OH! Mimose - makijaż i porównanie z pigmentem Mirage


Pigmenty z nowej kolekcji OH! Pure Pigment są przeznaczone dla wizażystów, do tworzenia profesjonalnych makijaży, do sesji zdjęciowych, bodypaintingu i takich tam... Ale przecież te cacka aż się proszą aby dodać smaczku zwykłemu, codziennemu makijażowi. Chodźcie zobaczyć jak ja to robię, że efekt nie jest przerysowany i moje codzienne, nudne smokey nie kapie złotem ani brokatem.

Na początek jednak chciałam wyjaśnić kwestię różnic pomiędzy pigmentami Mimose i Mirage. Czy tylko ja tak mam, że wciąż mi się te dwa mylą?
I ponownie czuję potrzebę wytłumaczenia się z tego, że na każdym zdjęciu te pigmenty wyglądają nieco inaczej. Bo na tym właśnie polega ich magia - są zmienne, błyszczą i odbijają światło inaczej w zależności od ułożenia, kąta padania i fazy księżyca. Piekielnie trudno jest je fotografować i nawet uchwycenie ich w aplikacji Boomerang nie zawsze jest możliwe. A, bo światło nie to i kolorów nie widać, albo błysk "oślepia" obiektyw, który gubi ostrość...
Polecam obejrzeć zdjęcia tych pigmentów w sklepie Kolorowka - bardzo dobrze oddają charakter i kolor danego pigmentu.



Tak, czy owak - na zdjęciu wyżej macie porównanie, dość sugestywne, mam nadzieję. Wyżej znajduje się pigment Mirage, który w porównaniu z pigmentem Mimose (poniżej) wpada bardziej w odcienie, które nazwać można "różowym złotem". Zaś Mimose jest chłodniejszy, wpada w tony fioletowe. A tak poza tym, oba są "różane". :)


Cechą wspólną obu tych pigmentów jest rodzaj i wielkość drobin. Na zdjęciu powyżej macie próbkę nałożoną hojnie na bazę do cieni (Glitter Eyeshadow Base z Bell - baza z jednej ze starszych kolekcji limitowanych), więc może być trudno to ocenić i musicie wierzyć mi na słowo - otóż w istocie oba pigmenty, gdy się je nałoży na suchą, nieprzygotowaną w żaden sposób skórę i w mniejszej ilości, niż tutaj na zdjęciu, dają efekt miliarda lśniących, niewinnych, małych, różanych drobinek.

I o ten efekt właśnie mi chodziło, gdy myślałam o podrasowaniu swojego codziennego makijażu. A mój codzienny makijaż polega na zrobieniu pięciominutowego smokey z pomocą czarnej kredki i odrobiny Color Blend Black. Do tego, oczywiście, mój samoróbkowy podkład mineralny, jakiś fajny, rozświetlający róż, olejek z Bell na usta, rzęsy i gotowe. Do znudzenia, dzień w dzień.
A gdy się w to wklepie trochę różanych drobin, cały makijaż nabiera innego charakteru.



I nie chodzi mi o nic więcej na co dzień. Nie, na powiekach nie mam żadnej bazy do cieni. Pigment Mimose przykleił się trochę do czarnej, roztartej kredki, a trochę, po prostu, do podkładu mineralnego, który nakładam również na powieki. Trzyma się go dobrze, nie zauważyłam aby coś się osypywało w ciągu dnia.

W ten sposób noszę najchętniej pigmenty Mimose, Mirage i Myriad, a także cały szereg pigmentów ze starszej oferty sklepu Kolorowka.com.

Od razu też odpowiadam na pytanie: otóż tak, na ustach również mam odrobinę pigmentu Mimose. Jak? Najprościej: wklepałam palcem pigment we wcześniej nałożony na usta olejek z Bell. To ten z Biedronki za kilka złotych, serdecznie go polecam:


Można też sobie wsypać trochę pigmentu wprost do olejku, tworząc w ten sposób rozświetlający błyszczyk z drobinami. No, ale, cóż - ja nigdy nie wiem, czy danego dnia nie będę chciała wklepać sobie odrobiny innego koloru w usta.
"Słoczyk" olejku z dodatkiem pigmentu Mimose dla zainteresowanych:


Buźka, pięknego dnia Wam życzę!
Arsenic

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger