Sylveco peeling enzymatyczny - nie wiesz co z nim zrobić? Masz aktywny trądzik a do tego wrażliwą cerę? Przeczytaj to!


Jako fanka peelingów enzymatycznych nie mogłam o tym produkcie nie opowiedzieć na blogu. Pisałam Wam już o peelingach Ziaji i Norel (podlinkowałam, klikać, czytać!), najczęściej jednak używam po prostu czystej bromelainy, oczywiście rozmieszanej w odpowiednim stężeniu w mleku w proszku lub innych wypełniaczach. Myślałam od jakiegoś czasu nad stworzeniem prostego przepisu na peeling enzymatyczny w olejach, aby znów - kolejny raz - wykorzystać jako bazę mój olejek myjący albo magiczne masło myjące. I BAMS! O czym pomyślałam, to Sylveco zrobiło ;)

Dlaczego enzymy w olejach? Ponieważ nadal dla mnie kontrowersyjne jest budowanie składu opartego na działaniu bromelainy i papainy, z wodą jako bazą. Przyznaję, że brakuje mi tutaj wiedzy - również tej "zewnętrznej", jeśli więc macie wiarygodne źródła potwierdzające lub obalające tezę, iż enzymy po pewnym czasie kontaktu z wodą tracą na aktywności, dajcie mi, proszę, znać. Dawniej (tj. ok. 4-5 lat temu, gdy zaczynałam się interesować enzymami mocniej) można było taką informację przeczytać w niemal wszystkich szanujących się sklepach z półproduktami kosmetycznymi, dziś nie jest to takie oczywiste - co więc się zmieniło? Nie wiem. Byłoby fajnie, gdyby jakiś technolog mi to łopatologicznie wyjaśnił. Rozmawiałam już o tym z kilkoma, a także z paroma producentami - również takimi, którzy mają wśród swoich kosmetyków produkty z tymi enzymami i wodą w składzie, i nic. Kończy się na zapewnieniach o wysokiej jakości i skuteczności ich produktów, w co zresztą wcale nie wątpię, ale chcę wiedzieć JAK TO JEST ZROBIONE i w JAKI SPOSÓB TO DZIAŁA, a nie czy będę zadowolona.




No. Dlatego właśnie - zwykle podczas wieczornych kąpieli - rozmyślałam sobie o tym, że fajnie byłoby się nad tym wszystkim nie zastanawiać, tylko zrobić sobie po prostu olejek lub wygodniejsze masełko myjące z enzymami w składzie, które to masełko po kontakcie z wodą tworzyłoby mleczną emulsję. I można by było takie masełeło stosować i jako fajną, odżywczo-nawilżającą maskę, jak również jako klasyczny peeling. Lubię takie rozwiązania, bardzo lubię oleje w pielęgnacji, czuję się dzięki nim dopieszczona. Lubię łagodność, powiedziała Arsenic w kontekście peelingu zawierającego enzymy rozcinające wiązania peptydowe aby urwać odwłok musze lub innej cholerze siadającej na roślinie zawierającej owe enzymy...

Olejek geraniowy lubię, nawet bardzo. Jest odświeżający i ma silne właściwości przeciwbakteryjne i przeciwwirusowe (znacie z dzieciństwa potrząsanie "anginką" aby liście rozsiały w pokoju zapach? Często to robiłyśmy z mamą w sezonie "grypowym". Nie wiem czy działało, ale na pewno było miło), a przy tym jego zapach nie odrzuca tak jak niektórych potrafi odrzucić olejek z drzewa herbacianego. Ja bym jednak do swojego magicznego masła enzymatycznego dodała pół... półtora buteleczki olejku bazyliowego, bo mam ostatnio na niego bardzo ostrą fazę (przepraszam, Elu! Byłaś dzielna!) - kocham ten ciepły, ziołowo-drzewno-balsamiczny zapach i mogłabym się w nim kąpać codziennie. Obecnie wszystkie moje samoróbkowe kosmetyki tym pachną. 



Skład peelingu enzymatycznego jest taki, jakim być powinien, skoro mówimy o Sylveco - prosty, nieprzekombinowany, skuteczny i sensowny. Ma wszystko to, co mieć powinien, jeśli mówimy o peelingu enzymatycznym o konsystencji gęstego masła. Napiszę to znowu - tak, zrobiłabym taki sam skład, może jedynie zamieniając olej palmowy na coś innego. To znaczy: gdyby dział marketingu i finansów mnie nie okrzyczał za mocno, wiecie jak to jest ;)

Skład INCI peelingu enzymatycznego Sylveco:

  • Prunus Amygdalus Dulcis Oil - olej ze słodkich migdałów
  • Elaeis Guineensis Oil - olej palmowy
  • Theobroma Cacao Seed Oil - masło kakaowe 
  • Butyrospermum Parkii Butter - masło shea
  • Glyceryl Stearate - monostearynian gliceryny, emulgator
  • Lauryl Glucoside - poliglukozyd laurylowy, spc i emulgator
  • Papain, bromelain - papaina i bromelaina, enzymy roślinne
  • Hydroxystearic Acid - kwas hydroksystearynowy, spc i emulgator
  • Cymbopogon Schoenanthus Oil - olejek eteryczny z trawy cytrynowej
  • Tocopheryl Acetate - octan tokoferylu, wit. E
  • Pelargonium Graveolens Oil - olejek eteryczny geraniowy
  • Citrus Limonum Peel Oil - olejek eteryczny cytrynowy
  • Allantoin - alantoina
  • Benzyl Alcohol - alkohol benzylowy, konserwant
  • Dehydroacetic Acid - kwas dehydrooctowy, konserwant
  • Geraniol - geraniol, składnik olejków eterycznych i/lub kompozycji zapachowych



Produkt ten dostaliśmy wszyscy na jesiennym Secrets of Beauty w górach i pamiętam, że rozmawialiśmy o nim z Michałem. Padło stwierdzenie, że jest to kosmetyk specyficzny i na pewno pojawią się różne zarzuty wobec niego - w mojej opinii wynikające tylko i wyłącznie z braku przyzwyczajenia do takiej formuły. 
W istocie jest to kosmetyk prosty i bezproblemowy, o ile się trzymamy sposobu użycia. Nie silimy się więc na nic, lecz nabieramy odrobinę produktu na dłoń, rozsmarowujemy w tych dłoniach i nakładamy na oczyszczoną acz wilgotną skórę twarzy. W tym momencie nasz peeling zmienia konsystencję na mleczną i delikatniejszą emulsję. To wszystko. Reszta zależy od upodobań i potrzeb skóry - czy zostawimy produkt jako maseczkę na twarzy, którą od czasu do czasu przemasujemy wilgotnymi dłońmi, czy będziemy masować stale przez te sugerowane 3-5 minut. 



Rozmawiałyśmy też o tym produkcie z Elą Kuną Domową i ona stwierdziła, że stałe masowanie dla niej jednak było mocno uciążliwe. Nic na siłę, nie każdy musi lubić/potrzebować takiej pielęgnacji. Tak się składa, że Ela ma piękną, idealną cerę, której niczego nie trzeba do szczęścia, myślę więc, że w jej przypadku doskonale sprawdzi się opcja z maseczką, od czasu do czasu zraszana wodą aby nie zastygła. Tak, konsystencja tego kosmetyku ma tendencję do leciutkiego wysychania i zastygania - nie na skorupę jednak i już odrobina wody (lub wysoka wilgotność powietrza, np. w nagrzanej łazience!) w zupełności zapobiega dyskomfortom wszelakim. 



Pomimo tego, że formuła kosmetyku zmienia się w delikatniejszą po kontakcie z wodą, to nadal jest całkiem spora dawka ciężkich olejów. Nigdy więc nie będzie to tak lekkie jak wspomniane na początku postu kremy z Norel czy Ziaji. Z tego też powodu kosmetyk ten baaaardzo przypadnie do gustu posiadaczkom cery suchej, dojrzałej, wiecznie potrzebującej nawilżenia i ochrony - po zmyciu peelingu skóra jest natychmiast nawilżona, miękka, przyjemniejsza w dotyku nie tylko z powodu działania enzymów, ale właśnie dlatego, że dostała porządną dawkę nawilżenia. Podoba mi się to. 
Mimo wszystko jednak uważam, że z uwagi na skład i działanie, kosmetyk ten jest dedykowany przede wszystkim cerom z aktywnym, ropnym, trudno gojącym się trądzikiem, a do tego wrażliwym i potrzebującym - poza oczywiście złuszczeniem - po prostu ukojenia, łagodności. 
Acha, dziewczyny - nie zapominajcie, że jest to kosmetyk do twarzy, a twarz kobiety kończy się pod cyckami. Ładnie wypielęgnowana skóra na dekolcie i szyi zawsze spoko, prawda? :)

Pozdrawiam
Arsenic

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger