Czy naturalnie ruda osoba może być chłodnym typem urody?
To pytanie wraca do mnie regularnie. Ktoś gdzieś przeczytał, że jakaś znana osoba z rudymi włosami została zakwalifikowana jako „lato”, ktoś inny odpowiada, że to biologicznie niemożliwe, i zaczyna się mała wojna pod postem. A problem wcale nie jest skomplikowany – po prostu mieszamy dwa zupełnie różne porządki.
Z jednej strony mamy biologię pigmentów, fizykę światła i realne właściwości tkanek. Z drugiej – estetyczną typologię sezonową stworzoną w ubiegłym wieku przez Suzanne Caygill i później spopularyzowaną przez Carole Jackson, czyli system nazw i kategorii, które mają porządkować wrażenia wizualne. To są dwa różne poziomy opisu.
Biologia mówi o tym, co faktycznie znajduje się w naszych włosach, tęczówkach i skórze, a analiza sezonowa o tym, jak ktoś to odbiera i jak to nazywa.
Kolor włosów nie jest „ciepły” ani „chłodny” w sensie metaforycznym. Włosy mają określony skład chemiczny. W ludzkich tkankach występują dwa główne typy melaniny: eumelanina, która odpowiada za barwy brązowo-czarne, oraz feomelanina, dająca odcienie żółte, pomarańczowe i rude. Naturalna rudość to po prostu wysoka zawartość feomelaniny, najczęściej związana z wariantami genu MC1R.
Ten pigment odbija światło w zakresie długich fal, czyli tych, które odbieramy jako czerwienie i pomarańcze. Z punktu widzenia biochemii i optyki rudy pigment jest więc jednoznacznie barwą ciepłą. To kwestia widma odbicia, nie gustu.
I tutaj pojawia się zgrzyt z klasyczną analizą sezonową, ponieważ w systemie czterech pór roku „lato” zostało zdefiniowane jako typ chłodny i przygaszony. W praktyce oznacza to paletę opartą na błękitach, chłodnych szarościach, różach z domieszką niebieskiego, zgaszonych jagodach i fioletach. Jeśli więc ktoś mówi, że naturalnie ruda osoba jest „latem”, to biologicznie mamy sytuację, w której włosy odbijają światło w zakresie pomarańczowo-czerwonym, a ubrania proponuje się jej w kierunku niebiesko-fioletowym. To są przeciwległe strony widma i fizyka kolorów dość jasno pokazuje, jakie efekty daje takie zestawienie.
Czy takie połączenie może wyglądać ciekawie, modowo, kontrastowo? Jasne. Moda nie ma obowiązku zgadzać się z fizyką. Tylko że to już nie jest zgodność wynikająca z pigmentów, tylko świadoma stylizacja albo efekt estetyczny, który komuś się po prostu podoba.
Warto też pamiętać, że człowiek nie składa się wyłącznie z koloru włosów. Mamy skórę o różnej grubości, hemoglobinę w naczyniach, różne proporcje eumelaniny i feomelaniny, tęczówki z własną strukturą i sposobem rozpraszania światła. Zdarza się więc, że ktoś ma jasną, różowawą cerę i bardzo chłodno wyglądające oczy, a do tego rude włosy. Fenotyp bywa mieszany i wizualnie niejednoznaczny. To jednak nie sprawia, że feomelanina przestaje być ciepłym pigmentem. Ona nadal odbija te same długości fal.
Dlatego kiedy słyszę stwierdzenia w stylu „to biologicznie niemożliwe, żeby ruda osoba była chłodna”, odpowiadam: jeśli mówimy o pigmentach, to mają rację. Jeśli mówimy o etykiecie z książki z lat 70. i subiektywnych werdyktach, to wszystko jest możliwe, bo to kategoria estetyczna, nie biologiczna.
I tu dochodzimy do drugiej, równie ważnej rzeczy. Samo przydzielanie ludzi do kategorii estetycznych z definicji jest subiektywne i to naprawdę nie jest nic złego. To zawsze jest czyjeś oko, czyjeś poczucie harmonii, czyjeś „tak to czuję”. Jedna stylistka powie „zgaszone lato”, druga „metaliczna jesień”, trzecia nazwie to jeszcze inaczej, a dana osoba nadal będzie wyglądała dokładnie tak samo. Jej kolory – niezależnie od werdyktu – będą obiektywnie reagowały na środowisko barwne zgodnie z prawami optyki. Jeśli coś jest pomarańczowe, to jest pomarańczowe. Zmienia się tylko interpretacja. A interpretacja nie jest pomiarem laboratoryjnym, tylko wrażeniem, często chwilowym i zmiennym.
Do tego dochodzi coś bardzo ludzkiego: nasze własne preferencje. Jeśli ktoś kocha paletę zgaszonego lata, dobrze się w niej czuje i emocjonalnie się z nią utożsamia, to naturalnym odruchem jest dopasowanie do niej również swojej tożsamości. Zaczynamy „widzieć” w sobie więcej chłodu, mniej ciepła, trochę zaczarowujemy rzeczywistość, bo po prostu chcemy, żeby to pasowało. Spotykam się z tym w pracy cały czas i nie mam potrzeby z tym walczyć. Ubrania mają sprawiać przyjemność, to nie jest egzamin z biologii.
Problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy subiektywne odczucie próbujemy sprzedawać jako obiektywną prawdę o fenotypie. Można spokojnie powiedzieć: „lubię te kolory i czuję się w nich świetnie” – i to w zupełności wystarczy. Nie trzeba do tego dorabiać teorii, że rudy pigment nagle stał się chłodny.
Jeśli natomiast mówimy o rzetelnej analizie wyglądu człowieka i realnych relacjach między światłem a tkankami, to punktem odniesienia są melaniny i sposób, w jaki rozpraszają oraz odbijają promieniowanie. Sezon jest umowną etykietą. Pigment jest cechą fizyczną. Biologia i fizyka nie są opinią – one po prostu opisują, co naprawdę dzieje się ze światłem.
---
Jeśli ten artykuł coś Ci wyjaśnił, zdjął z barków jakiś dylemat, uporządkował chaos albo zwyczajnie ułatwił podjęcie decyzji, to bardzo się cieszę — dokładnie po to tworzę te treści. Na blogu i w social mediach poruszam tematy, które są trudne, niejednoznaczne albo po prostu obudowane internetowymi mitami, i zawsze staram się je rozbroić możliwie prostym, rzeczowym językiem, opierając się na rzetelnych źródłach naukowych. Robię to wszystko za darmo, bo uważam, że wiedzą warto się dzielić, ale jeśli chcesz mnie symbolicznie wesprzeć za pracę włożoną w ten artykuł — możesz postawić mi wirtualną kawę. Będzie mi bardzo miło!
Kliknij obrazek aby kupić wirtualną kawę
Jeśli chcesz wiedzieć więcej o swoich kolorach
Pięknego dnia!
---
Arsenic.pl Aleksandra Galiszkiewicz
.jpg)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz