A powiedz coś po kujońskiemu! Azeloglicyna - pielęgnacja, produkty i efekty po 3 miesiącach stosowania


Azeloglicyna używana jest do leczenia zwiększonej pigmentacji skóry. Substancja ta uważana jest za konkurencyjny i odwracalny inhibitor tyrozynazy, która jest kluczowym enzymem w melanogenezie. Jesienią zeszłego roku włączyłam azeloglicynę do pielęgnacji, a dzisiaj zdaję relację z efektów - zapraszam!


Azeloglicyna (Potassium Azeloyl Diglycinate) jest pochodną kwasu azelainowego, składającą się z kwasu azelainowego i glicyny. Surowiec ten jest rozpuszczalny w wodzie, ma właściwości wybielające oraz reguluje wydzielanie sebum.

Azeloglicyna zachowuje wszystkie właściwości kwasu azelainowego, a jednocześnie dobrze nawilża oraz poprawia kondycję skóry dojrzałej ze względu na zawartość dwóch moli aminokwasu glicyny w jej cząsteczce.
Kolejną zaletą azeloglicyny jest jej dobra rozpuszczalność i kompatybilność z innymi surowcami kosmetycznymi. Azeloglicyna jest rozpuszczalna w wodzie (na zimno). Stabilna w zakresie pH 5 - 11. Naprawdę trudno to przecenić i z pewnością wagę tej informacji zrozumieją osoby, które już zetknęły się z koszmarem opracowywania receptur z dodatkiem kwasu azelainowego.




Kwas azelainowy działa podobnie, wykazuje jednakże pewne problemy techniczne. Przede wszystkim - jest nierozpuszczalny w wodzie, przez co pogarsza rozsmarowywalność preparatów kosmetycznych. Łatwo ulega wytrąceniu i rekrystalizacji. Posiada wysoką temperaturę topnienia, co w konsekwencji wymaga zastosowania podłoża z alkoholem lub wysoką zawartością składników tłuszczowych. 
Azeloglicyna, dzięki lepszym właściwościom chemicznym i fizycznym, rozwiązuje te problemy oraz wykazuje stabilność w towarzystwie większości składników kosmetycznych w zakresie pH 5-11. Ponadto jest autokonserwantem, dzięki czemu nie wymaga stosowania dodatkowej ochrony mikrobiologicznej – działa bakteriostatycznie i bakteriobójczo na bakterie tlenowe i beztlenowe. Szczególnie jest skuteczna w stosunku do Propionibacterium acnes i Staphylococcus epidermidis, odpowiadających za powstawanie trądziku młodzieńczego. 

Sięgnęłam po pełną kurację z azeloglicyną, dostępną w sklepie Kolorowka.com:
Wszystkie produkty są podlinkowane bezpośrednio, żebyście nie musieli szukać. 
Każdy z tych kosmetyków zawiera - oczywiście - azeloglicynę, ale ich składy nie powielają się bez sensu. Każdy skład uzupełnia się w działaniu z pozostałymi kosmetykami z tej serii. Dzięki temu łatwo jest tak dobrać pielęgnację, aby całkowicie odpowiadała naszym potrzebom, a jednocześnie nikt nie wmawia nam, że serum o takim samym składzie jak krem i tonik jest niezbędne, bo tak. Tutaj serum naprawdę jest tym czymś ekstra, tym skoncentrowanym koktajlem składników, który wyśmienicie zabierze się za usuwanie szczególnie opornych przebarwień i trądziku. A dodatkowo, dzięki zawartości biofermentu z aceroli będzie świetnym uzupełnieniem pielęgnacji. Nawet zupełnie innej, opartej na innych składnikach i od innych producentów.

Skład serum z azeloglicyną prezentuje się pysznie:
  • żel hialuronowy 1%działanie nawilżające HA związane jest z bardzo silnymi właściwościami higroskopijnymi. HA w naturalny sposób osłania skórę, tworząc film na jej powierzchni. Ma doskonałe właściwości łagodzące, skutecznie nawilża przesuszoną skórę ze skłonnościami do pierzchnięcia, nadmiernie wysuszoną. Wygładza, poprawia elastyczność, ujędrnia. W połączeniu z kolagenem i elastyną odpowiada w kosmetyku za natychmiastowy efekt liftingu.
  • woda demineralizowana jakości farmaceutycznej - rozpuszczalnik.
  • azeloglicyna - bohaterka dzisiejszego wpisu.
  • bioferment z Aceroli rozjaśnia skórę, działa przeciwutleniająco, przeciwzapalnie, nawilżajaco, wygładzająco. Surowiec polecany jest także do zastosowania w kosmetykach do pielęgnacji cery naczynkowej i z trądzikiem różowatym. Działa na skórę odżywczo, chroni przed promieniowaniem UV. Zmniejsza zaczerwienienie twarzy, wzmacnia naczynia krwionośne, poprawia mikrocyrkulację krwi.
  • wyciąg z aloesu zatężony 10-krotnieregeneruje, ujędrnia, łagodzi podrażnienia, utrzymuje wilgotność. Pobudza regenerację naskórka i ziarnowanie tkanki łącznej właściwej. Likwiduje przebarwienia, wypryski i wysięki skórne. Pobudza podziały komórek skóry, wygładza blizny.
  • mleczan sodudziała silnie nawilżająco. Jest odpowiedni dla każdego rodzaju cery, a w szczególności do cery skłonnej do podrażnień. Ze względu na swoje przeciwbakteryjne właściwości zalecany do kosmetyków do cery trądzikowej.
  • kolagen i elastynato podstawowe białka tkanki łącznej skóry. Kolagen utrzymuje odpowiednią wilgotność skóry, elastyna nadaje skórze sprężystość i elastyczność. Rozpuszczalny kolagen na powierzchni skóry tworzy cienką warstwę - film chroniący przed wpływem otoczenia, zabezpiecza przed nadmierną utratą wody oraz nadaje skórze aksamitny dotyk.
  • kompozycja witaminowa All-in-oneto optymalne połączenie aktywnych składników: witaminy E, witaminy C, witaminy B3, witaminy B5 oraz witaminy B6. Pomaga chronić i dotlenić skórę, zapewnia dodatkowy efekt zmiękczający i nawilżający, stymuluje wzrost komórkowy i regenerację tkanki, zapobiega stanom zapalnym skóry i wspomaga odbudowę uszkodzonej tkanki, zapewnia delikatne działanie przeciwbakteryjne.
Mamy tutaj więc prawdziwą bombę, której działanie rozjaśniające i poprawiające kondycję zmaltretowanej skóry widać po pewnym czasie. Ale jest to też serum, które daje natychmiastowy efekt liftingu skóry, dzięki kombo w postaci elastyny, kolagenu i żelu hialuronowego. 
O właściwościach i sensie stosowania kolagenu i elastyny pisałam obszernie tutaj, serdecznie polecam lekturę:

I to właśnie z powodu właściwości wygładzających tego serum, stosowałam je głównie rano, pod makijaż. Zdarzało się, że mieszałam je z odrobiną kremu z tej serii, gdy moja skóra potrzebowała większej dawki nawilżenia i ochrony. W efekcie nie tylko miałam lekko wygładzone drobne zmarszczki, ale też ładnie wyrównaną strukturę skóry - w sam raz pod minerały!

Serum jest bardzo lekkie, o konsystencji płynnego żelu. Rewelacyjnie miesza się z kilkoma kroplami ulubionego oleju - u mnie był to przez jakiś czas skwalan, dosłownie kropla lub dwie. Bardzo też polecam podarować ten kosmetyk mamie lub babci jako serum na dłonie. Z pewnością docenią jego rozjaśniające właściwości!

U mnie walka była ciężka, bo po wakacjach zostało mi na twarzy trochę przebarwień. Owszem, używam kremów z filtrami - jest to mus przy niemal zerowej ilości melanin w skórze. Mimo wszystko jednak moja skóra po lecie nigdy nie prezentuje się zbyt ładnie, a w tym roku dodatkowo pojawiło się przebarwienie wokół ust, dzięki któremu wyglądam jakbym obrysowała sobie usta konturówką w "śmiesznym" odcieniu brązu.
Ostuda teraz, po ok. 3 miesiącach stosowania kuracji, jest już znacznie jaśniejsza, a cała reszta drobniejszych przebarwień została dosłownie wymieciona. Moja skóra wygląda teraz naprawdę dobrze i nie potrzebuję dużej ilości makijażu aby poukrywać to i owo. Nie odkładam oręża, tonik z azeloglicyną nadal jest w użyciu - ale teraz dodaję do niego moje ulubione kwasy PHA, żeby sobie skórę wypolerować na alabaster do wiosny. ;)


Najwspanialsze w tym wszystkim jest to, że cała seria z azeloglicyną z Kolorowki jest szalenie prosta do wykonania. Niczego nie trzeba podgrzewać, roztapiać, pilnować pH, ani miksować. Te czasy minęły. Wykonanie sprowadza się do wsypania składników do wody i wstrząśnięcia, a w przypadku kremu - po prostu do zmieszania ze sobą wszystkiego z pomocą zwykłej bagietki.
W dodatku wszystkie składniki są już odmierzone, receptura wymyślona, a zamówienie przychodzi do paczkomatu na drugi dzień. To tak jak pójść do drogerii, tylko lepiej - bo i skład jest bogatszy, i zapach można temu nadać jaki się chce z pomocą kropli ulubionego olejku eterycznego.

W przypadku kremu z tej serii skład wygląda następująco:
  • azeloglicyna – bohaterka dzisiejszego wpisu.
  • olej z pestek dyni jest wyjątkowo bogaty w witaminy A, C, E i K, B1, B2, B6, potas, selen, cynk, beta-karoten oraz nienasycone kwasy tłuszczowe. Zawiera również sterole roślinne i skwaleny. Olej ma działanie uelastyczniające, jest doskonałym emolientem, zmiękcza skórę. Działa przeciwalergicznie, przeciwzapalnie, pobudza regenerację nabłonków i tkanki łącznej. Dzięki dużej zawartości potasu ma działanie rozjaśniające blizny i przebarwienia. Działa także oczyszczająco.
  • olej z wiesiołka – reguluje wilgotność, przemianę komórkową i pracę gruczołów łojowych, regeneruje, łagodzi swędzenia, poprawia elastyczność skóry. Bogaty w kwas gammalinolenowy (GLA) będący prekursorem prostaglandyny (PGE1), odpowiadającej za prawidłowy stan skóry. Brak GLA oznacza zatem suchą, zwiotczałą skórę, skłonną do przedwczesnego marszczenia, przebarwień i podrażnień. Kwas gammalinolenowy zapewnia skórze właściwą odporność, a zaaplikowany bezpośrednio w skórę, odmładza ją. Ma również kolosalne znaczenie w leczeniu różnego rodzaju dolegliwości skórnych (sucha skóra, podrażnienia, egzema, wypryski, łojotokowe zapalenie skóry, niektóre rodzaje łuszczycy itp.).
  • hydromaniljest substancją pochodzenia naturalnego. Dzięki obecności galaktomannanów jest doskonałą substancją nawilżającą. Pozwala uzyskać długotrwały efekt nawilżania penetrując głębokie warstwy skóry i ograniczając transepidermalną utratę wody. Reguluje proces złuszczania naskórka i prowadzi do poprawy wyglądu skóry.
  • witamina B3ma korzystny wpływ na tworzenie, funkcjonowanie i stan skóry. Zmniejsza transepidermalną utratę wody przez naskórek, wpływa na produkcję kolagenu. Działa przeciwpodrażnieniowo i łagodząco zarówno na różnego typu dermatozy jak i na zmiany trądzikowe. Rozjaśnia przebarwienia. Jest silnym antyoksydantem.
  • woda demineralizowana jakości farmaceutycznej - rozpuszczalnik.

Olej z pestek dyni jest ostatnio jednym z moich olejowych ulubieńców. Okazało się, że moja skóra bardzo polubiła Jego Tłustość i mam poczucie, że w czasie jego stosowania dosłownie "karmiłam" ją tymi wszystkimi witaminami i składnikami w nim zawartymi. Widziałam poprawę w jej wyglądzie i elastyczności dosłownie z dnia na dzień! Pisałam o nim przy okazji recenzji "kremu dyniowego": 


Uważam, że ten olej z pestek dyni jest strzałem w dziesiątkę w połączeniu z azeloglicyną. Krem z takim zestawem składników będzie nie tylko uzupełniał się z pozostałymi kosmetykami z serii, ale też - stosowany samodzielnie - stanie na wysokości zadania, gdy sięgnie po niego osoba z niemłodą już, a wciąż bardzo wymagającą cerą. Mam tutaj na myśli zarówno przebarwienia, jak i pojawiające się stany zapalne do spółki ze starzejącą się i wysuszoną skórą z pierwszymi objawami trądziku różowatego czy nadwrażliwości wszelakiej. Jak to pielęgnować? Ile pieniędzy potrzeba, by sprostać takim wymaganiom? Otóż to. 


Tymczasem w skład kremu rozjaśniającego z azeloglicyną wchodzi także olej z wiesiołka. Nadużyciem byłoby stwierdzenie, że składnik ten wspiera działanie oleju z pestek dyni - ponieważ sam w sobie jest doskonałym kosmetykiem o unikatowych właściwościach. Wspomaga leczenie podrażnień skóry, AZS, łuszczycy, przywraca zaburzoną równowagę fizjologiczną skóry, wzmacnia barierę lipidową naskórka, chroni skórę przed infekcjami, hamuje rozwój alergii i likwiduje stany zapalne. Wpływa również korzystnie na krążenie krwi, a więc i strukturę, i wygląd skóry, która staje się bardziej elastyczna i uzyskuje ładniejszy koloryt. 

Mało? Do kompletu dostajemy jeszcze niedoceniany hydromanil i fantastyczny niacynamid, oraz możliwość wykonania kremu jedną ręką, trzymając w drugiej telefon i kręcąc nim Boomerangi na Instagram. :)

Krem był dla mnie świetnym uzupełnieniem dla serum i toniku, ponieważ z racji jego konsystencji - treściwej, ale nie obciążającej skóry - doskonale sprawdzał się u mnie jako maseczka na noc. Często też mieszałam go z serum, tworząc nieco lżejszą emulsję - i w tej postaci stosowałam te kosmetyki zarówno na dzień jak i na noc, w zależności od aktualnych potrzeb skóry.
Widzę wyraźną poprawę w elastyczności skóry, poznikały też wszystkie wysuszone na wiór miejsca. Nie tylko zresztą na twarzy, bo po wieczornej pielęgnacji resztkę kremu wmasowywałam sobie w dłonie. Znacie to uczucie, gdy dłonie stają się na powrót szorstkie i wysuszone na wiór, a skóra na nich niemalże pęka - a wszystko jakieś kilka minut po posmarowaniu ich kremem do rąk? Ja tak miałam kilka miesięcy temu. Teraz sytuacja się uspokoiła i śmiem twierdzić, że krem z olejami dyniowym i wiesiołkowym, oraz azeloglicyną wydatnie pomógł w opanowaniu tej sytuacji. Tymczasem żaden krem do rąk nie sprostał temu zadaniu.


Tonik z azeloglicyną skończyłam niedawno, bo wydajny jest jak żaden inny kosmetyk, który znam. Przeżył zarówno serię azelainową, jak i moje samoróbki, które nastąpiły później. Z uwagi na prosty skład będzie świetnym kosmetykiem na początek przygody z azeloglicyną. Uważam też (co zresztą sama sprawdziłam), że doskonale wkomponuje się w każdą inną rutynę pielęgnacyjną, gdy trzeba dodać coś ekstra w prostej postaci.

Skład toniku z azeloglicyną:

  • woda demineralizowana jakości farmaceutycznej
  • azeloglicyna 
  • hydromanil 
  • wyciąg z aloesu zatężony 10-krotnie 
  • witamina B3 
Jego wykonanie jest jeszcze prostsze: wsypać wszystko do wody, wstrząsnąć i gotowe. Odstaw buteleczkę z tonikiem na 2-3 godziny. W tym czasie witamina B3 ulegnie rozpuszczeniu. Ponownie wstrząśnij mocno butelką, aby tonik uległ wymieszaniu. Tonik jest gotowy do użycia.

Nie miałam ścisłego planu używania tego kosmetyku. Poza tym, że był w użyciu codziennie, po każdym myciu skóry. Nie stosuję wacików - ani do demakijażu, ani do przemywania skóry tonikiem, więc może za tym kryje się ta niesamowita wydajność tego kosmetyku. Bardzo lubię "napsikać" sobie trochę toniku (dwie, trzy pompki) na dłoń, lekko rozsmarować i wklepać w skórę twarzy i szyi. Zdarzało się, że powtarzałam te kroki gdy potrzebowałam więcej kosmetyku. 
Dzięki temu nie podrażniam skóry trąc ją wacikami, a także kontroluję miejsce aplikacji - to cecha wyuczona podczas lat stosowania toników z kwasami. Nie polecam rozpylać takich rzeczy bezpośrednio na twarz. 
Moja skóra bardzo lubi takie łagodne traktowanie i ten swoisty rytuał delikatnego ucisku dłońmi. Nie wiem czy tak jest w istocie, ale mam poczucie, że w ten sposób toniki działają lepiej a skóra więcej korzysta ze składników aplikowanych w ten sposób. Z pewnością odczuwalnie lepiej potem chłonie serum i krem - sprawdzone info!

Sens stosowania kosmetyków z azeloglicyną nie zamyka się jednak tylko w rozjaśnianiu przebarwień. Owszem, jest to główną funkcją tego składnika, ale z uwagi na łatwość tworzenia receptur z jej dodatkiem, można opracować skład pod potrzeby konkretnej skóry. Myślę, że po azeloglicynę powinny sięgnąć w pierwszej kolejności osoby borykające się z przebarwieniami pozapalnymi lub z ostudą, a do tego z niemłodą już cerą, potrzebującą uelastycznienia i nawilżenia. 
Na pewno będzie też świetnym dodatkiem do pielęgnacji dla osób z różnymi postaciami trądziku, w tym różowatego! Można stosować ją precież z powodzeniem przy cerze naczyniowej, wrażliwej i skłonnej do rumienia. W tym przypadku zachęcałabym do łączenia jej z moimi ukochanymi kwasami PHA dla uzupełnienia pielęgnacji.

Przy okazji, jak zawsze, przypominam o tym, że twarz kobiety kończy się nad wzgór... No, dobrze, niech  będzie, że nad pępkiem. Zatem całą pielęgnację, jaką serwujemy sobie na twarz, polecam rozciągnąć na obszar szyi i dekoltu. A gdy jest potrzeba (w postaci np. szorstkich krostek) - również na ramiona. Bo czemu by nie? Ramiona gorsze? Dekolt się nie starzeje? Dłoniom się nie należy?


Nawiasem mówiąc, podoba mi się bardzo podejście sklepu Kolorowka.com do kwestii ekologii. Mam info z pewnego źródła, że pracują intensywnie nad ograniczaniem użycia plastiku w swoich zestawach. Są teraz pakowane w papierowe torebki. Natomiast w przypadku zestawu do wykonania jedwabnej odżywki do włosów udało się wyeliminować dwie buteleczki z tworzywa sztucznego na rzecz jednej – szklanej z pipetą. Zestaw jest też pakowany w ekologiczną papierową torebkę. Brawo, Kolorowka!


Ściskam i słońca życzę!
Arsenic

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger