Podkłady mineralne robię sobie już od kilku lat sama i zdecydowanie nie zamierzam wrócić do tych gotowych, sklepowych mieszanek. Głównie dlatego, że mają one ubogi skład, ale też i dlatego, że znalezienie wśród nich odpowiadającego mi koloru jest mordęgą. Ostatecznie i tak musiałam modyfikować ich kolor z pomocą pigmentów lub Color Blends, więc... wolę od podstaw zrobić sobie taki podkład, który ma luksusowy, bogaty skład i kolor idealny dla mnie.
Dzisiaj podsumuję kilka lat mojego doświadczenia w kręceniu swoich podkładów mineralnych i postaram się przekonać Was, że jest to zdecydowanie łatwiejsze niż Wam się wydaje.
W poprzednim wpisie na temat krzemionek skupiłam się na ich budowie, wyglądzie i aspektach, ogólnie rzecz biorąc, dość abstrakcyjnych. Dzisiaj, dla równowagi, pokażę Wam co z tego wszystkiego wynika. Jak można w praktyce wykorzystać różne właściwości krzemionek? Co począć z faktem, że jedna bieli bardziej, a inna jest delikatna jak bańki mydlane? Czy z krzemionek można stworzyć wyłącznie pudry? Gdzie jeszcze można ich dodać, aby stworzyć coś ekstra?
Krzemionki. Słowo wypowiadane miękko i powoli, rozlewające się jak nadzienie toffi po przełamaniu kruchej tafli czekolady... yyy przepraszam, powiedziałam czy pomyślałam? :)
Jest to relacja jeszcze gorąca, ponieważ właśnie wróciłam do domu i rozsiadłam się z herbatą po pierwszym dniu targów LNE w Krakowie. I zebrało mi się na odrobinę marudnego podsumowania.
Zbyt duży wybór baz pod makijaż na rynku? Żadna nie ma dobrej konsystencji? Ceny z kosmosu? Masz ich w szufladzie pierdylion, a i tak prawie nigdy żadnej nie używasz bo dodatkowa warstwa pod podkładem jest ostatnią rzeczą, o której marzysz rano? Jeśli jesteś jedną z tych osób, które zawsze zapominają lub nie chcą nakładać na skórę dodatkowej warstwy pod makijaż, to ten wpis naprawi wszystko.
Pierwotnie miał to być wpis na moim Instagramie - ot, zbiór kilku złotych porad, bez których nie warto nawet włączać młynka do kontaktu. Ale wpis się rozrósł tak, że Instagram go nie zmieścił, więc pomyślałam, że dodam tę garść "pro tipów" do mojego postu z przepisem na puder robiący Photoshopa i inne cuda. Jednak gdy zaczęłam tam się rozpisywać o właściwościach surowców, nie miałam już serca na koniec wykładu jeszcze Wam dowalać dziesięciu przykazów, których i tak nikt nie zapamięta, stąd ten dzisiejszy wpis. Bo temat ten zasługuje na osobny wpis i na zapamiętanie.
Wszystko się zaczęło od tego, że ja - owszem - bardzo lubię jedwab Superfine solo jako puder matujący i utrwalający makijaż, ale przecież nie byłabym sobą, gdyby mnie nie korciło aby coś jednak ukręcić, skomplikować, powymyślać. A potem w sklepie Kolorowka pojawiły się te wszystkie cuda-wianki. A na sam koniec Klaudyna pożyczyła mi, czy może raczej: uratowała mnie swoim pudrem transparentnym marki Illamasqua, gdy na wyjeździe okazało się, że ja pudru swojego nie wzięłam.
Za każdym razem to mówię: trudno uwierzyć, że to już. Już po czterodniowym weekendzie i już po dziesiątym naszym spotkaniu! Jubileuszowe Secrets of Beauty odbyło się ponownie nad morzem i znowu we wspaniałym ośrodku Natura Park w Ostrowie. Tak, to to miejsce, gdzie pachnące żywicą domki stoją w lesie sosnowym, a na terenie ośrodka znajdziemy tężnię, basen, grotę solną i ogromny, murowany, zadaszony grill.
Po wielu gorzkich słowach wypowiedzianych pod adresem indygo i ziołowych farb do włosów ogółem, wróciłam do tej metody farbowania z podkulonym ogonem. Dlaczego?
Któregoś dnia, mieszając w kuchni w miseczce kolejną ciapę składającą się w połowie z maski do włosów, a w połowie z czegoś do jedzenia, przyszło mi do głowy, że może Was to zainteresuje. Jak i po co ulepszam gotowe, sklepowe maski i odżywki do włosów? Co mi to daje? Jakie produkty sprawdziły się u mnie najlepiej? Zapraszam!
Wiem, że lubicie (a przynajmniej niektórzy z Was) gdy opisuję perfumy. Pojawiają się komentarze, że dzięki moim opisom możecie niemal fizycznie poczuć, dotknąć, posmakować danego zapachu. Widzicie wówczas jego kolory, jego muzykę...
Z tego typu produktami do modelowania twarzy, zawierającymi w opakowaniu zestaw mający mi ułatwić życie, zwykle mam bardzo nie po drodze, z uwagi na ich nietrafioną kolorystykę. Nie chodzi tylko o zbyt pomarańczowy puder brązujący (czy też: modelujący, jak kto woli), ale też o fakt, że często w takich zestawach nic do siebie nie pasuje. Ja nie wiem jak to się dzieje, z tego powodu jednak omijam gotowe paletki, świadomie rezygnując z tej niesamowitej wygody, jaką mogą dawać, jeśli zarówno róż, bronzer jak i rozświetlacz wpasują się w naszą kolorystykę, gust i preferowany styl makijażu idealnie.