Makeup Revolution - The One foundation w kolorze białym, do rozjaśniania zbyt ciemnych podkładów


Z tego typu metodami rozjaśniania podkładów jestem za pan brat od dłuższego już czasu, ponieważ cała sztuka robienia podkładów, choćby mineralnych, polega w dużej mierze na odpowiednim wycyrklowaniu jego waloru. Chcąc rozjaśnić podkład mineralny, wystarczy dodać do niego dwutlenek tytanu i porządnie zmiksować/rozetrzeć i już. Sprawa się nieco komplikuje w przypadku podkładów płynnych, ponieważ ta metoda może je dość znacznie zagęszczać i zmieniać samą formułę z "satynowego, lekkiego jak piórko wykończenia" na "gruba warstwa sernika".
Jasne, że marki makijażowe z półki tzw. "pro", jak np. Kryolan, już od dawna mają w ofercie coś takiego. Makijażysta w trakcie sesji nie pierdzieli się z szukaniem właściwego odcienia podkładu dla każdej kolejnej, malowanej taśmowo, modelki. Z paletą i szpatułą w dłoni na bieżąco rozjaśnia/ochładza/inaczej modyfikuje podkład tak, aby pasował. Do tego celu wykorzystuje się dokładnie taką samą zasadę, o jakiej mówiłam już tutaj: 

 


Jedynie produkty nie są sypkie, a kremowe w kolorach: żółtym, zielonym, niebieskim, czerwonym i białym. 
W kraju szarawych bladziochów, w którym na siłę forsuje się sprzedaż podkładów żółtych i pomarańczowych oraz zazwyczaj po prostu zbyt ciemnych, podkład w kolorze białym do rozjaśniania wydaje się być artykułem pierwszej potrzeby. Dlatego cieszę się, że takie produkty stają się coraz popularniejsze i dostępniejsze. 
Mój dzisiejszy bohater to taki właśnie typowy "rozjaśniacz" w płynie, dzięki któremu bez żadnych dodatkowych akcesoriów rozjaśnimy zbyt ciemny podkład. Wystarczy zmieszać na dłoni kroplę naszego podkładu z taką ilością rozjaśniacza, aby uzyskać pożądany efekt. I już. 
Inna sprawa, że te podkłady naprawdę częściej są dla nas zbyt żółte/pomarańczowe a nie zbyt ciemne, ale widocznie musi minąć trochę czasu zanim producenci zrozumieją trik z błękitem ultramarynowym.


Skład tego produktu będzie śnił się po nocach fankom ultranaturalnych i organicznych kosmetyków i raczej nie będą to miłe wizje. Cóż, jest to po prostu mieszanina silikonów z białym pigmentem, która ma za zadanie rozjaśnić inne drogeryjne mieszaniny silikonów ze zbyt dużą ilością brązowych pigmentów. 
I udaje mu się to całkiem skutecznie, choć spodziewałam się, że będzie miał nieco bardziej gęstą formułę, a przy okazji bardziej kryjącą. Tymczasem jest dość "wodnisty" i transparentny, co na pewno będzie rzutowało na jego wydajność. 


Ma miłą konsystencję i nieklejącą formułę. Nie powinien pogarszać wyglądu rozjaśnionego podkładu na skórze, choć może go delikatnie rozrzedzać. Po roztarciu zostawia wyraźną, białą mgiełkę na skórze:


Dobra, umówmy się, że ta biała mgiełka na mojej białej skórze nie daje aż takiego efektu, jaki można osiągnąć na skórze o normalniejszym kolorycie ;) Ale ona tam jest i produkt robi swoje dość skutecznie.
Jego moc wypróbowałam na podkładzie, który dostałam na ostatnim Secrets of Beauty i nawet nie robiłam sobie żadnych nadziei w związku z jego kolorem, gdy zobaczyłam na opakowaniu numerek 004. 


I faktycznie, jest to dość ciemny i bardzo ciepły beż, którego nie jestem w stanie używać nawet do konturowania na mokro. Wyrzucać nie lubię, oddać nie ma komu - doczekał się więc na rozjaśniacz w płynie. Do niewielkiej porcji podkładu dodałam ok. 3-4 krople The One Fountation i wymieszałam. Efektem jest nieco lżejszy od oryginału podkład w znacznie jaśniejszym kolorze. Pozostałe parametry oryginalnego podkładu pozostały bez zmian, choć zastanawiam się nad wpływem rozjaśniacza na faktor SPF deklarowany przez Gosh na opakowaniu po takich zabawach. 


Dla porównania, po lewej stronie widzicie świeży swatch podkładu Gosh Foundation Plus+ Cover + Conceal w kolorze 004. Po prawej stronie ten sam podkład rozjaśniony kilkoma kroplami MUR The One foundation w kolorze białym. Jest różnica, prawda? To jednak nadal nie jest kolor, w którym czułabym się wyjątkowo komfortowo, choć z pewnością latem byłby noszalny. Dla idealnego efektu dodałabym tam kroplę podkładu w kolorze niebieskim, aby skutecznie zgasić wszystkie żółte i pomarańczowe tony oryginalnego podkładu. Może doczekam się czasów, gdy producenci wszelkich "rozjaśniaczy" wypuszczą na polski rynek również podkłady niebieskie i zbiją na tym prostym triku fortunę.
Jeśli nie do końca rozumiecie po co dodaje się błękit ultramarynowy do pomarańczowego podkładu, powtórzę to w formie obrazkowej: 


Po lewej swatch kremu BB z Floslek, po prawej ten sam krem BB po dodaniu do niego błękitu ultramarynowego i dwutlenku tytanu. Samo dodanie bieli do pomarańczu sprawia, że otrzymujemy jaśniejszy odcień pomarańczu. To dodatek błękitu sprawia, że gasną wszelkie pomarańczowe tony i kolor staje się znacznie chłodniejszy, bardziej przypominający kolorystykę ludzką. A jednocześnie ..::*NIE*::.. staje się ciemniejszy.
Wierzę, że producenci podkładów w Polsce kiedyś tę prostą zasadę zrozumieją. Nie trzeba zmieniać całej formuły, wystarczy dodatek pasty pigmentowej w kolorze niebieskim zamiast kolejnej porcji pomarańczowej czy żółtej.
Mimo wszystko, bardzo często już samo rozjaśnienie podkładu bardzo pomaga, sprawiając że nietrafiony odcień jest znacznie łatwiej wpleść do makijażu, choćby latem gdy naturalnie produkujemy więcej melanin. Rozjaśniacz z Makeup Revolution na pewno będzie miał co u mnie robić i cieszę się, że te zalegające mi w szufladzie podkłady mam wreszcie szansę spróbować zużyć. Niewykluczone zresztą, że jeszcze dodam do niego odrobinę błękitu ultramarynowego. Swój egzemplarz The One Foundation w kolorze białym mam ze strony Ladymakeup i jest dostępny w kilkunastu kolorach, nie tylko białym: KLIK!

Pozdrawiam
Arsenic

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger