Kiedy sztuka przypadkiem robi to samo co nauka. Kilka projektów o ludzkim wyglądzie, które rozbrajają etykiety
Przy okazji pisania o projekcie „Gingers” Kierana Doddsa złapałam się na dość prostej obserwacji. To, co ja próbuję robić w analizie kolorystycznej, czyli spokojnie rozkładać wygląd człowieka na czynniki biologiczne i przestawać myśleć kategoriami „typów”, ktoś inny robi równolegle aparatem fotograficznym. Bez zaplecza teoretycznego, bez wykresów i definicji, a mimo to z bardzo podobnym skutkiem. Po obejrzeniu tych prac trudno już wrócić do prostych etykiet.




