Kieran Dodds „Gingers”. O feomelaninach, rudych włosach i tym, czego naprawdę uczy nas kolor człowieka


Projekt Gingers autorstwa Kierana Doddsa od pierwszego kontaktu wydaje się prosty: portrety ludzi z rudymi włosami z różnych stron świata. Prosty wizualnie, niemal klasyczny fotograficzny gest – frontalny portret, skupienie na twarzy, włosach, spojrzeniu. A jednak im dłużej się temu projektowi przyglądam, tym wyraźniej widać, że nie chodzi tu o „rudych ludzi” jako egzotyczną ciekawostkę, tylko o coś znacznie głębszego: o przepływ pigmentów, genów, historii i kulturowych projekcji, które nakładamy na ludzkie ciało.

Źródło: https://www.kierandodds.com/shop/the-little-book-of-gingers/

Dodds mówi wprost: rudość to cecha globalna. Nie „celtycka”, nie „północna”, ani nie „europejska” w takim sensie, w jakim często próbuje się ją zamknąć. I to jest punkt, w którym jego praca bardzo mocno styka się z tym, czym ja zajmuję się zawodowo – analizą koloru człowieka rozumianą biologicznie, a nie stereotypowo.

Bo rudość to nie kolor z tubki. To feomelaniny – pigmenty, które są jednym z dwóch głównych typów melanin występujących u człowieka. W przeciwieństwie do eumelanin – brązowo-czarnych – odpowiadają przede wszystkim za zakres barw obserwowanych we włosach: odcienie miedziane, złote, truskawkowe czy morelowe.

Żródło: https://www.kierandodds.com/work/gingers/


I tu warto zatrzymać się na chwilę, bo łatwo wpaść w uproszczenie. Feomelaniny nie działają jak farba, która „barwi” całe ciało na pomarańczowo. Badania nie potwierdzają, by dawały w skórze czy w tęczówkach jednoznaczny, widzialny gołym okiem kolor. Ich wpływ jest subtelny i pośredni – zależny od proporcji do eumelanin, od struktury tkanek i od sposobu, w jaki światło rozprasza się w skórze oraz w zrębie tęczówki. Dlatego nie możemy powiedzieć: „feomelaniny = ciepła skóra”. To jeden z elementów biologicznej układanki, który współtworzy fenotyp.

Żródło: https://www.kierandodds.com/work/gingers/


Sam Dodds wielokrotnie podkreślał, że Gingers to nie jest projekt o włosach jako takim, ale o czymś znacznie głębszym — o ludziach i ich połączeniach. Jak mówił, początek serii był osobistą refleksją nad tożsamością i stereotypami (samo bycie „rudym Szkotem” stało się dla niego punktem wyjścia), ale bardzo szybko uświadomił sobie, że to, co łączy jego bohaterów, to coś większego niż genetyczna rzadkość. Twierdził, że portrety mają pokazać, że ta cecha — choć rzadka — łączy ludzi ponad granicami politycznymi i kulturowymi, bo „DNA płynie przez kultury i pokolenia”, a to przypomnienie o naszej wspólnej, biologicznej podstawie jest jednocześnie nieco niewygodne i jednocześnie budujące."

To dlatego rudość nie jest jednorodna. To dlatego w projekcie Gingers widzimy osoby o bardzo różnych odcieniach skóry, kontrastach, rysach twarzy i strukturach tęczówek. Feomelaniny nie tworzą jednego „rudawego typu”. Nakładają się na różne pule eumelanin, na różne historie genetyczne i środowiskowe. W efekcie otrzymujemy nie jedną estetykę, tylko całe spektrum fenotypów, które łączy wspólne pochodzenie pigmentu, a nie wspólny „kolor”.

Żródło: https://www.kierandodds.com/work/gingers/

Dodds wskazywał też, że fascynuje go różnorodność, która ujawnia się nawet tam, gdzie na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z „jedną grupą”. Jak sam mówił: „Za każdym razem, kiedy ktoś siada do portretu, myślę: czy to może wyglądać inaczej? — i zawsze tak właśnie jest.” To właśnie ta różnorodność — w wyglądzie, w historiach rodzinnych, w geograficznym rozproszeniu — sprawia, że projekt działa nie jako katalog „takich samych rudych”, ale jako opowieść o ludziach, którzy mimo różnic są połączeni wspólnym elementem biologicznym i historycznym.

W mojej pracy z kolorem człowieka to jest kluczowe. Bo kiedy mówimy „ruda”, „blond”, „ciemna”, „jasna”, bardzo łatwo wpaść w skróty myślowe. A skróty myślowe są wygodne, ale fałszywe. Analiza kolorystyczna oparta na biologii zaczyna się tam, gdzie przestajemy traktować kolor jako etykietę, a zaczynamy widzieć go jako rezultat interakcji pigmentów, światła i percepcji.

Żródło: https://www.kierandodds.com/work/gingers/

Projekt Doddsa świetnie to unaocznia. Te zdjęcia działają, bo nie próbują „udowodnić”, że rudość wygląda w jeden określony sposób. One pokazują, że fenotyp jest procesem, nie wzornikiem. Że kolor człowieka to nie stała, tylko dynamiczny układ zależny od pigmentów, ich stężenia, rodzaju polimerów melaniny, struktury skóry, a nawet kontekstu kulturowego, w jakim dana twarz jest oglądana.

I tu wracamy do pytania, które często pojawia się w mojej pracy: dlaczego jedne kolory „ożywiają” daną osobę, a inne ją gaszą, nawet jeśli teoretycznie „pasują do włosów”? Bo włosy to tylko fragment układu. To nie pojedynczy pigment decyduje o odbiorze, lecz sposób, w jaki cała tkanka odbija i rozprasza światło. Jeśli ten układ zignorujemy, zostajemy z estetycznym złudzeniem, nie z realnym dopasowaniem.

Żródło: https://www.kierandodds.com/work/gingers/

Dlatego w swojej pracy nie szukam „typów” ani gotowych szufladek. Nie interesuje mnie, czy ktoś jest „tym czy tamtym sezonem” w sensie etykiety. Interesują mnie mechanizmy: proporcje pigmentów, sposób rozpraszania światła w tkankach, kontrast, chromatyczność, fizjologia widzenia. Dopiero zrozumienie tych procesów pozwala sensownie mówić o kolorze człowieka – nie jako o stylu czy modzie, ale jako o biologii.

Bardzo cenię projekty takie jak Gingers, ponieważ uczą patrzenia. Spokojnego, uważnego, pozbawionego oczekiwań oraz potrzeby szybkiej kategoryzacji. Dokładnie to jest również potrzebne, żeby sensownie pracować z kolorem człowieka – niezależnie od tego, czy mówimy o fotografii, analizie kolorystycznej czy zwykłym, codziennym wyborze ubrania.

Wszystkie zdjęcia przywoływane w tym wpisie pochodzą z projektu Gingers autorstwa Kierana Doddsa i zostały zaczerpnięte z jego oficjalnej strony. Link do pełnej serii i pracy fotografa znajdziesz poniżej – zdecydowanie warto zobaczyć je w oryginalnym kontekście.

https://www.kierandodds.com/work/gingers/

---

 Jeśli ten artykuł coś Ci wyjaśnił, zdjął z barków jakiś dylemat, uporządkował chaos albo zwyczajnie ułatwił podjęcie decyzji, to bardzo się cieszę — dokładnie po to tworzę te treści. Na blogu i w social mediach poruszam tematy, które są trudne, niejednoznaczne albo po prostu obudowane internetowymi mitami, i zawsze staram się je rozbroić możliwie prostym, rzeczowym językiem, opierając się na rzetelnych źródłach naukowych. Robię to wszystko za darmo, bo uważam, że wiedzą warto się dzielić, ale jeśli chcesz mnie symbolicznie wesprzeć za pracę włożoną w ten artykuł — możesz postawić mi wirtualną kawę. Będzie mi bardzo miło!

Kliknij obrazek aby kupić wirtualną kawę



Jeśli chcesz wiedzieć więcej o swoich kolorach

– Zapraszam na stacjonarne konsultacje w Krakowie i w Warszawie – 2 godziny w pełni poświęcone Twojemu wyglądowi, z warsztatem, materiałami i konkretną wiedzą.
– Odwiedź też mój sklep online, gdzie znajdziesz gotowe próbniki barw, i e‑booki - przewodniki zakupowe, które pomogą Ci wprowadzić tę wiedzę w życie.

Pięknego dnia!

---

Arsenic.pl Aleksandra Galiszkiewicz


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger