Krzemionki. Słowo wypowiadane miękko i powoli, rozlewające się jak nadzienie toffi po przełamaniu kruchej tafli czekolady... yyy przepraszam, powiedziałam czy pomyślałam? :)
Jest to relacja jeszcze gorąca, ponieważ właśnie wróciłam do domu i rozsiadłam się z herbatą po pierwszym dniu targów LNE w Krakowie. I zebrało mi się na odrobinę marudnego podsumowania.
Zbyt duży wybór baz pod makijaż na rynku? Żadna nie ma dobrej konsystencji? Ceny z kosmosu? Masz ich w szufladzie pierdylion, a i tak prawie nigdy żadnej nie używasz bo dodatkowa warstwa pod podkładem jest ostatnią rzeczą, o której marzysz rano? Jeśli jesteś jedną z tych osób, które zawsze zapominają lub nie chcą nakładać na skórę dodatkowej warstwy pod makijaż, to ten wpis naprawi wszystko.
Pierwotnie miał to być wpis na moim Instagramie - ot, zbiór kilku złotych porad, bez których nie warto nawet włączać młynka do kontaktu. Ale wpis się rozrósł tak, że Instagram go nie zmieścił, więc pomyślałam, że dodam tę garść "pro tipów" do mojego postu z przepisem na puder robiący Photoshopa i inne cuda. Jednak gdy zaczęłam tam się rozpisywać o właściwościach surowców, nie miałam już serca na koniec wykładu jeszcze Wam dowalać dziesięciu przykazów, których i tak nikt nie zapamięta, stąd ten dzisiejszy wpis. Bo temat ten zasługuje na osobny wpis i na zapamiętanie.
Wszystko się zaczęło od tego, że ja - owszem - bardzo lubię jedwab Superfine solo jako puder matujący i utrwalający makijaż, ale przecież nie byłabym sobą, gdyby mnie nie korciło aby coś jednak ukręcić, skomplikować, powymyślać. A potem w sklepie Kolorowka pojawiły się te wszystkie cuda-wianki. A na sam koniec Klaudyna pożyczyła mi, czy może raczej: uratowała mnie swoim pudrem transparentnym marki Illamasqua, gdy na wyjeździe okazało się, że ja pudru swojego nie wzięłam.