Podsumowanie mojej jesiennej pielęgnacji z kremem dyniowym i kwasem szikimowym



Aby było jasne: mówiąc "krem dyniowy" mam również na myśli aromatyczną zupę-krem z dyni. Bez tego jesienna pielęgnacja nie ma sensu. :)

Czym jest kwas szikimowy, jak działa, co tak naprawdę zawiera krem dyniowy i czy jestem zadowolona z tego zestawu pielęgnacyjnego? Co na to moja skóra? O tym dzisiaj - zapraszam!


Mowa dzisiaj będzie o dwóch kosmetykach, które były filarami mojej jesiennej pielęgnacji. O olejku myjacym, którym wykonuję demakijaż wypowiadałam się już wielokrotnie i temat się wyczerpał. Jeśli jednak macie na jego temat jeszcze jakieś pytania - śmiało pytajcie.
Maseczek DIY i drogeryjnych nie wliczam do pielęgnacji, ponieważ to nigdy nie jest stały element u mnie. I to dosłownie: nie przywiązuję się ani do konkretnych rodzajów maseczek, ani do producentów, ani... do regularności w ich stosowaniu. 

Wynika to prawdopodobnie przede wszystkim z tego, że tak dobieram sobie pielęgnację, aby mój krem na noc był tą maseczką. Moja skóra ma się dobrze i nie czuję, żebym potrzebowała tego dodatku.
Jeśli zaś chodzi o peelingi, cóż - od lat stosuję stary, dobry korund pomieszany z żelem do mycia i sprawdza się to u mnie na tyle dobrze, że tej metody nie zmieniam. Ponadto, jako fanka kwasów kosmetycznych nie potrzebuję częstego złuszczania naskórka. 


Wybrałam sobie te dwa kosmetyki, ponieważ chciałam wypróbować kwas szikimowy i uznałam, że tonik będzie najlepszy na początek.
Z kolei krem "dyniowy" wybrałam z rozsądku. Moja skóra jesienią i zimą przeżywa trudne chwile. Robi się nieelastyczna, przesuszona i napięta. Uznałam więc, że przyda jej się kosmetyk, który ją odżywi, pobudzi do życia i też będzie - dzięki bogatszej formule - przyjemnie otulający w coraz zimniejszym okresie.

I zdecydowanie krem jest strzałem w dziesiątkę. Pokochają go posiadaczki skóry suchej, a nawet atopowej, wrażliwej czy dojrzałej, z widocznymi już zmarszczkami. 
Krem w składzie ma dwa fantastyczne oleje: tytułowy z pestek dyni, który działa przeciwalergicznie, przeciwzapalnie, pobudza regenerację nabłonków i tkanki łącznej. A dzięki dużej zawartości potasu ma działanie rozjaśniające blizny i przebarwienia. To był bardzo trafny wybór na początek walki z wakacyjnymi przebarwieniami. Po tym preludium włączyłam już azeloglicynę... ale to opowieść na inny dzień.

Drugim olejem w składzie tego kremu jest niedoceniany olej z kiełków pszenicy zawierający cenną lecytynę rośliną oraz duże ilości nienasyconych kwasów tłuszczowych NNKT a także prowitaminy A, D i E. Wszystko to razem sprawia, że krem jest wprost wymarzonym kosmetykiem dla osób z wiecznie suchą skórą, potrzebującą uzupełnienia braków, odżywienia i uelastycznienia. 

A to nie wszystko, bo w składzie mamy jeszcze długotrwale nawilżający hydromanil, mój ukochany pantenol kojący wszelkie podrażnienia, jak również rozjaśniający niacynamid oraz kombo w postaci kolagenu i elastyny, o których pisałam tutaj:


Krem ma bogatą, odżywczą formułę, która pozwala na wykonanie kilkuminutowego masażu skóry zanim się wchłonie. Podkreślam, że będą z niego najbardziej zadowolone posiadaczki cery suchej i wymagającej. Osobom o cerze mieszanej polecam stosować go na noc - jako całonocną, superodżywczą maseczkę.
Ja go stosowałam i rano, i wieczorem, modyfikując go trochę wedle swoich potrzeb. Rano zwykle mieszałam go na dłoni z żelem borowinowym, dzięki czemu całość stawała się nieco lżejsza. U mnie to kombo sprawdziło się pod makijażem mineralnym, a skóra wreszcie czuła się dobrze - była porządnie nawilżona i elastyczna, bez przykrych incydentów nagłego przesuszenia w ciągu dnia.
Wieczorem natomiast krem nakładałam hojniej i już bez żelu. 


Rano moja skóra nie była przetłuszczona, ani obciążona - chyba więc po prostu tego potrzebowała. 
Jestem z tego kremu zadowolona i z pewnością jeszcze do niego wrócę w tym sezonie zimowym. Nawilżanie, odżywianie i rozjaśnianie przebarwień za jednym zamachem to coś w sam raz dla fanek wielofunkcyjnych kosmetyków.

Uzupełnieniem tej pielęgnacji był tonik z kwasem szikimowym. Cóż to ten kwas? Otóż za tą zabawną nazwą kryje się stary, dobry kwas z grupy AHA, tyle że pozyskiwany z anyżu gwiaździstego, który w języku japońskim zwie się Shikimi. Ot, ciekawostka.
Po raz pierwszy usłyszałam o nim wiele lat temu, jeszcze na studiach... ale zakochana na zabój w moich wspaniałych kwasach PHA do tej pory nie miałam okazji przekonać się o jego działaniu.


A jest ono imponujące, gdy sięgną po niego właścicielki skóry trądzikowej, zanieczyszczonej i tłustej, ponieważ kwas szikimowy wykazuje działanie antybakteryjne, przeciwtrądzikowe i przeciwgrzybiczne. Hamuje rozwój bakterii, powodującej trądzik – Propionibacterium acnes. Reguluje wydzielanie sebum. Jest pomocny przy odblokowywaniu zaczopowanych ujść gruczołów łojowych, dzięki czemu liczba wyprysków zostaje zredukowana.

Z dokładnie tego samego powodu tonik ten znalazł u mnie zastosowanie jako fenomenalny... dezodorant na siłownię. Nie ma lepszego i nie zamienię go już na żaden inny sklepowy specyfik. Nie dość, że hamuje zapaszki własne podczas wzmożonego wysiłku, to jeszcze sam jest bezzapachowy. A jest to atut nie do przebicia jak dla mnie. Nie ma nic gorszego niż zefiry sztucznego zapachu zagrzanego i podlanego potem. Mdleję.


Ale to nie wszystko, ponieważ kwas szikimowy znajduje też zastosowanie w przypadku cery suchej i dojrzałej! Jak przystało na porządny kwas AHA, działa też nawilżająco i lekko złuszczająco usuwając przebarwienia i odmładzając naskórek. 
Tonik jednak nie składa się wyłącznie z wody i kwasu szikimowego. Mamy tutaj jeszcze wszechstronnie działający mleczan sodu wraz z cudownym niacynamidem, a także wyciąg z aloesu o działaniu silnie nawilżającym i regenerującym.

W moim przypadku działał dokładnie tak samo jak moje ukochane toniki z kwasami PHA - glukonolaktonem i laktobionowym, które stosuję od lat. Jego działanie złuszczające jest delikatne, nie ma mowy o zrzucaniu skóry, co akurat bardzo sobie cenię. Tonik ładnie nawilża i rzeczywiście trzyma bakterie w ryzach. Myślę, że posiadaczki cery trądzikowej i zanieczyszczonej docenią jego działanie - może się okazać, że jest to kolejny cudotwórca wymiatający wszelkich nieprzyjaciół w dwa dni. 
No i ta wydajność... produkt jest z serii tych niekończących się. Serio. Mam go jeszcze trochę, a podkreślam, że moja pielęgnacja obejmuje twarz, szyję i dekolt 2x dziennie. W przypadku toniku doliczyć należy do tego również jego drugą zmianę jako dezodorant.
Kombo dyniowo-szikimowe uznaję za dobry pomysł na jesienną pielęgnację, gdy trzeba zacząć myśleć o zrobieniu porządku z przebarwieniami, a skóra domaga się już czegoś treściwszego wieczorem. 

Uściski
Arsenic

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger