
Rzeczona "cholera" była przez babcię stosowana dość często, bowiem czarna rzepa rosła u niej na działce.
A babcia, jak to kobieta, lubiła mieć piękne włosy. Dodatkowo, lubiła też pokazywać wszystkim dookoła jaką jest twardzielką, ponieważ niefrasobliwym tonem oznajmiała każdemu kto chciał słuchać, że ona ten "lotion" nakłada sobie na głowę jako lakier do stylizacji i trzyma na czerepie kilka dni - aż umyje włosy...
Domyślacie się pewnie, że ową "cholerą" była wcierka we włosy z czarnej rzepy.
Nazwę zawdzięcza zarówno swojemu działaniu, które przypomina nieco przysiad gołym tyłkiem na pokrzywach, jak i "czarującemu" zapachowi.
Ale, "cholera" działała cuda na włosy!
Niektórzy twierdzą, że to własnie uczucie pieczenia było objawem jej działania.
Bowiem podrażniając, przyspieszała krążenie limfy pod skórą, a co za tym idzie - lepsze dotlenienie i przez to wzmocnienie mieszków włosowych.
Mi wystarczyła wiedza, że po prostu po tej wcierce mniej włosów mi wypada.