Moje przemyślenia o kosmetykach Alterra


Długo zwlekałam z wyrażeniem swojej opinii, bo chciałam aby była poparta jakąś wiedzą. 

Za długo siedzę w światku kosmetyczno-marketingowym aby (często) dawać się ponosić owczemu pędowi. 
Wybaczcie dosadny język, ja sama się z siebie przy tym śmieję, bo przy całej mojej filozofii kupowania tylko rzeczy z przyzwoitym składem, często przymykam nań oko po prostu ze sroczej chęci posiadania danego kosmetyku. 
I dopóki to wynika ze świadomego wyboru, jest wg mnie ok.

I tym razem, choć kosmetyki Alterra mnie zaciekawiły i wypróbowałam ich, śmiem twierdzić, mnóstwo, nie wierzyłam ślepo w huraoptymistyczne recenzje i przekopałam internet wyszukując informacje o każdym kolejnym składniku. Wyniki mocno ostudziły mój entuzjazm.


Kosmetyki Alterra robią furorę w przeciągu ostatnich miesięcy, zarówno na YouTube, jak i w blogosferze. Są rekomendowane jako naturalna alternatywa dla śmieciowych kosmetyków drogeryjnych. Cieszy, że nie mają parabenów ani SLS czy silikonów.

Przyznam, że mój pierwszy kontakt z tą firmą nie należał do zbyt miłych. Jako pierwszy kupiłam krem na dzień z aloesem i zdecydowanie nie polubiliśmy się. Brzydko się smuży, pachnie okropnie i ten zapach jest na tyle drażniący, że łzawiłam za każdym razem gdy sobie nim smarowałam twarz, nawet omijając okolice oczu z daleka. 

Dodam przy tym, że często używam czystego miąższu z aloesu na twarz i dłonie (w połączeniu z olejami) - nigdy mnie nie podrażnił, więc nie jest to winą aloesu w tym przypadku, że krem tak na mnie działa.
Zużyłam go na dłonie i stopy, nie kupiłam ponownie. 

Przetestowałam wszystkie kremy Alterry, pozostałe były w porządku, ale odnoszę wrażenie, że nie nawilżają mojej skóry tak jak ona tego potrzebuje. Zdecydowanie wolę więc żel hialuronowy zmieszany z olejem zamiast tych kremów.

Kupiłam także olejek, Limetka&oliwka. Niestety, jestem osobą, która bardzo szybko nudzi się zapachem gdy ten nie rozwija się na skórze, nie jest wielowymiarowy. Ten znudził mi się bardzo szybko, pod koniec wręcz nie mogłam znieść tego zapachu – tym bardziej, gdy zrozumiałam, że w gruncie rzeczy wszystkie kosmetyki Alterry pachną dla mnie tak samo.

Szampony także przetestowałam wszystkie, jakie Alterra ma w asortymencie – są ok, myją, nie przesuszają włosów, są w miarę wydajne, ale... przy tym są dość przeciętne. I wszystkie pachną tak samo jak dla mnie. Nie ma szału.

Cieszyłam się jednak, że nie zamęczam mojego skalpu niepotrzebnie SLSami. No, ale nie byłabym przecież sobą, gdybym nie zaczęła drążyć tematu. Moja opinia o produkcie nie może polegać wyłącznie na zapewnieniu producenta, że jest to kosmetyk naturalny.

Zerknijmy więc, co w istocie ma w składzie mój ostatni szampon Alterry (Biotyna i kofeina):

  1. Aqua
  2. Lauryl Glucoside
  3. Sodium Coco Sulfate
  4. Cocamidopropyl Betaine
  5. Glycerin
  6. Lauroyl Sarcosine
  7. Punica Granatum Extract*
  8. Aloe Barbadensis Extract*
  9. Acacia Farnesiana Extract
  10. Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride
  11. Alcohol*
  12. Parfum**
  13. Linalool**
  14. Limonene**
  15. Geraniol**
  16. Citronellol**
  17. Citral**

* surowce pochodzące z uprawy kontrolowanej biologicznie.
** naturalne olejki eteryczne.

Większość recenzji, jakie czytałam/oglądałam zawierała zastrzeżenie, że „gdyby nie ten alkohol...”.
Cóż, gdyby nie ten alkohol, szampon roiłby się od bakterii i grzybów, i narobiłby dużo syfu nam na głowie, jest bowiem jedynym konserwantem w składzie. Ciekawostką w przypadku alkoholu zawartego w kosmetykach jest jego właściwość: alkohol w stężeniu ponad 50%, stosowany na skórę, powoduje jej odtłuszczenie gdy natychmiast po zastosowaniu jest usunięty. Gdy jednak pozwala mu się wyparować ze skóry, wówczas nie powoduje odtłuszczenia.
Tutaj mamy go w składzie na 11 miejscu, jest go więc w gotowym kosmetyku zdecydowanie mniej niż 50%. 

Trzeba zrozumieć, że pod względem mikrobiologicznym kosmetyki muszą być czyste, w związku z czym coś je musi konserwować, jeśli zawierają w składzie wodę. Moim skromnym zdaniem alkohol jest jednym z lepszych, naturalnych konserwantów i w przypadku akurat tego składu nie stanowi w ogóle przedmiotu dyskusji.
To, co przykuło moją uwagę znajduje się na pozycji nr 3.
Produkt reklamowany jako pozbawiony tanich, przemysłowych detergentów, łagodny i nie wysuszający, ma w składzie coś podejrzanie podobnego z nazwy do SLS. Zobaczmy, co mówią mądre księgi na temat Sodium Coco Sulfate.

Inne nazwy: Sodium dodecyl sulfate; Sodium monododecyl sulfate; Sodium lauryl sulfate; Sodium monolauryl sulfate; Sodium dodecanesulfate; Sodium coco-sulfate; dodecyl alcohol, hydrogen sulfate, sodium salt; n-dodecyl sulfate sodium; Sulfuric acid monododecyl ester sodium salt. Jest naturalnym odpowiednikiem SLS. Sodium Coco Sulfate to łagodniejsza forma SLS, gdyż i jedno i drugie jest z oleju kokosowego tylko, że SCS jest nieco bardziej oczyszczone z atomów węgla od SLS, ale pozostaje detergentem. Jest to jednak ciągle siarczan sodu. Oba detergenty – SLS jak i SCS mają ten sam numer CAS: 151-21-3, co oznacza, że są praktycznie tym samym związkiem. (Numer CAS to oznaczenie numeryczne przypisane substancji chemicznej przez amerykańską organizację Chemical Abstracts Service (CAS), pozwalające na identyfikację substancji.Patrz: http://www.cas.org) Jest często wykorzystywany do produkcji szamponów do włosów w formie stałej. Jeśli chcemy używać detergentów to jest to opcja lepsza niż SLS, ale gorsza niż delikatne środki myjące pochodzące z cukrów (zawierają w nazwie słowa: Glucoside lub Glutamate).”


Trochę to nie w porządku ze strony producentów, ale z drugiej strony – sami napędzamy takie akcje. Przez blogosfery falami przetaczają się mody na piętnowanie różnych składników. Najpierw parafina była be, potem parabeny, teraz palimy na stosie SLS. Za każdym razem producenci odpowiadali, wypuszczając kosmetyki z wielkimi napisami krzyczącymi z opakowań: „BEZ PARAFINY! BEZ PARABENÓW! BEZ SLS!”. Prawda jest taka, że zwykle te związki muszą być czymś zastąpione. Czymś działającym podobnie i niedrogim. Prawdę znajdziemy więc nie na etykiecie, tylko w składzie.

W tym przypadku działanie SCS jest złagodzone nieco Kokamidopropylobetainą na czwartym miejscu w składzie. Co nie zmienia jednak faktu, że wolę mimo wszystko szampony bez drażniących tensydów w składzie.

Wracając do tego konkretnego szamponu – nie, nie twierdzę, że jest zły. Pomijając detergent mogący wysuszać i podrażniać, nie ma silikonów i może pochwalić się zawartością ekstraktów roślinnych. Nie jest to jednak skład wybitny, godny aż takiej reklamy w internecie. Jest to godny polecenia, tani szampon. 
To, że alternatywą są strasznie chemiczne, drażniące ścierwa w sklepach absolutnie nie powiększa jego zalet. Jest godnym polecenia, tanim szamponem.

Dobra alternatywa? Choćby Facelle, też z Rossmanna, który jak dla mnie ma skład idealny dla skór wrażliwych, reagujących swędzeniem, łupieżem, przesuszeniem i histerią na szampony z mocnymi detergentami. Wypróbowałam, doskonale myje włosy, jest wydajny aż do znudzenia i fajnie działa na skórę. Jeśli więc nie lecisz na ładny zapach i zależy Ci na czymś, co na pewno nie podrażni skóry głowy i nie wysuszy włosów – polecam. Napiszę o nim wkrótce trochę więcej.

Tak, wiem, żel do higieny intymnej jest w naszej świadomości czasem nie do przeskoczenia. Trzeba sobie jednak uświadomić, że ten podział na płyny do mycia każdej części ciała osobno, także został wprowadzony sztucznie przez producentów... Do umycia całego ciała, łącznie z głową wystarczy w zupełności jeden, jedyny żel, nie piętnaście. 1x6 zł, nie 15x6 zł. :) 

Podsumowując – daleka jestem od piętnowania Alterry. Wręcz przeciwnie, wielką radość mi sprawia za każdym razem gdy czytam, że pod wpływem popularności ich produktów ktoś zaczął zwracać większą uwagę na składy, choć do tej pory tego nie robił. 
Mają przyzwoite produkty, choć nie rewelacyjne. 
Sprawdź – jeśli nie wysuszają Cię i nie podrażniają, to używaj na zdrowie.
Ja jednak szukam dalej :)


Dajcie znać, co myślicie o kosmetykach Alterra, jestem bardzo ciekawa Waszej opinii.


Miłego dnia!
Arsenic

46 komentarzy:

  1. Ja mam emulsje do intymnych z biedro ma sls a umyłam tym łeb i lepiej moje włosy to tolerują niż np szampony timotei te nowe z paraben free serii które może i parabenów nie mają ale mają SLS
    ogólnie paranoja nie wiem czym myć włosy by było dobrze- i tanio do cholery to szampon którego używam codziennie niemal że.

    Brakuje mi w sklepach tych dawnych szamponów bambino czy tam czegoś z kaczuszką czy tych pokrzywowych co dziadek używał a mi śmierdziały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szampony Alterra nie są złe. Jesli ich działanie nie powoduje u Ciebie suchości czy podrażnień to używaj na zdrowie. Jeśli wolisz coś łagodniejszego - polecam Facelle, ale on też ideałem nie jest ;)

      Niestety, drogeryjne szampony zwykle mają sls + coś jeszcze w składzie takiego, czego lepiej unikać.
      Mówisz o tym Bambi?
      http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=9184

      Usuń
    2. I o tym pokrzywowym?
      http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=16629

      Jak widzisz, raj naszego dzieciństwa też nie jest pozbawiony chemii. Ale wtedy producenci mieli choć tyle przyzwoitości, żeby żądać za taki produkt dokładnie tyle pieniędzy, ile jest wart a nie reklamować go jako cudowny eliksir, który zrobi nam fotoszopa na głowie.

      Usuń
    3. ale zobacz ten szampon ma skład jaki ma ale nic z łbem się nie działo odżywek się nie używało a kłaki były fest wiec co jest grane?
      No daje rade u mnie Alterra i już nawet sls się poświęcam ale do zmycia po olejowaniu. Ogólnie jest lipa nie wiem czym myć czachę by była good.

      Ostatnio podrażnień głowy brak. zmian w pielęgnacji masa olejuję. Mam też parę ruskich kosmetyków. Ziołówki jakieś. ale tez musiałam dopracować aplikację. Tez wiem że narzekam chcę włosów jak latina a mam cienkie i wkurzajace.

      Usuń
    4. Te ruskie są całkiem dobre. Wczoraj przeglądałam sobie ich składy i pewnie się w końcu skuszę na kilka produktów, bo są śmiesznie tanie a lepsze niż Pat&Rub niektóre.
      Z włosami to jest trochę jak z pielęgnacją skóry - wystarczy oczyszczać i nawilżać a poza tym zostawić w spokoju, wtedy wyglądają najlepiej :)

      Usuń
    5. Ja mam olejki od nich i tonik do kłaków ale musiałam przelać do butli z atomizerem bo to eliksir z Green Pharmacy przypomina a wlane w butlę bez atomizera. nie szło tego po ludzku nakładać. rozlewałam za dużo dawkowałam obciążało. A teraz super mam kłaki. poluję teraz na szampony i masła od nich ale znów się spłukałam :D

      Usuń
    6. Remedium, szampony z kaczuszką można kupić w zwykłym kiosku Ruchu. Przynajmniej ja kupuję je tam od czasu do czasu. A jeśli chodzi o najzwyklejsze (co nie znaczy złe) szampony ziołowe, to polecam Barwę, do dostania w każdym Tesco za 3-4 zł, tylko trzeba się nisko nachylić do najniższej półki ;))

      Usuń
    7. Mój kiosk zbankrutował:D A Barwy szukam! Dzięki!:D

      Usuń
  2. Ja lubię, dla mnie to i tak ogromny sukces, że po tylu latach ktoś pomyślał, żeby wprowadzić bardziej naturalne produkty, które nie kosztują majątku :) Alterra ma swoje słabsze i mocniejsze produkty, dlatego nie trzymam się tak mocno tej jednej marki, co chyba widać na moim blogasie ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i właśnie ja też chciałam najpierw sprawdzić organoleptycznie o co chodzi z tymi kosmetykami, bo w którymś momencie boom był niesamowity na nie.
      Są ok, ale bez przesady i tak jak mówisz: dobrze, że zwracają uwagę ludzi na to, że mogą się pielęgnować trochę naturalniej.

      Usuń
  3. Ja też nie jestem zachwycona kosmetykami alterry, choć nie miałam ich dużo;) Takie nijakie dla mnie;) Jakiejś krzywdy nie robią ale Wow tez nie ma;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba wszyscy mieliśmy zbyt wielkie oczekiwania co do tych kosmetyków obejrzawszy tyle entuzjastycznych recenzji o nich. Ja też po cichu liczyłam na coś ekstra, bo oznaczałoby to bardzo tanią, naturalną i skuteczną pielęgnację dostępną w każdym Rossmannie. A to zwykłe, normalne kosmetyki są, tyle że z lepszymi składami niż inne propozycje z drogerii.

      Usuń
  4. Pienknie napisane psze pani, po prostu pienknie ;)
    Uwielbiam posty poparte konkretnymi argumentami, a nie falą owczego pędu na miłowanie czegoś lub jego palenie na stosie- bo przecież większość tak robi, mówi lub pisze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nie korciło Cię...? Z wesołym pomekiwaniem pognać do Rossmanna i wypełnić koszyk mazidłami z Alterry? ;)

      Usuń
    2. Kurcze, no jakoś mnie nie korciło nic z Alterry, ale z Alverde i owszem :)

      Usuń
  5. Arsenic, prawie każda moja styczność z alterrą to porażka. Pasował mi tylko orchideowy krem pod oczy i skrytykowane przez ciebie olejki. Ok, nie są siódmym cudem świata, ale do codziennej pielęgnacji (smaruję ciało po prysznicu) wystarczają. No i są niedrogie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, pamiętam ten krem orchideowy - nie był zły, ale nie dawał mi takiego nawilżenia, jakie lubię. Często mieszałam go z olejkami. A właśnie, co do olejków z Alterry, to źle się wyraziłam. Spróbowałam tylko tego jednego i po prostu zbrzydł mi zapach. Przesyciłam się Limonenem i Cytralem w kosmetykach, ale jeśli chodzi o składy tych olejków to są świetne! Jeśli tylko Twoja skóra lubi tak obszerne składy, to używaj na zdrowie! :)

      Usuń
  6. Fajne, mądre uwagi!
    Osobiście lubię Alterrę, ale, właśnie, wiem o co chodzi i mam podobne spostrzeżenia co do alkoholu i "nieSLSów"... Dobrze, że to napisałaś. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że istnienie takich kosmetyków poruszyło ciekawość ludzi. Mam nadzieję, że zainteresowanie naturalną pielęgnacją nie wygaśnie i za rok też będziemy mogły podyskutować o różnicach w składach :)

      Usuń
  7. Ja olejki lubię, ich zapachy też mi pasują, nawet na dłuższą metę. Żel pod prysznic kokosowy też w porządku. I narazie tylko te produkty Alterrowe używałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może się przemogę i spróbuję jeszcze jakiegoś olejku Alterry. W sumie są chyba namocniejszymi punktami w ich asortymencie.

      Usuń
    2. Ja je stosuję tylko do masażu, zwłaszcza z migdałami i papają. Dla moich włosów są jakieś neutralne.

      Usuń
    3. Nie każde włosy lubią mieszanki olejów. Tak jak moje - gdy próbowałam je olejować mieszaniną kilku olejków, zrobiły się oklapnięte, matowe i nijakie, a sam czysty olej kokosowy działa na nich cuda. Być może Twoje też wolą jeden składnik na papu :)

      Usuń
  8. Też tylko o kosmetykach czytałam jednak jeszcze ich nie używałam.
    Twój post dodatkowo mi wiele wyjaśnił, dzięki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogłam pomóc. Mam jednak nadzieję, że nie odstraszyłam Cię od używania kosmetyków Alterra, są one bowiem całkiem dobre - sprzeciwiam się tylko temu bezrefleksyjnemu powtarzaniu czyjejś pierwszej, superpozytywnej opinii o nich. Być może Tobie bardzo przypasuje któryś z ich kosmetyków, na który ja już patrzeć nie mogę ;)

      Usuń
  9. Lubię te kosmetyki,ale nie zachwycają.Bardzo cieszę się ,że tu trafiłam bo dowiedziałam się ciekawych rzeczy na temat serii Alterra,dziękuję;);*

    OdpowiedzUsuń
  10. ten krem z aloesem skutecznie mnie zniechęcił do kosmetyków alterry :O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja ich kremów pewnie już nie kupię, wolę jednak samodzielnie sobie jakiś ukręcić i mieć pretensje tylko do siebie, jeśli będzie powodował łzawienie. Może jednak się skuszę jeszcze na któryś z ich olejków, bo wypróbowałam tylko jeden.

      Usuń
  11. Alterry do włosów uzyłam raz...zużyłam, ale nie będę wracać do niego...moje włosy potrzebują zupełnie czegoś innego ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. własnie musze spróbowac te Facelle.
    Fajny artykul :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mnie szampony alterry nie zachwyciły, wole joanne z slsem który moje włosy spokojnie tolerują i kosztuje połowe mniej. Przydałoby się więcej takich głosów rozsądku w blogosferze, nie rozumiem kompletnie tych nagonek na 'szkodliwe substancje'.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nagonki lubią się same nakręcać i rozrastać do dziwacznych rozmiarów - niepotrzebnie. Jak sama zauważyłaś, jeśli Twoje włosy dobrze znoszą ich działanie, to nie ma co na siłę szukać zamiennika. U mnie to nie zdaje egzaminu, bardzo szybko wysusza i podrażnia mi skórę głowy, więc nie mam zamiaru się męczyć, no bo w imię czego?
      Inna sprawa, że większość tych nielubianych substacji faktycznie szkodzi w jakimś tam stopniu i w jakiś sposób - nie chodzi o to, że trują jak arszenik, ale mogą np. powodować właśnie przesuszanie i zanim dotrzesz do tego, co Ci szkodzi, mogą narobić szkód. Do wszystkiego trzeba podchodzić z umiarem i spokojem, a przede wszystkim - wszelkie rewelacje zweryfikować samemu. Pozdrawiam!

      Usuń
  14. Też nie rozumiem nagonki na alkohol, ale również nie do końca na parabeny i inne składniki. Nie jestem jakimś specem w tej dziedzinie, ale wiem, że krem przede wszystkim musi być czymś zabezpieczony, zakonserwowany, żeby nie zrobił nam krzywdy. Poza tym ta nagonka na sprawdzone od lat konserwanty też mnie męczy, bo koniec końców zapłacimy za to my. Producenci zmuszeni przez konsumentów będą szukać nowych substancji, na których długofalowy efekt trzeba będzie sporo poczekać. Dlatego ja już wolę alkohol i parabeny niż coś, o czym nie wiem zupełnie nic, a producent niewiele ode mnie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie uzywalam zadnych produktow z Alterry, ale po obejzeniu i przeczytaniu wielu zachwalajacych opini pobieglam do DM i kupilam kilka szamponow i odzywek z Alverde, do konca zuzylam tylko jeden, reszte zostawilam napoczeta, moje wlosy po stosowaniu tego "cudownego" specyfiku zostaly pozbawione blasku i byly kompletnie wysuszone, teraz "lecze" wlosy tymi zlymi i okropnymi szamponami i maskami z silikonami ;-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Na początku byłam szamponami zachwycona, zużyłam nawet ze 3 butelki, ale potem zauważyłam, że przesuszyły mi włosy... Jeśli chodzi o kremy, to aloesowy mnie nie nawilża, ten do cery wrażliwej tez nie, ale zaczęłam go stosować na inny produkt (na krem do cery atopowej AA półtłusty) i razem tworzą świetny duet na dzień i jeden z moich ulubieńców, maseczka do cery dojrzałej mnie uczuliła, a oleje uwielbiam, ale nie do końca wiem, o co chodzi, że są z Rosmmanna wycofywane... Wczoraj będą w Rossmannie zobaczyłam 2 ostatnie i wrzuciłam czem prędzej do koszyka...
    Wracając do szamponów naturalnych, uwielbiam Monotheme... ale tu znowu nie mam pewności co do tego czy są w pełni naturalne, bo na składach się po prostu nie znam...

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja miałam odżywkę do włosów z Alterry, osławioną już Grnat i Aloes. Dla mnie jest jedną z fajniejszych odżywek, bo świetnie nawilża włosy :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Używam od początku roku Alterry - lubię jej mydła, raczej w kostce (kolor lawendowego przepiękny) ale wypróbowałam również w płynie. Lubię i będę używać odżywki do włosów - sporadycznie używam szamponów - myję włosy odżywką :) Używam maseczki aloesowej - mnie nie podrażnia, lubię jej chłód na skórze.Skusiłam się też na oba rodzaje ampułek - szału nie robią ale krzywdy też nie. Za to ceny są bardzo owszem oraz samopoczucie, że robię coś dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Zaczęłam od kremu pod oczy Alterra - nie szczypie, nie podrażnia - chwała mu za to! Obawiałam się go po tym, jak podrażnił mnie Iwostin - niby taki łagodny... Dodatkowo zakupiłam kapsułki z olejkiem do twarzy. Czaję się na ten słynny krem do mycia twarzy - ale póki co mam jeszcze 3/4 butelki żelu z Avene, więc najpierw skończę jego i zacznę testować Alterrę.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja właśnie używam żelu do higieny intymnej Facelle i jestem zadowolona. Skład produktów Alterry faktycznie czasami jest niezbyt fajny, stosowałam odżywkę Granat i Aloes, ale bez szału

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie bardzo wiem skąd te oczekiwania. :)
    Spójrzcie na cenę, to i oczekiwania Wam spadną. ;)

    Ja lubię te kosmetyki.
    I każdy pachnie mi inaczej.

    Szampony Alterra, to jedne z nielicznych, którymi mogę myć głowę, bez uszczerbku na dłoniach z AZS. Nie robią też krzywdy mojemu dziecku, ma po nich super włoski.
    Ostatnio leczyłam nimi jednorazowe mycie głowy jakimś Garnierem. Syn miał skorupę na głowie. Tłustą, jak ciemieniucha. Kilka myć Aleterrą i wróciło do normy.

    Szukam innych, może bardziej idealnych, ale te są całkiem w porządku. A cena przyzwoita.

    OdpowiedzUsuń
  22. Lubię Alterrę ale nie szampony, moja skóra głowy nie lubi SLSów: szczypie, łupież i ogólnie ble. Za to lubię odzywki,maski,mleczko brzoskwinia i liczi oraz krem przeciwzmarszczkowy różany.

    OdpowiedzUsuń
  23. Przetestowałam i zdecydowanie odradzam dezodoranty Alterra i krem koloryzujący z wyciągiem z moreli. Dezodorant kompletnie nie działa, krem koloryzujący źle się rozprowadza i "roluje".
    Natomiast szampony (różne) i odżywkę używałam z córką i naszym zdaniem są ok. Za to olejek do ciała z papają i migdałami to absolutna rewelacja - pięknie pachnie, ładnie się wchłania :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Muszę przyznać, że Alterra otworzyła mi oczy na przyczyny niektórych dolegliwości mojej skóry. Niby w składy już powoli zaglądałam, ale nie sądziłam, że takie rzeczy jak szampon czy żel mogą mieć lepszy skład niż to co w drogerii. Zwłaszcza, że niekoniecznie chciałoby mi się, szukać i kupować przez Internet takich produktów, ale z lepszym niż drogeryjne składem. Olśnienie przyszło kiedy przestała mnie swędzieć skóra głowy, kiedy przerzuciłam się na szampon Alterry. Pomyślałam: "To robi AŻ TAKĄ różnicę?!" Zatem jestem wdzięczna tym kosmetykom za otworzenie się na lepsze produkty do codziennej pielęgnacji, które nie muszą być drogie, ani super, ale są przynajmniej mniej szkodliwe niż cała ta masówka.

    OdpowiedzUsuń
  25. Myślę, że z kosmetyków Alterry każdy znajdzie coś dla siebie, choć nie są idealne.
    Dla mnie na przykład kremy są okropne (wypróbowałam dwa), zero nawilżenia, więcej syfów, jednak u mnie to jest po dosłownie każdym kremie, jak na razie (marzy mi się krem z Aleppo, ale 100 złotych to duża kwota, a z tych gotowców ze sklepów z półproduktami każdy 'gotowiec' zawiera jakiś olej, który może zapychać, zaś sama bałabym się coś komponować) dlatego zaczęłam używać olejów.
    Za to uwielbiam olejek (mango i papaja chyba), działa cuda, jeśli chodzi o włosy. Poza tym krem myjący też jest rewelacyjny, bardzo dobrze myje i nie ma mowy o żadnym przesuszeniu.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Arsenic - naturalnie z przekorą , Blogger