Lush Botanicals krem ultranawilżający In The Air + rabat dla Was!



Dzień dobry! Odezwała się do mnie jakiś czas temu Pani Anna przedstawiając mi swoją markę Lush Botanicals. Nazwa, poza oczywistym skojarzeniem ze starym, dobrym Lushem produkującym świecące i śpiewające kolędy petardy do kąpieli, nie mówiła mi wiele. Jednak po wejściu na stronę od razu zorientowałam się w temacie i przypomniała mi się marka Ilua, o której ostatnio trochę ucichło, również produkująca świeże kosmetyki pakowane w szkło Miron Glass.

Zapytałam zresztą Panią Annę o to podobieństwo, które pewnie i Was intryguje, ale na podobieństwie się kończy: "Ilua i Lush Botanicals spotykają się w kilku punktach, ale to niepowiązane ze sobą marki".
O co więc chodzi? Lush Botanicals produkuje tzw. kosmetyki świeże, naturalne i o bardzo bogatych składach, oraz... bez konserwantów. Kosmetyki należy trzymać w lodówce i zużyć (w przypadku składów zawierających wodę) w ciągu 10 tygodni, lub 6 miesięcy w przypadku serów olejowych, a dodatkowo są pakowane w szkło Miron Glass, o którego działaniu przeczytacie więcej TUTAJ. Szkle Miron Glass przyglądam się już od jakiegoś czasu i - póki co - czekam z opinią. Być może faktycznie jest to tak proste - wszak niektóre leki i substancje również trzymamy w ciemnym szkle aby zapobiec ich utlenianiu, prawda? O tym, w jaki sposób przygotowywane są kosmetyki Lush Botanicals przeczytać można TUTAJ - bezpośrednio na stronie producenta.
Postanowiłam w to wejść i opowiedzieć Wam o kremie ultranawilżającym In The Air - moja skóra nawilżenia ostatnio potrzebuje szczególnie, a dodatkowo przyciągnęło mnie do tego kremu mleczko pszczele... jak i cała reszta składu. 


 Nie jestem fanką składów opartych wyłącznie na wyciągach roślinnych i olejach w ilości przytłaczającej - zdecydowanie wolę trzy, pięć ekstraktów dobranych w sposób przemyślany, ukierunkowany na pomoc w pielęgnacji cery z konkretnym problemem, jak to robi np. Sylveco. W tym przypadku jednak lód moich wątpliwości topią inne dodatki do składu. 

Skład INCI kremu In The Air Ultramoisturiser Lush Botanicals:
  • Citrus Aurantium Amara (Neroli) Flower Water, hydrolat neroli,
  • Aqua, woda,
  • Actinidia Chinensis (Kiwi) Seed Oil, olej z nasison kiwi charakteryzujący się wysoką zawartością NNKT, posiada również witaminy C i E, a także magnez i potas. Polecany do pielęgnacji cery dojrzałej, suchej i podrażnionej.
  • Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, olej z pestek winogron,
  • Betaine, betaina, a dokładniej N,N,N-Trimetyloglicyna, to związek chemiczny o charakterze organicznym, który zalicza się do wielkiej grupy betain. TMG jest pochodną glicyny – najprostszego aminokwasu białkowego. Substancja ta występuje przede wszystkim w burakach cukrowych gatunku Beta vulgaris L., od których pochodzi nazwa zwyczajowa tego związku. W kosmetykach pełni rolę silnie nawilżającego humektantu, jest także antystatykiem.
  • Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, szerszej publiczności składniki te znane są pod postacią Olivem 1000, czyli emulgatora o bardzo przyjemnych właściwościach ciekłokrystalicznych. 
  • Glycerin, gliceryna (wszystkim przejętym sposobem pozyskania tejże, dedykuję link: KLIK!)
  • Isostearyl Isostearate, stary, dobry Crodamol ISIS z Crody, po ludzku mówiąc: roślinny ciekły wosk pomagający "zbudować" konsystencję kremu,
  • Royal Jelly, mleczko pszczele, stymuluje metabolizm skóry, regeneruje i wspomaga gojenie, bardzo polecam lekturę o tym składniku: KLIK!
  • Aloe Barbadensis Leaf Juice, sok z aloesu, nawilża, chroni i koi, bogaty w aminokwasy, enzymy, witaminy i minerały. Ma działanie przeciwbakteryjne. Działa na skórę łagodząco, nawilżająco, wygładzająco, a nawet przeciwzapalnie.
  • Vaccinium Macrocarpon (Cranberry) Seed Oil, olej żurawinowy, wykazuje dużą aktywność antyoksydacyjną. Ma najsilniejsze własności nawilżające spośród wszystkich olejów. Posiada naturalny stosunek 1:1 kwasów Omega-3 i Omega-6 dzięki czemu idealnie odżywia skórę. 
  • Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Oil, olej z pestek malin, jego właściwości zostały wspaniale opisane na BU: KLIK!
  • Ribes Nigrum (Black Currant) Seed Oil, olej z pestek czarnej porzeczki, jak wyżej: KLIK!
  • Prunus Avium (Cherry) Kernel Oil, olej z pestek czereśni. Olej bardzo podobny do oleju ze słodkich migdałów, ale mniej tłusty i o korzystniejszych właściwościach prozdrowotnych i w pielęgnacji skóry. Głównie za sprawą unikalnego wielonienasyconego kwasu alfa-oleostearynowego.
  • Butyrospermum Parkii (Shea) Fruit Butter, masło shea,
  • Citrullus Vulgaris (Watermelon) Seed Oil, olej z pestek arbuza, zwany również olejem ootanga lub kalahari. Jest to wyjątkowo lekki i rzadki olej, który bardzo dobrze się wchłania, nawilża skórę i łagodzi podrażnienia. Ma stosunkowo długą datę przydatności do użycia.
  • Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, olej jojoba,
  • Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, oliwa z oliwek, 
  • Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, olej z nasion słonecznika, 
  • Sodium Hyaluronate, hialuronian sodu, mukopolisacharyd ograniczający TEWL a także humektant, 
  • Tocopherol, witamina E,
  • Panthenol, prowitamina B5, 
  • Aloe Barbadensis Leaf Extract, ekstrakt z liści aloesu, nawilża, regeneruje, stymuluje produkcję kolagenu i elastyny, 
  • Punica Granatum (Pomegranate) Fruit Extract, ekstrakt z granatu zawiera charakterystyczny tylko dla owoców granatu kwas punikowy (Omega-5), zaliczany do sprzężonych kwasów tłuszczowych, który charakteryzuje się intensywnymi własnościami przeciwzapalanymi (niweluje stany zapalne w komórkach skóry) oraz przeciwobrzękowymi. Owoc granatu jest jedyną rośliną zawierającą sprzężone kwasy tłuszczowe. Jest to składnik o wysokiej aktywności antyoksydacyjnej, odżywczej oraz przeciwzmarszczkowej, wzmacniającej skórę i korygującej już zaistniałe objawy starzenia skóry. Polecany w przypadku cery dojrzałej, zniszczonej, suchej, podrażnionej, z objawami fotostarzenia. Stosowany również w pielęgnacji skóry trądzikowej, przy egzemie, łuszczycy i trądziku różowatym.
  • Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Seed Extract, proteiny ze słodkich migdałów, działają nawilżająco, łagodząco, zmiękczająco.
  • Vitis Vinifera (Grape) Fruit Extract, ekstrakt z owoców winogron o silnym działaniu przeciwutleniającym. Doskonały artykuł o tym składniku znajdziecie na portalu Biotechnologia: KLIK!
  • Citrus Grandis (Grapefruit) Seed Extract, wyciąg z nasion grejpfruta wykazuje właściwości przeciwgrzybiczne, przeciwbakteryjne i przeciwwirusowe. Znalazłam w necie informację, że w połączeniu z witaminami i antyoksydantami efektywnie konserwuje kosmetyki naturalne. Niestety, brakowało odnośnika do źródeł tej informacji, dlatego - choć nieco bardziej uspokojona - jednak nie będę na tym polegała.
  • Nelumbo Nucifera (Pink Lotus) Flower Oil, absolut różowego lotosu. Orgazm dla nosa, tyle powiem.  Czym są absoluty - napisałam poniżej.
  • Citrus Nobilis (Mandarin Orange) Peel Oil, olejek eteryczny mandarynkowy, 
  • Citrus Aurantium Dulcis (Sweet Orange) Peel Oil, olejek eteryczny ze słodkiej pomarańczy, 
  • Citrus Limonum (Lemon) Peel Oil, olejek eteryczny limonkowy, 
  • Limonene, jednopierścieniowy weglowodór terpenowy. Znajduje się na liście potencjalnych alergenów.
Na szczęście więc nie jest to wyłącznie chaotyczna mieszanina wszystkich dostępnych olejów z jak największą ilością ekstraktów roślinnych, dobranych "według ceny rosnąco". Znalazło się tutaj kilka bardzo wartościowych składników o działaniu silnie nawilżającym, antyoksydacyjnym, regenerującym i odżywiającym, takich jak np. mleczko pszczele, betaina, witaminy, hialuronian sodu czy ekstrakty z granatu i winogron. Absolut i olejki eteryczne są miłym dodatkiem dopieszczającym nas jeszcze bardziej.
Nawiasem mówiąc, niektóre z tych olejów bardzo chciałabym poznać w czystej postaci - takie np. oleje z pestek czereśni czy z czarnej porzeczki brzmią jak naprawdę niezłe składnik moich serów olejowo-kwasowych. 



Kilka słów o tym, czym są absoluty, bo nazwa zarówno w INCI jak i zwyczajowa mogą być dla Was nieco mylące. To nic innego jak olejki eteryczne danej rośliny, jednak pozyskane nie techniką destylacji ale z użyciem rozpuszczalników, np. heksanu czy alkoholu etylowego. Ekstrakcję rozpuszczalnikiem stosuje się w przypadku bardzo delikatnych kwiatów, które pod wpływem działania wysokich temperatur ulegają zniszczeniu zanim oddadzą swoją duszę ;) Absoluty to drogie surowce, ale są też bardziej skoncentrowane i pachną "całą rośliną", wraz ze wszystkimi niuansami, bardzo naturalnie. Na przykładzie absolutu jaśminu przekonałam się dawno temu, że sztuczne aromaty jaśminowe można śmiało postawić w dziale "fantasy & fiction" - zresztą wiecie o co chodzi. Zapachy jaśminowe w świecach czy perfumach a po prostu pęk świeżego jaśminu to dwa zupełnie różne światy. Cóż, absolut pachnie właśnie tak, jakbyście zanurzyli twarz w pęku świeżych kwiatów.

Tak, swój krem trzymam w lodówce i choć nie lubię tego robić, przywykłam. Od lat robię sobie kosmetyki sama i zdarza mi się małych porcji nie konserwować - wówczas też lądują w znanym mi kąciku lodówki. Rozumiem jednak, że jest to upierdliwe i nie każdemu taka forma przechowywania musi odpowiadać. 

Krem ma leciutką konsystencję - jest to raczej mleczko, ale o zaskakująco "bogatej" formule po nałożeniu na skórę. Kilka razy się zdziwiłam nakładając standardową porcję na twarz, że smaruję i wklepuję... a kremu wystarcza na twarz, dekolt, dłonie i ramiona oraz tyłek partnera plączącego się rano w łazience. Uczulam Was aby nie szarżować z ilością pompek - standardowo dwie, może dwie i ciut wystarczą spokojnie na wykremowanie się po cycki. Zawsze też można dołożyć sobie kolejną warstwę, jeśli skóra tego potrzebuje niż katować się ze zbyt dużą ilością kremu na dłoniach.
Produkt ten, pomimo lekkiej konsystencji, nadaje się również do wykonywania krótkiego masażu.





Jestem zadowolona z efektów, jakie ten kosmetyk mi daje. Chodziło mi głównie o nawilżenie mojej ostatnio wrednie suchej skóry - i, cóż, robi to świetnie. Po nałożeniu i wklepaniu nie mam po jakimś czasie odczucia ściągnięcia, efekt utrzymuje się długo. Ogromną zaletą kremu jest niewątpliwie duża ilość antyoksydantów w składzie - coś dla mieszkanek dużych miast, zwłaszcza w sezonie grzewczym, a także dla palących. Pewnie umrzemy wszyscy z siarką i ołowiem w płucach, ale przynajmniej z piękną skórą bez zmarszczek :) Jest bezproblemowy, jeśli chodzi o stosowanie go pod makijaż - zarówno drogeryjny jak i pod minerały. Pięknie pachnie - świeżo, lekko kwiatowo, lekko cytrusowo. Wyciągnięty rano z lodówki zapewnia dodatkowy efekt zniwelowania opuchlizny. Jest to po prostu przyjemny, luksusowy kosmetyk ze składem godnym uwagi i polecenia. Krem kupić można bezpośrednio na stronie producenta: http://lushbotanicals.com/kategoria/zadania-specjalne/krem-ultranawilzajacy-in-the-air-50-ml-moisturiser-cream


...a ja dla Was mam rabat 15% na zakupy w Lush Botanicals na hasło: gwiazdkaarsenic

Kod jest ważny do 16 grudnia do północy i obowiązuje przy zamówieniach powyżej 150 zł.

Pozdrawiam serdecznie
Arsenic

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger