To był fajny dzień! Wczesnowiosenne spotkanie krakowskich blogerek



Ta sobota to był naprawdę fajny dzień! Kraków-Mordor przywitał mnie rano niebem tak niebieskim, jak w kreskówce; słońce dawało czadu i ja wyskoczyłam z pościeli pełna energii i podekscytowania.


Dzień bowiem zapowiadał się bardzo intensywny, ale w ten miły sposób. A to mi po piekielnej sesji było potrzebne bardzo.
Rano przyjechała do Krakowa Angel, aby się odpicować w Yasumi na bóstwo, ja do niej dołączyłam w południe - relację możecie zobaczyć tutaj: KLIK!

Odpicowane i zrobione na bóstwa pojechałyśmy coś zjeść. W planie była Babcia Malina gdzie dają naprawdę smacznie jeść i jeśli jeszcze nie znacie, to koniecznie poznajcie... Ale po drodze na Floriańskiej zgarnęło nas dziewczę promocyjne i wylądowaliśmy na Floriańskiej 11, na pięterku, w Trattoria Prima. 

Restauracja zajmuje chyba całą kamienicę, jest więc dużo przestrzeni, są i ściany z widoczkami rodem z Sycylii widzianej okiem sześciolatka, jest i mała kupka makaronu na talerzu o średnicy kołpaków do TIRa. 
Trzeba było iść do Babci Maliny!

Po obiedzie nie było już czasu na nic - pognaliśmy z Anią i Karolem do nich na Kurdwanów, aby sobie zamalować buzie makijażem, aby nasz naturalny blask nie oślepiał blogerek na spotkaniu ;)




Ania prowadzi bloga 45 stopni i jest bardzo pozytywnie zakręcona - kompletnie rozłożył mnie na łopatki jej tekst na blogu iż złote pantalony sobie do stylizacji dodaje pragnąc uczcić w ten sposób fakt zarobienia pieniążków :D 

A torebkę uplecioną z tasiemek wyciętych z plastikowych reklamówek dobrała do stroju, bo jej żadna inna torebka nie pasowała do trampek na koturnie...
Pojawienie się kolorowych i zakręconych artystycznie Ani i Karola w mojej przestrzeni jest wyraźnym sygnałem iż oto zaczęła się wiosna! <werble!>




Ania i Karol to malarskie, artystyczne dusze. Na ścianach ich różowego mieszkania wisi mnóstwo ich obrazów, przez co od razu poczułam się jak u siebie w domu. Od dziecka u mnie w domu czuć było zapach farby olejnej. Wychowałam się patrząc na świeże, dopiero schnące obrazy i opowiadając co na nich widzę, a widziało się wtedy sporo, oj sporo... ;)


Za zgodą Ani możecie obejrzeć próbkę ich twórczości na płótnach, a dodatkowo poniżej obejrzycie też i zdjęcia Karola, który jest zawodowym fotografem. I to widać, uchwycił takie momenty, że ho ho... 




Moim zdaniem dobrym pomysłem byłoby zatrudnienie go na przyszłe tego typu spotkania. W tę sobotę odwalił kawał świetnej roboty, jego zdjęcia są pomysłowe, dopracowane i zwyczajnie ładne. Wszystkie jego zdjęcia są podpisane jego nazwiskiem.

Wczesnowiosenne spotkanie krakowskich blogerek zorganizowała Vex z bloga: http://vexgirl.blogspot.com


http://vexgirl.blogspot.com/2013/01/spotkanie-krakowskich-beauty-blogerek.html

Na spotkanie spóźniliśmy się... no prawie się nie spóźniliśmy. W pamięć zapadła mi szaleńcza jazda przez cały Kraków i telefony od zniecierpliwionego Michała co minutę: "no gdzie jesteście? Jedziecie już? Kiedy będziecie?" i rzucone w przestrzeń: "spoookooo, jedziemy! Jesteśmy niedaleko! Już widać budynki!" :D




Jak widać jednak Michał wcale a wcale na spotkaniu blogerek się nie nudził.  
Zanim przybyliśmy zdążył wypróbować to i owo z poczęstunku a i potem kompletnie o nas zapomniał, zatonął w oczach uroczej Asi z Meli Melo...

Tak, Meli Melo to nazwa miejsca, w którym odbyła się cała impreza. Mieści się przy ul. Krowoderskiej 68/3 w Krakowie i na co dzień są tam prowadzone kursy np. rumby, zajęcia z jogi i pilatesu. Coś dla mnie!
Na ścianach wisi tam mnóstwo zdjęć z wygibasami - większość znam i potrafię zrobić, no ale bez przesady. Tego nawet tak do końca nie rozumiem:












Sponsorem spotkania była marka Carlo Rossi
Ja za produktem marki Carlo Rossi nie przepadam, choć wielbię niemal poddańczo ich marketingowców. Są moimi mistrzami i chciałabym się od nich uczyć.
Dla towarzystwa wypiłam kieliszek białego produktu i kieliszek czerwonego produktu, oba wytrawne. Czerwone zmęczyłam.



W Meli Melo jest dużo zakamarków, zakątków, w których wiszą anioły i przyjemnie jest po prostu usiąść i się zrelaksować. 
Angel nawet nie wiedziała, że stanęła pod aniołkiem i zdziwiona pyta: to mi tak znienacka robisz zdjęcie? 




No Tobie, Tobie ;)

Na spotkaniu była także przedstawicielka Pat&Rub, pani Renata, przemiła osoba, z którą długo rozmawiałyśmy o tym, jakie nowości chciałybyśmy mieć w Pat&Rub, czego nie lubimy jeśli chodzi o kosmetyki naturalne. Uchyliła nam też rąbka tajemnicy odnośnie tego, jak są testowane np. nowe opakowania u nich w firmie - nie ma, że boli: kaloryfer rozkręcony na maksa i butelka musi dać radę.




Dowiedziałam się też, że pani Renata po tym spotkaniu jedzie jeszcze na dwa kolejne w innych miastach. Wielki szacun dla firmy za takie podejście do kwestii PR.

Zdaje się, że kulminacyjnym momentem spotkania był wjazd giftów od MAC na salę. Rozpoczęło się żywiołowe rozpakowywanie zawartości, porównywanie i wymianki; podobno było siedem ofiar śmiertelnych i trzydzieści poszkodowanych.
Żartuję ;) Ale do wybuchu niekontrolowanej radości doprowadził mnie komentarz autorki bloga Wszystko Co Mnie Zachwyca (przepraszam! Nie zapamiętałam Twojego imienia! Jeśli więc czytasz, to pomachaj mi ręką), która zaofiarowała swoją nerkę w zamian za coś z MAC ;) Wyborny komentarz.




Poza "maczkami" zostałyśmy rozpieszczone także upominkami od by dziubeka, Mary Kay, The Body Shop i oczywiście Pat&Rub... i to chyba z tego ostatniego prezentu ucieszyłam się najbardziej. Zaczynam chyba całkiem poważnie się zakochiwać (wiosna!) w tych kosmetykach i całe trio już znalazło swoje zastosowanie. 

Zdjęcia upominków wrzucę niebawem, a przy okazji opowiem kilka słów o samych produktach. Najpierw jednak muszę sprawdzić jak dają u mnie radę.



Kochana Arleto, mówiłam Ci już o tym na spotkaniu, ale powtórzę: dziękuję, że chciało Ci się takie spotkanie zorganizować, choć wiem, że Ci się nie chciało ;) Przekonałam się, że jest bardzo sympatycznie i spędziłam ten wieczór w doborowym towarzystwie. No i masz rację, pomidorów z mozarellą nie da się spierdolić ;)

Udanego dnia!
Arsenic

16 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Ładnie tam wywijałyście z Brain przez cały wieczór ;)

      Usuń
  2. tylko Wam pozazdrościć ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. spotkanie pewno rewelacja... za to twój opis całego spotkania bije na łopatki:)) boski!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale fajnie to opisałaś :D. Tylko czemu na takie stresy mnie narażasz? Z tego wszystkiego mój prawie przyrośnięty kawałek palca zaczął dążyć do autonomii... Stres nie sprzyja gojeniu... ;) Kochana jesteś :* Przypomniałaś mi o pomidorach z mozzarellą... Mmmm... Szkoda, że to takie pracochłonne danie, jak pojawią się w wersji instant to na pewno zrobię w domu ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś pewna, że te króliki to nie są wilkołaki-miniaturki albo coś? Żeby tak odgryźć palca to trzeba mieć uzębienie znające nie tylko sałatę :P

      Usuń
  5. Ale mam minę na ostatnim zdjęciu ;) Było super :)

    OdpowiedzUsuń
  6. hehe :D Opis przeboski, muszę rozpowszechnić :D CMOKI :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale pieknie wszystkie wygladacie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Sofa dla lachonków ;P

      Usuń
  8. oj, masz kobieto lekkie pióro, najlepszy opis tego spotkania jaki czytałam:)
    może następnym razem i ja się załapię - bardzo chciałabym Was poznać! [marzy...]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;)
      Mam nadzieję, że następne spotkanie będzie prędzej niż ostatnio.

      Usuń
  9. Od kilku tygodni obserwuję kolejne notki na Twoim blogu i nigdy jakoś nie skomentowałam. Ale dziś to nadrobię, bo w końcu muszę Ci powiedzieć jak szaleję za Twoimi wpisami. Są idealnie wpasowane w moje potrzeby jako czytelnika. No, to tyle. Dziękuję.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję za przemiłe słowa :) Bardzo mi miło, że nie tylko kosmetyki przyciągają czytelników na mojego bloga :)

      Usuń

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger