"Idealny pocałunek" z Avon - 12 nowych pomadek




Tak to właśnie jest coś sobie zamówić u mamy parającej się Avonem. Człowiekowi zamarzą się dwie pomadki, a dostaje ich... dwanaście! :D

Katalogi przeglądam rzadko i mało wnikliwie, bo wrażenia po obcowaniu z tymi kosmetykami mam mdłe a niekiedy wręcz fatalne.
Ale jeśli chodzi o pomadki - to zupełnie inna sprawa. Kojarzycie zapewne pomadkę o nazwie Eternal Flame z serii Extra Lasting. Uwielbiam ją. Ma czysty, nasycony kolor prawdziwej czerwieni - ani zbyt chłodnej, ani zbyt ciepłej. 

Avon Extra Lasting Eternal Flame

Pomadka z tej serii trzyma się na ustach bardzo długo, choć oczywiście też lekko podsusza usta - ale wybaczam jej to, oczarowana kolorem.
Pomyślałam więc sobie, że skoro jestem tak zadowolona z tej pomadki, to spróbuję dwóch innych kolorów z tej serii. Tym razem postanowiłam pójść w róż i kierując się kolorami w katalogu wybrałam dwa zgaszone, i w miarę stonowane odcienie różu, takie do noszenia na co dzień. 
Oczywiście, wiedziałam że sugerowanie się kolorami w katalogu jest daleko posuniętą naiwnością i po prostu pogodziłam się z tym, że będę miała niemałą siurpryzę po odpakowaniu pomadek. Tak jest w Avonie czy Oriflame zawsze i to się nie zmieni. Nie chciałam zawracać mojej mamie głowy zamawianiem próbek - chciałam dwie nowe pomadki z serii, którą już przetestowałam, bez ceregieli.

Zamówiłam sobie więc kolory o wdzięcznych nazwach:  Rose Creme i Forever Pink. Tak się prezentują:




Pomadka wygląda w opakowaniu na dość ciemną i porządnie kryjącą. Nie ma w sobie choćby jednej lśniącej drobiny - co mi bardzo odpowiada. Kolor znacznie odbiega od tego, co widziałam w katalogu - ale byłam na to przygotowana i przez to nie czuję zbyt wielkiego rozczarowania.
Na ustach pomadka pokazuje swoją delikatną naturę:




Nie jest źle, bardzo mi odpowiada konsystencja tej pomadki - bardzo kremowa i porządnie trzymająca się ust - do takiej przywykłam używając Eternal Flame. Jak widać, pomadka w ogóle nie zbiera się w załamaniach ust. Jest to jedna warstwa pomadki bez odciskania jej o chusteczkę, co zwykle robię gdy się maluję.
Kolor też nie jest zły, choć myślałam że będzie to chłodny, stonowany róż a nie... koral.

Forever Pink niestety mnie rozczarowała:



Ubzdurałam sobie, że cała seria Extra Lasting to pomadki satynowe lub pół-maty. A tu zonk: pomadka napakowana drobinami. Nie przepadam, ale dam jej szansę. 
Kolor w opakowaniu - jeszcze znośny pomimo drobin, ale niestety na ustach nie zostaje prawie nic z tej barwy:




Niestety ja i perłowe, jasnoróżowe pomadki mamy bardzo nie po drodze. Czuję się w takim kolorze ust bardzo blado a te bajki wciskane nam wszędzie o rzekomych powiększających właściwościach perłowych i jasnych odcieni pomadek możemy sobie śmiało wsadzić - w tym kolorze ust czuję się tak, jakby mi usta znikły. To nasycona czerwień uwypukla usta, a nie blade róże w odcieniu wyprysków.
Tego typu kolory lubię czasami wklepać w sam środek ust na wierzch innej pomadki w ciemniejszym kolorze. Ale jako jedyny kolor może się sprawdzić chyba tylko u blondynek delikatniejszej urody niż moja.

Mamy są fajne. A moja już szczególnie - do dwóch zamówionych pomadek dorzuciła mi w prezencie dziesięć innych z serii, która jest nowością w obecnie obowiązującym katalogu 3/2013: "Idealny Pocałunek". 
Cena regularna tych pomadek to 32 zł, teraz są w promocji po 16 zł. I powiem Wam, że jest to kolejny produkt Avonu, a konkretniej - kolejna pomadka, która bardzo mnie swoją jakością zaskoczyła in plus. 
Są to pomadki niezwykle kremowe, jedwabiste, lekkie i pachną jak fabryka toffi. Niestety, lubią się zbierać w zmarszczkach ust, ale jest na to jeden niezawodny sposób - pierwszą warstwę pomadki odciskamy w chusteczkę i malujemy usta ponownie. W ten sposób wydłużamy także trwałość naszej pomadki, bo po starciu się pomadki na ustach nadal zostaje cieniutka warstewka pigmentu. 
Do zdjęć tego nie robiłam, możecie więc podziwiać jedną warstwę pomadki w pełnej krasie. 




I na pierwszy rzut od razu odcień niemal identyczny do Forever Pink, a mianowicie Natural Glow. 
W tym przypadku jednak nazwa przynajmniej nie próbuje czarować rzeczywistości i wiedziałam czego się po tym kolorze spodziewać.




Można ją traktować jak błyszczyk, jako warstwę "czegoś" przed wyjściem na mróz. Mogą jej śmiało używać blondynki a także te dziewczyny, które lubią twarze bez ust. Ja mimo wszystko lubię gdy usta widać nie tylko gdy coś mówię. Prawdopodobnie przetopię tę pomadkę i dodam do niej jakichś pigmentów mineralnych we wściekłych kolorach :)

Poniżej jeszcze jedna pomadka w odcieniu jasnego, perłowego różu. Ta jednak jest już odrobinę ciemniejsza i, no, "bardziejsza" :)





Mimo to, po tę pomadkę również zbyt często sięgać nie będę. 





Kolejna pomadka w kolorze z cyklu "nude": 




To istny karmelek - i z zapachu, i z koloru. Coś dla fanek karmelowych ust. 



Mam podobny odcień ze Sleek w kolorze Pumpkin Pie, ale tamta jest nieco jaśniejsza i ma koszmarną konsystencję. Tu jest pod tym względem znacznie lepiej, choć do samego koloru nie jestem przekonana. Ja po prostu nie lubię nieokreślonych kolorów.


I wreszcie ostatni kolor "nude", pierwszy który mi naprawdę fajnie pasuje: Chic Nude.

Jest to nieco ciemniejsza wersja koloru moich ust, w dodatku bez żadnych drobinek. Kolor łagodny jak baranek. 



 Lubię takie kolory pomadek gdy stawiam na mocniejsze podkreślenie oczu oraz wtedy, gdy cały makijaż jest naturalny i niewidoczny. Ważną cechą tych pomadek jest to, że mogę niemal na oślep przejechać nią sobie po ustach i efekt nie będzie tragiczny. Nie muszę ślęczeć nad poprawkami ani precyzyjnym rysunkiem ust - pomadki rozprowadzają się równomiernie jak masełko. 



Rzecz jasna, dotyczy to głównie tych jaśniejszych barw. Te bardziej nasycone kolory jednak potrzebują więcej uwagi podczas aplikacji. Ich kolor w opakowaniu bowiem całkiem dobrze odzwierciedla to, co uzyskamy na ustach.

Kończymy z odcieniami nude, wchodzimy teraz w bajkę w moich kolorach. 
Na początek coś, co bardzo poprawiło mi humor: Pink Wink.




Żywy, wesoły róż o niezbyt zimnym kolorze. Bardzo oczopląsowy i bardzo się polubiliśmy. Powinnyśmy takie kolory nosić codziennie w zimie, na zmianę z ostrą czerwienią - ich wibracje automatycznie podnoszą nastrój i sprawiają, że ma się chęć wydymać dziubki i robić durne miny. 



Wygląda bosko jako główny akcent w makijażu, ale jeśli macie ochotę na Walę tynki pomalować się całe na różowo, jak nakazuje tradycja to śmiało możecie go zestawić z różowym różem do policzków, różowymi cieniami do powiek, ba! nawet z różowym podkładem. :)

Innym, równie pozytywnym kolorem jest Caressing Coral kojarzący się z okresem wiosenno-letnim.



Jest to odcień dla wielbicielek oranżu i koralu w makijażu. Niestety, jest dość transparentny w przeciwieństwie do pozostałych odcieni. Można to jednak naprawić wspomnianą wcześniej metodą chusteczkową - czyli odciskając pierwszą warstwę pomadki o chusteczkę i nakładając na to drugą. Wówczas krycie i trwałość się zwiększą.



Usta w tym kolorze wyglądają jak landrynki. Słodko, ale nie za słodko jak dla mnie. Już wyobraźnia mi podsuwa piękny, granatowy makijaż wykończony tym kolorem na ustach. Super.

Mauve Allure to ciemniejsza wersja Chic Nude - czyli mojego naturalnego koloru ust. 



W opakowaniu wygląda dość groźnie i fioletowo, ale na ustach łagodnieje. Jest to bardzo stonowany odcień chłodnego różu lekko wpadającego w fiolet. 




Nosi się go bardzo łatwo i przyjemnie - a w każdym razie ja mam takie odczucie. W przeciwieństwie do innych barw o podobnym stopniu nasycenia, nie czuję że mam coś na ustach. 

Nazwa Make out Red jest nieco myląca. W istocie jest to ostry, nasycony róż. 




... i jest to mój kolejny ulubieniec wśród tych pomadek. Zimna, różowawa czerwień inaczej zwana malinową w wersji psychodelicznej idealnie wpisuje się w moją kolorystykę i potrzebę dobrze zdefiniowanej ostrości.




Nie ma tu mowy o chowaniu ust a także niestety o niedbałym przeciągnięciu pomadką po wargach - tu już trzeba popracować nad precyzyjnym malunkiem. Na szczęście sam kształt pomadki w tym znacznie pomaga, przez co można obyć się bez konturówki.
Uwielbiam takie kolory na ustach i nikt mi nie wmówi, że mając usta małe, wąskie i do tego niesymetryczne powinnam udawać, że ich nie mam wcale. Wszystko da się nieco wyregulować, tu i tam podkręcić i nic tak pięknie nie uwydatnia ust jak dobrze dobrany kolor. Krzykliwy i pozytywny - w moim przypadku.

Drugą pomadką z "red" w nazwie jest Smitten Red, nieco już bardziej do czerwieni podobna niż jej poprzedniczka.




Nie jest to czerwień taka jak moja ukochana Eternal Flame, lecz bardziej "przymglona", spokojniejsza. Nie tak agresywna i znacznie chłodniejsza. 
Nosi się ją jednak wspaniale i jest to świetna opcja w te dni, gdy czerwień musi nieco przygasnąć. 




Można ją wklepać palcem delikatnie nadając ustom tylko odrobinę ciemniejszy kolor i wrażenie, że przed chwilą całowane były intensywnie. Można też pokusić się o pełnię koloru, która wciąż jednak pozostawia wrażenie raczej chłodnej elegancji niż wściekłego płomienia. Dobra opcja na czerwień dla pań o typie kolorystycznym Lato.
I na koniec Berry Smooch czyli fiolet dość oswojony.




Fiolety też noszę chętnie na ustach - czemu nie? Muszą to jednak być odcienie łagodne, takie właśnie "oswojone" aby dało się je wkomponować w makijaż nie pretendujący do miana teatralnego.

Berry Smooch takim kolorem jest. W zależności od oświetlenia może wyglądać jak nieco intensywniejszy róż, fuksja.  Daleeeko mu do trupiego fioletu.




Chciałabym jeszcze Wam zwrócić uwagę na opakowania tych pomadek. Urzekły mnie swoim wyglądem. Wiadomo, że plastik a poza tym Avon - ble i fuj, ale kurde, te pomadki sa po prostu ładne! Po zamknięciu słyszymy "klik!" i nie wstyd wyjąć taką jedną z torebki publicznie. Albo dziesięć i zrobić wiochę :)

Idę sobie poszukać szafy na te pomadki... A, właśnie! Dziewczyny, czy mogłybyście mi polecić jakąś nieskomplikowaną (może być plastikowa) szafkę z szufladkami, w której wygodnie by się trzymało kosmetyki? Zaczynam mieć dość kitrania ich po kufrach i myślę o jakimś niedrogim rozwiązaniu. Będę zobowiązana za podpowiedzi.

Miłego dnia!
Arsenic

23 komentarze:

  1. Polecam Helmer z IKEA. Wspaniałe rozwizanie, trzymam tam ca moja kolorwkę, jest wąski i łatwo go w mieszkanie wpasować.
    Pomadki świetne, Pink Wink, Smitten Red i Make out Red to moi faworyci :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jasne odcienie nie reprezentują sobą nic ciekawego, ale od Make out Red zaczyna się zabawa ^^ Najbardziej podoba mi się Smitten Red. No i ten Eternal Flame... Piękności.

    Szafeczki z szufladkami były kiedyś w Biedronkach, a teraz można takich poszukać na działach "domowych" w hipermarketach albo w marketach budowlanych.

    OdpowiedzUsuń
  3. Twoje swatche bardzo mi pomogły, teraz już wiem, na które się zdecydować - na pewno wybiore natural glow i caressing coral, choć inne też mnie kuszą ;)
    Polecam Ci szufladki tego typu http://allegro.pl/organizer-pudelko-szufladki-na-drobiazgi-ostatni-i2981406809.html, sa naprawde praktyczne :)

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Podobają mi się kolory Rose Creme i Caressing Coral. Przepiękne są :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ładne kolorki, na kilka się chyba skusze :)

    OdpowiedzUsuń
  6. kolorki przyjemne :) najbardziej przemawia do mnie Chic Nude i Natural Glow, choć Mauve Allure i Smitten Red też kuszące

    OdpowiedzUsuń
  7. A mnie się podobają najbardziej te, które Tobie do gustu nie przypadły:)) Ja wolę jednak usta, których nie widać... A czerwienie, owszem kocham, ale nie na sobie:( Przesyłka dotarła w poniedziałek - pięknie dziękuję!!! Urocza niespodzianka, spodobało mi się:))

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie chcesz się podzielić? ;P
    A co szufladek to ja znalazłam sobie w Ikea, pewnie szukasz czegoś większego wiec może ....http://www.ikea.com/pl/pl/catalog/products/60177473/

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękne są te żywsze,ja zamówiłam koralową dla kuzynki,a dla siebie brzoskwinię i coś we fioletach,ale nie pamiętam nazwy;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. a Avon nie testuje na zwierzętach przypadkiem?

    OdpowiedzUsuń
  12. Kolory są piękne, szczególnie ta jagoda!!! I Twoje usta... Piękny kształt :-)).

    OdpowiedzUsuń
  13. wow. Niektóre kolory mnie urzekły. Ja do tej pory preferowałam delikatne kolory na ustach, bo wydawało mi się, że w odcieniach czerwieni wyglądam komicznie, ale powolutku, małymi kroczkami zmieniam zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Avon nie testuje na zwierzętach, ma do tego ochotniczki i wyhodowaną sztuczną skórę. A w kosmetykach, szczególnie z linii Anew zastosowane są najnowsze technologie. Joanna :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Czyste szaleństwo :) Ale piękne usta w pięknych barwach :)
    Do trzymania pomadek polecam taką szafkę z Castoramy, kiedyś w Biedronce była, 3 szufladki, mieści się tam ładnie dwa rzędy pomadek i można kolor z boki podglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  16. niektóre kolory bardzo ładne i takie moje:D nie przepadam za kolorówką Avonu, ale może powinnam się bliżej przyjrzeć ich naustnym cudom:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Śliczna jest ta w kolorze natural glow chyba ją zamówię :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Chic Nude i Caressing Coral są piękne!

    OdpowiedzUsuń
  19. No i kupiłam. U mnie Caressing Coral wyglada zupełnie inaczej - bardziej intensywny kolor. Podoba mi sie :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Hmm, kusisz tą Chic Nude... Nie kupowałam nic w Avon od czasów kiedy byłam nastolatką, można jeszcze kupić próbki szminek?

    OdpowiedzUsuń
  21. Witaj :) posiadam ceressing koral oraz berry smooch - moje ulubione kolorki!
    https://nataliamakeupblog.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger