Kredki do ust Gosh i Catrice, czy ktoś widzi różnicę?


Na andrzejkowych Igraszkach w Warszawie dostałam od marki Gosh mnóstwo dobroci, m.in kredkę do ust. I od tamtej pory rośnie moje zainteresowanie i chciejstwo na więcej kredek.
Kiedy więc zaplątaliśmy się z Mężczyzną w Hebe i zobaczyłam tam w szafie Catrice kredki do ust, od razu zgarnęłam dwie do koszyka. Czyż nie wyglądają pięknie? Tą jasnoróżową od razu się pomalowałam po wyjściu z drogerii, na co Mężczyzna stwierdził, że nic nie widać i czy jestem pewna, że to jest do ust. 




Kredka Gosh jest w odcieniu pomarańczowym o wdzięcznej nazwie 03 Flirty Kiss. Kolor trafił mi się przypadkiem i pewnie sama  bym go nie wybrała. Idę raczej w stronę chłodnych odcieni, ale tak się składa, że mam w garderobie kilka ogniście pomarańczowych ubrań i do nich pasuje mi ona świetnie.
Dobrze też zgrała się z różem Oh Carolina, na którego przepis znajdziecie tutaj: KLIK!


Kolor jest dość intensywny, spodziewałam się czegoś bardziej transparentnego. Ma w sobie drobinki, ale nienachalne, brokat się z warg nie sypie, a kolor dzięki nim ładnie współpracuje ze światłem. 

Kredki są piekielnie łatwe i przyjemne w użyciu, i jeśli mam w trakcie makijażu wybrać czym pomalować usta, najczęściej wybieram jedną z trzech kredek właśnie. Nieważne, że pomadek mam ponad pięćdziesiąt. A błyszczyków już nie liczę.



Kredki obu marek w zasadzie niczym się od siebie nie różnią. Kredki Catrice dają może nieco bardziej "mokry" wygląd, ale kredki obu marek w podobnym stopniu nawilżają. Wydaje mi się też, że Catrice jednak są bardziej transparentne, ale to w sumie drobny szczegół - kolor na ustach jest wyraźny.


Najczęściej sięgam po tę jasnoróżową, gdy nie mam pomysłu na nic "bardziejszego" w makijażu. 030 Don't Think Just Pink to bezpieczny, rozkoszny, jasny róż, który będzie pasował bardzo wielu Polkom. Dzięki temu, że nie jest zbyt jasny ani perłowy, u mnie wygląda znośnie, bardzo naturalnie.



Te kredki są kompletnie bezdrobinkowe, ewentualne pojedyncze drobinki na zdjęciu powyżej pochodzą z pomarańczowej kredki Gosh, która poszła na usta jako pierwsza. A brokat, wiadomo, łatwo się w demakijażu nie poddaje.

Na zdjęciach widzicie solidne swatche, grube warstwy. Kredki po jednym czy dwóch pociągnięciach dają bardzo lekkie i transparentne wykończenie.



Kolor 050 Cherry-ty to z kolei mój faworyt, jeśli chodzi o wykończenie lekkiego i klasycznego makijażu z czarną kreską. Często czerwona pomadka w dzień to już zbyt wiele, a sam balsam do kreski daje wrażenie, jakby makijaż nie był skończony. Transparentna kredka w soczystym, wiśniowo-malinowym kolorze wspaniale spełnia tutaj swoje zadanie. 



Ten kolor wygląda jak lepsza wersja moich ust, świetnie nadaje się do zdjęć aby nie wyglądać zbyt blado i z powodzeniem może zastąpić również pomadkę wieczorem.

Kredki są raczej nietrwałe u mnie. Po odciśnięciu chusteczką, na ustach nie zostaje prawie nic z koloru, dlatego warto kredkę wziąć po prostu ze sobą zamiast balsamu do ust i ponawiać aplikację przy wszystkich mijanych szklanych powierzchniach ;)

Kredki Gosh kosztują ok. 28 zł, natomiast Catrice ok. 21 zł. 



Nie wiem, czy sięgnę po kolejne kolory. Rozsądek piszczy, ale wiecie, jak to jest. Człowiek się zaplącze w Hebe i po nim, a helmer już mi się nie domyka ;)
A czerwienie kuszą...

Miłego dnia!
Arsenic

15 komentarzy:

  1. Wszystkie mi się podobają :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystkie fajnie wyglądają mają w sobie coś ciekawego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja używam często te z catrice i są dla mnie bardzo dobre. Tak poza tym bardzo ładne kolorki wybrałaś. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę nie za wielki wybór miałam w Hebe, ale jestem z nich bardzo zadowolona. Z tej pomarańczowej też :)

      Usuń
  4. Mam tę beżową z gosha i bardzo sobie chwalę, chociaż mój Mąż teżnie widzi, żeby kolorowała. Ja widzę, i podoba mi się nawilżenie. Trwałość rzeczywiście taka sobie, ale ja w sumie i tak zjadam wszystko z ust. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. czasami sa potrzebne takie mazidla dla odpoczynku od ciezkich pomadek;) podobaja mi sie kolorki, moze sie rozejrze za catrice

    OdpowiedzUsuń
  6. Ze względuna moją asymetryczność w tych okolicach preferuję balsamy, tudzież Celię, aż żal kolorów nie móc używać :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kto by się przejmował asymetrycznymi ustami, kobieto! :) Moje są tak asymetryczne jak to możliwe, ale mam to gdzieś, w uśmiechu tego nie widać :)

      Usuń
  7. zdecydowanie najbardziej podoba mi się Don't Think Just Pink .widzę w nim odcienie złota.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie, ten kolor jest kremowo-matowo-zwyczajnie różowy. To złoto to tylko wiosenne słońce :) Sugeruj się swatchem na dłoni na zdjęciu na samym dole. Najlepiej chyba oddaje kolory tych kredek.

      Usuń
  8. Ładny kolor "malinki" od Catrice :) Błyszczenia się ust natomiast nie znoszę... Najbardziej lubię tinty z Bella (malinowy róż <3), szkoda tylko, że tak bardzo wysuszają. Nie da się ich z tego powodu używać na co dzień... ktoś coś wie o równie tanich, nielepiących się i tanich szminkach / błyszczykach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tanich i tanich :D
      kizia go home, you're drunk! :D

      Usuń
  9. Ja mam ze Sephory i tak samo jest z trwałością.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie testowałam ani Gosha ani Catrice, ale polubiłam kredkę Astor. Podobnie jak Ty, potrzebowałam czegoś czerwonego, ale dającego transparentne, lekkie wykończenie (nie zawsze można się pokazać z kryjącym karminem na ustach). Nie wysusza, ma ładny "maślany" połysk i w przeciwieństwie do szminki można się pomalować podczas jazdy na rowerze bez ryzyka katastrofy ;)
    Muszę przetestować Catrice, bo i kolory ładne i cena przyjemna ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger