Kiedy sztuka przypadkiem robi to samo co nauka. Kilka projektów o ludzkim wyglądzie, które rozbrajają etykiety



Przy okazji pisania o projekcie „Gingers” Kierana Doddsa złapałam się na dość prostej obserwacji. To, co ja próbuję robić w analizie kolorystycznej, czyli spokojnie rozkładać wygląd człowieka na czynniki biologiczne i przestawać myśleć kategoriami „typów”, ktoś inny robi równolegle aparatem fotograficznym. Bez zaplecza teoretycznego, bez wykresów i definicji, a mimo to z bardzo podobnym skutkiem. Po obejrzeniu tych prac trudno już wrócić do prostych etykiet.


Dodds w swoim projekcie „Gingers” fotografuje rudowłosych ludzi z całego świata. Na papierze brzmi to jak bardzo wąska kategoria, niemal ciekawostka etnograficzna. W praktyce okazuje się czymś dokładnie odwrotnym. Kiedy patrzy się na kilkadziesiąt czy kilkaset portretów, cała idea „rudawego typu urody” rozpada się na kawałki. Wspólny jest jeden pigment, a cała reszta – kolor skóry, kontrast, rysy twarzy, wrażenie wizualne – zmienia się z osoby na osobę. Zostaje różnorodność, nie wzorzec.
Projekt można zobaczyć tutaj: https://www.kierandodds.com/work/gingers/

Bardzo podobne wrażenie miałam lata temu, kiedy po raz pierwszy trafiłam na „Humanae” Angeliki Dass. Dass robi rzecz jeszcze prostszą: fotografuje ludzi i dopasowuje kolor tła do fragmentu ich skóry, korzystając ze skali Pantone. I nagle okazuje się, że słowa „biały”, „czarny” czy „żółty” nie mają żadnego sensu opisowego. Zamiast kilku umownych kategorii dostajemy setki odcieni, płynne przejścia i pełne spektrum. To projekt, który bardzo elegancko pokazuje, że język kultury jest toporny w porównaniu z biologią.

Podobnie działa „The Atlas of Beauty” Mihaeli Noroc. To już nie jest praca o jednym konkretnym parametrze, ale o twarzach kobiet z różnych miejsc świata. I znowu efekt jest ten sam: im więcej patrzysz, tym mniej sensu mają słowa „typowa uroda”, „egzotyczna uroda”, „klasyczne rysy”. Zamiast wzorców widzisz pojedynczych ludzi, każdy z własną kombinacją cech, których nie da się sprowadzić do jednego przymiotnika.

Podobny mechanizm widzę też w działaniach JR, francuskiego artysty ulicznego, który w projekcie „Face2Face” fotografował zwykłych ludzi po obu stronach muru oddzielającego Izrael i Palestynę, a następnie wieszał ich wielkoformatowe portrety obok siebie w przestrzeni publicznej. Zestawiał twarze osób wykonujących te same zawody – kierowców, piekarzy, nauczycieli – tylko z dwóch „wrogich” stron granicy. I nagle polityczne etykiety przestawały działać, bo patrzyło się nie na „Izraelczyka” czy „Palestyńczyka”, tylko na konkretnego człowieka o bardzo zwyczajnej, ludzkiej fizjonomii. To znowu ten sam efekt: kiedy realna twarz staje przed nami w skali jeden do jednego, uproszczone kategorie kulturowe zaczynają brzmieć absurdalnie.
Projekt: https://www.jr-art.net/projects/israel-palestine

Lubię te realizacje, bo one niczego nie udowadniają na siłę. Nie mają tezy w stylu „wszyscy jesteśmy piękni”. One po prostu pokazują materiał. Twarze, skórę, włosy, oczy. I to wystarcza. Kiedy człowiek naprawdę zaczyna patrzeć, stereotypy same przestają działać.

To jest mi bardzo bliskie, bo dokładnie tak samo wygląda moja praca. Im dłużej analizuję pigmenty, światło i to, jak zachowuje się kolor na realnej twarzy, tym mniej interesują mnie nazwy typów czy sezonów. Typy są wygodne marketingowo, ale biologicznie prawie nigdy nie są precyzyjne. Znacznie sensowniejsze jest patrzenie na mechanizmy i proporcje, na to, co faktycznie dzieje się w tkankach i w percepcji.

Może dlatego tak bardzo cenię projekty Doddsa, Dass czy Noroc. One robią dokładnie to samo, tylko innymi narzędziami. Zamiast klasyfikować ludzi, uczą patrzeć na nich uważniej. A kiedy zaczynamy patrzeć uważnie, etykiety przestają być potrzebne. 

Który stereotyp o wyglądzie najbardziej Ci kiedyś „sprzedano”, a później okazał się kompletną bzdurą? 

---

 Jeśli ten artykuł coś Ci wyjaśnił, zdjął z barków jakiś dylemat, uporządkował chaos albo zwyczajnie ułatwił podjęcie decyzji, to bardzo się cieszę — dokładnie po to tworzę te treści. Na blogu i w social mediach poruszam tematy, które są trudne, niejednoznaczne albo po prostu obudowane internetowymi mitami, i zawsze staram się je rozbroić możliwie prostym, rzeczowym językiem, opierając się na rzetelnych źródłach naukowych. Robię to wszystko za darmo, bo uważam, że wiedzą warto się dzielić, ale jeśli chcesz mnie symbolicznie wesprzeć za pracę włożoną w ten artykuł — możesz postawić mi wirtualną kawę. Będzie mi bardzo miło!

Kliknij obrazek aby kupić wirtualną kawę



Jeśli chcesz wiedzieć więcej o swoich kolorach

– Zapraszam na stacjonarne konsultacje w Krakowie i w Warszawie – 2 godziny w pełni poświęcone Twojemu wyglądowi, z warsztatem, materiałami i konkretną wiedzą.
– Odwiedź też mój sklep online, gdzie znajdziesz gotowe próbniki barw, i e‑booki - przewodniki zakupowe, które pomogą Ci wprowadzić tę wiedzę w życie.

Pięknego dnia!

---

Arsenic.pl Aleksandra Galiszkiewicz


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger