Wokół tematu depilacji laserowej krążyłam od kilku lat chcąc poznać wszystkie "za" i "przeciw", a przede wszystkim - obserwując rynek. Kwestie i możliwości techniczne bardzo się zmieniają na przestrzeni lat, dobrze jest spojrzeć na nie z dystansu, na spokojnie i wybrać dla siebie coś na miarę. Spośród krakowskich salonów oferujących usługę depilacji laserowej miałam na celowniku kilka i miałam szczęście móc porozmawiać osobiście z osobami, które przez całą serię zabiegów już przeszły. Ostatecznie padło na Depilacja.pl z uwagi na pozytywne opinie i sprzęt, na jakim pracują.
W czerwcu zaczęła się przygoda kajakowa Iwony i Krzysztofa (pisałam o tym tutaj: KLIK!) i - jak to zwykle bywa - z planowanego miesiąca zrobiły się dwa, a zamiast wrócić i poleżeć na kanapie przed telewizorem, te szalone pałki już pognały gdzieś dalej. Jachtem tym razem :)
Zapraszam Was dzisiaj na relację Iwony, na jej spojrzenie na rytuały pielęgnacyjne w krzakach i w rzece. Jak się sprawdziły kosmetyki naturalne, które zabrali ze sobą? Czy to miało w ogóle sens? Oddaję głos Iwonie:
Sezon ogórkowy wprawdzie już przemija, ale jeszcze można znaleźć tanie, ekologiczne ogórki na lokalnych bazarkach. Wciąż z pobłażaniem uśmiechamy się przypominając sobie stereotyp o maseczce z plasterków ogórka, spadających z twarzy i w gruncie rzeczy nie dających żadnych efektów – ale czyż warzywa i owoce nie są same w sobie genialnymi kosmetykami, napakowanymi substancjami czynnymi, witaminami, makroelementami, wszystkim tym, czego nasza skóra potrzebuje? I w dodatku bez konserwantów.
Nie każdy lubi mydła w kostce (i ja do tej grupy należę), choć zdecydowanie w ostatnich latach przeżywają one swój wspaniały renesans. Ręcznie robione cacka, jakie można dostać - już nie tylko na specjalistycznych targach czy w magicznych sklepikach - naprawdę robią wrażenie. Składniki, jakich się używa do wzbogacania tych mydełek, nieraz kosztują fortunę i teraz każda szanująca się firma kosmetyczna ma w swojej ofercie jakieś mydła w kostce.
Dlaczego kofeinowy szampon O'right jest spoko? Ponieważ spełnia oczekiwania wszystkich eko-świrów, jak również i wariatów od czystych składów. A ponadto ładnie pachnie i działa jak powinien. I na koniec ma niespodziankę.
Znacie niemiecką markę Cosnature? Ich kosmetyki są dostępne m.in. w Hebe, aptekach DOZ i Cefarm oraz w drogeriach Eko. Dzięki akcji "Testuj z Twoim Źródłem Urody" miałam okazję spróbować tych kosmetyków, zerknąć im w składy i wyrobić sobie o nich opinię.
Chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć o nowej marce kosmetyków naturalnych, z którą spotykam się pierwszy raz. Marka jest młoda i właśnie rozwija skrzydła, a ja od razu przetestowałam te kosmetyki podwójnie i w dodatku w dość ciężkich warunkach. Nie tylko więc biorę pod lupę ich składy i uważnie sprawdzam działanie przed własnym lustrem, ale wysłałam je wraz z Iwoną w długą podróż kajakami aby sprawdzić, czy kosmetyki naturalne sprawdzą się na kilkutygodniowym biwaku? Czy dadzą radę ochronić skórę przed słońcem, nawilżyć sianowate włosy i ukoić skórę wystawioną na całodzienne działanie wiatru i wody?
Ok, ja wiem: "ależ ja wcale nie mam wąsa, jestem z natury taka gładziutka". Na wypadek jednak gdyby jedna z drugą silikonową lalą zechciały poznać nowy trend, dowiedzieć się czegoś nowego, ewentualnie zakrztusić się jadem czytając post o goleniu twarzy... ups, przepraszam, o dermaplaningu, to zapraszam. Zupełnie też bez cienia złośliwości stwierdzam fakt: czas leci. Hormony w końcu oszaleją. Wszystko jest łatwe gdy ma się dwadzieścia lat. Poznacie jeszcze kiedyś w lustrze babę z brodą. Dziś właśnie o tym, jak pewnego popołudnia wstałam nagle sprzed komputera i jak zahipnotyzowana poszłam do łazienki, gdzie zgoliłam wąsa po raz pierwszy w życiu.
Jak powszechnie wiadomo (i z pewnością wszystkich to obchodzi), lubię peelingi enzymatyczne. Pisałam wielokrotnie o działaniu samej bromelainy, jak i o różnych produktach z bromelainą i papainą w składzie. A to w formie kremowych maseczek, a to tłuszczowych, a to w żelu. Czystej bromelainy też używałam, kombinując ją w mlekiem w proszku na początku moich przygód z nią, a teraz często po prostu dodając ją do porcji żelu do mycia twarzy, myśląc o tym, że genialnie byłoby móc ją po prostu do takiego żelu myjącego dodać raz na zawsze by nie musieć tego robić za każdym razem... No i Sylveco to zrobiło. Znów mi przeczytało myśli i zrobiło dobry, konkretny produkt z moją ulubioną bromelainą.
Od kiedy rok temu dowiedziałam się, że liście pomidorów również są jadalne - a nie tylko pomidory, w tym także te zielone - postanowiłam, że i w tym roku je zasieję. I choć miejsca na nie mam znacznie mniej niż ostatnio - raptem dwie skrzynki na balkonie - to już zacieram rączki, bo wyrosły mi już bardzo ładne krzaczki. Ze stoickim spokojem też podchodzę do kwestii bruklowania i przecinania ich - co się urwie, to się zje. A póki co, niech rosną :)
Poznajcie Iwonę i Krzysztofa - mega pozytywnych ludzi, których nosi ;) Nie usiedzą na tyłkach w mieście i tym razem wymyślili sobie spływ kajakowy - ot, takie tam 700 km Wisłą, Notecią, Wartą, Odrą aż do Berlina... wraz z Shakirą na pokładzie.
Moda na naturalne pasty pozbawione fluoru i "różnych dziwnych", "chemicznych" składników ma się u nas bardzo dobrze. Nadal wiele osób preferuje taki sposób dbania o jamę ustną, zwracają uwagę na składy swoich past i płynów do płukania - co jest zupełnie naturalne, gdy się już zaczęło czytać składy wszystkiego, co się ma w swojej łazience. Po wielkiej miłości mojej do płynu do płukania ust od Sylveco, przyszedł czas na ich naturalną pastę do zębów.
Swego czasu na znanej grupie dotyczącej kosmetyków naturalnych na Facebooku rozgorzała dyskusja na temat książki napisanej przez niejaką Skin Coach. Dyskusja dotyczyła kontrowersji wokół stosowania olejów w pielęgnacji, których ww odradza stosować. W ogóle. No i się zaczęło: "a ja stosuję i dobrze mi z tym", "a ja właśnie wyrzuciłam do kosza wszystkie moje oleje bo babeczka powiedziała, że oleje złe", "a ja stosuję OCM, czy to też szkodzi?", "a ja mam trądzik różowaty, czy też mam przestać stosować oleje?", "a ja używam olejów do włosów, też źle?", "a ja to nawet mineral oil lubię", "a ja...", "a ja..."
Aż do teraz, do tej chwili gdy piszę te słowa, nie wiedziałam kim jest Marcelina Zawadzka - ot, szczęśliwe życie bez telewizora. Ale wiem jedno: gdy Bell wypuszcza nową kolekcję matowych pomadek, jest to wydarzenie godne wpisu i swatchy aż po pachy.
Ja za bardzo gadżetów do pielęgnacji/mycia twarzy nie lubię i nie poszukuję. I w związku z tym ostatnio przybyły mi aż trzy, o których Wam dzisiaj opowiem ;)
Wszystkie trzy są marki Dermo Future Precision i służą do masażu skóry. Każdy z nich jednak ma jakiś bonusik wyróżniający.