Czysta Jesień, czyli właściwie kto?
Dostałam ostatnio pytanie o Czystą Jesień. Czy jest to bardziej kontrastowa Jesień, czy może Ciepła Jesień, tylko w głębszych kolorach? Autorka wiadomości dodała, że różne kolorystki trochę inaczej to nazywają.
I nie mam pretensji do osoby, która zadała to pytanie. Wręcz przeciwnie, doskonale rozumiem, dlaczego je zadała, bo próbując zorientować się we współczesnych typologiach analizy kolorystycznej, można już dostać lekkiego zawrotu głowy. Oprócz znanych od lat Wiosen, Lat, Jesieni i Zim mamy ich najróżniejsze podtypy, warianty, typy pośrednie i hybrydy. Jest więc również Czysta czy Bright Autumn, którą w zależności od źródła można spotkać jako Jesień bardziej nasyconą, bardziej kontrastową, leżącą gdzieś pomiędzy Wiosną a Jesienią albo opisaną zestawem cech „warm, deep, bright”.
Później autorka pytania dopowiedziała mi, skąd właściwie wzięła się jej wątpliwość. Ma już za sobą dwie analizy kolorystyczne. W jednej została określona jako Ciemna Zgaszona Jesień, w drugiej jako Czysta Jesień opisana dodatkowo trzema cechami: ciepło, średnie nasycenie, głębia. Teraz ogląda przykłady Czystych Jesieni u kolejnych kolorystek i odkrywa, że trochę nie zgadzają się z wynikiem, który sama otrzymała.
I właściwie trudno o lepszą ilustrację problemu, o którym chcę dziś napisać. Ta kobieta nie potrzebuje kolejnej nazwy. Ona próbuje się dowiedzieć, jak właściwie wygląda.
Konkretnie.
Bo „warm, deep, bright” brzmi może profesjonalniej niż „Czysta Jesień”, ale wcale nie dostarcza mi więcej informacji o człowieku. Co właściwie jest w nim warm? Skóra, włosy, tęczówki? Co jest deep? Czy chodzi o ciemne włosy, ciemną skórę, ciemne oczy, średnią jasność całego fenotypu? Co jest bright? Wysokie nasycenie której konkretnie barwy? A może słowo „bright” nagle zaczyna oznaczać kontrast pomiędzy jasną skórą a ciemnymi włosami? Tyle że kontrast jasności i nasycenie to przecież dwie różne właściwości.
Jeszcze mniej mówi mi określenie „coś pomiędzy Wiosną a Jesienią”. Pomiędzy czym a czym właściwie znajduje się ten człowiek? Wiosenność i jesienność nie są cechami biologicznymi, których natężenie można u człowieka zmierzyć. Nie istnieje pigment wiosenny i pigment jesienny ani struktura anatomiczna, która u jednej osoby byłaby bardziej wiosenna, a u drugiej bardziej jesienna. Istnieje za to skóra o określonej pigmentacji i właściwościach optycznych, istnieją włosy zawierające określone rodzaje i ilości melanin, istnieją tęczówki o konkretnej budowie i pigmentacji. Światło jest przez te struktury pochłaniane, odbijane i rozpraszane, a efektem jest to, co widzimy. Możemy próbować ten fenotyp opisać poprzez rzeczywiste właściwości barwy, możemy porównywać jasność, nasycenie, barwę poszczególnych elementów i relacje pomiędzy nimi. Ale stwierdzenie, że ktoś znajduje się „pomiędzy Wiosną a Jesienią”, mówi przede wszystkim o jego położeniu w stworzonym wcześniej modelu. Nie o biologii tego człowieka.
I nie byłoby w tym niczego złego, gdybyśmy powiedzieli wprost, że bawimy się w tworzenie estetycznych kategorii. Możemy przecież stworzyć paletę Czystej Jesieni: wyobrazić sobie intensywną miedź, mocną zieleń, turkus, pomidorową czerwień, złoto. Możemy stworzyć wokół niej cały spójny archetyp i będzie to zapewne bardzo atrakcyjne wizualnie. Takich palet możemy stworzyć dwadzieścia, sto albo tysiąc. Możemy nazwać je porami roku, miesiącami, krajobrazami albo odmianami win i dopóki rozmawiamy o kolorach, wszystko jest w najlepszym porządku.
Problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy mówimy, że stworzyliśmy w ten sposób typ człowieka.
Bo jeżeli jest to rzeczywiście typ człowieka, chciałabym go wreszcie zobaczyć. Nie kolejną paletę, nie koło z zaznaczonym miejscem pomiędzy Bright Spring a True Autumn, nie opis pełen słów „głęboka”, „promienna”, „bogata”, „ciepła” i „wyrazista”. Pokażcie mi dziesięć osób należących do Czystej Jesieni. A potem postawcie obok nich dziesięć osób należących do Ciepłej Jesieni i pokażcie mi, jaka powtarzalna, obserwowalna cecha fenotypu odróżnia pierwszą grupę od drugiej.
To jest banalnie prosty test, a jednocześnie mam wrażenie, że właśnie na nim ogromna część tych konstrukcji zaczyna się rozpadać.
Kiedy oglądam przykłady osób przypisywanych do kolejnych typów, bardzo często nie widzę grupy ludzi o wspólnym, charakterystycznym fenotypie. Widzę osoby o jasnej i ciemniejszej skórze, rudych, brązowych i bardzo ciemnych włosach, jasnych i ciemnych tęczówkach, różnym poziomie kontrastu pomiędzy poszczególnymi elementami urody. Gdyby usunąć podpis „Bright Autumn”, trudno byłoby na podstawie samych tych twarzy odtworzyć regułę, według której zostały umieszczone w jednej kategorii. Co więcej, dokładnie te same osoby równie przekonująco mogłyby ilustrować inną kategorię w innym systemie. I rzeczywiście tak się dzieje: jedna kolorystka widzi w kimś jeden typ, druga inny, a trzecia tworzy jeszcze bardziej szczegółową kategorię, która ma wyjaśnić, dlaczego poprzednie dwie nie do końca pasowały.
To jest dla mnie znacznie większy problem niż samo mnożenie Jesieni. Przykład powinien pozwalać zobaczyć cechę, o której mówi definicja. Jeżeli pokazuję dziesięć osób należących do typu X, powinnam być w stanie wskazać coś, co rzeczywiście je łączy, i coś, co odróżnia je od dziesięciu osób należących do typu Y. Tymczasem bardzo często to nie przykłady pozwalają zrozumieć kategorię. Jest odwrotnie: dopiero podpis pod zdjęciem mówi nam, co mamy w tym człowieku zobaczyć.
I wtedy rzeczywiście zaczynamy niebezpiecznie zbliżać się do zabawy tarotem. Nie dlatego, że rozmowa o kolorze człowieka jest z natury ezoteryczna. Kolor człowieka ma przecież bardzo konkretną biologiczną podstawę. Problem zaczyna się wtedy, kiedy system przestaje potrzebować zewnętrznych kryteriów i zaczyna wyjaśniać sam siebie. Człowiek jest Czystą Jesienią, ponieważ jest warm, deep i bright. Wiemy, że jest warm, deep i bright, ponieważ najlepiej wygląda w kolorach Czystej Jesieni. A wiemy, że są to kolory Czystej Jesieni, ponieważ pasują do ludzi, którzy są warm, deep i bright. Można kręcić się w tym kółku bardzo długo i ani razu nie odpowiedzieć na pytanie, co właściwie zaobserwowaliśmy w człowieku.
Co ciekawe, kiedy rzeczywisty człowiek nie chce się podporządkować tak skonstruowanemu systemowi, bardzo łatwo potraktować to nie jako problem systemu, ale jako dowód na istnienie kolejnej kategorii. Jeśli Jesień powinna być zgaszona, a trafia nam się ktoś, kogo uznajemy za zbyt nasyconego – możemy stworzyć Bright Autumn. Jeśli nie pasuje ani do Wiosny, ani do Jesieni – możemy umieścić go pomiędzy nimi. Jeśli jednocześnie wydaje nam się ciepły, ciemny i nasycony, możemy stworzyć kombinację warm + deep + bright. Każdy kolejny człowiek, który nie mieści się w istniejących szufladkach, może być powodem do zbudowania następnej szufladki.
Tylko być może w pewnym momencie warto zadać sobie pytanie, czy naprawdę odkrywamy kolejne, coraz subtelniejsze typy ludzkiej urody, czy po prostu próbujemy coraz drobniej pociąć rzeczywistość, która od początku nie miała obowiązku układać się według granic naszego modelu.
Ludzkie fenotypy są zmienne. Poszczególne cechy pigmentacyjne występują w najróżniejszych kombinacjach i w dużej mierze tworzą kontinuum. To my nakładamy na tę rzeczywistość typologię, ponieważ klasyfikacja jest wygodnym narzędziem poznawczym. I nie mam nic przeciwko klasyfikacjom. Sama z nich korzystam. Model może być niezwykle użyteczny, o ile pamiętamy, że pozostaje modelem, a jego wartość zależy między innymi od tego, czy rzeczywiście pozwala nam sensownie opisywać obserwowaną rzeczywistość.
Celowo nie podaję tutaj nazwisk, nazw szkół ani konkretnych systemów. Robię tak właściwie od kilkunastu lat pracy zawodowej, bo nie interesuje mnie wytykanie palcem innych specjalistów od koloru ani udowadnianie, że ktoś wykonuje swoją pracę „źle”. Co więcej, uważam, że różne podejścia do koloru mają swoje miejsce i mogą odpowiadać na zupełnie różne potrzeby. Ktoś może szukać przede wszystkim estetycznej inspiracji, gotowej palety, prostych zasad porządkujących garderobę albo właśnie przyjemności z odnalezienia siebie w określonym archetypie. Jeśli takie narzędzie pomaga mu lepiej czuć się we własnych ubraniach, podejmować decyzje czy po prostu bawić się kolorem, nie widzę powodu, żeby odbierać mu tę wartość.
Mnie interesuje coś innego. Od lat próbuję zrozumieć kolor człowieka jako rzeczywiste zjawisko, a nie dopasować człowieka do możliwie atrakcyjnie skonstruowanego archetypu. Dlatego kiedy krytykuję typologię, nie krytykuję osoby, która się nią posługuje. Pytam o model: co właściwie opisuje, na jakiej podstawie wyodrębnia swoje kategorie i czy za używanymi nazwami stoją cechy, które rzeczywiście potrafimy wskazać w człowieku. To są pytania metodologiczne, nie personalne.
I chyba właśnie kilkanaście lat pracy z ludzkimi fenotypami sprawiło, że coraz mniej interesuje mnie spór o to, kto ma właściwą liczbę Jesieni, a coraz bardziej to, czy potrafimy pokazać, co właściwie nazywamy Jesienią. Możemy pracować różnymi metodami, mieć różne cele i proponować klientom różne narzędzia. Nie musimy jednak z tego powodu udawać, że wszystkie stworzone przez nas kategorie są odkrytymi w naturze typami człowieka.
Dlatego znacznie bardziej niż kolejna efektowna nazwa interesowałaby mnie dziś porządna dokumentacja tych typów. Naprawdę. Zamiast kolejnej grafiki z paletami chciałabym zobaczyć dziesięć dobrze sfotografowanych osób należących do typu X i dziesięć należących do typu Y. Chciałabym przeczytać, jakie konkretne cechy obserwujemy w pierwszej grupie, jakich nie obserwujemy w drugiej, które z nich są dla kategorii konieczne, które mogą się zmieniać i jak duża może być zmienność wewnątrz grupy. Wtedy możemy zacząć rozmawiać o tym, czy rzeczywiście wyodrębniliśmy jakiś powtarzalny fenotyp.
Bo bez tego mogę przeczytać, że ktoś jest „Czystą Jesienią”, „Bright Autumn”, „Warm Deep Bright” albo „czymś pomiędzy Wiosną a Jesienią”, i nadal nie mieć zielonego pojęcia, jak ten człowiek właściwie wygląda.
A jeśli typ urody nie pozwala mi powiedzieć niczego konkretnego o urodzie człowieka, którego rzekomo opisuje, to może problemem nie jest jeszcze zbyt mała liczba typów. Może problemem jest to, co właściwie próbujemy za ich pomocą opisać.
Jeśli chcesz wiedzieć więcej o swoich kolorach
Pięknego dnia!
---
Arsenic.pl Aleksandra Galiszkiewicz




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz