W moim domu wieczorami zawsze pali się jakiś lampion lub świeczka. Lubię żywy ogień, lubię światełka, a jeśli jeszcze pachną to już pełnia szczęścia. Mam oczywiście swoje ulubione zapachy, ale trudno mówić o ulubionych lampionach - ten różowy, migotliwy ze zdjęcia powyżej to prawdopodobnie był impulsywny zakup w jakimś Kauflandzie za zawrotne 3,99 PLN i lubię go bardzo. Ale tylko spójrzcie - czy coś może przebić wielką, czerwoną kulę płonącą spokojnym blaskiem wschodzącego nad Nową Hutą księżyca? :)
Temat mineralnych kremów BB robionych własnoręcznie przewija się w Waszych wiadomościach od ho, ho, ho! Korciło mnie, ale nigdy nie podjęłam się ogarnięcia receptury na taki kosmetyk, mając po prostu za mało możliwości i rozumku aby stworzyć prawdziwy krem BB a nie wkurzającą maziaję, nad którą znajomi z politowania pokiwają głową a potem przeleży 10 lat w szufladzie nieużywana. Tymczasem Pani Patrycja z Kolorówki ogarnęła temat i w sklepie dostępny jest krem BB (w postaci zestawu surowców, rzecz jasna) dla cery normalnej i suchej.
Jako fanka peelingów enzymatycznych nie mogłam o tym produkcie nie opowiedzieć na blogu. Pisałam Wam już o peelingach Ziaji i Norel (podlinkowałam, klikać, czytać!), najczęściej jednak używam po prostu czystej bromelainy, oczywiście rozmieszanej w odpowiednim stężeniu w mleku w proszku lub innych wypełniaczach. Myślałam od jakiegoś czasu nad stworzeniem prostego przepisu na peeling enzymatyczny w olejach, aby znów - kolejny raz - wykorzystać jako bazę mój olejek myjący albo magiczne masło myjące. I BAMS! O czym pomyślałam, to Sylveco zrobiło ;)
To już trzy lata! Michał z bloga Twoje Źródło Urody organizuje swoje warsztaty blogerskie już od trzech lat, uwierzycie? Mnie jest ciężko to ogarnąć rozumkiem, wciąż mi się wydaje, że ten pomysł jest tak świeży i za każdym razem mam poczucie jakbym po raz pierwszy w życiu jechała sama na kolonie ;)
W tym roku jesienna edycja jego warsztatów odbyła się w górach, a konkretniej w przepięknym Beskidzie Żywieckim i lepszego momentu na zobaczenie tych gór nie mogliśmy sobie wymarzyć.
Dzień dobry! Odezwała się do mnie jakiś czas temu Pani Anna przedstawiając mi swoją markę Lush Botanicals. Nazwa, poza oczywistym skojarzeniem ze starym, dobrym Lushem produkującym świecące i śpiewające kolędy petardy do kąpieli, nie mówiła mi wiele. Jednak po wejściu na stronę od razu zorientowałam się w temacie i przypomniała mi się marka Ilua, o której ostatnio trochę ucichło, również produkująca świeże kosmetyki pakowane w szkło Miron Glass.