Saisona Arctic Balm - takie niby nic, a nie rozstaję się z nim!


Jako osoba świetnie radząca sobie z robieniem tak prostych kosmetyków pielęgnacyjnych jak pomadki do ust, a do tego w pełni usatysfakcjonowana produktami Sylveco (jak np. peelingująca pomadka - cudo!) przywykłam nie zwracać większej uwagi na nowości tego rodzaju. Ciężko jest mnie też zaskoczyć, czy tak po prostu - ująć czymś, co ma jedynie chronić moje usta i doraźnie pomagać ujarzmić przesuszony naskórek na dłoniach. A tymczasem, takie oto maleństwo marki Saisona ujęło mnie bardzo. Nie rozstaję się z tym mazidełkiem od jakiegoś czasu, noszę je w torebce, stawiam przy komputerze i używam często, a do tego z wielką przyjemnością.

Mazidełko tanie nie jest. Ok. 30 zł za 15 ml mieszaniny olejów i wosków z odrobiną olejków eterycznych to dużo monet, ale... Ale jeśli lubicie się dopieścić, lubicie mieć ładny gadżet w torebce lub chcecie komuś zrobić przyjemny prezent - to jest ten produkt. 

Wspominam cały czas o prostocie tego składu. W istocie, skomplikowany nie jest:



Masło shea, olej z pestek moreli, olej słonecznikowy, wosk pszczeli, uwodorniony olej z pestek moreli, trójglicerydy, emolient otrzymywany z oleju kokosowego, olej tamanu, oliwa z oliwek, olej arganowy, olejek eteryczny bergamotowy, olejek z trawy cytrynowej, olejek palmarozowy, witamina E, mieszanina estrów kwasów kaprylowego i kaprynowego z alkoholami z oleju kokosowego, składniki olejków eterycznych potencjalnie alergogenne.

Tego typu mazidełka można więc zupełnie bezproblemowo zrobić sobie w domu samodzielnie topiąc masło shea z woskami i wybranymi olejami, dodając ulubione olejki eteryczne i witaminę E.




Co jest tak fajnego w tym mazidełku? Po pierwsze, niezwykle miła konsystencja - zwarta, ale topiąca się błyskawicznie pod wpływem ciepła palców. Nie ma więc problemu z nabieraniem produktu. Nie ma mowy o grudkach, trudnościach w rozsmarowywaniu na skórze, absolutnie nie ma mowy o bieleniu ust, produkt topi się na palcach do konsystencji lekkiego olejku. Wbrew pozorom, choć łatwo jest masło shea z woskiem stopić, nieco ciężej jest już uzyskać tak poręczną konsystencję. Dodatkowo, nie nabieramy też tego produktu zbyt wiele - ot, tyle ile potrzeba aby natłuścić suche usta czy skórę na dłoniach.




Po drugie - cudny zapach. Jasne, jest to kwestią indywidualną, ale hej! Jak można nie lubić bergamotki? Dewiantem trzeba być, tym bardziej, że zapach ten wzbogacony został również trawą cytrynową i palmarozą, a dodatkowo - jest to woń bardzo delikatna, która absolutnie na ustach nie przeszkadza, nie uderza w nos, ale właśnie sprawia, że podczas aplikacji jest po prostu miło. Jest kwiatowo-owocowo i świeżo, ale przede wszystkim subtelnie.

Po wtóre - miłe oku opakowanie z matowego szkła, zamiast taniego plastiku. Przyjemnie jest wziąć je do ręki i aż chce się produktu używać. 




Markę Saisona znam słabo. Miałam również ich lekki, pachnący neroli balsam do ciała i chciałam o nim napisać, ale... zużyłam go szybciej niż przypuszczałam i zanim się obejrzałam, opakowania już nie było, zdjęć nie zrobiłam... Żałuję, ale zbiegło się to w czasie z moją nieobecnością na blogu.
Dodam jeszcze, że marka nie wie nic o moim istnieniu, nie ma zapewne też zielonego pojęcia o tej recenzji, którą piszę spontanicznie w wolny wieczór długiego weekendu, zachwycona produktem, chcąc się z Wami podzielić dobrą nowiną. Jeśli zainteresowałam Was choć trochę, zajrzyjcie na ich stronę: KLIK! aby zobaczyć jakie jeszcze dobroci mają w ofercie.


Pozdrawiam ciepło
Arsenic

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger