Przygotowanie skóry do lata - aktualna pielęgnacja skóry suchej


Czy ja jestem ostatnim dzikim człowiekiem, który jeszcze wkłada kurtkę i zastanawia się przed wyjściem z domu nad zabraniem ze sobą szala? Zdecydowanie jestem niedostosowana do aktualnej pogody i ze zdziwieniem konstatuję, że to już prawie maj i na kozaki jest zbyt ciepło. Na szczęście jakieś resztki rozsądku we mnie zostały, bo tuż po kwietniowych urodzinach sięgnęłam po pierwsze w tym roku filtry przeciwsłoneczne. Czas też już zastanowić się nad swoją pielęgnacją i zacząć przygotowywać skórę do lata. Przyglądam się więc dzisiaj swoim kosmetykom, planuję i obserwuję skórę.

Najbardziej widoczną zmianą po "wyjściu z zimy" u mnie jest... zbyt ciemny podkład mineralny. Tak, śmiało, można podziwiać powyższe zdjęcie w powiększeniu. :) Moja skóra w ciągu lata w końcu dobije do tego koloru, jednak zaczynając z tego pułapu...


...muszę liczyć się z tym, że podkład wykonany w październiku będzie dla mnie odpowiedni dopiero za kilka miesięcy. Wychodzenie do ludzi czas więc zacząć od wykonania sobie nowego podkładu mineralnego. O tym, jak go robię pisałam wielokrotnie na blogu, a w tym wpisie zebrałam (chyba) większość tego, co wiem o robieniu podkładów mineralnych, sprawdźcie:
Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy dysponuje moim doświadczeniem i wiedzą z zakresu tworzenia własnych kosmetyków, wobec czego takie postawienie sprawy może wzbudzać kontrowersje, a może nawet zniecierpliwienie i niechęć. Wykonanie podkładu mineralnego zajmuje mi obecnie ok. 10 minut i jest tak proste, że robię to w trakcie oglądania filmików na YouTube czy przeglądania Facebooka. Nie wymyśliłam sobie tego - to po prostu jest tak łatwe, gdy się już człowiek przełamie, spróbuje, popełni po drodze trochę błędów i wie już co do czego.
Z tego powodu jednak właśnie dzielę się swoim doświadczeniem i wiedzą tutaj w kolejnych wpisach dotyczących kosmetyków mineralnych, aby tym łatwiej Wam było uniknąć podstawowych błędów podczas tworzenia swojego podkładu.



Filtry przeciwsłoneczne

Piszę o tym "przygotowywaniu skóry do lata" jak o wielkim wydarzeniu dlatego, że dla mnie już pierwsze, marcowe i kwietniowe promienie słońca oznaczają potencjalne poparzenia skóry. Tak, mówię poważnie. Mam tak jasną, przezroczystą wręcz skórę, że muszę ją chronić już w marcu i porady abym zrezygnowała z ochrony aby moja skóra nauczyła się stopniowo przyjmować promieniowanie słoneczne nie znajdą tutaj zastosowania. 
W tym roku zaczęło się od kwadransa z kawą na balkonie podczas pierwszych cieplejszych dni w kwietniu. Odsłonięte nogi, ramiona, kapelusz i kawa, a po kwadransie na słońcu moja biała skóra jest upstrzona czerwonymi plamami. Cóż, z pokorą schowałam się w domu i kliknęłam kilka filtrów, w tym Shaka Fluid z SPF 50, który już pokazywałam na moim Instagramie i Facebooku.
Kosmetyk ten wciąż jest w fazie testów u mnie i z pewnością będę mogła się o nim wypowiedzieć dopiero po zakończeniu sezonu... Policzę wówczas przebarwienia i zobaczymy, czy doskonała, lekka formuła, brak łzawienia i świetna współpraca z podkładem mineralnym wystarczą abym kupiła kolejne opakowania.
Póki co - tak, jestem zachwycona jego konsystencją i zachowaniem na skórze! Na pierwszym zdjęciu w tym wpisie możecie podziwiać go pod podkładem mineralnym - tak wygląda w pełnym słońcu.


