Włosowo się na moim blogu zrobiło - przedwczoraj pisałam o oleju Khadi (KLIK!), a dziś przyjrzę się masce, którą już prawie wykończyłam wspólnie z moim Mężczyzną.
Jego opinię o produkcie również poznacie, bo zdaje się, że zużył tej maski znacznie więcej niż ja. Dzieje się tak dlatego, że ja preferuję jednak maski olejowe i lekkie odżywki bez spłukiwania, ew. wodniste serum z Kolorówki. Cóż jednak ze mnie byłaby za kobieta, gdybym co chwilę nie zmieniała zdania?
Ta wiosna naprawdę dała mi w kość - najlepszą wizualizacją tego, jak bardzo będzie stwierdzenie, że mój blog jakieś dwa miesiące temu obchodził swój pierwszy rok istnienia... a ja się zorientowałam dopiero kilka dni temu! Jestem w szoku, że to już, ale w związku z tym...
Milion lat temu pisałam o przeciwzmarszczkowym oleju Khadi: KLIK!, który wywołuje jęki i westchnienia. Wierzcie lub nie, skończyłam go całkiem niedawno, a jeszcze podzieliłam się nim z kilkoma osobami aby też miały po czym wzdychać. Są to szalenie wydajne produkty, więc cena w tym przypadku jest jak najbardziej usprawiedliwiona i rozsądna.
Obecnie od pewnego czasu używam oleju Khadi do włosów, który pochodzi ze sklepu Organeo.
W przeciwieństwie do glinek ze sklepu Kolorowka.com, o których pisałam tutaj: KLIK! glinka ghassoul jest zdecydowanie przeznaczona wyłącznie do maseczek/mycia. Nie jest mikronizowana, więc nie nadaje się jako dodatek do podkładów czy pudrów - i to widać, czuć. Ale po kolei.
"Nocując" u Eli po Igraszkach Kosmetycznych buszowałyśmy w swoich stertach prezencików, jakie dostałyśmy od sponsorów na spotkaniu. Oczywiście od razu rzuciły nam się w oczy i dłonie śliczniaste lakiery do paznokci od Eveline. Postanowiłyśmy być jak sweetaśne bliźniaczki (tak, to kompletnie nasz styl, eehe) i pomalować sobie pazury na ten sam kolor.