Za każdym razem to mówię: trudno uwierzyć, że to już. Już po czterodniowym weekendzie i już po dziesiątym naszym spotkaniu! Jubileuszowe Secrets of Beauty odbyło się ponownie nad morzem i znowu we wspaniałym ośrodku Natura Park w Ostrowie. Tak, to to miejsce, gdzie pachnące żywicą domki stoją w lesie sosnowym, a na terenie ośrodka znajdziemy tężnię, basen, grotę solną i ogromny, murowany, zadaszony grill.
Po wielu gorzkich słowach wypowiedzianych pod adresem indygo i ziołowych farb do włosów ogółem, wróciłam do tej metody farbowania z podkulonym ogonem. Dlaczego?
Któregoś dnia, mieszając w kuchni w miseczce kolejną ciapę składającą się w połowie z maski do włosów, a w połowie z czegoś do jedzenia, przyszło mi do głowy, że może Was to zainteresuje. Jak i po co ulepszam gotowe, sklepowe maski i odżywki do włosów? Co mi to daje? Jakie produkty sprawdziły się u mnie najlepiej? Zapraszam!
Wiem, że lubicie (a przynajmniej niektórzy z Was) gdy opisuję perfumy. Pojawiają się komentarze, że dzięki moim opisom możecie niemal fizycznie poczuć, dotknąć, posmakować danego zapachu. Widzicie wówczas jego kolory, jego muzykę...
Z tego typu produktami do modelowania twarzy, zawierającymi w opakowaniu zestaw mający mi ułatwić życie, zwykle mam bardzo nie po drodze, z uwagi na ich nietrafioną kolorystykę. Nie chodzi tylko o zbyt pomarańczowy puder brązujący (czy też: modelujący, jak kto woli), ale też o fakt, że często w takich zestawach nic do siebie nie pasuje. Ja nie wiem jak to się dzieje, z tego powodu jednak omijam gotowe paletki, świadomie rezygnując z tej niesamowitej wygody, jaką mogą dawać, jeśli zarówno róż, bronzer jak i rozświetlacz wpasują się w naszą kolorystykę, gust i preferowany styl makijażu idealnie.