Shaka nie jest i nie będzie jedynym filtrem, jaki mam zamiar stosować. Chcąc zachować swoją skórę we względnie dobrym stanie, w okresie letnim muszę posiłkować się konkretami w postaci filtrów fizycznych oraz taniochami z drogerii, których nie szkoda wsmarować w ilości połowy tubki na raz w ciało - głównie stopy, nogi i ramiona.
O ile te drugie zwykle biorę jak leci, bo schodzą u mnie w sporych ilościach, więc nie patrzę na producenta ani kolor etykiety. Tak w przypadku filtrów fizycznych mam od lat ulubieńców w Kolorówce. 


W tym miejscu zatrzymajmy się na chwilę i wróćmy do mojego wpisu z 2018 roku, który kompleksowo opowiada o filtrach mineralnych. O tym jak i czy chronią, czemu czasami nie chronią, jak można samemu sobie coś takiego zrobić, czy podkład mineralny z tlenkiem cynku wystarczy oraz po co w ogóle je stosować:
Warto jednak wiedzieć, że stosowane samodzielnie, filtry mineralne nie wykazują bardzo wysokiej ochrony przed promieniowaniem ultrafioletowym, dlatego często występują w kosmetykach przeciwsłonecznych w połączeniu z filtrami chemicznymi. Wymagają one też stosunkowo częstej reaplikacji na skórę (zwłaszcza po kąpieli w wodzie czy po intensywnym wysiłku fizycznym), ponieważ starcie filtra powoduje utratę ochrony. 
Z kolei filtry chemiczne absorbują i rozpraszają promienie UV, a wykorzystuje się w nich pochodne kwasu salicylowego i cynamonowego oraz dibenzoilometanu. Najlepiej, gdy preparaty przeciwsłoneczne zawierają mieszankę filtrów fizycznych oraz chemicznych, gdyż – w uproszczeniu – można powiedzieć, że te promienie, które nie zostaną odbite są za pomocą filtrów fizycznych, będą neutralizowane chemicznie.


Jeśli się komuś nie chce doktoryzować nadmiernie z proporcji, receptur i działania składników, z całego serca polecam gotowe rozwiązanie w postaci kremu Pick Me! z filtrem fizycznym w składzie. Przychodzi w postaci bazy kremowej, do której dodajemy dwa dodatki znajdujące się w zestawie. Mieszamy bagietką, gotowe.
Tak, jest to krem, który ma specyficzną konsystencję i bieli dokładnie tak jak drogeryjne preparaty oparte na filtrach fizycznych. Plusem jest świetny skład.
U mnie filtry fizyczne zwykle lądują na wklepany wcześniej filtr chemiczny w najbardziej strategicznych miejscach: na nos i kości policzkowe, na cały dekolt oraz ramiona, jak również na dłonie i stopy. W szczególności podczas bardzo słonecznych dni, kiedy przemieszczanie się po mieście oznacza dla mnie długą ekspozycję na słońce. Albo na plaży - tak bywam w takich miejscach, oto dowód:


Zabawa w "znajdź Olę na chorwackim białym żwirku" - śmieszy już od prawie roku. 

Odstawiam kwasy i substancje fotouczulające

Czyli, tak po ludzku, przyglądam się swojej cerze i aktualnej pielęgnacji. Zastanawiam się, czego obecnie moja skóra potrzebuje i jak mogę osiągnąć dobre efekty nie używając kwasów czy innych substancji choćby potencjalnie fotouczulających. Nie po to się chronię jak wampir przed promieniowaniem UV, aby to zniweczyć stosowaniem olejków eterycznych tuż przed wyjściem na słońce.
Uczulenie i przebarwienia (tudzież gorsze problemy) mogą się pojawić nie tylko z powodu używania kwasów w pielęgnacji przy dużym nasłonecznieniu. Działanie fotouczulające mają również wspomniane olejki eteryczne w mgiełkach czy perfumach a także wszelkich naturalnych kosmetykach. Przyglądamy się swoim płynom i maściom przeciwtrądzikowym i konsultujemy to ze swoim dermatologiem, który je przepisuje - ponieważ niektóre antybiotyki są fotouczulające i co nam się uda naprawić, to zasłoni wielkie przebarwienie lub coś gorszego. Oczywiście wiosną odstawiamy kuracje retinoidami, słowem - rzetelnie przyglądamy się swojej dotychczasowej pielęgnacji.
W moim przypadku kuracje rozjaśniające przebarwienia przyniosły świetne efekty już w połowie zimy, więc zakończyłam je i odstawiłam na długo przed pierwszymi wiosennymi promieniami słońca. Stosuję obecnie jedynie nieśmiertelne kwasy PHA - niezmiennie od ok. 7 lat.

Używam ich z krótszymi lub dłuższymi przerwami praktycznie niezmiennie z całego szeregu powodów. A głównym jest to, że jeszcze nigdy mnie nie zawiodły gdy trzeba było szybko ratować skórę przebarwioną i/lub ze stanem zapalnym, ewentualnie nagłym wysypem gości. Z pewnością też tak dobry wygląd mojej skóry jest najlepszą rekomendacją. Po mojej rodzinie krąży trądzik różowaty i przeróżne atopie. Mam prawie czterdzieści lat, skórę potwornie trudną w pielęgnacji, ponieważ jest przezroczysta i ultrasucha, a jednak wciąż słyszę komplementy pod jej adresem. Dziękuję i cierpliwie polecam toniki z glukonolaktonem dalej. Dla posiadaczy skóry z rosacea, tudzież wrażliwej, atopowej, przesuszonej, źle traktowanej, zestresowanej, dojrzałej, potrzebującej antyoksydantów, na przebarwienia i na stany zapalne, tudzież "wysypki" wszelkiej maści. Na zapalenie okołomieszkowe, dla lepszego wchłaniania substancji aktywnych w kremie czy serum, oraz dla świętego spokoju.

Nawilżanie

Toniki z PHA same w sobie już mają niezły potencjał nawilżający, czy wspominałam o tym już co najmniej dwieście razy na blogu...?
Temat pozornie jest błahy, ale myślę, że w okresie pandemii wiele osób miało okazję przekonać się, jak w istocie niekomfortowo się żyje z wiecznie przesuszoną skórą, której nic nie nawilża i mało co chroni. Często myjąc i dezynfekując dłonie łatwo doprowadzić skórę do  takiego stanu. Jak tam sytuacja u was? Szeleści?
U mnie szeleści. Bywa lepiej i gorzej, ale jestem świadoma tego, że nie mogę zapomnieć o porządnym nawilżaniu i natłuszczaniu skóry (nie tylko tej na dłoniach!), bo prędko skończy się to przesuszeniem i utratą właściwości barierowych samej skóry. A to prosta i krótka droga do katastrofy, z której bardzo ciężko jest wyprowadzić wygląd i zdrowie na prostą.
Ale dość straszenia, czas na konkrety!


Bardzo dobrze spisał się u mnie krem do cery przesuszonej, który polecałam również do stosowania na zmaltretowane dłonie. Zapewniał mi komfort na wiele godzin, a w dłuższej perspektywie - wyprowadził mi skórę na dłoniach oraz policzkach i wokół oczu na prostą. Nic się nie łuszczy, nie pęka, jest stabilnie - wiem, brzmi to mało zachęcająco, ale dla mnie to duża zmiana i sukces. 
Za natłuszczanie i ochronę już nawilżonego naskórka odpowiada u mnie wymieniony wyżej tłusty krem do suchej cery. Stosuję go na noc i nie oszczędzam na ilościach. Czasami mieszam go na dłoni z kroplą mojego ulubionego żelu borowinowego z Sulphur Busko Zdrój, wówczas jego konsystencja staje się nieco lżejsza i nie przyklejam się do poduszki. ;)

Czasami lubię też na wieczór zastosować kombo w postaci jakiegoś lżejszego kremu nawilżającego i na to kilka kropli skwalanu. 



Gotowe rozwiązania

Rozważając swoją wiosenną pielęgnację mającą na celu przygotować skórę na nadchodzące lato, warto oprzeć się na wiedzy doktora chemii, która przygotowała drogę na skróty. W sklepie Kolorowka.com pojawił się dział "Wiosenna pielęgnacja", dzięki której łatwiej jest się odnaleźć ze swoimi potrzebami wśród tylu kosmetyków do wyboru. Nie jest to jedyna, słuszna ścieżka, w ramach której znajdziemy ze trzy kosmetyki, których trzeba używać niezależnie od rodzaju skóry, ale wręcz cała paleta możliwości, podzielona tematycznie:
  • złuszczanie i oczyszczanie - w dziale tym znajdziemy przede wszystkim moje ukochane toniki z kwasami PHA, jak również fantastyczne maseczki peel-off w wielu wersjach. Osobom o cerze bardziej problematycznej, proponuję spojrzeć na maseczkę enzymatyczną z bromelainą i papainą oraz maseczkę do cery trądzikowej z węglem aktywnym i glinką haloizytową.
  • nawilżanie i wygładzanie - w tej sekcji odnaleźć można legendarne już, silnie nawilżające kremy w różnych opcjach do wyboru. Każdy z nich ma świetny, dopracowany skład i jeśli jest napisane, że "nawilżający", to nie jest tylko pustosłowie, ale wymierny efekt. Poza kremem do cery przesuszonej, znajdziemy w tej sekcji również nowości w postaci silnie nawilżających kremów do rąk. Warto też przyjrzeć się eliksirowi z nanokoloidami złota - szczególnie, jeśli jest się posiadaczką skóry już grubo po trzydziestce.
  • regeneracja i ochrona - tutaj znajdziemy głównie bogatsze kremy i sera, których składy są ukierunkowane na działanie głęboko odżywiające i jednocześnie ochronne. Polecam zwrócić uwagę na nowość - serum antyoksydacyjne z kwasem alfa-liponowym, które będzie świetnym kosmetykiem łagodnie wprowadzającym skórę do klimatów letnich dzięki delikatnemu działaniu antyrodnikowemu i anty-UV. W tym dziale znajdziemy również wspominany przeze mnie tłusty krem do suchej skóry oraz świetny, sprawdzony przeze mnie jesienią krem "dyniowy" z olejem z pestek dyni.


Zajrzyjcie też do działu z filtrami, bo tam pojawiła się nowość: Blue Light Shield. Jest to nowoczesny, wyjątkowo bezpieczny i wygodny w stosowaniu filtr światła niebieskiego (HEVL).
Światło niebieskie to wysokoenergetyczne światło widzialne o długości 400-500 nm, emitowane przez wyświetlacze telefonów, ekrany i monitory komputerowe oraz obecne naturalnie w promieniowaniu słonecznym. Konwencjonalne filtry pochłaniają jedynie promieniowanie UVA-UVB (290-400 nm).
Cechują go:
  • zdolność odbijania i rozpraszania wysokoenergetycznego światła widzialnego, światła niebieskiego (High Energy Visible Light Blue Light),
  • zdolność podwyższania współczynnika SPF innych filtrów UV (SPF BOOSTER),
  • niska adsorpcja sebum (odpowiedni również do cer suchych),
  • wysoka zdolność rozpraszania światła - optyczna korekcja niedoskonałości skóry poprzez efekt rozmycia (soft-focus),
  • doskonałe zdolności matujące, redukcja połysku skóry
  • polepszenie odczuć sensorycznych w kosmetykach z jego zawartością - skóra staje się miękka i jedwabista, kosmetyk przyjemnie się rozprowadza,
  • działanie antyoksydacyjne,
  • łatwość dodawania do wszelakich formulacji: podkłady, pudry, kremy, serum, kosmetykach do włosów itp.
...Brzmi jak marzenie! Czy spotkaliście się już z takim składnikiem - solo lub w jakimś kosmetyku? A czy wiecie jaki wpływ na skórę ma niebieskie światło - dokładnie to, które jest emitowane przez ekrany telefonów i monitory komputerów? Ha! Nie za dobrze, mówiąc bardzo ogólnie. Przyśpiesza fotostarzenie, generuje wolne rodniki i może przyczyniać się do zwyrodnienia plamki żółtej, prowadząc nawet do ślepoty. Myślę, że jest to dobry temat na osobny wpis, co wy na to?

Uściski
Arsenic

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger