Pielęgnacja ciała z Viankiem: cynamonowy, ujędrniający olejek do ciała, peeling z pestkami jeżyny, masło z ekstraktem z cykorii + miętowy balsam Sylveco



Wczoraj na Facebooku poinformowałam Was, że rozpoczynam kurację z kosmetykami wyszczuplającymi do ciała marki Norel - troszkę czekały na inaugurację, ponieważ wykańczałam kosmetyki viankowe. I dziś chcę Wam o nich opowiedzieć - jakie są, jaką mają konsystencję, jak pachną, czy się sprawdziły i jakie mają składy.

Mowa o czterech kosmetykach, z których olejek jeszcze nadal jest w użyciu, bo o ile balsam i masło mogę zużyć błyskawicznie wykonując codziennie, dwa razy dziennie porządny masaż absurdalnie dużą ilością produktu, którą moja skóra wchłania bez szemrania w całości, tak olejek... jak to oliwka, zostaje na skórze i koniec. Pewnych ilości się nie przeskoczy.


Najlżejszym produktem spośród tej gromadki jest miętowy balsam od Sylveco z betuliną i krwawnikiem, cudownie pachnący olejkiem miętowym. Moja skóra przyjmuje go w każdej ilości odwdzięczając się cudowną gładkością i jędrnością. Dodatkowym atutem jest cudowny, naturalnie zielony zapach olejku miętowego, który na mojej skórze świetnie zgrywał się z noszonymi przeze mnie perfumami z zielonymi i drzewnymi nutami. Bardzo lubiłam ten efekt. 



Skład (ze strony producenta):
Woda, Olej z pestek winogron, Triglicerydy kwasu kaprylowego i kaprynowego, Gliceryna, Sorbitan Stearate & Sucrose Cocoate, Stearynian glicerolu, Kwas stearynowy, Alkohol cetylostearylowy, Ekstrakt z krwawnika pospolitego, Witamina E, Olejek miętowy, Alkohol benzylowy, Betulina, Ekstrakt z aloesu, Guma ksantanowa, Kwas dehydrooctowy


Myślę, że to jest absolutny hit na sezon wiosenno-letni gdy potrzebujemy odświeżenia i poczucia, że zmaltretowana słońcem i upałami skóra dostaje swoją dawkę nawilżenia ale bez obciążania jej nadmiarem fazy tłuszczowej. Genialne remedium na zmęczone nogi i stopy wieczorem! Krwawnik i aloes w składzie dodatkowo pomagają tutaj złagodzić ból i ukoić skórę podrażnioną, więc jeśli "w bonusie" macie skórę wrażliwą lub łatwo ulegającą podrażnieniom np. po goleniu, ten balsam powinien być zawsze pod ręką.



Balsamu dostajemy 300 ml w poręcznej butelce z pompką. Ma on postać lekkiej emulsji, którą skóra przyjmuje bardzo łatwo. Do kupienia TUTAJ za niecałe 38 zł. Byłam z niego bardzo zadowolona i jeśli będę rozważała kupno produktu nawilżającego do ciała, ten będzie na szczycie listy. Krakuski mają wygodnie, bo można go dostać stacjonarnie w drogerii Pigment przy Nowym Kleparzu.



Nieco innym produktem jest masło Vianka. Swój cudowny, żółty kolor zawdzięcza olejowi z rokitnika w składzie, a ponadto może poszczycić się zawartością innych cennych i silnie odżywczych olejów (awokado, shea, kakaowe i z pestek moreli), jak również tytułowym bohaterem: wyciągiem z cykorii, który ma działanie nawilżające, odżywcze i przeciwzapalne. 




Skład INCI (ze strony producenta):
Aqua, Glycine Soja Oil, Glycerin, Persea Gratissima Butter, Glyceryl Stearate, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Cichorium Intybus Leaf Extract, Theobroma Cacao Seed Butter, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Lecithin, Cera Alba, Hippophae Rhamnoides Oil, Cetearyl Alcohol, Tocopheryl Acetate, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Parfum, Dehydroacetic Acid, Limonene, Linalool.


Pomimo tego, że jest to produkt określany mianem masła i faktycznie zostawia on lekką warstewkę ochronną na skórze, nie powiedziałabym, że jest to produkt tłusty ani ciężki. Przeciwnie, wchłania się dość dobrze, jednocześnie pozwalając na nieco dłuższy masaż niż w przypadku balsamu.



Ciekawą właściwością tego masła jest widoczne gołym okiem poprawienie kolorytu skóry (dziękujemy olejowi z rokitnika!), przez co moje białe jak śnieg nogi zaczynają nadawać się do publicznego odsłaniania bez obaw o porażenie blaskiem przechodniów. Naprawdę przyjemny efekt, nienachalny, a przy tym nie brudzi ubrań. Ktoś dobrze wyważył ilość oleju rokitnikowego w składzie.
Produktu jest 150 ml w szerokim słoiku, w cenie ok. 20 zł. Do kupienia TUTAJ!



W podobnym opakowaniu dostajemy viankowe peelingi. Mnie było dane wypróbować już drugi tej marki, o pierwszym pisałam TUTAJ
Okrutnie podobają mi się konsystencje tych peelingów - mocno kremowe, zwarte, a jednocześnie o świetnych właściwościach ścierających. Zastosowane z rękawicą kessa są w stanie w dziesięć minut odchudzić człowieka o 5 kg, a przy odrobinie samozaparcia można w ten sposób poradzić sobie całkiem ładnie ze zrogowaciałą skórą na stopach. Szacun za ten efekt!



Peeling z pestkami jeżyny jest zdzierakiem cukrowym, który czaruje pięknym, chabrowym kolorem i zapachem lawendy... Poza kolorem i zapachem produkt ten dostarcza skórze porządną dawkę nawilżenia i ukojenia - znów więc może sprawdzić się on w przypadku skóry suchej i wrażliwej. W tym przypadku jednak nałożyłabym peeling na wilgotną skórę i odczekała aż cukier się roztopi pod wpływem ciepła, a następnie wypeelingowała skórę samymi pestkami jeżyn - będzie do zdecydowanie delikatniejsza wersja, która nie podrażni skóry wrażliwej aż tak, jak może to zrobić peeling cukrem.

Skład INCI (ze strony producenta):
Glycine Soja Oil, Sucrose, Glyceryl Stearate, Cera Alba, Rubus Fruticosus Seed, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Glyceryl Laurate, Squalane, Tocopheryl Acetate, Benzyl Alcohol, Lavandula Angustifolia Oil, Parfum, Dehydroacetic Acid, Ci 77007.




Produkt w kontakcie z wodą tworzy mleczną, miłą skórze emulsję, która sunie gładko i nic się nie osypuje. Serdecznie nie znoszę gdy peelingi cukrowe czy solne są jedynie tłustą zawiesiną, która przecieka mi przez palce, a reszta rozsypuje się wszędzie tam, gdzie tego nie chcę. Tutaj jest bardzo porządna, kremowa konsystencja, dzięki której nie ma mowy o frustrującym marnotrawieniu kosmetyku. 
Po zastosowaniu na skórze zostaje konkretna warstwa olejów, której nie warto zmywać czy wycierać. Polecam spłukać resztki pestek i nie wycierać skóry ręcznikiem, lecz masować ją do wchłonięcia (wyparowania raczej) resztek wody. Ja wiem, że to jest praco- i czasochłonne, ale po pierwsze: produkt może lekko barwić jasne ręczniki, a po drugie: toż to gotowa oliwka/balsam do ciała.
Dobrze też rozumiem zastosowanie barwnika i nie mam o niego pretensji do technologów składających INCI. Robiłam takie peelingi - też kremowe, też z naturalnymi ścierniwami (różne pestki i paproszki), i nigdy, przenigdy nie udało mi się uzyskać ładnego koloru. Wyglądało to... cóż, średnio. Obawiam się, że nie udałoby się takim produktem skusić nikogo, nawet ultrasów naturalności. A tu - piękna ultramaryna cieszy oko, nie straszy szaro-bura emulsja z czarnymi kropkami :D Zadowolonam. Peeling kosztuje ok. 25 zł i dostać go można TUTAJ.



Olejki do ciała to już klasyka. Każdy w którymś momencie stosował oliwkę do pielęgnacji, a ja jestem ich zdecydowaną zwolenniczką - uwielbiam oliwki do ciała, moje włosy świetnie reagują na olejowanie, również sera kwasowo-witaminowe do twarzy robię na bazie olejów. Ta formuła po prostu sprawdza się u mnie najlepiej i uważam ją za najbardziej uniwersalną, ponieważ mogę dowolnie modyfikować tłustość takiego kosmetyku mieszając go na dłoni z dowolnym żelem - aloesowym, borowinowym czy choćby wszechdostępnym hialuronowym - dzięki czemu powstaje emulsja, którą skóra przyjmuje znacznie łatwiej. Ponadto nic tak nie chroni skóry, włosów czy paznokci jak właśnie oleje tworzące na ich powierzchni warstwę ochronną i wypełniając wszelkie ubytki. 



Ten konkretnie olejek jest szczególny, ponieważ - poza pięknym składem - ma cudny zapach: lekki, kwiatowo-owocowy, nienachalny. Nie zadusza. 
Skład jest prosty i piękny - bazuje na oleju sojowym, ale poszczycić się może dodatkiem olejów z wiesiołka i z pestek winogron. Dodatkowo, w składzie znajdujemy witaminę E, lecytynę jak również tytułowy olejek cynamonowy działający rozgrzewająco, pobudzający spalanie tłuszczu i jednocześnie przeciwzapalnie. Polecam wymasować sobie nim stopy, gdy przemarzną! Choć jego działanie rozgrzewające nie jest aż tak silne, jak choćby maści końskiej (nie liczcie na czerwone plamy na skórze!), to jednak jest odczuwalne. Myślę, że stosowany sumiennie może faktycznie pomóc w walce ze skórką pomarańczową. A na pewno będzie ona przyjemniejsza.


Skład INCI (ze strony producenta):
Glycine Soja Oil, Oenothera Biennis Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Lecithin, Cinnamomum Zeylanicum Bark Oil, Parfum.

Olejek
 ma lekką strukturę, dość ładnie się wchłania, zostawiając na skórze akceptowalną przeze mnie warstewkę ochronną. Lecytyny najwyraźniej jest w nim bardzo mało, w przeciwnym razie nie byłoby tak przyjemnie ;)
Uważam ten produkt za najlepszą dostępną obecnie propozycję z działu "oliwki do ciała" - piękny skład, piękny zapach, do tego cynamon i bardzo lekka formuła, a do tego poręczna butelka z pompką i kapturkiem czynią go produktem premium. Używam go z prawdziwą przyjemnością.
W opakowaniu jest 200 ml produktu, kosztuje niecałe 34 zł i do kupienia jest TUTAJ.

Widziałam ostatnio, że Vianek wypuścił również - po wielu namowach ze strony fanek (miałam w tym swój udział, a jakże) - olejek do włosów o obiecującym składzie. Chcę go bardzo, czym prędzej zużywam wszystkie oleje, które mi wypełniają półkę łazienkową i robię miejsce dla niego. 
Muszę też koniecznie dać szansę ich oliwce odżywczo-regenerującej z uwagi na olej rokitnikowy w składzie. Liczę na podobny efekt kolorystyczny na skórze, jak w przypadku masła! :)

Pochwalcie się, które produkty Vianka są Waszymi ulubieńcami? Czy ktoś na sali miał może już ten olejek do włosów?

Miłego dnia
Arsenic

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger