Drogie panie, golimy wąsa!


Ok, ja wiem: "ależ ja wcale nie mam wąsa, jestem z natury taka gładziutka". Na wypadek jednak gdyby jedna z drugą silikonową lalą zechciały poznać nowy trend, dowiedzieć się czegoś nowego, ewentualnie zakrztusić się jadem czytając post o goleniu twarzy... ups, przepraszam, o dermaplaningu, to zapraszam. Zupełnie też bez cienia złośliwości stwierdzam fakt: czas leci. Hormony w końcu oszaleją. Wszystko jest łatwe gdy ma się dwadzieścia lat. Poznacie jeszcze kiedyś w lustrze babę z brodą. Dziś właśnie o tym, jak pewnego popołudnia wstałam nagle sprzed komputera i jak zahipnotyzowana poszłam do łazienki, gdzie zgoliłam wąsa po raz pierwszy w życiu.
No, bo wcześniej tylko woskowałam :) Ale tak sobie myślę, że z wiekiem człowiek zaczyna rozumieć potęgę zen wynikającą z chodzenia na skróty, wybierania wygody, szybkich i prostych metod. W tym dobrym sensie, bo przecież nadal cierpię wracając z imprezy o 4 rano w cholernych szpilkach, bieliźnie wyszczuplającej i makijażu poprawianym sto razy, choć mogłabym w walonkach i dresie, z kiepem w zębach zamiast makijażu. Tak, człowiek zaczyna rozumieć, które rzeczy nie są warte rytuału. Ani bólu. 
A ja przerobiłam już wszystko, jeśli chodzi o ujarzmianie owłosienia na twarzy, może poza laserem. Pasta cukrowa, wosk, plastry, kremy depilujące - te ostatnie zresztą towarzyszyły mi najdłużej. Każda z tych metod ma jakąś wadę, która na dłuższą metę mnie zniechęca. To nie jest tak, że nie próbuję - stosowałam je wszystkie. Ale z czasem zaczynam wyszukiwać powody, dla których akurat dzisiaj po wosk nie sięgnę. Ostatecznie sięgałam po niego w panice na pięć minut przed czymś ważnym, no i wiadomo jakie były efekty. 
Poza tym, wraz z wiekiem i różnymi problemami zdrowotnymi, na mojej twarzy pojawiło się więcej włosów, z którymi coś musiałam zrobić. Pozbycie się samego wąsa jest zawsze spoko, ale na żuchwie zawsze miałam te nieszczęsne pejsy, które ostatnio jeszcze urosły, a dodatkowo pojawiły się włoski na brodzie. Ja bardzo nie lubię narzekać, ale perspektywa wysmarowania połowy twarzy kremem depilującym też wydawała mi się raczej słaba. To znaczy, no, przyszło mi to do głowy, ale nie odważyłam się. Zawsze mam podrażnioną skórę po depilacji kremem - jest po tym czerwona jak flaga Chin i muszę się ratować alantoiną i pantenolem, żeby jakoś w ogóle się pokazać swojemu Mężczyźnie. Ale rozumiecie - krem usuwa włoski w pięć minut, a potem jeszcze przez dwie godziny muszę się ukrywać. Pitolę taki deal.  
Stąd wynikła potrzeba znalezienia sposobu idealnego: szybkiego, bezbolesnego, możliwego do przeprowadzenia w każdych warunkach (no, halo, wakacje! A włosy rosnąąąą!) i takiego, po którym nie muszę leczyć skóry przez resztę wieczoru. I w którymś momencie mnie oświeciło, a zaraz potem przyszedł zen: ależ oczywiście, że to trzeba po prostu zgolić wszystko w diabły. Tylko jak o tym powiedzieć, jak się wytłumaczyć? Nadal nie wiedziałam. Tymczasem okazuje się, że nie jestem jedyną kobietą na świecie, która się z tym wszystkim boryka. Rośnie w siłę trend dermaplaningu, przytulony ponoć z Azji, gdzie (podobno) laski golą się od wieków. Super, że zwykłe golenie wąsa już ma swoją profesjonalną nazwę, odbywa się w salonach kosmetycznych i zaliczane jest do zabiegów beauty. Czuję się dzięki temu usprawiedliwiona ze wstydliwego śmigania maszynką (jeszcze nie brzytwą, ale o tym za chwilę) po twarzy i już wcale nie mam oporów. No bo hej! Albo się ogolisz, albo dasz się pokonać starości :) Zbrzydniesz, zarośniesz jak kiwi, obwiśniesz i na koniec jeszcze ktoś dowali zarzutem, że o siebie nie dbasz.
Wiem, ile i jakie roją się Wam w głowach pytania odnośnie golenia, nazwijmy to, meszku na twarzy - sama to przerobiłam. Przekopałam internety, obejrzałam setki filmów, przeanalizowałam wszystkie za i przeciw, a na koniec spróbowałam sama, żeby wyciągnąć własne wnioski. Sprawę mam więc przemyślaną i przepracowaną. Dziwię się zresztą, że zwlekałam z tym tak długo, walcząc z pastą cukrową i kremami do depilacji. Spieszę zatem z odpowiedziami.




Mężczyźni golą się rano, a wieczorem (niektórzy) mają już szarawego "jeżyka" na twarzy. Czy u kobiet jest tak samo? Czy będę się musiała golić codziennie?
Co mnie najbardziej martwiło to kwestia szybkiego odrastania włosków. Nogi również najczęściej golę maszynką, zamiennie z depilatorem (gdy mam bojowy nastrój i mam ochotę się nad sobą poznęcać) i widzę, że muszę je golić codziennie, jeśli zależy mi na efekcie silikonowej lali. Obawiałam się, że - choć efekt po ogoleniu twarzy będzie super - to jednak rano wróci znane uczucie zniechęcenia. I może porażki. 

Tymczasem okazuje się, że to nie jest do końca tak. Wszystko zależy od rodzaju zgolonego owłosienia. Gęste i ciemne włoski zawsze będą wyglądały tak, jakby odrastały szybciej dając efekt sinej poświaty na szczęce. Ale, hej! Mówimy o meszku na twarzy, ewentualnie o pięciu na krzyż włoskach ciemniejszych i dłuższych, ale wciąż delikatnych i dość osamotnionych, a nie o sierści.
Z własnego doświadczenia widzę, że - owszem - idealna gładkość trwa przez dzień, w porywach do kilku dni, a później pojawia się znów ten meszek, ale jest delikatny, nie ostry. Ledwo wyczuwalny pod palcami, niewidoczny dla osób postronnych ani na zdjęciach. Z zupełnie spokojnym sumieniem mogę powiedzieć, że - w moim przypadku - wystarcza jeśli po ostrze sięgnę raz na dwa tygodnie, może nawet rzadziej. Odpowiadając na pytanie: nie, włoski nie będą widoczne już następnego dnia. One w ogóle nie będą widoczne bardziej niż w czasach gdy rosły samopas i powiewały na wietrze. W trakcie odrastania będą wyczuwalne pod palcami, co jest naturalne biorąc pod uwagę to, że ścięty włos jest "jędrniejszy" i bardziej szorstki niż ten, który wyrósł już do końca swoich możliwości i zdążył przetrwać niejedno tarcie czy peelingi. Ale wizualnie nadal jest spoko. 


Czy włoski nie odrosną grubsze i ciemniejsze gdy je ogolę?
Byłoby to wybawieniem dla wszystkich łysiejących, nieprawdaż? Wystarczyłoby się regularnie golić przez jakiś czas na łyso, żeby uzyskać taką grubość i odcień włosa, jaka nas interesuje, a potem do końca życia cieszyć się piękną czupryną. On oszukał genetykę, lekarze go nienawidzą! Zobacz memy!
Nie, włos odrośnie dokładnie taki sam, jaki był. Tego samego koloru i grubości. Podczas odrastania może się wydawać grubszy, ponieważ włos ścięty brzytwą czy maszynką nie będzie miał tej naturalnie zmęczonej życiem postaci z cieńszą końcówką. Jeśli pozwolimy mu odrosnąć w całości, znów będzie takim samym, powiedzmy, "meszkiem", jakim był. Niczym więcej, niczym mniej, choć po takim zabiegu twarz może nagle nam się wydać niesamowicie owłosiona, bardziej niż przed. Cóż, magia gładkości.
Nie wierzyłabym też zbyt mocno w zapewnienia niektórych salonów kosmetycznych, że wręcz przeciwnie - włoski z czasem zaczną odrastać słabsze i jaśniejsze. Odrosną takie same, moje przedramiona potwierdzają. 


Ale... ale... czoło też?
Długo się nad tym zastanawiałam. Zależało mi tylko na usunięciu pejsów i paru włosków z brody, ale weźcie wspomniane już wcześniej kiwi, ogólcie je maszynką do połowy i zrozumiecie. Niczego więcej nie trzeba tłumaczyć.
To znaczy, można, oczywiście, zgolić wąsa i na tym poprzestać. Jeśli to wystarcza, aby czuć się świetnie, to świetnie. Jeśli jednak jedziecie dalej - na brodę czy żuchwę, miejcie świadomość, że CAŁĄ twarz pokrywa delikatny meszek. Pod światło widać go zazwyczaj bardzo dobrze, tak samo jak te miejsca, które się wygoliło, wraz z tymi krawędziami pomiędzy miejscami owłosionymi i ogolonymi. Tak, na czole, skroniach, policzkach i nosie też. Jeśli więc mówimy o dermaplaningu jako o kompleksowym zabiegu usunięcia włosków połączonym z peelingiem, to jedziemy po całości. Delektując się widokiem zaskórników otwartych zebranych brzytwą z nosa. 

Po co w ogóle się golić? 
Poniekąd już odpowiedziałam na to pytanie. W moim przypadku jest to kombinacja iście ironiczna: połączenie dobrych genów dających piękne włosy do późnej starości... na całym ciele, oraz absolutnego uwielbienia dla efektu gładkości marmuru na własnym ciele. Ja naprawdę nie mam niczego przeciwko trendom naturalnym, w imię których laski epatują włochatą pachą na czerwonym dywanie - ja takie osoby wręcz podziwiam. Mają bardziej wyrąbane niż ja i za to szacun. Ale ja tak po prostu nie chcę. Od wielu, wielu lat golę również przedramiona bo w przeciwnym wypadku wyglądałabym (i czułabym się!) jak orangutan. Jadę maszynką co jakiś tydzień i nawet się nie zastanawiam co na to opinia publiczna. To jest moja zachciewajka, moje przedramiona i moja biżuteria, która nie ginie w gąszczu. 
Dodatkowo, o czym również już wspomniałam, jest to (dla mnie, obecnie) najwygodniejszą metodą pozbycia się niechcianych włosków z twarzy bez podrażniania jej, bez bólu i bez specjalnych przygotowań na zadowalającą ilość czasu. 
Ponadto, tak po prostu: makijaż wygląda lepiej. Zrozumieją mnie laski, których "meszek" wcale, kuźwa, już meszku nawet nie próbuje udawać, szczególnie w okolicy żuchwy. Ileż to klątw przełknęłam przez te wszystkie lata gdy podkład osiadał na tych włoskach i nie dawał się rozprowadzić jak Bozia przykazała. A podkłady mineralne, a pudry? Widzicie to oczami wyobraźni, prawda? Te przypudrowane kędziorki, cud miód.
W sieci znaleźć można, rzecz jasna, wiele innych plusów dermaplaningu, ponieważ jest to coraz silniejszy trend, więc trendsettery różne wyszukują przekonywujące powody, niektóre z kosmosu, aby społeczeństwo do tego szaleństwa namówić. Przykład? "Skóra mężczyzn starzeje się później, ponieważ golą się oni codziennie, czyli w istocie usuwają martwy naskórek i pobudzają fibroblasty do produkcji kolagenu i elastyny, tadaam!" A co z tymi brodaczami, którzy maszynki nie widzieli od '39 a mimo tego wyglądają młodziej od swoich zadbanych żon? Może ma to coś wspólnego z inną budową męskiej skóry bardziej niż z goleniem się?


Źródło: http://www.assurecosmeticcentre.com.au/dermaplaning/
Nazwijmy rzeczy po imieniu
To, co ja zrobiłam pod wpływem pierwszego impulsu, było zwykłym ogoleniem twarzy z męczącego, denerwującego owłosienia. Na pewno podczas tego "zabiegu" usunęłam również trochę starych komórek naskórka, jednak w istocie ciężko to w ogóle porównywać do dermaplaningu. Mimo, że cały czas mieszam oba pojęcia pisząc ten post, trochę podchichrawając się z tego wszystkiego. Wolałabym jednak sprawy rozdzielić i wyjaśniam: dermaplaning to zabieg, podczas którego usunięcie niechcianych włosków z twarzy w zasadzie jest skutkiem ubocznym, ponieważ jego głównym celem jest, cóż, peeling. Usunięcie dość sporej ilości starych warstw martwego naskórka za pomocą brzytwy, co natychmiastowo skutkuje odsłonięciem jaśniejszej, gładszej, młodszej, ładniejszej skóry. Dzięki temu też skóra faktycznie jest pobudzana do szybszej produkcji kolagenu i elastyny - jak po każdym peelingu. Wygląda to dość hardkorowo i nie ma wiele wspólnego z goleniem się maszynką, czy nawet delikatnym skrobaniem brzytwą. Podczas prawidłowo wykonanego zabiegu dermaplaningu ściągamy płaty naskórka widoczne gołym okiem - wizualnie jest to podobne do złuszczania po kwasach (widok jak np. po skarpetkach peelingujących). Z tego powodu naprawdę zalecam najpierw się douczyć, obejrzeć setki filmików, przeczytać wskazania i przeciwwskazania ze dwieście razy i na koniec zastanowić się nad sobą poważnie, zanim sięgniecie po brzytwę z zamiarem ściągnięcia sobie dużej ilości naskórka z twarzy. To jest twarz, ok? Nie stopy, które można schować do gumiaków na zawsze.

Jak łączyć zabiegi? Co najpierw?
Niewątpliwie taki zabieg, podczas którego brzytwą opracowujemy całą skórę twarzy, można zaliczyć do peelingów, więc skóra będzie rzeczywiście rozjaśniona, gładsza (nie tylko z powodu usunięcia włosków) i... bardziej narażona na chłonięcie syfu z zewnątrz. Piszę o tym wyłącznie po to, abyście podeszły do sprawy kompleksowo i po takim zabiegu zadbały o ochronę świeżo odsłoniętych warstw naskórka.

Można też to potraktować jako swoisty pre-peeling, czyli zabieg przygotowujący skórę do tego właściwego złuszczania. Wówczas najpierw usuwamy meszek, a dopiero potem wykonujemy peeling swoim ulubionym produktem. Polecam jednak robić to z rozwagą - skóra po brzytwie jest już wstępnie złuszczona, a więc bardziej podatna na działanie różnych substancji. Będzie szybciej reagować, mogą też pojawić się podrażnienia, których normalnie po danym peelingu nie było. Dalej już standardowo - maska, kremy dobrane do rodzaju i potrzeb cery, ochrona przeciwsłoneczna bezwarunkowo!

Wskazania i przeciwwskazania do zabiegu
Wskazania:
  • trądzik pospolity
  • rozszerzone pory
  • łojotok
  • rogowacenie posłoneczne
  • zmarszczki
  • blizny
  • szorstki, zrogowaciały naskórek
  • brak jędrności
  • przebarwienia każdego rodzaju (posłoneczne, hormonalne, pozapalne)
  • skóry wrażliwe, naczyniowe i suche nie są przeciwwskazaniem do wykonania tego zabiegu!
Przeciwwskazania:
  • ostry trądzik ze zmianami zapalnymi ropnymi
  • wirusowe i bakteryjne choroby skóry, np. opryszczka
  • nieleczona cukrzyca
  • stosowanie preparatów sterydowych, immunosupresyjnych, retinoidów
  • zaburzenia krzepnięcia krwi
  • gorączka
  • alergia na nikiel 
  • brak możliwości stosowania ochrony przeciwsłonecznej po zabiegu
  • nowotwory skóry, liczne znamiona
  • ostatnio przebyte operacje plastyczne, zabiegi chirurgiczne w okolicy twarzy
O pieprzykach jeszcze słów kilka: jeden czy pięć pieprzyków na twarzy to nie jest problem. Omijamy je po prostu. Absolutnie NIE ścieramy ostrzem powierzchni pieprzyka. Nigdy i pod żadnym pozorem. Omijamy. Da się tak wymanewrować ostrzem dookoła, żeby na pieprza nie wjechać. Jeśli jednak pieprzyków jest naprawdę dużo na twarzy - cóż, przykro mi, ten zabieg nie jest dla Ciebie. Lepiej mieć meszek niż kłopoty.


Źródło: http://sklep.tradycyjnegolenie.pl/pl/brzytwy-do-golenia-na-zamowienie-brzytwa/811909-wacker-brzytwa-6-8-damascus-seria-komposition-300-warstw-stali.html

Czym to robić?
Są i tańsze, i droższe opcje. Osobiście najbardziej działają mi na wyobraźnię ręcznie kute ostrza z dziweru, oprawiane w heban, mithryl czy róg jednorożca, ale pewnie nieprędko coś takiego wpadnie w moje rączki, więc najlepiej i najprościej - niedużą brzytewką. Jest teraz pełno dostępnych małych ostrzy specjalnie dla pań, którymi można wygodnie manewrować po wypukłościach twarzy. W gabinetach zwykle ten zabieg przeprowadza się po prostu skalpelem chirurgicznym, który jest mały, poręczny i dość ostry aby miało to sens. Obecnie przeszukuję internety porównując dostępne opcje i prawdopodobnie albo kupię właśnie skalpel, albo brzytwę na żyletki. Dlaczego brzytwa na żyletki? Ponieważ ostrze, którym wykonuje się tak inwazyjny zabieg, powinno być za każdym razem dezynfekowane, a najlepiej po prostu sterylne i jednorazowe. Uczulam Was na tę kwestię: ostrze, niezależnie od tego jakie wybierzecie, ma być czyste i sterylne przed użyciem, oraz ponownie zdezynfekowane lub wyrzucone i wymienione na nowe po użyciu. NIE POŻYCZAMY naszej brzytwy nikomu! Dodatkowo, żyletki pamiętam z czasów dzieciństwa jako wzorzec ostrości. Nie mam natomiast zbyt pozytywnych przeczuć pod tym względem odnośnie tych tanich, "damskich" brzytew dostępnych w serwisach aukcyjnych i przeróżnych drogeriach. Może się mylę, ale zależy mi na spróbowaniu peelingu ostrzem, a nie tylko na usuwaniu włosków, bo to już znam :)

Czy było warto?
Jeszcze jak! Natychmiast po pozbyciu się niechcianego "meszku" z twarzy miałam ochotę ogolić sobie całe ciało, z plecami włącznie. Gładkość, jasność, mizianie, piękna faktura, jeszcze piękniejszy podkład na skórze. Przez resztę dnia zadawałam sobie jedno pytanie: dlaczego dopiero teraz, głupia kobieto?
Przyznaję, mało jeszcze wiem o dermaplaningu. Mam zamiar spróbować i pobieram mnóstwo informacji z internetów o tym temacie, ale jestem bardzo ciekawa Waszych doświadczeń. Podobało się? Wrócicie do tematu? A może to nie dla Was?

Buziaki
Arsenic

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger