Mansard Crème Phyto Détoxiquante


W drugiej połowie listopada 2018 zdarzyło mi się zajrzeć na targi LNE. Było to i dawno, i niedawno (wszak rok minął :P), ale gdy teraz sięgam pamięcią do tego wydarzenia, jako pierwszy pojawia mi się przed oczami "najbrzydszy krem targów", czyli Crème Phyto Détoxiquante właśnie. Marka Mansard jest totalną nowością i odkryciem dla mnie. Chodźcie, zajrzymy mu w skład!

Pani Natalia, która na targach z szelmowskim uśmiechem wręczyła mi próbkę tego charakterystycznie szarego kremu, potrafi w marketingi i relacje z klientami. Do dziś utrzymujemy kontakt, a ja myślę o niej ciepło za każdym razem gdy nakładam ten pachnący mirrą krem na skórę. 
38 kongres LNE Spa w Krakowie
A jest to kosmetyk specyficzny. Przede wszystkim, co od razu rzuca się w oczy: rzeczywiście jest raczej kontrowersyjnej urody. Początkowo może budzić opory myśl, żeby go sobie wklepać w skórę rano i tak wyjść do ludzi, patrząc na jego szary kolor i dość ciężką, otulającą konsystencję. 
Krem jest gęsty, treściwy i tłusty, ale ktoś był sprytny i dodał tam trochę białej glinki, dzięki czemu na skórze ten kosmetyk już nie zachowuje się jak masło. Sprawdziłam wielokrotnie: da się go wklepać w skórę niemalże do matu tak, że pozostaje na niej niewidoczny.
Owszem, nadal czuć jego działanie, tę swoistą "pierzynkę", ale właścicielki suchej skóry będą potrafiły to docenić. 



Osobiście najbardziej lubię go stosować jako maskę, czasami rzeczywiście na całą noc. Moja skóra z wiekiem staje się coraz bardziej sucha i wymagająca, takie kuracje są jej więc miłe.

Właścicielkom cer tłustych i podatnych na "zapychanie" zalecałabym ostrożność. Uważam, że w tym przypadku ów krem sprawdzi się zdecydowanie najlepiej jako punktowy "naprawiacz wszystkich problemów".
A cóż on ma w składzie i jak pielęgnuje?

Skład INCI kremu fitodetoksykującego Mansard:
  • Aqua (water), 
  • Glycerin, 
  • Cetearyl Alcohol, 
  • Prunus Amygdalus Dulcis (sweet Almond) Oil, 
  • Persea Gratissima (avocado) Oil, 
  • Helianthus Annuus (sunflower) Seed Oil, 
  • Kaolin, 
  • Methylsilanol Mannuronate, 
  • Cetyl Alcohol, 
  • Ceteareth-33, 
  • Lysine Aspartate, 
  • 1,2- Hexanediol, 
  • Calendula Officinalis (marigold) Flower Extract, 
  • Citrus Medica Limonum (lemon) Fruit Extract, 
  • Commiphora Abyssinica (myrrh) Resin Extract, 
  • Saccharomyces Cerevisiae (beer Yeast) Extract, 
  • Krameria Triandra Root Extract, 
  • Solanum Lycopersicum (tomato) Fruit Extract, 
  • Pinus Sylvestris (pine) Bud Extract, 
  • Centella Asiatica Extract, 
  • Cetraria Islandica (iceland Moss) Extract, 
  • Hedera Helix (ivy) Leaf Extract, 
  • Aesculus Hippocastanum (horse Chestnut) Seed Extract, 
  • Hamamelis Virginiana (witch Hazel) Leaf Extract, 
  • Achillea Millefolium (yarrow) Extract, 
  • Allantoin, 
  • Hydrolyzed Collagen, 
  • Lactic Acid, 
  • Propanediol, 
  • Potassium Sorbate, 
  • Citric Acid, 
  • Polysorbate 20, 
  • Sorbitan Isostearate, 
  • Sodium Gluconate, 
  • Polysorbate 60, 
  • Caprylyl Glycol, 
  • Ci 14700 (red 4), 
  • Ethylhexylglycerin, 
  • Hydroxyethyl Acrylate/sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, 
  • Sodium Benzoate, 
  • Parfum (fragrance), 
  • Methylpropanediol, 
  • Caprylhydroxamic Acid, 
  • Ci 42090 (blue 1), 
  • Ci 19140 (yellow 5), 
  • Sodium Hydroxide, 
  • Amyl Cinnamal, 
  • Benzyl Salicylate, 
  • Citronellol, Eugenol, Geraniol, Hydroxycitronellal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene-Carboxyaldehyde, Isoeugenol, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Alpha-Isomethyl Ionone.
Składniki aktywne: olej ze słodkich migdałów, olej z awokado, kaolin, nagietek, cytryna, mirra, drożdże piwowarskie, krameria, jagoda pomidora, pączki sosny, wąkrota azjatycka, płucnica islandzka (porost), bluszcz, kasztanowiec, oczar wirginijski, krwawnik, alantoina, kolagen.



Producent deklaruje, że stężenie składników aktywnych w tym kosmetyku to ok. 32%. To bardzo dużo. W zasadzie surowców "bazowych" jest tutaj tylko tyle, aby całość trzymała się kupy a całe to bogactwo składników rzeczywiście na skórze po prostu czuć. Niejedna maseczka - mająca być przecież bogatą emulsją - wygląda przy tym bladziej, cieniej. 
Nie do końca rozumiem sens dodawania kolorantów do tego składu, byłam przekonana, że kolor kosmetyku jest naturalną konsekwencją zastosowania dużej ilości surowców aktywnych. Cóż - myliłam się. Tak, ja też się nabieram na takie zagrywki ;)
Może jest to jakiś sposób na przyciągnięcie klienta - któż by nie chciał na targach zmacać szarego jak mokry beton kremu? A gdy potem zerknie w skład, już przepadł... ;)


EDIT 4/I/2019:
Znalazło się wyjaśnienie tej zagadki. Otóż ekipa z butiku CremeCreme.pl odczarowała teorie spiskowe nim na dobre się rozkręciły:
"[...]zdaje się barwniki są dla wyrównania koloru w poszczególnych partiach produkcyjnych. Te same surowce roślinne miewają różne barwy zależnie np. od tego, czy lato było słoneczne lub wiosna sucha. A my, używający, wolimy jak krem wygląda tak samo za każdym razem"

Faktycznie, wyjaśnienie brzmi rozsądnie i nie wpadłam na to. Choć, prawdopodobnie, postąpiłabym dokładnie tak samo, gdybym w trakcie produkcji stanęła przed problemem różnic w wyglądzie kosmetyku w zależności od partii. Cieszę się, że nauczyłam się czegoś nowego i dziękuję za to.
Jak widzicie, nie warto tropić spisków, bo zwykle nie jest to żadną sensacją, a jedynie wynikiem niewiedzy na dany temat. Powtarzam to często i tym razem też pasuje jak ulał: "wiedza przegania demony". Trzymajmy się tego.

U mnie krem sprawdza się wyśmienicie. Stosuję go rzadziej niż sugeruje producent, czyli nie co drugi dzień, a co 3-4 dni, mniej-więcej. I najchętniej właśnie jako maskę na noc. Skład jest tak cudownie kojący, tak pięknie nawilża moją skórę i uspokaja wszelkie podrażnienia, że rano, po zmyciu, nie mogę przestać gładzić się po twarzy.
Sprawdza się również jako typowa, piętnastominutowa maska - np. w kąpieli czy w saunie. Wówczas zalecam najpierw porządnie rozgrzać skórę, oczyścić ją a dopiero potem nakładać ten krem.
Oczywiście, że nosiłam go uparcie przez jakiś czas również jako krem dzienny. Nakładałam go wtedy w nieco mniejszej ilości i wklepywałam cierpliwie aż wchłonął się całkowicie. Niestety, stosowany codziennie, u mnie po jakimś czasie powodował wysyp nowości na twarzy, co u mnie raczej nie zdarza się praktycznie nigdy. Może jednak połączenie tego kremu jako bazy i makijażu to już było za wiele dla mojej skóry. Po spaniu w nim jako w maseczce nie dzieje mi się nic złego.



Czy polecam? Zdecydowanie jest to ciekawa opcja z bardzo bogatym, przyjemnym składem obfitującym w luksusowe surowce. Ratuje moją skórę w ten zimowy, mroźny czas przed wysuszeniem i polubiłam go bardzo w roli maseczki na noc. Jeśli tylko Wasza chciejlista to udźwignie - moim zdaniem warto spróbować i dać mu szansę. 
Kupić go można TUTAJ. Zwróćcie też uwagę na pozostałe kosmetyki tej marki. Zdaje się, że fikuśne składy są ich znakiem rozpoznawczym :D Babka lancetowata, dzika malwa, kozieradka, żywokost, pączki sosny, lukrecja... To tylko mały fragment ich repertuaru!

Buziaki
Arsenic

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger