DIY: Rozświetlająco-wygładzający pyłek mineralny pod oczy

Od jakiegoś czasu myślę o stworzeniu przepisu na jakiś fajny, wygładzająco-rozświetlający, delikatny pyłek do utrwalania makijażu wokół delikatnej skóry oczu, ale... Mam już jeden puder (link poniżej), z którego jestem bardzo zadowolona i wcale, ale to wcale nie widzę siebie używającej 2 różnych pudrów do wykończenia makijażu. No i wreszcie mnie olśniło: robimy korektor pod oczy ze specjalnymi właściwościami!
W zasadzie puder "z efektem Photoshopa" spełnia wszystkie moje wymagania i jestem z niego bardzo zadowolona. Mogę go również od czasu do czasu używać do utrwalania makijażu w okolicy oczu, bo krzemionka w nim zawarta nie pochłania sebum tak bardzo jak inne krzemionki. I robię to, choć nie wiem czy mogę wszystkim tę metodę polecić. Myślę, że bezpieczniej będzie nie miotać tak rewolucyjnymi zapewnieniami, bo - znam przecież życie - jest to krótka droga do nieszczęścia. Za chwilę się okaże, że ktoś ma kuku, bo zrobił ten mój puder, ale akurat miał pod ręką krzemionkę Sebum Max Control, więc co mu tam. I będzie, że Arsenic zła, namawia do wysuszania sobie skóry i takie tam. 

Albo, że to "od czasu do czasu" już nie dotarło, wzrok się po tym prześlizgnął akurat gdy nie było połączenia z mózgiem, i ktoś sobie wesoło używa tego pudru codziennie (ba! Kilka razy dziennie, bo przecież poprawić trzeba!) pod oczy testując tym samym odporność swojej skóry na wysuszanie. A przy tym może jeszcze wdycha ten pył i sypie sobie nim do oczu.
Koloryzuję? Może trochę...


Dlatego dzisiaj ukręcimy sobie coś specjalnie pod oczy, co nie będzie wysuszało skóry, będzie korektorem, trochę rozświetlaczem, będzie też delikatnym pyłkiem, który wygładza drobne zmarszczki jak szalony, a w dodatku nie trzeba już będzie tego pudrować, bo samo będzie pudrem. Jedziemy!



Jakie składniki będą nam potrzebne? I dlaczego?

Wymyśliłam sobie, że przede wszystkim ten korektor ma być lekki. Ma być jak baśniowy pyłek, którego ani nie będzie widać, ani czuć na skórze. Tzn. widać tak - bo przykryje zasinienia, ale ma to robić w taki sposób, aby skóra wyglądała jak skóra, a nie jak kilo pudru, w dodatku załamującego się w miejscu zmarszczek. Wiecie, o czym mówię, wszyscy znamy ten widok.
Z tego powodu od razu pomyślałam o mikrosferach silikonowych. Jest to taki produkt, który zachowuje się nieco podobnie do krzemionek sferycznych, tj. daje to niesamowite, jedwabiste uczucie na skórze, wygładza zmarszczki wypełniając je swoimi drobniutkimi sferami, a dodatkowo jest to składnik wodoodporny, pokrywający skórę cienkim filmem. W przypadku tak problematycznego obszaru jak skóra wokół oczu, trudno przecenić zdolność mikrosfer silikonowych do zapobiegania przeznaskórkowej utracie wody. Tak, to jest to właśnie pośrednie działanie nawilżające!
Dodatkowo, w przeciwieństwie do krzemionek, składnik ten nie wysusza skóry i może być stosowany nawet do skóry suchej. 




Drugim składnikiem, który od początku był tutaj w planie jest czarodziejski Nylon-12 Perfect Illusion. Jest to takie coś, co emituje rozproszone światło widzialne, daje soft-focus, a do tego jeszcze wygładza - mamy więc tutaj natychmiastowy efekt anty-aging. Grzechem byłoby nie skorzystać z takich właściwości, ten składnik jest stworzony do produktów pod oczy!

Skoro mówimy o produkcie pod oczy, pomyślałam sobie, że idealnie byłoby jeszcze włączyć do receptury coś pielęgnującego, np. alantoinę czy puder jedwabny. Ta pierwsza - wiadomo, regeneruje, ułatwia gojenie i odnowę uszkodzonego naskórka. Zmniejsza pieczenie, łagodzi, zaczerwienienie skóry wrażliwej. Ma także działanie nawilżające, wygładza i zmiękcza skórę. Jest więc idealnym składnikiem, który pierwszy będzie łagodził, gdy coś pójdzie nie tak. Z kolei puder jedwabny Superfine to odmiana najwyższej jakości. Gładki, lekki jak piórko, o właściwościach zarówno nawilżających, jak i odżywczych, dzięki zawartości aminokwasów. 
Nieczęsto można spotkać te składniki w sklepowych produktach pod oczy... a szkoda. Nie są bardzo drogie, a w moim odczuciu robią kolosalną różnicę. 

Dalej kombinowałam już z bardziej przyziemnymi sprawami dotyczącymi cech idealnego korektora pod oczy, czyli: kryciem i kolorem. Jak wiemy, krycie zapewniają nam różne odmiany dwutlenku tytanu, czyli tego białego, kredowego pigmentu, który jest trudny we współpracy - szczególnie, jeśli planujemy zrobić coś delikatnego jak pyłek. Jest to surowiec ciężki, mazisty, lubiący się zbrylać i robić na skórze efekt kruszonki, gdy poszalejemy z ilością. Z tego powodu poleca się go rozrobić z czymś o przyjemniejszej konsystencji, np. z miką, a jeszcze lepiej z jakąś specjalną odmianą miki, np. wzbogaconą mirystynianem magnezu, który zwiększa przyczepność, trwałość i sypkość miki. Warto też dodać trochę stearynianu magnezu, który jeszcze bardziej polepszy przyczepność naszej mieszanki i zwiąże lepiej składniki.

A kolor, wiadomo, da się "załatwić" dodatkiem wybranej bazy kolorystycznej albo matowego pigmentu z gamy brązów. 

Zaczyna się robić trudno, prawda? Receptura nam się komplikuje, trzeba klikać to wszystko, zamawiać osobno, kombinować ze stężeniami, przeliczać, męczyć się... Wróć! Nie trzeba. 
Planując tę recepturę szybko zorientowałam się, że właściwie interesują mnie tylko dwa składniki - nylon i mikrosfery silikonowe, a cała reszta ferajny jest już odważona i ładnie ze sobą wymieszana w Concealer Base Mix. Ta Kolorowka, co? <3
Jest to gotowa mieszanka miki wzbogaconej mirystynianem magnezu ze stearynianem magnezu, dwutlenkiem tytanu, a także z dodatkiem alantoiny i pudru Superfine - a wszystko wymieszane ze sobą na gładki pyłek w takich proporcjach, aby krycie było bardzo wysokie, a konsystencja wciąż przyjemna. 

Ostatecznie więc wyszło na to, że do wykonania mojego wymarzonego, rozświetlająco-wygładzającego pyłku-korektora pod oczy wystarczą mi... cztery składniki ze sklepu Kolorowka.com



Jak dobrać proporcje i jak wykonać korektor?

Chcecie wersję łatwiejszą, czy bardziej skomplikowaną?

Ta łatwiejsza brzmi tak: weźcie Concealer Base Mix w dowolnej ilości i dodajcie do niej dużą szczyptę mikrosfer silikonowych, małą szczyptę nylonu oraz wybranej bazy kolorystycznej taką ilość, żeby po zmieszaniu wyszedł odpowiadający Wam kolor. Jeśli wyszedł za ciemny, dodajemy więcej Concealer Base Mix, więc warto mieć jej trochę odsypane na podorędziu.

To jest sprawdzona metoda. Wszystkie składniki mieszamy w woreczku strunowym, nie jest do tego potrzebny młynek ani moździerz, a wręcz odradzałabym ich użycie z uwagi na możliwość zniszczenia struktur nylonu, mikrosfer czy jedwabiu.

Po wstępnym zmieszaniu składników w woreczku, sprawdzamy kolor na skórze. Jeśli konsystencja naszego korektora jest za mało jedwabista, dodajemy mikrosfer, jeśli za mało kryje - dodajemy bazy korektorowej, itd. Właściwości wszystkich składników opisałam Wam powyżej, kombinujcie :)
Po każdym dodaniu kolejnego składnika, sprawdzamy kolor i konsystencję na skórze, aż osiągniemy doskonałość. 



Wersja trudniejsza różni się od łatwiejszej tym, że udaje mądrzejszą, ale nią nie jest. Wszystko bowiem ostatecznie sprowadza się do odmierzania, dodawania i kombinowania na oko aż wyjdzie coś zbliżonego do założeń. Nie da się zaprojektować kosmetyku wyłącznie na papierze.
Podstawową różnicą w tym przypadku jest to, że wyciągamy wagę, papier śniadaniowy, łyżeczki miarowe i zapisujemy wszystko w notatniku. Każde dziesiętne grama nylonu dosypane do bazy, każdą mikro szczyptę bazy kolorystycznej... A potem te wszystkie gramy sumujemy, przeliczamy na procenty, wiecie, znacie to już, pisałam o tym:

Złote rady dla robiących własne kosmetyki kolorowe


W moim przypadku początkowym założeniem były takie proporcje (na ok. 5 g korektora):

  • Concealer Base Mix - 55% - 2,75 g
  • Mikrosfery silikonowe - 35% - 1,75 g
  • Nylon-12 Perfect Illusion - 5% - 0,25 g
  • Dodatki: Color Blend, pigment perłowy, tlenki modyfikujące kolor - ok. 5 % - ok. 0, 25 g

Przy czym szybko zorientowałam się, że ilość wybranego Color Blend będzie w każdym przypadku mocno indywidualna. U mnie jest to bardzo mało, mniej niż na powyższym przykładzie. Część zaplanowanej porcji podmieniłam na Concealer Base Mix, ponieważ korektor wyszedłby mi po prostu za ciemny. Przestałam też w tym momencie zapisywać, gdyż nie zależy mi na odtworzeniu tej receptury. Za jakiś czas będę miała fantazję pewnie zrobić sobie co innego i powstanie zupełnie nowa receptura.
Orientacyjnie podpowiem, że w moim korektorze finalnie jest nieco więcej bazy, niż zakładałam.

Nylonu w tym zestawieniu jest już maksymalna ilość. Nie polecam dodawać go więcej, ponieważ dzieje się to kosztem krycia korektora.
To samo dotyczy mikrosfer - oczywiście, im jest ich więcej, tym konsystencja kosmetyku jest gładsza, bardziej jedwabista i wygładza to-to jak szatan, ale też kosztem krycia.

Ilość dodatków jest uzależniona wyłącznie od Waszych preferencji. Może ich być znacznie mniej niż łącznie 5%, jeśli potrzebujecie bardzo jasnego korektora bez dodatkowych fajerwerków. Wówczas część tych 5% zastępujecie po prostu bazą korektorową.

Pomyślałam też o pigmentach perłowych, które świetnie nadają się do tego typu kosmetyków. Jako niewielki dodatek do korektora mineralnego nadają satynowe wykończenie, rozświetlając problematyczne okolice. To bardzo dobry pomysł i polecam spróbować! 
Myślę, że dobrym wyborem dla takich bladziochów jak ja będzie tutaj pigment Champagne, ponieważ ma bardzo jasny, delikatny, bladozłoty odcień. Dodatek szczypty tego pigmentu nie zamieni więc koloru korektora w żółciutkiego kurczaczka, ale pomoże ukryć problematyczne zasinienia pod oczami.

Na pewno też warto zwrócić uwagę na pigmenty: 



A dla ciemniejszych karnacji: 


Rzecz jasna, to tylko przykłady, możliwości kombinowania z pigmentami jest znacznie więcej.
Ja tym razem postawiłam na korektor bez dodatku pigmentów perłowych, żeby sprawdzić właściwości Nylonu. Niewykluczone jednak, że jeszcze sobie dodam jakichś błyskotek do niego. Wyszło mi... nieco ponad 5 gramów korektora. To bardzo dużo korektora. 
Korektora pod oczy ;)

A tak przy okazji - mam nadzieję, że wszyscy rozumieją, iż można go stosować na całą twarz i wszędzie tam, gdzie trzeba coś ukryć? To, że ma skład szczególnie dobrze robiący skórze pod oczami nie oznacza, że nie sprawdzi się już nigdzie indziej. Zobaczmy więc jak wypadł...


Test tatuażu

Proszę:

Owszem, nałożyłam go nieco grubiej do zdjęcia, żeby zrobić na Was wrażenie. Myślę sobie jednak, że nie tylko mnie zdarza się nakładać trzy warstwy korektora mineralnego w okolicach oczu tylko po to, żeby, cóż, zrobił swoje. Tego tutaj wystarczy jedna warstwa, jeśli nie macie siniaków po kickboxingu lub tatuażu na twarzy.

Konsystencja jest bardzo dobra - nie ciastkuje i nie warzy się, wręcz stapia się ze skórą. Rzeczywiście, zauważam wygładzenie drobnych, denerwujących zmarszczek pod oczami. Wygląda to dobrze. Dodatkowo, odnoszę wrażenie, że nieco przedłuża mi trwałość makijażu. Tj. kredka z górnej powieki migruje mi pod oczy znacznie później, przez co mam szansę po południu nie mieć czarnych worów pod oczami.
Można nim robić poprawki w ciągu dnia! Można - rozsądną ilość, umówmy się - dołożyć go sobie tu i tam, gdy coś się wytrze lub osypie, i wciąż wygląda to dobrze.

I na koniec: moja propozycja to wersja super-duper-premium, dla lubiących kombinować z dodatkami. Mając jednak do dyspozycji tak fantastyczny produkt jak Concealer Base Mix w zupełności wystarczy po prostu dodać do niej wybranej bazy kolorystycznej, żeby stworzyć w pełni działający, kryjący, porządny korektor z alantoiną i pudrem jedwabnym w składzie. 

Miłego mieszania!
Arsenic

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger