry mineralne nie wykazują bardzo wysokiej ochrony przed promieniowaniem ultrafioletowym, dlatego często występują w kosmetykach przeciwsłonecznych w połączeniu z filtrami chemicznymi. Wymagają one też stosunkowo częstej reaplikacji na skórę (zwłaszcza po kąpieli w wodzie czy po intensywnym wysiłku fizycznym), ponieważ starcie filtra powoduje utratę ochrony. 
Z kolei filtry chemiczne absorbują i rozpraszają promienie UV, a wykorzystuje się w nich pochodne kwasu salicylowego i cynamonowego oraz dibenzoilometanu. Najlepiej, gdy preparaty przeciwsłoneczne zawierają mieszankę filtrów fizycznych oraz chemicznych, gdyż – w uproszczeniu – można powiedzieć, że te promienie, które nie zostaną odbite są za pomocą filtrów fizycznych, będą neutralizowane chemicznie. Ale o filtrach chemicznych opowiem może kiedy indziej. 

Dlaczego czasami filtry fizyczne nie działają?

To jest dobre pytanie, choć - założę się! - dość zaskakujące dla wielu osób. "Jak to - nie działają?!".
Tak to. Jak wspomniałam wyżej, wiemy o tym, że filtry fizyczne mają problematyczną konsystencję, tj. łatwo się ścierają i migrują ze skóry wraz z potem czy wilgocią (deszcz, kąpiel w morzu, jeziorze...). Łącząc to z informacją ze wstępu, że filtry mineralne działają, dopóki są na skórze (ponieważ nie wnikają, jak filtry chemiczne, lecz działają na zasadzie "lusterek"), łatwo jest zrozumieć sens zaleceń producentów, aby je często reaplikować na skórę. Nie ma filtra mineralnego na skórze = nie chroni.


A gdy już mamy go na skórze, to czy rzeczywiście w takiej ilości, jak potrzeba? Odnoszę wrażenie, że często są tutaj mylone dwa różne pojęcia: wartość SPF produktu (zależna od procentowej zawartości filtrów mineralnych w składzie), oraz rzeczywista ochrona przed ultrafioletem po aplikacji produktu na skórę. To nie jest równoznaczne. 
To tak nie działa, że po nałożeniu na skórę kremu z filtrem SPF 50, ja mam rzeczywiście ochronę na tym poziomie. Nie chcę gdybać, jaką w takim razie mamy, ale podeszłabym do tych liczb z ogromnym dystansem i zdrowym rozsądkiem.
Pomyślcie: tlenek cynku i dwutlenek tytanu mogą w produkcie dać nam maksymalnie ok. SPF 20-30. Ale trzeba teraz wziąć pod uwagę rodzaj tego produktu. Jeśli mówimy o pudrze, którym ledwie omiatamy twarz, to śmiało można w ogóle pominąć temat ochrony przeciwsłonecznej, jaką rzekomo miałby ten produkt dawać. "Obiecane" SPF 20-30 w tym przypadku dotyczy sytuacji, w której pakujemy taki puder na twarz gęsto, aż skóra zacznie przypominać sernik. Trochę lepiej jest w przypadku tlenków mikronizowanych, ale o tym opowiem przy innej okazji.
Załóżmy jednak, że mamy krem z dodatkiem wspomnianej wcześniej UV Protection Base i dodatkowo na niego nałożymy dobrze kryjący podkład mineralny z jakimś rodzajem dwutlenku tytanu - wszyscy już czują, że tutaj ochrona będzie nieco wyższa niż w przypadku lekkiego pudru, prawda? I tak jest, takie kombo "wspiera" się wzajemnie - krem i podkład trzymają się na twarzy lepiej, a gdy jakiś fragment skóry zostanie przy kremowaniu pominięty, to jest szansa, że nadrobimy to podkładem. 
A co, gdy krem się zetrze pod okularami, na nosie przy wycieraniu, pod grzywką, lub spłynie z szyi i dekoltu?

Tylko, że - w moim odczuciu - wciąż nadmiernym optymizmem byłoby twierdzenie, że taki zestaw zapewnia nam ochronę na poziomie SPF 30. Brak mi wiedzy, jak jest rzeczywiście, o jakich liczbach mówimy; nie mam też możliwości zbadania tego, a zresztą wyniki takiego badania odnosiłyby się do bardzo konkretnej, indywidualnej sytuacji. Dlatego nie chcę gdybać i polecam podchodzić do tematu zdroworozsądkowo. Dobrze jest mieć jakąś ochronę na skórze, ale nie wierzcie w bajki o "blokerach UV" oraz krzywicy z powodu niedoborów witaminy D spowodowanych nałożeniem pudru z filtrem mineralnym. Myślcie, chrońcie się. 
Aby zapewnić sobie stałą ochronę przeciwsłoneczną na przyzwoitym poziomie z pomocą filtrów mineralnych, kluczowe jest zapamiętanie i stosowanie się do tych - znanych już przecież dobrze - zaleceń:
  • Należy pamiętać, aby produkt z filtrem nałożyć w odpowiedniej ilości. Często jest to niekomfortowe, zwłaszcza latem, ale ważne. Zwłaszcza latem. W kolejnym wpisie podam kilka tricków na to, aby sobie sprawy ułatwić, konsystencje odciążyć i sprytnie wybrnąć z tego trudnego tematu tak, aby wszyscy byli zadowoleni, a stosowanie filtrów miało sens.
  • Tak, ta mityczna "reaplikacja produktu gdy.../po..." nie służy wyłącznie temu, aby nam skomplikować życie, doprowadzić do frustracji i szybciej zużyć produkt by zapłacić producentowi za kolejny. Rozmawiamy o filtrach mineralnych, które działają jak filtry tylko wówczas, gdy się znajdują na skórze, a jednocześnie są substancjami, które bardzo łatwo jest z tej skóry zmyć/zetrzeć. Nakładamy więc produkt ponownie, gdy się spocimy, gdy się wykąpiemy, gdy wycieraliśmy nos, podpieraliśmy się na podbródku, przytulaliśmy policzkiem do czegoś... I tak dalej, i tak dalej. Moją radą jest uczciwe obserwowanie siebie i ponawianie aplikacji regularnie co 2-4 godziny w ciągu dnia. To nie jest uciążliwe, wbrew pozorom. Polecam też raczej się nie cackać, nie dokładać i zmyć całość, po czym ponownie nałożyć krem/podkład z filtrami. U mnie zwykle oznacza to zmycie wacikiem wszystkiego wokół oczu (bo makijaż!) i ponowne wklepanie kremu z filtrem, a potem nałożenie podkładu mineralnego. Da się. Kąpiel (morze, jezioro, rzeka, basen...) należy traktować jak całkowite spłukanie filtra.
  • Nie polegajcie wyłącznie na filtrach mineralnych. Stosujcie kompleksową i mądrą ochronę, tj. odzież, kapelusze, w miarę możliwości także produkty z filtrami chemicznymi. Nie narażajcie się bezmyślnie na niepotrzebną ekspozycję. A przede wszystkim: dbajcie o najmłodszych. Dzieci mają delikatniejszą skórę, łatwiej ulegają poparzeniom, co zwiększa szanse na rozwinięcie się raka skóry w przyszłości. 
  • Ochrona przeciwsłoneczna to nie tylko ochrona skóry twarzy. Poparzeniom ulegają często również: barki, dekolt, wierzch stóp, kolana czy (w moim przypadku) kostki na dłoniach :) Nie widzę powodu, aby się tam również nie posmarować kremem z filtrem.
Uzupełnieniem kremów ochronnych powinny być dobre okulary przeciwsłoneczne, z faktorem UV 400 i nakrycie głowy. W niektórych krajach europejskich można też dostać specjalną odzież ochronną UV. Specjalne ubrania ochronne robione są z niezwykle ściśle tkanego poliestru, wzbogaconego nanocząsteczkami dwutlenku tytanu, przy czym pigment jest wtapiany we włókno, co zapewnia trwałą ochronę przeciwsłoneczną, niezależnie od wieku tkaniny, czy ilości prań. Cechuje go bardzo wysoka ochrona, którą w przypadku tkanin oznacza się faktorem UPF (ultraviolet protection factor).
Stopień ochrony określa się dla wszystkich rodzajów promieniowania, tzn. ubrania takie chronią i przed UVA i przed UVB. Warto też zwrócić uwagę na standard UV 801. Odzież zachowująca tę normę nie traci właściwości ochronnych także w stanie mokrym i rozciągniętym. Ubrania tego typu są szczególnie godne polecenia dla dzieci jako osłona przed słońcem, tym bardziej, że szybko schną i są przewiewne.


A co z olejami roślinnymi?

Mam ochotę zrymować w odpowiedzi. Z wiekiem robię się coraz bardziej dziecinna.
Widziałam te przepisy na "naturalny, eko, vegan filtr przeciwsłoneczny" złożony z oleju z pestek malin i tlenku cynku. To bardzo piękna, ale jednak, utopia. Pomijam już kwestię logiki: "kremy z filtrami są tłuste i ble, więc zrobię sobie filtr z samego oleju". Czy może raczej - pastę. No, ale do rzeczy.
Nie ufam zapewnieniom, że same oleje są świetnymi filtrami, ponieważ są naturalne - brak jest dowodów, badań potwierdzających ich działanie promieniochronne. Wiadomo też, że faktor SPF w naturalnych olejach jest stosunkowo niski w porównaniu choćby z produktami drogeryjnymi.
Optymistyczne założenia, że jakiś olej zapewnia ochronę na poziomie 30-50 SPF należy podzielić, po pierwsze, przez nasz entuzjazm do wysmarowania sobie dokładnie olejem całego obszaru chronionego oraz przez naszą chęć reaplikacji tego oleju co 2-3 godziny, a także przez naszą wiedzę na temat jakości kupionego oleju. Nie chcę nikogo straszyć, ale w INCI nazwa 
Rubus Idaeus seed oil nie mówi nam nic na temat tego, czy jest to olej zimnotłoczony, nierafinowany, a w mieszance z innymi olejami - ile go tak właściwie tam jest. I ten cały wynik, który nam zostanie, należy jeszcze dodatkowo podzielić przez brak wiarygodnych danych na temat jego faktycznych właściwości promieniochronnych. 
Z tego powodu nie uważam za rozsądne poleganie wyłącznie na tym surowcu, gdy planujemy swoją ochronę przeciwsłoneczną.


Z pewnością jednak wymieniony wcześniej olej z pestek malin jest świetnym dodatkiem do produktów z filtrami - czy to z mineralnymi, czy chemicznymi - jako substancja wspierająca, wzmacniająca, uzupełniająca ich działanie. Trudno przecenić fakt, że wykazuje działanie przeciwzmarszczkowe, wspomaga proces tworzenia elastyny i kolagenu w skórze, a także wspomaga ochronę przed promieniowaniem UVB. Stanowi bogate źródło nienasyconych kwasów tłuszczowych (omega 3 i omega 6). Ponadto zawiera wysoki poziom karotenoidów, alfa i gamma tokoferolu oraz kwasu elagowego o właściwościach przeciwrakowych. Działa przeciwalergicznie, nawilżająco, przeciwzapalnie.
Jednak smarowanie skóry samym olejem zupełnie nie kojarzy mi się z ochroną przeciwsłoneczną, a raczej z chęcią szybszego przysmażenia tej skóry. 

FAQ

  • Dawniej ludzie nie stosowali filtrów i...
...tak, też umierali na raka skóry, tak jak dzisiaj, tylko nie byli zdiagnozowani. Dawniej ludzie wylewali nieczystości z okien na ulice, nieraz na głowy przechodniów. Czy to znaczy, że my dzisiaj mamy zachowywać się tak samo? Korzystajmy z postępu.

Destabilizująco na Avobenzone (nazwy handlowe Parsol 1789, Eusolex 9020, Escalol 517, INCI Butyl Methoxydibenzoylmethane) działają przede wszystkim miki, tlenki cynku, dwutlenek tytanu, tlenki żelaza oraz talk.
Jeśli krem zawiera poza Parsol 1789 jeden z poniższych składników, można przyjąć że będzie filtr będzie stabilny.
Stabilizatory Parsol 1789:
  • 4-Methylbenzylidene camphor (USAN Enzacamene)
  • Tinosorb S (USAN Bemotrizinol, INCI Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine)
  • Tinosorb M (USAN Bisoctrizole, INCI Methylene Bis-Benzotriazolyl Tetramethylbutylphenol)
  • Butyloctyl Salicylate
  • Hexadecyl Benzoate
  • Butyloctyl Benzoate
  • Mexoryl SX (USAN Ecamsule, INCI Terephthalylidene Dicamphor Sulfonic Acid)
  • Mexoryl XL (INCI Drometrizole trisiloxane)
  • Corapan TQ (INCI Diethylhexyl 2,6-Naphthalate, DEHN)
  • Oxynex ST (INCI Diethylhexyl Syringylidene Malonate, DSM)

  • No więc ile tego wklepać w skórę?

Dermatolodzy, producenci kosmetyków promieniochronnych i inne mądrale zalecają stosowanie filtrów w ilości 2 mg na każdy centymetr kwadratowy skóry, co w praktyce oznacza ok. 1,5 - 1,8 ml na samą twarz. I ok. 30 ml na całe ciało. Tak, oznacza to jednorazowe wklepanie w ciało całej tubki kremu z filtrem przed wyjściem na plażę. 
Też daje do myślenia, prawda? Szczególnie gdy wrócimy myślą do rewelacji na temat blokowania sobie możliwości syntetyzowania witaminy D w skórze poprzez używanie filtrów.
Jeśli macie jeszcze jakieś pytania związane z tym tematem - piszcie śmiało.


Pozdrawiam
Arsenic

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger