DIY: Kremowy żel pod prysznic i do mycia twarzy o zapachu... jakim chcesz )



Ha, pomysł na ten kosmetyk mam już od dawna wpisany w kopie robocze postów na blogu, ale jakoś tak... no, nie złożyło się wcześniej. A tymczasem, borem, lasem nasze drogie Sylveco pod szyldem Vianka właśnie wypuściło coś podobnego do mycia twarzy. Ot, kolejny produkt, którego nie musicie robić bo Sylveco już zrobiło :) Pisałam o nim TUTAJ.

Ale przepisem się i tak podzielę, bo bardzo prosty jest i skutecznie myje. Mowa o kremowym żelu do mycia twarzy i ciała, a nawet do higieny intymnej, jako że oparty jest na łagodnych detergentach. 
Ba, sprawdzi się on nawet do zmywania makijażu, jeśli - tak jak ja - lubicie za jednym zamachem zmywać wszystko. 

Co go odróżnia od zwykłego żelu? Ano właśnie ten "czynnik kremowy", czyli dodatek oleju, dzięki któremu skóra nie będzie wysuszona, ale też i nie pozostanie na niej tłusty osad - obiecuję. 
Zasada działania tego kosmetyku jest podobna do działania oliwki hydrofilowej, ale wzmocniony został również działaniem detergentu.

W czym rzecz? Łączymy dowolny detergent z oliwką hydrofilową - najprościej będzie w tym celu sięgnąć po stary, dobry Facelle albo żel i szampon dla dzieci od Sylveco, które mają dobre składy, łagodne detergenty i parę ekstra dodatków, które zawsze miło jest widzieć w składzie. To taki żel właśnie będzie całą fazą wodną w tym kosmetyku.

Alternatywnie, rzecz jasna, można stworzyć własny detergent - choćby kupując dowolny w sklepie z półproduktami i robiąc wg jednego z tam zamieszczonych przepisów prosty żel do mycia. Oznacza to - w tej wersji minimalistycznej - dodanie wody, zagęstnika i konserwantu. 

Ale lubiącym kombinować podpowiadam, że już choćby zamiast wody można użyć np. naparu z rumianku, zagęstnik wymieszać w odrobinie pantenolu, a całość wzbogacić jeszcze o kilka kropli olejku eterycznego. Na zdjęciach widzicie mój kremowy żel o charakterystycznej, żółtawej barwie, którą zawdzięcza naparowi z nagietka, którego użyłam zamiast wody do stworzenia żelu.
...ale najprościej na początek będzie po prostu użyć gotowego dobrego, łagodnego żelu z Sylveco  ;) 



Fazą olejową w tym przepisie jest oliwka hydrofilowa. I tutaj nie bawimy się w szukanie odpowiedniej w sklepie, bo zwykle są one drogie, a przecież zrobienie jej jest banalnie proste. Nie szukając daleko, znajdziecie taki przepis u mnie: KLIK!

Jak zmieszać składniki? Jak lubisz - palcem, patykiem, można mieszadełkiem ale uprzedzam, że produkt będzie się mocno pienił i przed przelaniem go do końcowego opakowania trzeba będzie odczekać chwilę aż piana opadnie. I w zasadzie wcale mieszanie spieniaczem do mleka nie jest konieczne, bo obie fazy łączą się ze sobą bardzo ładnie i szybko.
Potrzebna będzie zwykła zlewka o pojemności 500 ml (może być mniejsza, jeśli nie planujecie robić dużych porcji) i bagietka. Przyda się waga, choć przyznam, że zazwyczaj leję "na oko" i to się przeważnie udaje.
Po dodaniu oliwki do żelu powstaje kremowy, mleczny produkt, którego konsystencja zależy od proporcji użytych składników.
Na koniec pozostaje dodać kilka kropli ulubionego olejku eterycznego. Ja sobie dzisiaj wkropliłam petitgrain, ponieważ mam fazę na drzewne, "gałęziaste" zapachy i zdaje się, że również mojemu Mężczyźnie ten zapach odpowiada. Z pewnością bardziej niż różany, a z tego co wiem, on się myje akurat tym, na co trafi jego ręka pod prysznicem. Często są to moje produkty i muszę z tym żyć.
Można też puścić wodze fantazji i zaopatrzyć się w Zielonym Klubie w któryś z ich fantastycznych zapachów - to przecież nie muszą być olejki eteryczne, to może być zapach ciasteczek lub czekolady, jeśli ktoś takie lubi. Pełna dowolność w temacie. Ba, nawet barwnik sobie można dodać, jeśli żel do mycia koniecznie musi być różowy. :P




Proporcje:

  • 10% oliwki hydrofilowej i 90% Facelle = bardzo lekka emulsja, mleczko, dobre właściwości pieniące, 
  • 50% oliwki hydrofilowej i 50% Facelle = gęsty, kremowy żel do mycia, pod wpływem kontaktu z wodą tworzy mleczną emulsję, ale pieni się trochę mniej niż opcja powyższa,
  • <oliwki = bogatsza formuła, mniejsze pienienie się produktu, dobrze zmywa makijaż, nawet wodoodporny.
Warto jest pokombinować z proporcjami, żeby uchwycić tę najlepiej pasującą naszym oczekiwaniom. Ja lubię gęste, mocno kremowe emulsje, ponieważ dają mi poczucie, że nie zostawiam skóry "piszczącej", a przy tym nadal bardzo dobrze zmywają i świetnie nadają się również do demakijażu. Nie potrzebuję intensywnie pieniącego się produktu do mycia - gdybym tylko mogła, pod prysznicem stosowałabym w zasadzie tylko oliwki hydrofilowe... Ale olej musiałabym kupować w baniaczkach, podobnie jak i emulgatory aby móc zaspokoić tę fantazję. 



Czy konserwować? Czy dodawać emulgatory/stabilizatory? Można, ale nie jest to konieczne. Żel z oliwką zwykle dobrze trzymają fason i chyba tylko raz mi się zdarzyło aby się rozwarstwiły - nie jest to jednak oznaką nadpsucia się produktu, a jedynie złamania konsystencji. W tym przypadku wystarczy wstrząsnąć i wszystko wraca do normy.
Konserwować trzeba w przypadku gdy robimy żel samodzielnie. Jeśli korzystamy z gotowca typu Facelle, jest on już zakonserwowany i nie mnożyłabym już alergenów niepotrzebnie. Oliwkę hydrofilową "konserwujemy" dodając witaminę E. Nawiasem mówiąc, dodane olejki eteryczne też coś tam w przedłużaniu trwałości produktu pomagają. Aczkolwiek niewiele.

Pozdrawiam
Arsenic

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger