One same się rozmnażają! MIYO Mini Drops, Sapphire Sparkle nowością w mojej kolekcji lakierów do paznokci

Niech ktoś mnie powstrzyma, bo... skończy się kupnem większej kosmetyczki na lakiery. 

A to by oznaczało więcej miejsca na nowe ;)

Zniechęcona dzisiejszą czarną środą postanowiłam ukoić nerwy w drogerii Jaśmin przy Nowym Kleparzu w Krakowie. 

Zachęcam te z Was, które tam jeszcze nie były a mają niedaleko, aby tam wstąpić. 

Często są promocje i asortyment składa się głównie z niedrogich kosmetyków, jak np. właśnie MIYO należacego do francuskiego koncernu PIERRE RENÉ. 






Na marginesie zresztą Wam powiem, że jest świetna przecena na pojedyncze cienie do powiek tej marki - 4,99 za sztukę! 
Zmacałam dziś wszystkie testery i jestem bardzo zadowolona z ich jakości. Cienie są porządnie napigmentowane i fajnie się rozcierają. Niestety, dostępne kolory nie urzekły mnie na tyle, aby się na coś skusić. Są to raczej podstawowe kolory, które nie zaskoczą sleekomaniaczki ;) 
Warto jednak zwrócić uwagę na matową biel, która jest typową kredą doskonale nadającą się do rozjaśniania oczu.
I tyle offtopu, wróćmy do moich nerwów potrzebujących ukojenia. 

Otóż niezwykle uspokajające okazało się przebieranie w pudelku z przecenionymi lakierami do paznokci, właśnie firmy MIYO. 

Niewielkie buteleczki z przepięknymi kolorami uśmiechały się do mnie, jedna po drugiej, aż trafiłam na kolor, który puścił do mnie błękitne oczko i przyjrzałam mu się dokładniej. 
Był to lakier MIYO z serii Mini Drops, w kolorze 59 Sapphire Sparkle.

Cóż, wygląda na to, że mam słabość do lakierów mieniących się błękitem. Po zachwycie pomarańczowym lakierem Wibo, błyskającym fioletem i niebieskościami, przyszedł czas na jasnozłoty, również najeżony szafirowymi drobinkami. 

Kolor jest czarujący i będzie wyglądał przepięknie na opalonych dłoniach dając nienachalny, złotawy połysk z błękitnym "twistem", który tak bardzo lubię. 
Jest to jednocześnie odcień, który ukochają sobie także bladziochy - jak ja, bowiem ten odcień chłodnego złota nie będzie wyglądał zbyt krzykliwie na tle jasnej skóry.


Drobinki są subtelne, takie jak lubię. Pierwsza warstwa lakieru daje efekt, za którym wprost przepadam - niby nic nie ma, ale coś tam już się dzieje. 

Płytka paznokcia jest ładnie rozświetlona i rozjaśniona, błyska złotem i błękitem tu i ówdzie. 

Propozycja idealna dla maniaczek bardzo subtelnego manicure. 
Będzie też świetnie się sprawdzał, jako warstwa wierzchnia np. na jakiś odcień nude albo przeciwnie, na czerń aby ją jeszcze podkręcić.

Druga warstwa daje już nieomal pełne krycie - jak dla mnie wystarczające. Paznokcie są pokryte taflą jasnego złota. 
Konsystencja jest w porządku, choć zauważyłam, że momentami jest nieprzyjemnie żelowa. Mam wrażenie, że lakier "ciągnie się" zamiast równomiernie pokrywać płytkę paznokcia. 


Mogłabym też ponarzekać na tempo schnięcia, jednak ze względu na panujące tropikalne upały, dam sobie spokój. 
W normalniejszej temperaturze nie byłoby z tym z pewnością żadnych problemów, a i w takich warunkach paznokcie nie sprawiały problemów już po dwóch godzinach od pomalowania. 

Bardzo mi się podoba mała buteleczka o pojemności 8 ml, co przy mojej ilości lakierów daje jakieś szanse na wykorzystanie lakieru do cna niwelując marnotrawstwo... 


Koszt tego uroczego maleństwa to 3,50 zł, a radochy co niemiara ;)






Udanego dnia!
Arsenic

6 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. No ja jestem w nim coraz mocniej zakochana :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Ja tu widzę, że minidropsy to takie małe, ciche ZŁO ;)

      Usuń
  3. Często bywasz w okolicach ulicy Długiej? Jeśli tak to jest szansa, że się kiedyś spotkamy:) opis tego lakieru brzmi świetnie, szkoda że na zdjęciach nie widac tych granatowych drobinek:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, zdjęcia nie oddają pełni uroku tego lakieru. W słońcu rozbłyska pełną urodą.
      Na Długiej nie bywam regularnie, ot - czasem wstąpię do Jasmin czy Robana ;)

      Usuń

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger