Softshade - jeszcze jeden, trochę inny, dwutlenek tytanu. Najlżejszy, jaki znacie!


Krzemionki już znacie, bo opisałam je dla Was bardzo dokładnie i zaproponowałam kilka sposobów na ich wykorzystanie. Ale co z pozostałymi surowcami ze sklepu Kolorowka.com, czekającymi w tajemniczej szufladzie pod nazwą: "Komponenty podstawowe i dodatki"?
Chodźcie, dzisiaj pokażę Wam Softshade!

Dowiemy się, czym jest ten składnik, jak wygląda, co go wyróżnia spośród tych wszystkich białych proszków ze sklepu, no i najważniejsze: co z tą całą wiedzą można zrobić?

Czym jest Softshade?

Poza oczywistą reakcją: "koksem!" na widok białego proszku, mam też garść informacji trochę bardziej użytecznych dla sroczek kosmetycznych. No, przynajmniej dla tych, które noski pudrują puszkiem, a nie zrolowaną stówą.
#karolstrasburger

Otóż mamy tutaj do czynienia z półproduktem kosmetycznym, który w istocie jest kolejnym rodzajem dwutlenku tytanu. Różni się jednak znacznie od tych form dwutlenku tytanu, które już znamy:
Każdy, kto miał okazję pracować z tymi składnikami, wie że mówimy tutaj o białej farbce - silnie kryjącej i o trudnej konsystencji. 
Chcąc wprowadzić biały dwutlenek tytanu do podkładu czy pudru, trzeba go wstępnie rozetrzeć lub zmiksować z odrobiną podkładu, aby pozbyć się grudek. Trzeba też się pilnować z ilością, bo bardzo silnie rozjaśniają one kosmetyki, do których są dodawane. Ale coś za coś - nie ma lepszego półproduktu, gdy zależy nam na porządnym kryciu. Często jednak walka z rozjaśnianiem podkładu/pudru trwa w nieskończoność, bo im więcej "klasycznego" dwutlenku tytanu w składzie, tym cięższa, bardziej mazista konsystencja kosmetyku. I tym więcej pigmentu trzeba dodać, aby utrzymać właściwy odcień kosmetyku. I tak dalej, aż do zapełnienia wiaderka.

Tymczasem, Softshade jest taką odmianą dwutlenku tytanu, która jednocześnie trochę rozjaśnia, ale nie kosztem ciężkich kompromisów z konsystencją. Wynika to z jego budowy: jest 
to forma dwutlenku tytanu o powierzchni pokrytej miką, krzemionką oraz korundem. Dzięki temu składnik ten jest wyraźnie lżejszy i mniej mazisty niż klasyczny, czysty dwutlenek tytanu. Zerknijcie zresztą na zdjęcia:


U góry: mikronizowany dwutlenek tytanu RS, poniżej biały dwutlenek tytanu.
Softshade
Więcej o klasycznych dwutlenkach tytanu, a także porównanie mikronizowanego RS z tym białym, znajdziecie w jednym z moich starszych wpisów:


Cechy wyróżniające Softshade


Jest to zaiste niezwykły dwutlenek tytanu, ponieważ jako jedyny ze swej rodziny wykazuje zdolność silnego rozpraszania światła (efekt „soft focus”), przez co zmniejsza widoczność drobnych zmarszczek oraz niedoskonałości skóry. Rozjaśnia, skutecznie matuje skórę, silnie adsorbuje sebum i wilgoć. Pozostawia skórę jedwabistą i miękką w dotyku. Która biel tytanowa zapewnia takie atrakcje?


Z tego powodu właśnie będzie to idealny dodatek do kosmetyków, które trzeba lekko rozjaśnić, ale nie kosztem lekkiej konsystencji. Ponadto, jeśli Wasz puder lub podkład nie trzyma sebum w ryzach zbyt dobrze, a przydałoby mu się też trochę rozjaśnienia - to jest ten składnik! 
Słowem, sen o zgrabnym połączeniu najlepszych cech dwutlenku tytanu z najlepszymi cechami krzemionki, niniejszym właśnie się spełnił. 

Wykorzystajmy go!

Uprzedzając pytania cisnące się od razu na klawiaturę: nie, stosowanie go w czystej postaci, jako gotowy puder, jest raczej niewskazane z uwagi na widoczne bielenie. To jednak wciąż jest dwutlenek tytanu, choć wygląda tak niewinnie. 
Najlepszym rozwiązaniem będzie użycie go jako dodatku, w ilości 5-20%, w pudrach lub podkładach mineralnych. Ilość, rzecz jasna, jest uzależniona tylko i wyłącznie od Waszych potrzeb i fantazji. Jeśli nie potrzebujecie bardzo dużego krycia w podkładzie mineralnym do noszenia na co dzień, zaryzykowałabym nawet całkowite zastąpienie nim klasycznego, białego dwutlenku tytanu.

Z pewnością też będzie najlepszym surowcem, gdy się okaże, że Wasz podkład spływa z twarzy po godzinie od aplikacji. Krzemionka, którą pokryta jest powierzchnia tego dwutlenku tytanu, działa jak na krzemionki przystało: chłonie sebum i trzyma makijaż w ryzach.
Tak, można go domieszać również do podkładów innych marek, gdy się nie sprawdzają. 


Oczywiście, można go też dodać sobie do podkładów we fluidzie - w tym przypadku sugerowałabym nie dodawać go aż 20%, lecz zacząć od minimalnych ilości i kontrolować konsystencję, aż do uzyskania tej wymarzonej. Dodatek do fluidu lub emulsji zwiększa jej właściwości matujące, poprawia aplikację, modyfikuje lepkość. Prostym językiem: podkład przestanie się kleić i błyszczeć, będzie bardziej trwały i łatwiej go będzie zaaplikować.


Ale przecież nie byłabym sobą, gdybym po prostu pokazała Wam jakieś nudne ulepszanie pudru czy podkładu z pomocą Softshade, prawda? ;) 
Otóż tak się składa, że w jednej z poprzednich kolekcji marki Bell pojawiły się te "serduszkowe" pomadki, pamiętacie?


Lubiłam je i jedną z czerwieni (nr. 02) mam w szufladzie do dzisiaj, bo - przezornie - zaopatrzyłam się w zapas tego koloru. Jedyny problem z tymi pomadkami wynikał z ich zbyt kremowej konsystencji - one się wręcz potrafiły rozlewać na ustach, kolor nie trzymał linii. 

Gdyby tak więc dodać coś, co nieco ujarzmi, ujednolici tę konsystencję i ułatwi aplikację? I jednocześnie odejmie pomadce trochę tego tłustego, olejowego błysku...?
A może by ją też przy okazji rozjaśnić... 


Dobra, już Was nie trzymam w napięciu. Otóż na te wszystkie potrzeby odpowiada właśnie surowiec Softshade za jedyne 6,50 zł w sklepie Kolorowka.com! :D
Producent obiecuje, że dodając trochę tego składnika do masy pomadki, stanie się ona mniej błyszcząca, żeby nie powiedzieć: bardziej matowa. Jednocześnie, aplikacja pomadki będzie nieco przyjemniejsza, a makijaż - trwalszy.
Sprawdźmy to!


Softshade + pomadka

... = matowa, gładsza, odrobinę jaśniejsza, trwalsza i przyjemniejsza pomadka. Jak?

  1. Wydłubawszy sztyft z opakowania, roztopiłam go w kąpieli wodnej w małym pojemniczku.
  2. Następnie dodałam do masy ok. 10% Softshade i bardzo dokładnie wymieszałam bagietką.
  3. Wciąż trzymając pojemnik z roztopioną pomadką w kąpieli wodnej, sprawdziłam jej kolor i efekt, rozsmarowując odrobinę na dłoni.
  4. Po namyśle dodałam jeszcze 5% Softshade i ponownie sprawdziłam swatch na skórze. 
  5. Mrucząc z zadowolenia, przelałam jeszcze ciepłą masę do oryginalnego opakowania i wstawiłam wbrew wszystkim ostrzeżeniom i regułom świata cywilizowanego, wprost do zamrażarki aby szybko ją schłodzić.

Efekty poniżej:


Pierwszą i najbardziej widoczną zmianą było moje wymarzone okiełznanie tego tłustego, olejowego błyszczenia oryginalnej pomadki. Co oczywiste, moja nowa pomadka stała się nieco bardziej matowa, choć - w moim odczuciu - nie ma to nic wspólnego z tępym matem znanym z typowo matowych pomadek w płynie. Powiedziałabym, że jest to raczej coś na kształt satyny, choć na ustach i tak wygląda na mat. Tylko jakiś taki bardziej komfortowy.
Z dodatkiem Softshade, jej konsystencja wreszcie jest solidniejsza, nie rozlewa się, a przy okazji - wciąż jest kremowo gładka, jedwabista wręcz. 
Może przemawia teraz przeze mnie podekscytowanie udanym eksperymentem, ale wydaje mi się też, że dzięki temu dodatkowi pomadka lekko wypełnia usta. Tj. wygładza drobne nierówności struktury skóry ust, sprawiając że te wydają się pełniejsze. 

Tak, kolor uległ rozjaśnieniu, ale - jak widać - nie aż tak bardzo, jak by się można było spodziewać. Wybrałam czerwień do tego eksperymentu, ponieważ wykombinowałam sobie, że jeśli Softshade silnie mi ją rozjaśni, to z różem też da się żyć. ;) 
Jak się okazało, przyjdzie mi żyć z niewiele jaśniejszą, może trochę bardziej jaskrawą, czerwienią. I bardzo się z tego cieszę.

Z uwag technicznych

Łącznie do swojej roztopionej pomadki dodałam ok. 15% Softshade i odnoszę wrażenie, że jest to maksymalna ilość, jaką tłuste masy pomadkowe są w stanie "znieść", aby ich nakładanie i noszenie wciąż było komfortowe. 

15% dla opornych: po wydłubaniu pomadki, zważ ją, aby móc później obliczyć ile to będzie 15% Softshade. W moim przypadku sama masa pomadki ważyła ok.11 gramów, więc dodałam niecałe 2 gramy Softshade. 

Moja pomadka pochodziła z kolekcji limitowanej i raczej nie będzie już dostępna w sklepach. Jednak pokazany tutaj sposób sprawdzi się w przypadku każdej pomadki, która wg Was błyszczy się zbyt mocno i jest za bardzo kremowa, rozlewa się na ustach, lub zbyt szybko ściera.

Mówimy o błyszczeniu wynikającym z użytych w pomadce olejów, np. rycynowego, dającego ten charakterystyczny blask (porównajcie to z shea, które jest niemal matowe). Dodatek Softshade NIE będzie miał wpływu na błyszczenie się drobin, np. pigmentów czy brokatu w pomadce.

Radzę uzbroić się w szpatułkę podczas wyskrobywania pomadki z pojemnika, w którym ją topiliście.

Udanej zabawy! Zerknijcie czasami na mój Instagram, bo pewnie tam niebawem zaprezentuję moją nową-starą pomadkę na ustach i powiem co nieco o tym, jak się ją nosi.
Arsenic

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger